Luke Skywalker w wersji CGI w kolejnych filmach z serii Star Wars? Disneyu, nie idź tą drogą

Artykuł/Film 04.08.2020
Luke Skywalker w wersji CGI w kolejnych filmach z serii Star Wars? Disneyu, nie idź tą drogą

Luke Skywalker w wersji CGI w kolejnych filmach z serii Star Wars? Disneyu, nie idź tą drogą

Chodzą słuchy, że Disney, w obliczu problemów (głównie logistycznych i finansowych) spowodowanych pandemią COVID-19, szuka dla siebie furtki, by móc tworzyć kolejne filmy w restrykcyjnych warunkach kwarantanny oraz kolejnych wirusów w przyszłości. Ową furtką mają być filmy fabularne tworzone w fotorealistycznym CGI.

To oczywiście na razie tylko korytarzowe doniesienia, być może zwykłe plotki, ale biorąc pod uwagę potężne straty, jakie notuje w chwili obecnej Disney przez wstrzymanie kinowych premier, a także zaprzestanie działania ichniejszych parków rozrywki, nie powinno dziwić, że firma szuka dla siebie rozwiązania na trudne czasy. Tym bardziej, że wytwórnia ma, całkiem niemałe, doświadczenie w tworzeniu fotorealistycznych postaci w CGI. Od „Księgi dżungli” po nowego „Króla lwa”, a na cyfrowych wersjach postaci Grand Moffa Tarkina i księżniczki Lei pokazanych w „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” kończąc.

Cyfrowa wersja nieżyjącego już Petera Cushinga jako Grand Moffa Tarkina

Disney poważnie zastanawia się nad produkcją filmu fabularnego z ludzkimi aktorami, którzy byliby stworzeni w całości w CGI.

Firma chce w ten sposób przetestować, czy ta technologia w chwili obecnej się sprawdzi. Tym samym zniknęłyby problemy z logistyką, transportem, ewentualną kwarantanną, nie mówiąc już o wynagrodzeniu dla aktorów.

A pamiętajmy, że nie mówimy tu wcale o jakimś abstrakcyjnym pomyśle z dzieł Philipa K. Dicka czy Stanisława Lema, tylko o zbliżającej się rzeczywistości. Jak pisaliśmy swego czasu, powstaje obecnie film, w którym ma zagrać cyfrowa wersja nieżyjącego od dekad Jamesa Deana.

We wspomnianym wcześniej „Łotrze 1”, na twarz młodej aktorki nałożono cyfrowe rysy wówczas niedawno zmarłej Carrie Fisher.

W 2006 roku w filmie „Superman: Powrót” użyto wygenerowanego cyfrowo Marlona Brando, wykorzystując ujęcia z nim z pierwszego filmu o Supermanie z 1978 roku. To już się dzieje.

Filmem z aktorami w CGI, nad którym obecnie ma pracować Disney jest ponoć nowa wersja przygód młodego Indiany Jonesa. Miejmy nadzieję, że studio nie myśli o cyfrowej wersji nieżyjącego Rivera Phoenixa, który wcielał się w młodego Indy’ego w prologu do „Ostatniej krucjaty”, ani o odmłodzonej wersji Seana Patricka Flanery’ego, który grał młodego Jonesa w serialu z początku lat 90.

Disney myśli też nad tym, czy nie skorzystać z pomocy CGI przy produkcji „Strażników Galaktyki vol. 3”, przy których prace już w tej chwili są opóźnione ze względu na pandemię.

Żeby było ciekawiej, studio podpisało już umowę z Markiem Hamillem na prawa do wykorzystania jego wizerunku w wersji cyfrowej, które umożliwiają produkcję filmów z postacią Luke’a Skywalkera w CGI.

Oznaczałoby to dla wytwórni wspaniałe możliwości powrotów do przeszłości i przedstawienia przygód młodego Skywalkera jeszcze przed wydarzeniami z nowej trylogii, a może i nawet z czasów oryginalnej trylogii. Możliwości są wówczas nieograniczone. Było nie było, Walt Disney Company powstało jako wytwórnia specjalizująca się w animacji. Nikogo nie powinno zdziwić, że teraz być może firma chce zatoczyć koło, w tym wypadku za pomocą ultranowoczesnej i fotorealistycznej animacji.

Tym samym scena z filmu „Kongres”, w którym grana przez Robin Wright postać aktorki podpisuje umowę na zeskanowanie swojego ciała, by te mogło wiecznie „grać” za nią w filmach w przyszłości, z science-fiction zmienia się w realizm.

Choć na razie nie jest to oficjalnie potwierdzona informacja, siłą rzeczy można przypuszczać, że tego typu rozwiązania staną się, prędzej czy później, nawet jeśli nie standardem, to przynajmniej co jakiś czas wykorzystywaną przez studia filmowe opcją.

Mam mieszane uczucia, uważam, że nieżyjących aktorów powinno się zostawić w spokoju, a nie zamykać w cyfrowej klatce i zmuszać do występów przez kolejne dekady, a może i nawet stulecia.

Z drugiej strony, te najbardziej kultowe role to nie aktorzy, tylko na dobrą sprawę należący do świata (i wytwórni) herosi-symbole popkultury. Zapewne jest więc spora część widzów, która z wielką radością przyjmie informację o tym, że będzie mogła oglądać nowe przygody Luke’a Skywalkera czy Indiany Jonesa. Tym bardziej, jeśli dany aktor, jeszcze za życia, wyrazi zgodę (jak rozumiem podpisując lukratywny pieniężnie kontrakt) na to, by jego fizyczność mogła sobie „żyć” wirtualnie.

Jednak stwarza to wiele niebezpieczeństw. Choćby w postaci nadużyć, bo domyślam się, że z czasem technologia ta będzie dostępna szerzej niż tylko dla bogatych studiów filmowych.

A wtedy będzie można tworzyć takie produkcje „na lewo”, podkradając czyjeś wizerunki. Zresztą ma to miejsce już w tej chwili, małymi kroczkami, w postaci fruwających po sieci filmików w technologii Deepfake.

Nie mówiąc już o tym, że nadejdą czasy, gdy sztuka filmowa będzie kompletnie sztuczna i odhumanizowana, już nie tylko korzystając z CGI do tworzenia efektów specjalnych czy czasem scenografii, ale też do „dawania życia” samym aktorom i aktorkom. Jest w tym procesie coś niepokojącego, rodem z historii o potworze Frankensteina.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News. 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

13 odpowiedzi na “Luke Skywalker w wersji CGI w kolejnych filmach z serii Star Wars? Disneyu, nie idź tą drogą”

  1. CGI to jest to, według mnie już dawno powinny być tak robione filmy, tylko paru aktorów do mocapu i później dubbing i jazda do przodu, dzięki temu taki film nie musi być w 100% fotorealistyczny dzięki czemu pewne niedociągnięcia będą wyglądać lepiej. Przykładowo gdyby twarz głównej bohaterki w grawitacji nie była nagrana tylko CGI to resztę animacji wyglądającej jak z PS2 by się lepiej oglądało….

    • Wbrew pozorom pewnie niekoniecznie większy niż takiego z realnymi planami i gażami dla supergwiazd Hollywood. A CGI z roku na rok tanieje. To nadal nie byłaby tania impreza, ale mimo wszystko koszty byłyby mniejsze niż, powiedzmy 200 mln dol. wywalane przez Disneya na Avengersów czy aktorskie Star Warsy.

  2. No a co z genialną improwizacją aktorów?
    Co z pomyłkami? Błędami? To nadawało filmu poczucia normalności. Przecież takie improwizowane sceny są najlebsze do oglądania. A poza tym ukryte smaczki. Aktorzy nie będą mogli ukryć czegoś ciekawego w filmie, bo aktorów nie będzie, a tekst skopiowany z kartki może nie okazać się taki ciekawy:(

    • O tym Hollywood nie myśli. Dla nich ważne są tabelki w Excelu. Jeśli do tego dojdzie kino będzie odhumanizowane, mechaniczne, bez życia, niewiele różniące się od gier wideo. Tam oczywiście można się identyfikować z postacią, ale pomaga w tym fakt, że jesteśmy widzem interaktywnym. W przypadku filmu po prostu będziemy siedzieć i oglądać sztuczne postaci w sztucznych miejscach. Zero naturalności, zero realizmu.

      • Jestem za tym żeby byli to jednak nadal żywi aktorzy z drugiej trudno się dziwić Disneyowi skoro na to przystał sam aktor w tym przypadku Mark.

  3. Stajemy się odhumanizowani i dostosowujemy narzędzia do naszego stanu. Tylko w takim świecie mogą powstać takie pomysły. Społeczeństwo ukształtowało twórców tego pomysłu, my kształtujemy społeczeństwo. Z drugiej strony czy to nie dowód naszego rozwoju? Ile lat upłynęło od poligonowej Lary Croft? Niewiele, a dziś możemy stworzyć postać, która jest niemal realna.

  4. Stajemy się odhumanizowani i dostosowujemy narzędzia do naszego stanu. Tylko w takim świecie mogą powstać takie pomysły. Społeczeństwo ukształtowało twórców tego pomysłu, my kształtujemy społeczeństwo. Z drugiej strony czy to nie dowód naszego rozwoju? Ile lat upłynęło od poligonowej Lary Croft? Niewiele, a dziś możemy stworzyć postać, która jest niemal realna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...