„Ratownik” to film o człowieku, z którym nie chcielibyście mieć do czynienia

Recenzja/Film 16.09.2020
Nasza ocena:
„Ratownik” to film o człowieku, z którym nie chcielibyście mieć do czynienia

„Ratownik” to film o człowieku, z którym nie chcielibyście mieć do czynienia

Najnowsza produkcja Netfliksa, „Ratownik”, to trzymający w napięciu hiszpański thriller o sfrustrowanym człowieku, którego życie wystawia na ciężką próbę.

Angel Hernandez nie jest człowiekiem, który budzi sympatię. Pomimo chwalebnej pracy jaką wykonuje (ratownik medyczny), prywatnie skrywa w sobie mrok. Wydaje się z jednej strony wyciszony i skryty, z drugiej potrafi być też gruboskórny, także względem swojej dziewczyny, której ewidentnie jego szorstkość „samca alfa” się podoba.

Dodatkowo Angel z każdego miejsca wypadku, w którym się znalazł, zabiera jakąś „pamiątkę”. Ewidentnie nie jest on przyjaznym i klasycznie pozytywnym bohaterem.

Żeby było ciekawiej, twórcy filmu „Ratownik” wpychają jego życiorys na dość dramatyczne tory.

Pewnej nocy, podczas transportu jednej z ofiar wypadku, ambulans zderza się na ulicy z ciężarówką. W skutek wypadku Angel traci władzę w nogach i zostaje przykuty do wózka inwalidzkiego. Od zawsze podejrzliwy i sfrustrowany mężczyzna musi się odnaleźć w sytuacji kalectwa i zależności od innych. A jego nieufność względem dziewczyny tylko narasta i prowadzi go w jeszcze bardziej mroczne rejony.

Siadając do seansu „Ratownika” spodziewałem się pewnego rodzaju kina zemsty klasy C. Hiszpańska produkcja Netfliksa okazała się jednak o klasę wyższym thrillerem utrzymanym w średnich rejestrach. Nie jest to wprawdzie filmowy majstersztyk, ale film w reżyserii Carlesa Torrasa potrafi trzymać w napięciu.

Choć „Ratownik” trzyma się też znanych schematów tego typu produkcji, to na szczęście całość rozpisana jest na tyle dobrze, że nie budzi poczucia wtórności i tym bardziej znużenia. Film w dodatku podzielony jest tonalnie na dwie części – pierwsza jest bardziej stonowana i bliższa dramatowi psychologicznemu, a druga to delikatna wolta w stronę torture porn.

Ta zmiana tonalna z początku wydaje się być całkiem płynna, ale im bliżej finału, tym twórcy coraz bardziej odlatują w stronę kina klasy B. Co ma swój urok i jest szansa, że spodoba się on pewnej części odbiorców. „Ratownik” owinięty jest też atmosferą niemalże nieustannego mroku, co też nadaje wyrazu, choć niekoniecznie przekona do siebie wszystkich potencjalnych widzów.

Dobrą robotę wykonuje Mario Casas w roli Angela. Świetnie oddaje on wszelkie frustracje i psychozy swojego bohatera.

Budzi on naszą nieufność od samego początku, ale też na szczęście nie gra tej roli na jednej nucie, udanie dźwigając ciężar filmu na swoich barkach.

„Ratownik” nie jest filmem przełomowym, pokazującym coś, czego już wcześniej nie widzieliście w thrillerach z zacięciem psychologicznym, natomiast sam seans jest całkiem intrygujący, przynajmniej na tyle, że warto dać mu szansę.

W produkcjach poruszających tę tematykę zawsze mam problem z finałami, które zbytnio odjeżdżają w stronę komiksowości względem pierwszych dwóch aktów, tworząc formalny i fabularny dysonans. „Ratownik” także nie uciekł od tego problemu, ale mimo wszystko, w kategorii solidnego kina klasy B sprawuje się niespodziewanie dobrze.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...