„Kraina Lovecrafta” przywraca do życia mistrza horroru, ale nie tylko dlatego warto ją przeczytać

„Kraina Lovecrafta” przywraca do życia mistrza horroru, ale nie tylko dlatego warto ją przeczytać

„Kraina Lovecrafta” przywraca do życia mistrza horroru, ale nie tylko dlatego warto ją przeczytać

W trakcie emisji jest serial od HBO, a w nasze ręce wpadła książka, na podstawie której powstała produkcja. Jest przynajmniej kilka ważnych powodów, dla których warto przeczytać „Krainę Lovecrafta”.

Zacznę od tego, o co spierałem się z komentującymi pod jednym z moich tekstów. „Kraina Lovecrafta”, choć nawiązuje do twórczości pisarza żyjącego na przełomie XIX i XX wieku, nie jest przepisaniem na nowo dorobku mistrza grozy. Byłoby jednak błędem powiedzenie, że nie ma z tym kultowym już twórcą nic wspólnego. Ba, nie chodzi nawet o tytuł.

„Kraina Lovecrafta” to powieść, choć pewnie lepiej mówić o niej jako o zbiorze opowiadań, które łączą bohaterowie i kilka zaplatających się wątków, osnuta w pobliżu pulpowego horroru, często czerpiąca z zasobów skarbnicy wyobraźni Samotnika z Providence. Autor, Matt Ruff, przesiąkł Lovecraftem, czasem nawiązując do niego bezpośrednio, jak na przykład do Necronomiconu, a czasem konstruując swoich bohaterów, jakby puszczał oko do wprawnych czytelników mistrza horroru. Fabuła tej opowieści często kręci się bowiem w pobliżu poszukiwania przodków, którzy zaginęli gdzieś na ramionach drzewa genealogicznego. Prezentowane historie czasem mają pewne antykwaryczne zacięcie, dużo w nich badań nad przeszłością i zaglądania za kurtynę rzeczywistości. Choć momentami jest to nieuchwytne, czuć, że nad książką unosi się duch twórczości Lovecrafta.

Matt Ruff – autorką zdjęcia jest Lisa Gold

Słyszałem już co prawda głosy, że niewiele tu „Lovecrafta w Lovecrafcie”, ale każdy, kto śledził filmowe próby odwzorowania jego twórczości czy jej liczne literackie potomstwo ten wie, jak trudno jest powtórzyć atmosferę i grozę Samotnika. Nie od dziś wiadomo, że naśladownictwo nie prowadzi do niczego dobrego i że zdecydowanie lepiej, gdy autor weźmie ze swoich wzorców to, co mu wygodnie.

Kraina Lovecrafta” to też pewna polemika z twórczością pisarza.

Tytuł można odbierać dwojako. Z jednej strony możemy mówić o krainie wymyślonej przez autora na potrzeby własnej prozy, w której prawdziwe miejsca przeplatają się z fikcyjnymi. Widać to już na początkowych stronach książki, gdy bohater otrzymuje list od ojca, który kieruje go do Arkham. Po chwili uświadamia sobie, że jego papa pisze niewyraźnie i że w gruncie rzeczy chodziło mu o Ardham. Z drugiej jednak strony może chodzić o krainę z rasistowskiego koszmaru Lovecrafta. Pisarz był przecież znany z prymitywnej niechęci do czarnoskórych. Jest więc w tej książce pewna przekora – Ruff korzysta z Lovecrafta dokładnie takiego, jakim jest, zarówno w twórczości, jak i w poglądach niczego nie odrzuca.

Widać w „Krainie Lovecrafta”, że autor często romansuje z różnymi stylami horroru, bawiąc się konwencją. To wszystko sprawia, iż książkę czyta się bardzo szybko. W odróżnieniu od Lovecrafta, Ruff nie zwalnia tempa historii przeżyciami wewnętrznymi, głębokimi analizami czy nastrojowymi opisami. Tu akcja gna na złamanie karku, zatrzymując się tylko wtedy, gdy jest to naprawdę niezbędne.

kraina lovecrafta hbo go

Horror świetnie współgra tu z komedią.

Komedia, niewymuszona, choć czasem dobrotliwa, uzupełnia elementy grozy, przywodząc trochę na myśl twórczość Jordana Peele’a (który swoją drogą jest producentem serialu HBO, opartego na książce). Świetnie grają tutaj zwłaszcza bohaterowie, którzy czasem wydają się dość stereotypowi, choć bardziej pasuje tutaj inne określenie – archetypiczni. Postacie mają swoje motywacje i agendy, ale sposób, w jaki są portretowane sprawnie łączy trudne warunki, w jakich przyszło im żyć, koszmar, z jakim muszą się zetknąć z humorem sytuacyjnym.

Z humoru wynika też konstrukcja postaci: jest były weteran wojny w Korei, który musi radzić sobie ze swoim dziedzictwem, ale też z pewnym wojennym, niespodziewanie mało zjawiskowym bagażem. Jest członek masońskiej loży i zarazem wydawca, który będzie musiał znaleźć pewną tajemniczą księgę. Ważną rolę odgrywa też młoda, religijna kobieta, która we wszystkim, co jej się przydarzyło, widzi znak od Boga. Pojawia się też jej wycofana i racjonalna siostra, której przydarzy się coś niebywałego.

Kraina Lovecrafta” zabierze was w bardzo różnorodną podróż, każde opowiadanie jest inną historią, ale utrzymaną w podobnym klimacie. Będziecie mogli pogrzebać trochę w świecie magii i czarnoksiężników i poczuć na własnej skórze, jak kończy się poszukiwanie wiedzy. Zobaczycie też, jak trudne potrafią być relacje rodzinne, gdy ojca i syna dzieli… literatura. Zobaczycie też, co jest gorsze – nawiedzony dom czy paskudni sąsiedzi. A to dopiero czubek problemów, z którymi zmierzą się bohaterowie.

„Kraina Lovecrafta” to książka naprawdę świetnie napisana i bardzo dobrze przetłumaczona. Polecam ją nawet tym, którzy po obejrzeniu serialu pomyślą, że nie ma sensu brać jej do rąk. Fabuła jest może zbliżona, ale historie i motywacje wielu bohaterów poprowadzone są zupełnie inaczej. Naprawdę świetna robota.

Kraina Lovecrafta” została wydana przez W.A.B., książkę przetłumaczył Marcin Mortka.

* Tekst powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

70 odpowiedzi na “„Kraina Lovecrafta” przywraca do życia mistrza horroru, ale nie tylko dlatego warto ją przeczytać”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...