„Freaks”, czyli X-meni z niemieckich przedmieść. Recenzujemy nowy film superbohaterski od Netfliksa

Recenzja/Film 02.09.2020
Nasza ocena:
„Freaks”, czyli X-meni z niemieckich przedmieść. Recenzujemy nowy film superbohaterski od Netfliksa

„Freaks”, czyli X-meni z niemieckich przedmieść. Recenzujemy nowy film superbohaterski od Netfliksa

Po niedawnych amerykańskich premierach 2 sezonu serialu „The Umbrella Academy” oraz filmu „Power” przyszła pora na odpowiedź zza Odry. „Freaks” to niemiecki film o superbohaterach. Czy udany?

Spoiler alert! Nie. Nie będę owijał w bawełnę, tworzył mylącej narracji, która miałaby na celu zaintrygowanie was tym filmem, po to tylko by na koniec stwierdzić, że jednak nie ma po co go oglądać. „Freaks” to słaby film. A szkoda, bo miał potencjał. Może nie jakiś super oryginalny czy przełomowy, ale jednak.

Bohaterką „Freaks” jest Wendy, która pracuje w lokalnym fast foodzie sprzedającym… kotlety. Wiedzie dość przeciętnie życie jako żona i matka. Jest z natury cichą i spokojną osobą, do tego stopnia, że daje sobie wchodzić ludziom na głowę i raczej nie potrafi postawić na swoim. Pewnego dnia wyrzucając śmieci spotyka bezdomnego mężczyznę, który wyczuwa w niej coś niezwykłego. I nie, nie były to omyłkowo wzięte wonie z pobliskich kubłów na śmieci. Ów mężczyzna stwierdził, że Wendy posiada nadludzie moce, które dotąd były w niej tłumione poprzez przyjmowanie specjalnych niebieskich tabletek. On sam też posiada supermoce.

Jak można się domyślić, twórcy dalej idą znanymi tropami – Wendy z początku nie wierzy w to, co bezdomny do niej mówił, ale z czasem jednak przekonuje się, że to prawda.

Na tym etapie można stwierdzić, że fabuła dość oklepana, ale może warto zostać i oglądać dalej? Cóż…

Dalej jest jeszcze bardziej banalnie. Począwszy od supermocy, jakie posiadają bohaterowie (nadludzka siła, niezniszczalność czy władanie prądem), a skończywszy na powielaniu wszelkich schematów z tego typu produkcji (komiksowych czy filmowych). To boli o tyle, że po prostu szkoda, iż twórcy nie wykorzystali okazji do jakiejś zręcznej zabawy z tymi motywami.

W pierwszych minutach „Freaks” tlił się we mnie mały ogień nadziei, że może będzie to coś bliższego świetnemu „Niezniszczalnemu”. Czyli, że twórcy dadzą nam superbohaterskie origin story, ale w ujęciu dramatu psychologicznego. Przez parę chwil miałem też nadzieję (nie oglądając wcześniej zwiastuna), że trzymane przez jakiś czas w tajemnicy moce Wendy okażą się na tyle ciekawe i oryginalne, że przynajmniej to osłodzi rozczarowanie. Ale i w tym względzie się zawiodłem.

„Freaks” to film napisany przez ludzi, którzy ewidentnie supermocy scenopisarskich nie mają.

Dialogi są w miarę niezłe, ale cała reszta leży i kwiczy. Większość filmu to tak naprawdę sztucznie zaaranżowane sytuacje, w których bohaterowie mogą zacząć używać swoich mocy. I w dużej części filmów superbohaterskich tak to wygląda, ale jednak przynajmniej nie jest to rozpisane w tak dziecinny i trywialny sposób jak we „Freaks”.  Jak już postaci używają swoich mocy to też w dość dziwnych sytuacjach. Wendy na przykład jest nadludzko silna. Jedną z pierwszych rzeczy, które robi z tą wiedzą, jest obrabowanie bankomatu. A nadmienię tylko, że jest ona zwykłą i do tej pory przykładną obywatelką, matką i żoną. Skąd nagle ta zmiana i zabawa w kradzież? Do tego nikt nawet nie ściga jej za to.

O wiele ciekawszą „supermocą” Wendy jest fakt, że pomimo tego iż ona pracuje na kasie w restauracji fast foodowej, a jej mąż jest pospolitym ochroniarzem, to mieszkają z synkiem w domu z basenem (wprawdzie małym, ale zawsze). W tle są oczywiście ich problemy finansowe, a nawet nakaz eksmisji, ale jakim cudem w ogóle ich na to było stać?

Gdzieś tak po 20 minutach „Freaks” zaczyna się oglądać trochę jak niezamierzoną parodię albo X-menów w wersji dla pokolenia 500+.

Co jest o tyle frustrujące, że film ten jest totalnie na poważnie. W każdym razie z jakichś nieznanych mi względów jego twórcy uznali, że w 2020 roku, po całej gamie filmów superbohaterskich, które atakują nas z każdej strony, widz będzie z fascynacją w oczach oglądał sceny, w których Wendy kopie piłkę z supersiłą, albo jedną ręką podnosi swoją szefową z obfitą nadwagą. Jakby jeszcze było wam mało wrażeń, to w jednej ze scen nowo poznany „Freak”, którego moce to władanie prądem, za dotknięciem dłonią… włącza żarówkę. Łaaał.

Ale jeśli rzeczywiście sceny pełne taniego CGI w postaci uderzeń prądem ciągle są dla was czymś powodującym szybszy przepływ krwi, to być może „Freaks” was sobą zainteresuje. Chociaż trochę. Pomimo ewidentnej, szeroko rozumianej, taniości tego przedsięwzięcia i drewnianego aktorstwa. Ja przez większość seansu byłem sfrustrowany tym, jak wielką ilość szans na coś o wiele lepszego i ciekawszego jego twórcy przegapili na rzecz wyświechtanych i zwyczajnych banałów.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

0 odpowiedzi na “„Freaks”, czyli X-meni z niemieckich przedmieść. Recenzujemy nowy film superbohaterski od Netfliksa”

  1. Może i wybitne kino to nie jest, ale na tle chały królującej na Netflixie jest to arcydzieło! Dziwi mnie, że autor recenzji o filmie s-f szuka realizmu finansowego (domek z basenem, właściciele ochroniarz i pracownica fast foodu), bo bez wysiłku można wymyślić kilka scenariuszy, np spadek po babci, utrata lepszej pracy redaktora itd. Policja nie szuka po grabieży bankomatu? Może szuka, ale jest upośledzona jak polska. Film jest poprawny, spoko do obejrzenia, polecam wszystkim!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...