Posłuchajcie go, bo mądrze prawi. Ben Affleck mówi, co stanie się z kinami przez koronawirusa

Felieton/Film 23.09.2020
Posłuchajcie go, bo mądrze prawi. Ben Affleck mówi, co stanie się z kinami przez koronawirusa

Posłuchajcie go, bo mądrze prawi. Ben Affleck mówi, co stanie się z kinami przez koronawirusa

Tak naprawdę to Ben Affleck nie mówi o niczym nowym, a jedynie o przyspieszeniu procesu, który i tak był już w toku.  Tym niemniej trudno nie przyznać mu racji. Co konkretnie powiedział niedawny Batman i reżyser filmu „Operacja Argo”?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W jednym z najnowszych wywiadów Ben Affleck wyraził swoje obawy względem kinowego życia ambitnych produkcji średniego i małego budżetu w świecie po pandemii koronawirusa.

Jego zdaniem wszystkie filmy, które nie będą ogromnymi widowiskami i superprodukcjami z przeznaczeniem do oglądania na wielkim ekranie, przeniosą się na mniejsze platformy, czyli do streamingu.

Filmy takie jak „Miasto złodziei” czy „Operacja Argo”, czyli filmy, które ja wyreżyserowałem, w tych nowych warunkach trafiłyby od razu do serwisów streamingowych. Każdego roku pojawiałoby się 20 do 25 filmów, które byłyby dystrybuowane w kinach i byłyby to produkcje pokroju tych, które robi Disney, jak „Aladyn”, „Gwiezdne wojny” czy „Avengers” – wszystkie te, które gwarantują zyski w kinach na poziomie minimum pół miliarda dolarów i więcej – mówi Ben Affleck.

Przecież już teraz obserwujemy, jak opornie idzie zarabianie pieniędzy filmowi „Tenet”. Jego wpływy to obecnie 250 mln dol. w skali globu, a niedługo minie miesiąc od premiery. Skoro więc tak głośny film ma problemy z generowaniem przychodów, to te mniejsze miałyby jeszcze większy.

Tym bardziej, że nawet kiedy pandemia Covid-19 będzie już tylko smutnym i traumatycznym wspomnieniem, ludzie wcale nie tak od razu rzucą się do kin.

Dla wielu będzie to łącznie ponad rok absencji w świątyni dużego ekranu. Spora część z nich mogła się już dawno przestawić i nastawić na konsumpcję filmów za pośrednictwem szeroko rozumianego VOD. I tylko wielkie widowiska z imponującymi sekwencjami akcji będą w stanie zachęcić ich do ponownego odwiedzenia kin.

Sądzę, że dla filmów będących dramatami i tych wszystkich produkcji ze średnimi budżetami, będzie bardzo trudno o kinową dystrybucję. Będziemy oglądać albo ogromne produkcje z dystrybucją na światową skalę albo małe, niszowe filmy grane w kilku prestiżowych kinach studyjnych, a reszta, zdecydowana większość, trafi do streamingu – kontynuuje Affleck.

Oczywiście ma rację. Sam już od kilku lat mam te same wnioski i nie potrzeba było pandemii, by do nich dojść. Od kiedy tylko w siłę rośnie Netflix, a na rynku pojawiają się kolejni jego konkurenci, przyszłość filmów zdaje się podążać w tym kierunku. A mianowicie duże ekrany z przeznaczeniem na superprodukcje, a wszystko pozostałe do konsumpcji domowej.

Tak jak w wielu innych obszarach związanych ze sztuką i biznesem, pandemia Covid-19 przyspieszyła cywilizacyjny skok do świata cyfrowego. Ze wszystkimi tego plusami i minusami.

Samego mnie przeraża fakt, że z jednej strony tęsknię za kinami, a z drugiej… zdecydowanie mniej, niż bym siebie o to posądzał. Choć byłem w kinie już kilka razy w ciagu ostatnich tygodni, głód nie wrócił i w większości przypadków cenię sobie wygodę (a może to lenistwo?) oglądania filmów w domu.

Tym samym oczywiście nie wyobrażam sobie oglądania „Czarnej Wdowy” czy nadchodzącego „Mission: Impossible 7” na ekranie mniejszym niż kinowy. I rzeczywiście tylko tego typu wydarzenia popkulturowe będą w stanie wygrać z niepewnością i niepokojem ludzi, którzy będą rozważali powrót do zamkniętych sal kinowych i oglądania filmów, siedząc obok obcych ludzi. A tego typu emocje będą pewnie towarzyszyć wielu osobom jeszcze długo po opanowaniu koronawirusa.

Mam w tym wszystkim nadzieję, że cała branża filmowa zdoła się dostosować do tych nowych warunków. Tak, aby każda ze stron wyszła z nich jak najlepiej. W końcu gdy jakakolwiek gałąź X muzy zostaje złamana, to traci na tym, prędzej czy później, całe filmowe drzewo.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

16 odpowiedzi na “Posłuchajcie go, bo mądrze prawi. Ben Affleck mówi, co stanie się z kinami przez koronawirusa”

  1. A mnie brakuje zwykłego, normalnego kina. Kino francuskie, włoskie… Kto powiedział, że bohaterowie muszą nosić rajtuzy i muszą latać? Dlaczego to nie mogą być zwykli ludzie i zwykle historie? Film też nie musiałby zarobić miliarda, bo produkcja też nie kosztowałaby kroci.

  2. Kino byłoby otwierane od święta? Czym wypełnić kilkanaście sal w multipleksie? Jeśli wszystkie sale będą nadawały ten sam film, to w pierwszy tydzień wszyscy chętni obejrzą i potem zamknięte do następnej dużej premiery?

  3. Tęsknie za kinem, ale jak przypomnę sobie was ludzie jak gadacie, rozmawiacie przez telefon lub napierd…. mi nogami o fotel to cieszę się że nie musze z wami przebywać i mogę oglądać film w zaciszu swojego domu…

  4. Trochę przesadził, może zbyt bardzo patrzy na to, co się dzieje w USA. U nas już ostygł COVID, ludzie powoli wrócili do kin. Co prawda jest to 1/3 do 1/4 wcześniejszych widzów – ale głównym powodem zmniejszonej widowni nie jest koronawirus tylko maseczki i reszta obostrzeń.

    Poza tym Ben nie bierze pod uwagę budżetu – superprodukcja trafiająca do kin MUSI zarobić pół miliarda, ale już np. film Polańskiego może zarobić 50 mln (bo na przykład kosztował 5 mln). Tak na prawdę im obojętnie gdzie zarobią – i według mnie zaczną zarabiać od kin, tradycyjnie.

    Poza tym, sorry, co to za premiera w “netflixie” czy innym “amazonie”, pff…
    No cóż – nie szanuję ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...