Trzy billboardy za Wisłą, Polska. Czas powiedzieć to na głos: naszą przestrzeń publiczną ogarnęła wojna

Opinia/Trendy 09.09.2020
Trzy billboardy za Wisłą, Polska. Czas powiedzieć to na głos: naszą przestrzeń publiczną ogarnęła wojna

Trzy billboardy za Wisłą, Polska. Czas powiedzieć to na głos: naszą przestrzeń publiczną ogarnęła wojna

Jeszcze niedawno narzekaliśmy na nadmiar reklam w szeroko pojętej przestrzeni publicznej. Tymczasem ta właśnie przestrzeń coraz częściej staje się polem, na którym ścierają się już nie tylko marki, ale i konkretne środowiska. I mam co do tego bardzo mieszane uczucia.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o trendach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Pamiętacie motyw przewodni filmu „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, w którym główna bohaterka (grana przez znakomitą Frances McDormand) jest tak zdesperowana w bólu po utracie bliskiej osoby, że wynajmuje tytułowe billboardy, by opowiedzieć o swojej traumie? Mam wrażenie, że podobną formę „terapii” coraz częściej wybierają polscy aktywiści — od prawa do lewa. Tylko czy to skuteczny sposób na poradzenie sobie z doznaną krzywdą? Co z tymi hasłami, które są skierowane nie „za”, ale „przeciwko” czemuś, albo — co gorsza — komuś? I jak do tego wszystkiego ma się kwestia tzw. obrazy uczuć religijnych, która podnoszona jest za każdym razem, gdy kampania społeczna sięga po symbole wiary? 

Te pytania można mnożyć w nieskończoność, a odpowiedzi wcale nie są proste. Dlatego zdarza mi się tęsknić za czasami, kiedy billboard to był po prostu billboard: bardziej lub mniej szpecąca przestrzeń publiczną reklama, za którą nie kryło się nic poza chęcią zysku jej zleceniodawcy.

Wojna na gesty, wojna na słowa

Nie trzeba być ponadprzeciętnie bystrym obserwatorem rzeczywistości, żeby dostrzec falę inicjatyw, performance’ów i kampanii społecznych, które dawno opuściły „bezpieczne” zacisze internetu, gdzie — za przeproszeniem — każdy głupi może w dwie minuty stworzyć mema o dowolnej treści i puścić go w obieg. Coraz częściej nasza polsko-polska wojna wkracza bowiem na ulice miast i miasteczek, powoli czyniąc z przestrzeni publicznej pole walki.

W ostatnich tygodniach i miesiącach głośnych przykładów na poparcie tej tezy mieliśmy aż nadto. Do obrażających środowiska LGBT furgonetek, homofobicznych billboardów „zdobiących” Białystok (a także odpowiedzi na nie — m.in. w postaci inicjatywy youtubera Krzysztofa Gonciarza), a z drugiej strony — godzącego w uczucia religijne wielu katolików tęczowego „oflagowania” symboli religijnych, dołączyły niedawno wielkoformatowe plakaty „reklamujące” Chrystusa jako „króla Polski” czy takie bannery, jak ten szeroko komentowany na Twitterze, zaproponowany przez organizację „Roty Niepodległości”. Kilka przykładów poniżej:

 

Dlaczego najbardziej oburzają mnie profanacje dokonywane przez samych katolików

Żeby było jasne — jestem absolutną zwolenniczką kampanii społecznych, zwłaszcza tych w „słusznej sprawie”. A za takie sprawy uważam np. ochronę osób małoletnich, środowisk wykluczonych, czy mniejszości seksualnych, a także wszelkie kampanie edukujące m.in. na temat zaburzeń psychicznych, czy zachęcające do profilaktyki zdrowotnej. Problem zaczyna się w momencie, gdy te inicjatywy są narzędziem bezpośredniego ataku na konkretne grupy społeczne (jak np. wspomniana wyżej inicjatywa organizacji o tajemniczej nazwie Milcząca Większość, czy homofobiczne ciężarówki).

Jeszcze większe moje oburzenie i wewnętrzny (a czasem i wyrażany, jak chociażby w tym tekście) sprzeciw wywołują jednak akcje wykorzystujące symbole i elementy wiary. I nie, nie mam tu na myśli lewicowych aktywistów zawieszających tęczowe flagi na pomnikach Chrystusa (chociaż jako dla osoby wierzącej, był to dla mnie przykry widok — nie dlatego, że „tęcza obraża”, ale dlatego, że ważny dla mnie symbol stał się zakładnikiem sporu politycznego). Dużo większy opór budzą we mnie inicjatywy podejmowane przez środowiska plasujące się po skrajnie prawej stronie sceny tego sporu. Dlaczego? Ano dlatego, że środowiska te pod płaszczykiem zasad religijnych i swojego rzekomego przywiązania do katolicyzmu, jednocześnie zaprzeczają podstawowym chrześcijańskim wartościom.

Uważam, że billboard powołujący się na Pismo Święte (a raczej wyrwane z kontekstu jego fragmenty — come on, idąc tym tropem powinniśmy zamykać miesiączkujące kobiety na kilka dni w domu w obawie przed rytualną nieczystością), a jednocześnie występujący przeciwko innym osobom (aż prosi się użyć tu słowa bliźnim), i to w sposób godzący w ich dobre imię i godność, jest większą profanacją, niż tęczowa flaga powiewająca na którymś z pomników. Bo pomnik to nadal pomnik. Nie ma uczuć, nie może się rozpłakać. A człowiek już tak. Dlatego nie ma mojej zgody na zawłaszczanie nauki Kościoła przez skrajne, niejednokrotnie faszyzujące grupy, które z Biblii czynią nienawistną oręż.

Sebiksy są tak zadufani w sobie, że rozkazują nawet Bogu, w którego ponoć gorliwie wierzą

No dobrze, ktoś zapyta: a co złego widzisz w billboardach promujących Jezusa Chrystusa jako Króla Polski? Cóż, złego może nic. Dużo bardziej oburzają mnie np. reklamy z półnagimi kobietami zachwalającymi telewizory. Akcja zaproponowana rzez Radio Chrystusa Króla z Chicago budzi we mnie co najwyżej mieszankę rozbawienia i smutku. Bo jak inaczej zareagować na postawę „Sebiksów” z Żołnierzy Chrystusa i innych skrajnie „katolickich” (cudzysłów zamierzony) kolektywów, którzy najwyraźniej twierdzą, że mają większą władzę niż ten, w którego rzekomo wierzą?

*Zdjęcie główne: Facebook.com/Milcząca-Większość-107650931054950/

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (16)

18 odpowiedzi na “Trzy billboardy za Wisłą, Polska. Czas powiedzieć to na głos: naszą przestrzeń publiczną ogarnęła wojna”

  1. Osobiście was nie rozumiem, katolicy. Dlaczego przytaczacie cytaty ze starego testamentu, który wasza religia uważa za mitologię? Przecież według waszej religii Jezus unieważnił jego zapisy wykładąc nowe prawa i to z tego powodu został stracony przez wyznawców Mojżesza. Stary testament powinien mieć dla was takie samo znaczenie, jak mity greckie.

    • Jak widać, katolicy — podobnie jak inne grupy społeczne, chociażby środowiska LGBT — nie są jednorodną masą i mimo wspólnego mianownika, jakim w tym przypadku jest wiara w Boga, gdzie indziej rozkładają akcenty. A z tym „unieważnieniem” Starego Testamentu przez Nowy to nie do końca tak jest — to zbyt daleko idące uproszczenie. Ale to już chyba nie jest dyskusja odpowiednia na forum.
      Pozdrawiam :)

      • Raczej nie wiara w Boga, a w Jezusa jest wspólną domeną katolicyzmu, a nawet chrześcijaństwa. Katolicy mają obowiązek wierzyć w treść ewangelii, a stary testament ma stanowić dla nich pewne uzupełnienie, ale w żadnym razie nie jest wykładnią prawa czy poglądów. Gdy słyszę, jak jakiś katolik powołuje się na prawo “oko za oko”, to już wiem, że mam do czynienia z nieukiem, kto opowiada herezje.

  2. Uważam, że billboard […] występujący przeciwko innym osobom […] jest większą profanacją, niż tęczowa flaga powiewająca na którymś z pomników. Bo pomnik to nadal pomnik. Nie ma uczuć, nie może się rozpłakać.

    Musze przyznać, że nie rozumiem tej relatywizacji faktów. Pomnik nie ma uczuć, to prawda. Ale już osoby dla których on jest pewnym symbolem te uczucia mają i one jak najbardziej mają prawo poczuć się tym dotknięte. Nie możemy się bawić w historię w stylu “ta profanacja jest dobra a ta zła”, to jest droga donikąd. Teraz relatywizujemy ataki na symbole wybranych grup społecznych (nie ważne czy z lewej czy z prawej strony), zaraz zaczniemy relatywizować przemoc bezpośrednią. Popatrzcie co się dzieje np. w USA – policja zastrzeliła Afroamerykanina, to jest z całą pewnością złe (zakładam, że mogli tego uniknąć), ale jak już ludzie demolują miasta pod pretekstem manifestacji przeciwko policji to jakby mniej źle? Nie wolno użyć siły bo to protestujący a nie przestępcy? Nie dopuśćmy do podwójnych standardów w Polsce, uczmy się na błędach innych, a nie powielajmy je.

    • Zaraz zaraz. Serio mam zakładać, że dla kogoś pomnik, to coś wobec czego ktoś ma uczucia? Pomnik to rzecz. Oczywiście można mieć sentyment z wielu powodów. Jednak bez przesady. Uczucia wobec rzeczy, to dość specyficzna akcja i myślę, że bardziej powinien się tu wypowiedzieć psycholog, który powie czy to aby nie zbyt daleko posunięte przemyślenia.

      • Nie relatywizuj. Tak samo ktoś by mógł powiedzieć, że “tęczowa flaga” to też tylko obiekt i użycie na tym billboard w nikogo nie uderza i nikogo nie wskazuje. Nie idźmy tą drogą.

      • Pomnik jest symbolem, a te wbrew pozorom są ważne w innym wypadku LGBT+, które nie jest krajem, tylko ugrupowaniem nie miałoby swojej flagi która coś symbolizuje i reprezentuje, a jednak ja posiada i za każdy “atak” na tęcze (jak np. spalenie jej w Warszawie) uważany jest za zbornie czy “akt nienawiści” (W UK, Kanadzie, czy USA Hate Crime i dodatkowo w UK Hate Speech), więc dlaczego atakowanie symbolów religijnych nie miałoby być w taki sposób traktowane?

        • Że niby pomnik Jezusa jest dla katolika symbolem religijnym? To absurd w czystej postaci. Po pierwsze wiadomo, że Jezus nie był długowłosym hippisem białej rasy a tak jest z reguły przedstawiany. Po drugie chrześcijaństwo wyklucza nadawanie symbolom rangi religijnej. Nie można ich czcić, modlić się do nich. To są RZECZY, przedmioty ziemskie, materialne a te z punktu widzenia wiary są nieistotne. Jahwe jest wszędzie.

          Katolicyzm z kolei w Polsce jest jak jakaś ludowa przypowieść, w której wiara jest odległa od swych korzeni i ma służyć ludziom. Relikwie, przepych, bałwochwalstwo, złe intencje, grzech, nieznajomość Pisma wśród wiernych, nieznajomość Nowego Testamentu, w którym Ci INNI są otaczani opieką, modlitwą, miłością, nieznajomość encyklik papieskich itd. Długo by można wymieniać. Dla katolika flaga, której symbolika odnosi się do braterstwa, miłości, szacunku na posągu Jezusa raczej powinna wywołać uśmiech. Nowy Testament jest świadectwem życia Jezusa a Magdalena symbolizuje wykluczonych poza nawias za swoje niemoralne i niezgodne z Biblią (Starym Testamentem) życie.

          Polski kościół z kolei ma swoje odzwierciedlenie w Faryzeuszach, którzy zaprowadzili Mesjasza na krzyż, zarzucając mu wichrzycielstwo, obrazę, herezję, życie niezgodne z nakazami ST.

          Jezus to miłość a miłość nie wybiera. Skoro ktoś chce kochać kogoś tej samej płci, to nic nam do tego. Sam fakt, że ktoś kogoś obdarza dobrym z natury uczuciem zasługuje raczej na uśmiech. Czego nam tu wszystkim życzę.

          PS. Jestem hetero, mam dzieci, żonę, znajomych LGBT i nie czuję się zagrożony, oburzony.

      • Pomnik jest symbolem, a te wbrew pozorom są ważne w innym wypadku LGBT+, które nie jest krajem, tylko ugrupowaniem nie miałoby swojej flagi która coś symbolizuje i reprezentuje, a jednak ja posiada i za każdy “atak” na tęcze (jak np. spalenie jej w Warszawie) uważany jest za zbornie czy “akt nienawiści” (W UK, Kanadzie, czy USA Hate Crime i dodatkowo w UK Hate Speech), więc dlaczego atakowanie symbolów religijnych nie miałoby być w taki sposób traktowane?

    • Wiesz co, z jednej strony masz rację, ale z drugiej — te agresywne czy przemocowe postawy mniejszości, o których wspominasz (ludzie demolujący przestrzeń miejską etc.) nie wzięły się znikąd. Jeśli systemowo przez lata pewna grupa jest traktowana jako gorszej kategorii, to trochę mnie nie dziwi, że ten balonik frustracji musiał kiedyś pęknąć. A okrągłe hasełka o tym, że „all lives matter” tylko dolewają oliwy do ognia. Wiadomo, że liczy się życie każdego człowieka. Ale takie hasła pomniejszają krzywdę ofiar systemu, a to już jest cholernie nie w porządku,

      • Dziękuję za odpowiedź. Wiem, że to nie wzięło się znikąd, nie zamierzam tutaj bronić winnych. Chodzi mi tylko o to, że relatywizowanie w takich sprawach jest złe. Nie można odpowiedzialności za szkody pomniejszać z uwagi na “balonik frustracji”. Z resztą hasło “all lives matter” jest dużo bardziej sprawiedliwe od pierwowzoru, bo już pal sześć biali, można powiedzieć że to najbardziej przyzwyczajona do obrażania grupa, bo każdy może jechać równo i niczym w zasadzie nie ryzykuje (pomijam personalne ataki, kiedy obowiązuje ochrona dobrego imienia), ale pomyślałaś sobie co czuje np. zupełnie pominięty Azjata w tej sytuacji? Trzeba patrzeć na całość, problemu bo jeśli otwieramy się tylko na jakiś fragment, to często gubimy meritum. Relatywizowanie i równość – to jest coś czego moim zdaniem nie da się pogodzić.

  3. Jezu, jak się cieszę,że się z tego … kraju wyniosłem. To tak jak w stanach. Trump nie jest problemem. Problem to ludzie na niego głosujący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...