HBO i Netflix grają w innych ligach. Seriale i działalność obu serwisów pokazują, że zależy im zupełnie na czymś innym

Felieton/VOD 21.09.2020
HBO i Netflix grają w innych ligach. Seriale i działalność obu serwisów pokazują, że zależy im zupełnie na czymś innym

HBO i Netflix grają w innych ligach. Seriale i działalność obu serwisów pokazują, że zależy im zupełnie na czymś innym

W USA zakończył się trwający kilka dni proces rozdawania najważniejszych nagród dla produkcji telewizyjnych i VOD, czyli Primetime Emmy Awards. Prasowe nagłówki odpowiedzi zaczęły zasypywać widzów twierdzeniami o triumfie HBO lub absolutnej porażce Netfliksa. Ich autorzy zapominają, że obie firmy od dawna grają w innych ligach.

Podobna sytuacja powtarza się zresztą od kilku lat. Na papierze obaj producenci seriali i filmów telewizyjnych w ostatnim czasie osiągnęli niemalże równowagę. Netflix zdobywa systematycznie coraz więcej nominacji (w tym roku osiągnął pod tym względem rekordowy wynik), ale nie do końca przekłada się to na liczbę statuetek. Ostatecznie najwięcej z nich zgarnia więc co roku HBO. Powyższa równowaga jest jednak w rzeczywistości pozorna. Bo wyścig obu firm toczy się dwóch różnych torach i mają zupełnie inaczej zdiagnozowane cele.

HBO może być dumne z osiągnięć takich seriali jak „Euforia”, „Sukcesja” czy „Watchmen”. I wydaje się tym ukontentowane.

Można już dzisiaj bez wahania powiedzieć, że odpowiedź na pytanie: „Czy HBO zdoła odbudować swoją bibliotekę po utracie „Gry o tron”?” jest twierdząca. Nieco ponad roku niektórzy wieszczyli stacji duże problemy, ale szereg mniejszych produkcji w połączeniu z 2-3 bardzo głośnymi hitami zapewnił firmie wystarczająco mocną i różnorodną grupę nowości. Nie wszystkie powyższe tytuły stoją na równie wysokim poziomie, ale z punktu widzenia zdobytych nagród Emmy nie miało to dużego znaczenia.

HBO ma obecnie tak dobrą sytuację (napędzaną dodatkowo zmianami wynikającymi z narodzin HBO Max), że może sobie pozwolić na rezygnację z niektórych dochodowych tytułów. Dlatego choćby „Watchmen” pozostanie miniserial i nie dostanie kolejnego sezonu. Ale czy widzowie stacji mają na co narzekać, skoro w kolejce do zdobywania nagród Emmy w przyszłym roku są już takie seriale jak „Perry Mason” czy „Wychowane przez wilki” i „Kraina Lovecrafta”? Nie wydaje się.

Natomiast coraz więcej wskazuje na to, że HBO zrezygnowało lub odłożyło w czasie plany podboju świata przez HBO Max.

Pod koniec czerwca 2020 roku firma informowała, że liczba subskrybentów HBO Max osiągnęła pułap 4 mln użytkowników. Jak na serwis tak olbrzymiego koncernu jak AT&T to wynik bardzo przeciętny. Wystarczy, że przypomnimy sobie 10 mln stałych odbiorców zebranych przez Disney+ w ciągu jednego dnia od startu. Różnica jest zauważalna, a wynika nie tylko z trudności w zrozumieniu różnic między HBO GO, HBO Now i HBO Max, ale też wysokiej ceny i dostępności ograniczonej do terenu Stanów Zjednoczonych.

Dobrze całą sytuację obrazuje przykład docenionego na Zachodzie serialu „Close Enough”. Produkcja powstająca pod szyldem HBO Max w Polsce do widzów trafiła nie poprzez HBO GO a Netfliksa. I to dopiskiem „Netflix Original”, co można by potraktować swego rodzaju dodatkowe upokorzenie pokonanego przeciwnika. Nie brak głosów krytycznych wobec opieszałości serwisu Disney+ w dołączaniu do innych krajów, ale co w takim razie powiedzieć o HBO Max? I bynajmniej nie jest tak, że całą winę za taką sytuację wynosi pandemia koronawirusa.

primetime emmy awards

Strategia serwisu Netflix pokazuje, że najbardziej sobie liczy wysoką oglądalność. Nagrody bywają miłe, lecz najbardziej kiedy otrzymuje się je w trakcie oscarowej gali.

Nie oznacza to oczywiście, że Netflix nie chce liczyć się w wyścigu po wszystkie możliwe wyróżnienia. O ile jednak nowości platformy HBO w zdecydowanej większości mają przynajmniej pewien potencjał do zostania nominowanym, to szefowie Netfliksa podjęli zupełnie inną decyzję. I zwiększyli znacząco liczbę przygotowywanych tytułów w stosunku do ich jakości. Wiele z tego typu produkcji nie ma najmniejszych ambicji do rywalizowania z najlepszymi. Większość z nich ma po prostu wyznaczone cele dotyczące liczby odsłon.

Nie od dzisiaj wiadomo, że nagrody Emmy to bardzo skostniałe wyróżnienie. Jej decydentów trudno ot tak przekonać, żeby zwracali uwagę na nowe lub niedoceniane tytuły. Nie, jak już oddali pałeczkę pierwszeństwa głośnemu serialowi, to przeważnie trzymali się tego wyboru przez kilka kolejnych lat. Netflix marzy o znacznie bardziej prestiżowej statuetce. Dlatego od dwóch bardzo mocno inwestuje w filmy oscarowe, częściowo tworząc a częściowo podkupując tytuły festiwalowe. W tym roku ten trend przyszedł nieco później z powodu pandemii, ale wokół takich filmów jak „Diabeł wcielony”, „Może pora z tym skończyć”, „Enola Holmes” i „Proces Siódemki z Chicago” (zwiastun znajdziecie TUTAJ) zapewne już toczy się oscarowy lobbying.

Netflix i HBO biegają więc po dwóch zupełnie innych boiskach. Czasem piłka przypadkiem lub specjalnie wlatuje na boisko konkurenta, ale końcowe cele obu ekip są w dużej mierze inne. Oba serwisy różni podejście do widzów, do kręconych materiałów i ich budżetów, czy istotności poszczególnych nagród. Bo przecież HBO przez lata ze wszystkich sił ignorowało Oscary (i vice versa). Dlatego nazywanie po rozdaniu ostatnich Primetime Emmy Awards całej sytuacji zmasakrowaniem jednej firmy przez drugą świadczy o grubiej przesadzie.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

11 odpowiedzi na “HBO i Netflix grają w innych ligach. Seriale i działalność obu serwisów pokazują, że zależy im zupełnie na czymś innym”

  1. Na koniec dnia zostałem bardzo mocno rozśmieszony tym artykułem.

    To ewidentne bronienie platformy o kolorze czerwonego N.

    Ludzie, redaktorzy – Wy musicie pisać o tej platformie cokolwiek, bronić, recenzować, puszczać tendencyjne tytuły (“Wielkie hity na Netflixie” “Musicie to obejrzeć”) i na deser pisać takie artykuły.
    Netflix jest skierowany do mas, swoimi przeciętniakami do kotleta i napędzany marketingiem zawsze i wszędzie.
    Wam zależy na tym aby ogień popularności nie zaczął się gasić, bo Wam spadnie ilość odsłon. Wam spadnie zainteresowanie.
    Ja wiem, że to biznes.
    Nie, nie. Neftlix zawala nas tytułami żeby być zawalony tytułami. Są wielkie badania robione aby masowego odbiorce zawalić nowościami. Takiemu to odbiorcy wystarcza.
    Po drugie – wartość na giełdzie i wśród akcjonariuszy jest mocno uzależnione od ilości subskrypcji.
    A po trzecie – HBO zawsze miało swój kierunek, zawsze stawiało na jakość a nie ilość. Im wystarczy kilka tytułów rocznie i więcej się o nich mówi niż po 300 słabych premierach rocznie Netflixa. Tylko w Polsce teraz Netflix Netflix do wyrzygu.

    HBO podobnie jak NBC czy CBS ma problem z licencjami, które mają posprzedawane. I to trochę potrwa zanim to się dobrze poukłada po ich myśli.

    I na koniec

    Pod koniec czerwca 2020 roku firma informowała, że liczba subskrybentów HBO Max osiągnęła pułap 4 mln użytkowników.

    Dzisiaj mamy wrzesień a nie czerwiec. Dzisiaj mają w USA około 35mln użytkowników (jedni nowi, inni przebranżowani na Max). Sam Warner Media zakłada do 2025r około 50-60mln userów w USA a dzisiaj mamy dopiero 2020.

    Disney wystartował z Marvelem i innymi młodzieżowymi składnikami. HBO dopiero niedawno wyjaśnił sytuacją z DC.

    Czas pokaże, kto wygra a kto przegra. Wg mnie Netflixa już nikt nie dogoni, tak samo jak w streamingu muzyki Spotify. HBO jest na tyle mocne na świecie jako marka sama w sobie, że ma czym walczyć a ludziom wcześniej czy później kaleczenie popkultury przez Netflixa się znudzi.

    A w Polsce miałby większą popularność jako HBO GO, gdyby poprawili platformę. Bo ich problemy przeciętnych ludzi (główny target Netflixa) po prostu odstrasza i wolą wybrać NF – nie względu na kontent ale ze względu na działanie platformy, która działa zawsze i wszędzie na wszystkim za 13zł miesięcznie,

  2. Moim zdaniem HBO po zakończeniu emisji “Gry o Tron” nie tylko odbudowało bibliotekę, ale wręcz rozwinęło skrzydła. “Czarnobyl”, “Młody Papież”, “Ostre Przedmioty”, “Devs” czy ostatnio “Wychowane przez Wilki” lub dokumentalna “Przysięga” to jakość jakiej próżno szukać na Netflix.

    Ten drugi wyraźnie poszedł w typową masówkę. To nie koniecznie musi oznaczać od razu katastrofę, ale niestety ich masówka przy okazji robi się mocno powtarzalna i przewidywalna.

    Żeby jednak oddać Netflixowi sprawiedliwość – był okres w którym naprawdę starali się podejść ambitnie do tematu. Zapraszali obiecujących twórców, dawali im wolność twórczą i budżet. Wszystko bardzo fair i teoretycznie powinno być pięknie. Ale jednak chociażby tworzone na takich zasadach “Anihilacja” twórcy świetnego “Ex Machina” lub “Bez Słowa” które było wymarzonym projektem reżysera ambitnego “Moon” zawiodły. Cierpiały na tą samą tajemniczą przypadłość wielu innych produkcji tej platformy. Niby jest ok, niby wszystko w porządku, ale brakuje tego “czegoś”.

  3. Moim zdaniem HBO po zakończeniu emisji “Gry o Tron” nie tylko odbudowało bibliotekę, ale wręcz rozwinęło skrzydła. “Czarnobyl”, “Młody Papież”, “Ostre Przedmioty”, “Devs” czy ostatnio “Wychowane przez Wilki” lub dokumentalna “Przysięga” to jakość jakiej próżno szukać na Netflix.

    Ten drugi wyraźnie poszedł w typową masówkę. To nie koniecznie musi oznaczać od razu katastrofę, ale niestety ich masówka przy okazji robi się mocno powtarzalna i przewidywalna.

    Żeby jednak oddać Netflixowi sprawiedliwość – był okres w którym naprawdę starali się podejść ambitnie do tematu. Zapraszali obiecujących twórców, dawali im wolność twórczą i budżet. Wszystko bardzo fair i teoretycznie powinno być pięknie. Ale jednak chociażby tworzone na takich zasadach “Anihilacja” twórcy świetnego “Ex Machina” lub “Bez Słowa” które było wymarzonym projektem reżysera ambitnego “Moon” zawiodły. Cierpiały na tą samą tajemniczą przypadłość wielu innych produkcji tej platformy. Niby jest ok, niby wszystko w porządku, ale brakuje tego “czegoś”.

    • Ten drugi wyraźnie poszedł w typową masówkę. To nie koniecznie musi
      oznaczać od razu katastrofę, ale niestety ich masówka przy okazji robi
      się mocno powtarzalna i przewidywalna.

      Ich główny target to poniżej 27r zycia. I ta społeczność jest najbardziej liczna w sieci.

      Żeby jednak oddać Netflixowi sprawiedliwość – był okres w którym
      naprawdę starali się podejść ambitnie do tematu. Zapraszali obiecujących
      twórców, dawali im wolność twórczą i budżet.

      Tu masz w połowie rację.

      Tak, kiedyś robili ciekawe i na poziomie produkcje. Chociażby dostali Oscar, chociażby mieli świetne seriale jak House of Cards czy Narcos.

      Ale to były czasy, gdzie ich działalność się opierała prawie wyłącznie na dystrybucji. Ich produkcje to raczej była “zabawa”. Nie mniej, pokazali że potrafią i poziom był bardzo dobry, (może nie HBO czy FX) ale porządnie tych dwóch platform pięty gryźli.

      Jak zaczęli robić swoje, to produkują z rok na rok coraz więcej i z roku na rok a nawet z miesiąca na miesiąc jakość produkcji idzie coraz niżej. Robi się taki poziom AXN. Prawdę mówiąc, to osiągnęli poziom kablówki, gdzie mając maksymalny pakiet masz więcej ciekawego kontentu niż na Netflixie (tyle, że nie na żądanie i z reklamami)

      Natomiast – mają obecnie jeszcze więcej obiecujących twórców. Mają na wyłączność Ryan Murphy. Mają na wyłączność showrunnerów Gry o Tron. Praktycznie 90% nazwisk twórców, reżyserów czy producentów się przewinęło przez ich produkcje. Podobnie chyba tylko DiCaprio jako aktor nie wystąpił. I co? I wielka kupa. Coraz mocniej szorują dno i nawet wielkie nazwiska im nie pomagają.

      Niestety – im zależy na dotarciu do największej ilości masowego odbiorcy, bo takich odbiorców jest najwięcej. Widz bez wymagań który wszystko łyknie (wychowany w Polsce np na Klan itp) a później w komentarzach napisze, że widział od Netflixa arcydzieło.

  4. HBO i Netflix są “rozpozycjonowane” od samego początku. Dzięki różnym grupom odbiorców mogą bez problemu egzystować obok siebie. Netflix jest platformą masowej rozrywki telewizyjnej, HBO w koncepcji i w samej nazwie zaszyte ma kino.

  5. Netflix to zbiór 3-4 dobrych seriali. Reszta to chłam robiony taśmowo na zasadzie rzucaniem gównem w ścianę z nadzieją że coś się przyklei. No i oczywiście filmy które każdy już widział.
    Wiem że Netflix jest popularny a dla niektórych jest objawieniem ale taka jest prawda.
    Ile z tego chłamu byście obejrzeli specjalnie a ile oglądacie bo akurat jest?

    • Ludzie w Netflixie szukają kablówki. Z tą różnicą, że mogą oglądać kiedy chcą i bez reklam.

      Więc na Netflxie jest już poziom kablówki lub niżej – wszystko czyli nic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...