Droga TVP, po co robisz dokumenty o historii, jeśli nie interesuje cię historia? Oceniamy „Wojnę światów”

Recenzja/Film 18.08.2020
Nasza ocena:
Droga TVP, po co robisz dokumenty o historii, jeśli nie interesuje cię historia? Oceniamy „Wojnę światów”

Droga TVP, po co robisz dokumenty o historii, jeśli nie interesuje cię historia? Oceniamy „Wojnę światów”

„Wojna światów” to nowy projekt TVP oparty na archiwalnych materiałach z początku XX wieku, które zostały poddane rekonstrukcji cyfrowej i przerobione na film dokumentalny. Produkcję w superlatywach opisywali minister kultury i prezes Telewizji Polskiej, ale wydaje się, że głównie z powodów ideologicznych. Bo „Wojna światów” ma bardzo poważne wady.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Ostatnia dekada przyniosła olbrzymi wzrost znaczenia produkcji dokumentalnych, które dzięki wzmożonemu zainteresowaniu widzów z każdym kolejnym rokiem stają się coraz bardziej kluczowym elementem biblioteki serwisów streamingowych. Co więcej, takie tytuły jak „Król tygrysów”, „Leaving Neverland” czy „Tylko nie mów nikomu” zyskały sobie nie tylko olbrzymią widownię, ale też na stałe zapisały się do historii polskiego czy wręcz światowego kina.

Swoich sił w produkowaniu dokumentów w ostatnich latach często próbowała też Telewizja Polska. Niektóre projekty były bardziej udane („Niepodległość”), inne zdecydowanie mniej („Nic się nie stało”), ale żadnego nie dało się zignorować. Nie polecam tego też w stosunku do filmu „Wojna światów”, bo to niezwykle ciekawy przypadek, który absolutnie nadaje się do głębszej analizy i dyskusji na temat roli dokumentów o historii.

Wojna światów” opowiada o wojnie polsko-bolszewickiej i robi to za pomocą fantastycznie zrekonstruowanych nagrań z epoki.

Dzieło reżyserów Mirosława Borka i Krzysztofa Talczewskiego w zdecydowanej większości składa się z pokolorowanych i zrekonstruowanych cyfrowo fragmentów wideo powstałych w okresie I wojny światowej oraz międzywojniu. Materiały zebrano z archiwów mieszczących się na całym świecie, a ich odtworzenie bez najmniejszych wątpliwości zrobi wrażenie na każdym widzu. Oprócz tego twórcy wykorzystują również grafikę komputerową, oryginalne nagrania audio z uczestnikami wydarzeń wojny polsko-bolszewickiej, cytaty odczytywane przez aktorów, a w pojedynczych scenach również wycinki z istniejących filmów fabularnych.

Wszystko po to, żeby stworzyć jak najlepszą iluzję uczestnictwa w toczących się na ekranie wydarzeniach. Bork i Talczewski wyraźnie pragną przywrócić trochę życia minionej epoce i pokazać, że brali w nich udział ludzie z krwi i kości. Rzecz w tym, że największy atut ich produkcji bardzo szybko staje się też największą kulą u nogi.

Prowadzona narracja i pokazywane na ekranie obrazki w teorii są ze sobą połączone, ale w praktyce raczej płyną obok siebie.

To świetne, że istniejące nagrania sprzed około 100 lat udało się doprowadzić do tak fantastycznego stanu. Zrobienie z nich filmu dokumentalnego jest jednak zdecydowanie trudniejszym zadaniem. Istniejącym obrazom nadaje się bowiem zupełnie nowego znaczenia, co bardzo szybko budzi dysonans poznawczy między tym, co odbiorca słyszy i widzi. Rodzi to poważne zagrożenie, że w pewnym momencie przestanie zwracać uwagę na jedno lub drugie. W mojej opinii cierpią na tym przede wszystkim właśnie archiwalne materiały połączone ze sobą bez ładu i składu w swoistego potwora Frankesteina.

A ponieważ z racji ograniczonych możliwości kręcenia ujęć na początku XX wieku w większości mamy do czynienia z identycznymi nagraniami, to zdezorientowanie szybko ustępuje miejsca nudzie. Talczewski i Bork niby przerywają czasem kolejne nagrania wydobyte z archiwum pojedynczą grafiką, mapką pokazującą ruchy wojsk czy serią zdjęć, ale robią to za rzadko i w sposób zbyt statyczny.

Wszystko to dałoby się jeszcze przetrzymać, gdyby opowiadana narracja była ciekawsza. Niestety, „Wojna światów” to historia podana w wersji lite.

Powstanie ruchu robotniczego, rewolucja październikowa, długofalowe skutki rozpadu wielkich imperiów, odradzanie się polskiej państwowości i ideologiczne konflikty zostają tu sprowadzane do najbardziej banalnego, kompaktowego i jedynie słusznego wzorca. Okres międzywojnia to dla wielu historyków i fascynatów naszej przeszłości czas niezwykle fascynujący i niejednoznaczny. Budzący spory, dyskusje, do pewnego stopnia stanowiący genezę naszych obecnych kłótni politycznych.

https://www.facebook.com/MorawieckiPL/posts/316970296314173

Z „Wojny światów” widz nie dowie się jednak na ten temat właściwie niczego. Cała opowieść jest tutaj od początku do końca jasna i klarowna. Kierując się słowami ministra kultury, Piotra Glińskiego, twórcy dokumentu prezentują nam zderzenie cywilizacji z antycywilizacją. Taka wersja wydarzeń im w zupełności wystarcza. Wbrew temu co mówi premier Mateusz Morawiecki chyba nikomu z nas nie zależy na relatywizowaniu historii. Ofiary zawsze będą ofiarami, a kaci katami. Absolutnie należy o tym pamiętać. Ale to nie oznacza, że nasza historia jest jednoznaczna.

Czy naprawdę powinno nam to wystarczać, gdy „Wojna światów” wpada w najbardziej stereotypowy obraz rzeczywistości na zasadzie „Zachód to zdrajcy, Niemcy i Rosja chcą nas zniszczyć, a my walczymy z nimi jako ostatni sprawiedliwy”? Taki obraz polskiej przeszłości jest nie tylko obraźliwy dla osób żyjących w tamtych latach, ale też pokazuje całkowity brak zainteresowania historią i jej złożonością.

Trudno o lepsze przykłady na potwierdzenie takiej tezy niż dwa fragmenty „Wojny światów”, które przytoczę poniżej.

W pierwszym z nich gen. Józef Smoleński w rytm wesołej melodyjki opowiada o radości żołnierzy przed rozpoczęciem decydującej bitwy z bolszewikami. Wspomina pewnego podporucznika, który zaintonował piosenkę Jak to na wojence ładnie. Pół godziny później sowiecka kula trafiła mężczyznę w czoło, zabijając go na miejscu. Radosna melodia z offu na chwilę zamiera… po czym po kilku sekundach rozbrzmiewa na nowo, gdy narrator opowiada o działaniach grupy uderzeniowej.

W drugim zaś twórcy prezentują najpierw bolszewickie plakaty propagandowe, o których kłamliwości na przestrzeni całego dokumentu mówi się wielokrotnie. Muzyka jest groźna i ponura. Kilkadziesiąt sekund później na ekranie pojawiają się polskie plakaty propagandowe. Okazuje się jednak, że w tym wypadku nie mamy do czynienia z materiałem propagandowym, a szlachetnym wezwaniem do walki o ojczyznę.

Niestety, cały dokument jest przesycony podobnymi fragmentami prezentującymi brak jakiejkolwiek choćby delikatnej refleksji. I dlatego nie mogę się powstrzymać od pytania postawionego w tytule. Po co właściwie robić dokument historyczny, który nie tylko nie mówi nam niczego nowego o tamtych wydarzeniach, ale wręcz spłyca je do nieakceptowalnego poziomu? I czemu widzowie właściwie mieliby go oglądać? Tylko dla pięknych odtworzonych obrazków z epoki? „Wojna światów” zdaje się sugerować, że to wystarczający powód.

Film „Wojna światów” obejrzycie na platformie TVP VOD.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

12 odpowiedzi na “Droga TVP, po co robisz dokumenty o historii, jeśli nie interesuje cię historia? Oceniamy „Wojnę światów””

  1. Jakiej refleksji ? Obecnie panuje dziwna moda na szukanie winnych u siebie. Przez kilka ostatnich lat panuje podobna narracja w sprawie II wojny światowej. Nagle to Polacy są winni bo ktoś ich kurna napadł.

    • Moje gratulacje, właśnie udało ci się spłycić temat do maksimum. Ale to typowe dla pewnych kręgów, takie zero-jedynkowe widzenia świata. Albo wina jest po ich stronie, albo po naszej, inne postrzeganie historii to już za dużo dla niektórych… a życie jest pełne odcieni i nic nie jest takie proste jakbyś chciał.

      • Ale taka narracja panuje – zobacz ile razy musimy interweniować w sprawie “Polskich Obozów Koncentracyjnych” chociażby, w których załogach nie było ani jednego Polaka!

        Tak samo się wyolbrzymia jednostkowe przypadki do nie wiadomo czego. Chociażby, że Polacy byli antysemitami masowo wydającymi Niemcom Żydów. Takie przypadki były – owszem, ale szmalcownicy to nie była taka skala jaką się obecnie próbuje pokazywać. Ilość tytułów sprawiedliwych wśród narodów świata przyznana Polakom oraz to że Niemcy tylko w Polsce spośród okupowanych krajów zarządzili karę śmierci za ukrywanie żydów dobitnie pokazuje, że Polacy w większości antysemitami nie byli.

        Jeszcze większe problemy wewnętrzne mamy z tego co widzę z własną powojenną historią. Oczywiście jest to efekt dziesięcioleci zakłamywania i zatajania faktów przez komunistów w sprawie Wyklętych oraz powojennego bajzlu, który latami trwał na ziemiach polskich.

        Komuniści przypisywali podziemiu niepodległościowemu rzeczy których nie zrobili, przedstawiali ich jako bandytów, przez co też ludność przestawała czasem rozróżniać partyzantkę antykomunistyczną z przestępczymi bandami, które po wojnie też istniały, ale nie miały z wyklętymi nic wspólnego. Tak – o tym się zapomina i nie mówi, ale pierwsze lata po wojnie to jest czas, w którym niektórzy postanowili się dorabiać, albo po prostu przeżyć korzystając z nielegalnych sposobów, co było łatwe, bo broń była wszędzie. Nawet w dużych miastach typu Warszawa czy Gdańsk nie było zbyt rozsądnym zapuszczanie się wieczorem między ruiny. Często znajdowano potem rano obrabowane z wszystkich mających jakąś wartość rzeczy ciała tych, którzy to robili. A i dochodziło nawet do napadów w biały dzień i okradania mieszkań pod nieobecność lokatorów. Jednak jak mówię – to jest taki historyczny temat tabu trochę, podobnie jak to co działo się z zgwałconymi przez ruskich kobietami – samobójstwa, aborcje oraz jak najbardziej urodzenie dziecka w takich okolicznościach poczętego. Te dzieci do tej pory zazwyczaj nie wiedzą, że były owocem gwałtu ruskiej swołoczy przy tzw. “wyzwalaniu”.

        Owszem, byli tacy wyklęci, którzy dopuszczali się mordów na ludności cywilnej, tylko – nie były to mordy rabunkowe, wbrew temu co twierdziła komunistyczna propaganda. Były mordowane konkretne osoby, które wysługiwały się komunistom takie jak Milicjanci, czy szpicle UB, a także donosiciele i przedstawiciele komunistycznych lokalnych władz.

        Za rabunki na wsiach i mordy w celach rabunkowych odpowiadały w rzeczywistości wspomniane bandy przestępców, których to było jedynym celem.

      • Ja rozumiem że są różne odcienie. I jak najbardziej się zgadzam z tym że w każdym narodzie byli ludzie zarówno dobrzy jak i źli ludzi. Byli też Polacy którzy współpracowali z wrogiem, była ich zdecydowana mniejszość, ale narracja medialna jest taka że zaraz będziemy wszyscy przepraszać. Zobacz że byli też żydzi którzy swoich ludzi sami wydawali na śmierć. A, o tym jakoś w mediach nie słychać. Za parę lat to będziemy musieli sami przepraszać że na naszym terenie ktoś nas zaatakował. Absurd.

        • Wydaje mi się, że trochę Pan demonizuje. Na pewno w moim tekście nie pojawiły się żadne apele o przepraszanie kogokolwiek przez Polaków. Nie mogę się też zgodzić ze stwierdzeniem, że np. o współpracy części Żydów z okupantem nie mówiło się w mediach. Pan o tym słyszał, ja też i wiele innych osób też, a raczej nie dowiedzieliśmy się tego bezpośrednio od uczestników tych wydarzeń. Dlatego prosiłbym Pana o niekorzystanie tak często z argumentum ad absurdum ;). Naprawdę jest różnica między apelowaniem o bardziej całościowe i głębsze spojrzenie na własną historię a metaforycznym samobiczowaniem.

          • To proszę spróbować napisać o współpracy części Żydów z okupantem artykuł. To wtedy na własnej skórze pan się przekona co to znaczy zakłamywanie historii. Nie wątpię, że jakieś artykuły na pewno były. Ale niestety w dużej mierze, większość mediów od kliku lat trąbi o Polakach jako współwinnych. Taki jest wydźwięk reportaży. Proszę napisać w podobnej narracji artykuł o Żydach. Bo ja dobrze zdaję sobie sprawe, to były czasy wojny. Nie jeden Polak sprzedał Niemcom drugiego Polaka, ale i nie jeden Żyd zrobił to sam. Były to oczywiście przypadki, nie można o tym mówić jakobyśmy byli współwinni czegokolwiek.

  2. Ale przecież o to w tym filmie chodziło, o przypomnienie podstawowych, elementarnych prawd, o których świat zaczyna zapominać (o ile kiedykolwiek pamiętał). Że rewolucja bolszewicka niosła zagrożenie dla całej cywilizacji, nie “wyzwolenie z ucisku mas pracujących”, towarzyszyły jej niesłychane zdziczenie, terror i okrucieństwo, nieznane w Europie od wieków. O tym, że sowiecka propaganda rewolucji była na Zachodzie skuteczna. Oraz że Polacy zdawali sobie sprawę, o co idzie gra, stąd powszechny entuzjazm i zaangażowanie.

    Ten film przypomina, że Wellsowska “Wojna światów” naprawdę miała miejsce. Na dzielenie włosa na czworo można sobie pozwolić po utrwaleniu w świadomości społeczeństwa prawd podstawowych, elementarnych dotyczących danego wydarzenia, tak jak Zachód zaczyna dopiero dzisiaj (po tylu latach tłuczenia “jednoznacznych” filmów o walce z faszyzmem!) wspominać o kontrowersjach związanych z nalotami dywanowymi na Drezno w 1945r. My w przypominaniu sobie i światu, że walka z bolszewizmem była samotną walką Polaków w równie wielkim zagrożeniem naszej cywilizacji jesteśmy z różnych powodów (po stu latach!) na początku tej drogi.

    Reasumując: Ten film ma (i musi, niestety) przypominać prawdy elementarne, podstawowe. Na dzielenie włosa na czworo przyjdzie czas, kiedy świat zobaczy na ten temat tyle filmów, ile powstało o Bitwach o Anglię czy inwazjach na Normandię.

  3. Panie, jest takie fajne forum historyczne, historycy org i tam pan może się posprzeczać o zdradach i narracji tylko jak zamiast logiki i faktów użyje pan poprawnościowi emocjonalnej to dostanie pan kopa.
    Węgrzy oraz Francuzi w 1920 zachowali się bardzo honorowo, ale sabotażu działań obronnych przez zachód inaczej niż zdradą nazwać się nie da.
    Niestety mamy teraz takie edukacyjne zombi które akceptuje wszystko poza faktami, Hans mordował , on na pewno nie chciał, on jak i biedni Niemcy którzy korzystali ze zbrodni wojennych byli ofiarą polityki ale mówią o ściganym przez społeczeństwo szmalcowniku to wtedy wszyscy Polacy są źli.
    Na szczęście ta narracja umiera a tacy ludzie nie sa akceptowani w cywilizowanych środowiskach.

    • Proszę Pana, mnie bardzo zależy na używaniu logiki i faktów. Właśnie tych elementów w “Wojnie światów” bardzo brakuje. Myślę, że wszyscy w Polsce jesteśmy w stanie z łatwością wskazać, kto w wojnie polsko-bolszewickiej był agresorem a kot ofiarą. Nie oznacza to jednak, że na tym jednym fakcie powinna się zamykać cała dyskusja o tamtych czasach.

      • To jakich faktów brakuje? Jakiej logiki brakuje?
        Za mało Rozwadowskiego czy może ukryli fakt że do wygranej przyczyniło się rozbicie przez czerwonych swojej armii przed uderzeniem na Warszawę?
        Może faktem nie jest to że Czesi jak i Niemcy jak i Anglicy blokowali dostawy broni do Polski?
        Jak na tak krótki film powstał bardzo dobry materiał jedyny zarzut jaki mam to że za mało mówiono o tym jak to czerwoni w europie sabotowali obronę Polski.

  4. Powstanie ruchu robotniczego, rewolucja październikowa, długofalowe skutki rozpadu wielkich imperiów, odradzanie się polskiej państwowości i ideologiczne konflikty zostają tu sprowadzane do najbardziej banalnego, kompaktowego i jedynie słusznego wzorca. Okres międzywojnia to dla wielu historyków i fascynatów naszej przeszłości czas niezwykle fascynujący i niejednoznaczny. Budzący spory, dyskusje, do pewnego stopnia stanowiący genezę naszych obecnych kłótni politycznych.

    Tomku, czy chcesz powiedzieć, że Polacy powinni dyskutować inne wzorce dot. powstania ruchu robotniczego, może rewolucji październikowej? A może powstanie polskiej państwowości powinniśmy rozważać w charakterze “błędu dziejowego”? :-)

    Byłbym bardzo ostrożny w szafowaniu takimi zwrotami, aby przypadkiem nie wpisać się w narrację, która honoru nie przynosi.

    Co do międzywojnia, to jasne że to niezwykle ciekawy okres, ale dokument mówił o wczesnych latach, więc i nie mógł omawiać w pełni wpływu tych wydarzeń na cały okres ani tym bardziej na lata współczesne (chyba że chcielibyśmy 3 h gadających głów ;-))…

    Pozdrawiam!

    • Nie bardzo rozumiem rozróżnienie między historią Polski i historią narodzin ruchu robotniczego, bo miał on również swoich licznych przedstawicieli w naszym kraju. O rewolucji październikowej wspomniałem, ponieważ mówi się o niej w filmie. Podobnie jak o wszystkim innym mówi się jednak niezwykle skrótowo i bez zrozumienia powiązań występujących między różnymi wydarzeniami historycznymi.

      O żadnym “błędzie dziejowym” nie napisałem, więc to stwierdzenie wydaje mi się trochę nie na miejscu w kontekście mojego tekstu. Trudno mi więc skomentować kwestię narracji nieprzynoszącej honoru. Ale ciekawe i niejednoznaczne wydarzenia toczyły się już na początku okresu międzywojnia, czyli tego co w filmie zostało pokazane. Bynajmniej nie chciałbym 3 h gadających głów czy stricte odnoszenia się do współczesnej Polski. Tu się zgadzamy ;). Co nie zmienia faktu, że “Wojna światów” spłyca ówczesne wydarzenia i konflikty do poziomu w mojej ocenie niedopuszczalnego. Również pozdrawiam :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...