Cały świat o niej zapomniał. Przypominają twórcy dokumentu „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache”

Recenzja/Film 14.08.2020
Nasza ocena:
Cały świat o niej zapomniał. Przypominają twórcy dokumentu „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache”

Cały świat o niej zapomniał. Przypominają twórcy dokumentu „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache”

Niezwykła postać i znakomity temat. Niestety wykonanie niezbyt dobre. A szkoda, bo Alice Guy-Blache zasługuje na zdecydowanie więcej.

Nawet jeśli jesteście wielkimi fanami kina, koneserami X muzy i studiujecie film dogłębnie, jest wielce prawdopodobnym, że nie słyszeliście nigdy o Alice Guy-Blache. A powinniście, gdyż była ona współtwórczynią kina. Była na pierwszej prezentacji kinematografu braci Lumiere. Była też pierwszą w historii reżyserką. Zresztą nie tylko, bo sama występowała przed kamerą, pisała scenariusze, produkowała, zatrudniała ekipy filmowe i w końcu założyła własne studio. A wszystko to na przełomie XIX i XX wieku. Swoje pierwsze filmy pokazywała światu już w 1896 roku. I zdobywały one sobie niemałą popularność pośród widowni.

Film „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache” śledzi jej historię, od samych narodzin, przez karierę w przemyśle filmowym, aż po nieoczekiwane zapomnienie i wygumkowanie z historii kina.

Wnioski są oczywiste – Alice Guy-Blache była kobietą, więc nie pasowała do „równania” w tworzącym się na początku XX wieku systemie studyjnym branży filmowej. Na jej niekorzyść działały również mocno niedoskonałe warunki, w jakich przetrzymywane były taśmy z jej produkcjami, przez co ogromna część z nich uległa zniszczeniu. I choć do pewnego momentu była jedną z najważniejszych postaci filmu, to mogła się tym nacieszyć tylko w okresie, gdy kino było jeszcze tylko ciekawostką i nikt nie przypuszczał, że rozwinie się do poziomu sztuki oraz wielkiego biznesu.

Sama postać Alice Guy-Blache i jej historia są naprawdę zajmujące i rezonują z wielką siłą. Oto mamy kobietę, która powinna być wymieniana jednym tchem z braćmi Lumiere czy Georgesem Meliesem, a tymczasem świat o niej zapomniał, a dziś nikt nie ma pojęcia o jej zasługach. A to m.in. dzięki niej kino stawiało swoje pierwsze kroki.

Do tego, po części przez nieobecność Alice Guy-Blache i innych reżyserek z pierwszej dekady istnienia kina, branża filmowa zaczęła być przez lata uważana za domenę mężczyzn, a po dziś dzień reżyserek nie ma wcale tak dużo.

Ale historia Alice Guy-Blache to jedno, a film „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache” drugie. Dla samej opowieści o tej kobiecie warto go obejrzeć. Niestety nie jest to dzieło idealne.

Z jednej strony zachwyca ilością materiałów, przede wszystkim filmów Guy-Blache, archiwalnych zdjęć, wycinków gazet i wywiadów z nią bądź jej córką. Twórcy wykonali kapitalną robotę pod tym względem. Problem jednak mam głównie ze strukturą tego dokumentu. Po pierwsze, ilość cięć, często niepokojąco szybkich, bije na głowę nie tylko dynamiczne wideoklipy, ale też krótkie formy internetowe. Chwilami musiałem sprawdzać dla pewności, czy nie oglądam tego filmu na przyspieszeniu. Twórcy skaczą od sceny do sceny, od obrazu do obrazu. Są momenty, gdy osoba, która się w danym momencie wypowiada nie zdąży skończyć zdania, a my już wędrujemy dalej.

Temu zawrotnemu tempu towarzyszy mętlik i drobny chaos.

Autorzy huśtają się od kronikarskiej opowieści o Guy-Blache, po reporterskie (wręcz detektywistyczne) śledztwo w poszukiwaniu jej śladów we Francji czy Stanach Zjednoczonych i powodów, dla których została zapomniana. Nie dość, że nic z tego na dobrą sprawę nie wynika, bo wnioski są dość oczywiste, to jeszcze twórcy filmu stoją w miejscu.

Bo fabułę „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache” można by opowiedzieć w 20 minut. Jej struktura to: Była sobie Alice Guy-Blache; to pierwsza reżyserka w historii, robiła wspaniałe i przełomowe dzieła; została zapomniana. Koniec. Po ok. 20 minutach twórcy filmu wyczerpują jakiekolwiek zasoby treściowe i potem przez kolejną ponad godzinę mówią właściwie cały czas o tym samym, tylko trochę innymi słowami i ustami kolejnych osób.

Widoczne na zwiastunie postaci Geeny Davis czy Evan Rachel Wood mówią może ze dwa trzy zdania w całym filmie. Jeśli czegoś nie pominąłem, to Patty Jenkins w ogóle nic nie mówi, tylko po prostu reaguje. A jak już ktoś mówi coś sensownego, są to oczywistości typu: jakim cudem ta kobieta została zapomniana? Pełniąca rolę narratorki Jodie Foster opowiada nam to wszystko z wyczuciem i emocjonalnością robota.

Sam fakt, że film „Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache” powstał i daje szansę poinformowania masowo o tym, że ktoś taki jak Alice Guy-Blache istniał, jest czymś wspaniałym i niezwykle ważnym.

Ale tym bardziej smutne jest to, że jest to tak bardzo niedoskonałe dzieło. Mimo tego, warto go zobaczyć (dla kinomanów jest to wręcz pozycja obowiązkowa) dla samej opowieści o Guy-Blache. Z jednej strony to niezwykle smutne, że przez tyle lat osoba, która współtworzyła kino była wymazana z masowej świadomości, ale z drugiej fakt, że po ponad 100 latach znajdują się ludzie, którzy przywracają ją na właściwą pozycję, napawa optymizmem na przyszłość.

„Bądź sobą, czyli nieopowiedziana historia Alice Guy-Blache” możecie jeszcze obejrzeć w niektórych kinach studyjnych.

Film będzie także niedługo dostępny w serwisie Mojeekino.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...