Netflix zrobił serial animowany tak tragiczny, że boję się o jego widzów. „Rzut za trzy” wyprodukowali twórcy „Spider-Man Uniwersum”

Recenzja/Seriale 27.08.2020
Nasza ocena:
Netflix zrobił serial animowany tak tragiczny, że boję się o jego widzów. „Rzut za trzy” wyprodukowali twórcy „Spider-Man Uniwersum”

Netflix zrobił serial animowany tak tragiczny, że boję się o jego widzów. „Rzut za trzy” wyprodukowali twórcy „Spider-Man Uniwersum”

Netflix na papierze nie boi się ryzykować przy tworzeniu animacji i często sięga po produkcje odważne, kontrowersyjne i niepoprawne politycznie. Niestety, w praktyce często kończy się na deklaracjach, bo buntowniczy wydźwięk serialów platformy nie prowadzi do niczego konkretnego. Doskonale pokazuje to nowa produkcja zatytułowana „Rzut za trzy”.

Nie ma wątpliwości, że Netflix jest obecnie najbardziej otwartą na animację platformą VOD. Na każdy sukces pokroju „Miłość, śmierć i roboty” czy „BoJack Horseman” przypada jednak więcej projektów zdecydowanie mniej udanych. Gdybym stwierdził tylko, że „Rzut za trzy” należy do tej drugiej kategorii, to mielibyśmy do czynienia z olbrzymim niedopowiedzeniem. Bo debiutancki serial Bena Hoffmana jest absolutnie najgorszym serialem animowanym, jaki Netflix kiedykolwiek wyprodukował.

Tytuły pokroju „Paradise PD” czy „Big Mouth” zdecydowanie mają swoje problemy i nie do końca dobrze pojmują, na czym powinien polegać odważny i niepokorny humor. Zbyt często mylą bowiem swobodę jak najczęstszego przeklinania na ekranie i obrzydzania swoich widzów z rzeczywistym wpływaniem na ich emocje. Bez przerwy próbują szokować, a przez to stają się do bólu powtarzalne. Oba tytuły potrafią jednak wyrównać te słabości kilkoma interesującymi bohaterami i fabułą, która przynajmniej w teorii zmierza do jakiegoś konkretnego celu.

„Rzut za trzy” to z kolei serial, który nie tylko nie opowiada żadnej historii, ale też jest przerażająco nużący.

Wyobraźcie sobie stereotypowego wujka, który podczas świątecznego obiadu zaczyna opowiadać okropny, zupełnie niezabawny i w swoich oczach mocny dowcip. Po około 10 sekundach jesteście w stanie zgadnąć, jaka będzie jego pointa. Wiecie, że na pewno nikt nie będzie się śmiać, poza oczywiście samym wujkiem. I tak właśnie się dzieje. A potem nagle okazuje się, że ma on w zanadrzu kolejnych dziesięć żartów, które są de facto identyczne jak ten pierwszy. Żaden nie będzie zabawny. A na koniec wyobraźcie sobie, że ten wuj to serial animowany na Netfliksie.

Bo „Rzut za trzy” sprowadza się właśnie do powtarzanych w kółko, przewidywalnych i krzykliwych kawałów, które praktycznie nigdy nie są choćby odrobinę śmieszne. Nie zawsze dlatego, że stoi za nimi fatalny pomysł. Niektóre z nich wydają się w pierwszej chwili całkiem interesujące. Ale ponieważ opowiada je absolutnie nieprzyjemna osoba, która nie rozumie, jak istotna w komedii jest umiejętność zaskakiwania publiki, to nawet te niezłe żarty zostają spalone.

Fabuła nowej animacji kręci się wokół postaci licealnego nauczyciela koszykówki Bena Hopkinsa. To postać całkowicie antypatyczna.

Ben to życiowy nieudacznik, całkowity egoista, choleryk i zarazem syn byłego gracza NBA. Nie ma właściwie żadnych pozytywnych cech i zawsze kieruje się swoim własnym interesem. Co nie jest łatwe, gdy jest się trenerem fatalnej drużyny przegrywającej mecz za meczem. Bohater dostaje jednak od życia szansę na poprawę swojego złego losu, gdy udaje mu się namówić mierzącego dwa metry ucznia do gry w koszykówkę. Oczywiście, jak łatwo domyślić się po opisie z pierwszego zdania, człowiek taki jak Ben Hopkins nie jest zdolny do zmiany na lepsze.

Dlatego pomysł na właściwie każdy odcinek „Rzutu za trzy” (poza jednym wyjątkiem) sprowadza się do tego samego schematu. Najpierw trener Hopkins zaczyna wściekać się z jakiegoś nowego wymuszonego powodu, pojawia się trochę bluzgów mających chyba budzić salwy śmiechu, a potem niezdarnie zawiązany zostaje wymuszony splot wydarzeń, z którym Ben i jego drużyna będą musieli sobie poradzić. Nikt od komediowego serialu niezbyt wysokich lotów nie oczekuje oczywiście skomplikowanej fabuły na miarę filmów Christophera Nolana, ale zawiązanie emocjonalnej więzi z bohaterami „Rzutu za trzy” w wyniku wszystkich tych problemów jest właściwie niemożliwe.

Właściwie wszyscy są okropnymi ludźmi, grającymi ciągle na tych samych komediowych nutach i przeżywających naciągane przygody, które nie prowadzą do niczego konkretnego. A na koniec odcinka cała sytuacja zostaje zresetowana. Jedynie dwa finałowe epizody próbują zbudować choćby fasadę większej historii, ale tego typu próba następuje ze strony twórców zdecydowanie zbyt późno.

rzut za trzy netflix

Największy szok wzbudza świadomość, że producentami wykonawczymi „Rzutu za trzy” są twórcy takich filmów jak „LEGO Przygoda” i „Spider-Man: Uniwersum”.

Oba powyższe dzieła zdecydowanie lepiej radzą sobie ze wszystkimi aspektami, które w nowym serialu Netfliksa zawodzą. Są zdecydowanie zabawniejsze, nie boją się eksperymentowania z formą wizualną, a przy tym potrafią zbudować interesujący świat pełen postaci godnych zainteresowania widzów. Oczywiście, nie ma najmniejszego sensu porównywanie budżetów hollywoodzkich produkcji i nowego serialu dostępnego na VOD. Rzecz w tym, że „Rzut za trzy” cierpi przede wszystkim z uwagi na absolutnie tragiczny scenariusz.

Od strony aktorskiej można dostrzec tu niemało potencjału. Tylko co z tego, skoro odtwórcy głównych ról pokroju Jake’a Johnsona, Rona Funchesa, Cleo King i Roba Riggle’a dostają do wypowiedzenia dialogi bazujące tylko na prostackiej wulgarności? Pomysłodawcą „Rzutu za trzy” jest kontrowersyjny komik i muzyk country Ben Hoffman, który często bazuje właśnie na szokowaniu swoich odbiorców. Ale trwający 10 odcinków serial naprawdę potrzebuję czegoś więcej niż tylko nieprzerwanego potoku przekleństw.

Warto, by ktoś zdradził tę prawdę Hoffmanowi i szefom Netfliksa, którzy zdecydowali się dać jego projektowi zielone światło. Z drugiej strony, produkcja cieszy się całkiem dużym zainteresowaniem polskich użytkowników Netfliksa, którzy z jakiegoś powodu kolejny dzień z rzędu sięgają po kolejne odcinki. Więc może firma tak czy inaczej uzna „Rzut za trzy” za prawdziwy slam dunk.

Cały sezon animacji „Rzut za trzy” jest już dostępny do obejrzenia w serwisie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

17 odpowiedzi na “Netflix zrobił serial animowany tak tragiczny, że boję się o jego widzów. „Rzut za trzy” wyprodukowali twórcy „Spider-Man Uniwersum””

    • Oglądał po angielsku i doskonale rozumie “humor” serialu polegający na prześciganiu się w liczbie wulgaryzmów wypowiedzianych na minutę. O jakże to zabawne ;).

    • Oglądał po angielsku i doskonale rozumie “humor” serialu polegający na prześciganiu się w liczbie wulgaryzmów wypowiedzianych na minutę. O jakże to zabawne ;).

  1. Oglądałem, się śmiałem. Dobrze jest. Oczywiście, tylko oryginalna ścieżka dźwiękowa. Żadnego dubbingu. Miało być chamsko, śmiesznie, czasem wręcz obleśnie. I było. Jak ktoś się spodziewał bo takim serialu LEGO przygody, czy Spider Mana to się przeliczył ;)

    • Nie o to chodzi, że to miała być produkcja pokroju “LEGO Przygody” czy “Spider-Man Uniwersum”. Nie taka była moja myśl :). Jest olbrzymia liczba produkcji, które celują w chamski, niepokorny, często obleśny humor. Począwszy od “South Parku”, przez “Family Guy” i “Drawn Together” a na “Paradise PD” skończywszy. Problem w tym, że “Rzut za trzy” przegrywa ze wszystkimi tymi tytułami zarówno pod względem jakości żartów, jak i celowością opowiadanej historii.

      • Moim zdaniem “Hoops” wcale się dużo nie różni od wyżej wymienionych produkcji. Jest tak samo “głupkowate”. Uważam że takie filmy są po to żeby się pośmiać trochę i tyle. Ale, rozumiem że ogólnie gatunek może się nie podobać. Sam “hoops” uważam za produkcje co najmniej poprawną w tym gatunku, wiele nie różniącą się od np. Paradise PD.

  2. Nwm czm twórca tego artukułu sie czepia wszystkiego w tym serialu. Rozumiem każdy ma inną opinie, ale kurde no. Dobry to serial i ja nie mam nic złego do powiedzenia o nim.

    • Twórca artykułu ma nadzieję, że mimo wszystko dało się z niego wyczytać argumenty, a nie tylko “czepianie się”. Jeżeli nie, to bierze sobie tę krytyczną uwagę do serca :).

    • Twórca artykułu ma nadzieję, że mimo wszystko dało się z niego wyczytać argumenty, a nie tylko “czepianie się”. Jeżeli nie, to bierze sobie tę krytyczną uwagę do serca :).

  3. Lepiej, gdyby zakupili więcej sezonów South Park i Family Guy. Bardzo chcą udowodnić, że potrafią, ale nie potrafią w filmy i animacje. Seriale sobie radzą, choć produkując tyle różnych projektów muszą coś trafić. Od dawna nie mieli nic na miarę House of Cards i Black Mirror.

  4. Serial jest mega. Wiec są gusta i guściki. Wulgaryzmy to codzienność i ten serial to oddaje w 100% Radzę autorowi pojechać do USA na pierwszej lepszej ulicy usłyszy więcej wulgaryzmów niż w odcinku tego serialu. Co tam jechać wystarczy włączyć jakiś hiphopowy kawałek na topie w USA. Wszędzie Kur.. chu.. dupa cycki itp. Założę się że ta produkcja będzie na topie.

  5. “Niestety, w praktyce często kończy się na deklaracjach, bo buntowniczy wydźwięk serialów platformy kończy się na deklaracjach.”

    Chłopie, czytaj swoje teksty przed opublikowaniem.

    Serial jest świetny, jak tego typu produkcje nie porusza zbyt głębokich problemów i bywa głupawy, ale i takie produkcje są potrzebne, myślę, że Polacy lubią go dlatego, że ilustruje trochę także nasze wady, takie jak prowincjonalność czy małostkowość

    • Błąd został popełniony i poprawiony, ale jego pojawienie się w żaden sposób nie obala argumentów użytych w tekście. Stwierdzenie, że tego typu produkcje (w domyśle rozumiem, że chodzi o seriale animowane dla dorosłych) nie poruszają zbyt głębokich problemów jest zaś kompletnie nietrafione. Tak „South Park”, jak i „BoJack Horseman” czy „Rick i Morty” wielokrotnie to robiły. Pozdrawiam :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...