Tak się zabija japoński horror. „Klątwa Ju-On: Początek” to jeden z najgorszych seriali Netfliksa

Recenzja/Seriale 31.07.2020
Nasza ocena:
Tak się zabija japoński horror. „Klątwa Ju-On: Początek” to jeden z najgorszych seriali Netfliksa

Tak się zabija japoński horror. „Klątwa Ju-On: Początek” to jeden z najgorszych seriali Netfliksa

Prequel (a przynajmniej takie jest założenie) kultowej serii horroru „The Grudge” zapowiadał się na znakomity pomysł. Niestety, serial „Klątwa Ju-On: Początek” ma niewiele wspólnego z oryginałem, a zamiast straszyć wywołuje co najwyżej poczucie konfuzji i chwilami obrzydzenia.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Fabułę serii „Klątwa Ju-On: Początek” trudno streścić. Nieumiejętnie napisany scenariusz skacze po wątkach i postaciach tak nielogicznie, że nie sposób odpowiedzieć sobie na pytanie, o czym właściwie ma być ta opowieść. No, poza tym, że mamy do czynienia, po raz n-ty, z tajemnicą nawiedzonego domu, którą próbuje badać specjalista od zjawisk paranormalnych. Akcja rozgrywa się w latach 1988, 1995, 1997 tylko po to, by pokazać nam kolejne przypadki makabrycznych zdarzeń, jakie miały miejsce w przeklętym domostwie. Większość ludzi, która bowiem przeszła przez jego próg, prędzej czy później zostaje nawiedzona przez zjawę i dopuszcza się okropnych czynów bądź staje się jej ofiarą.

Jeśli siądziecie do oglądania serialu „Klątwa Ju-On: Początek” z nadzieją na podobną atmosferę czy wejście głębiej w mitologię tytułowej klątwy, to czeka was rozczarowanie.

Po klimacie filmów, nawet tych najgorszych z serii, nie pozostał żaden ślad. Równie dobrze japońska produkcja Netfliksa mogłaby nosić jakikolwiek tytuł związany z motywem nawiedzonego domu. Tym co odróżnia ten serial od innych tworów na ten temat powstałych na Zachodzie jest to, że rozgrywa się on w ciasnych pomieszczeniach japońskich mieszkań i domów. Nie ma to jednak większego znaczenia ogólnym rozrachunku.

Jeśli również będziecie siadać do horroru Netfliksa z nadzieją na liczne dreszcze na plecach bądź porządne dawki strachu, to i w tym przypadku czeka was rozczarowanie. Pomimo faktu, że odcinki „Klątwy Ju-On: Początek” trwają przeważnie poniżej 30 minut, wloką się one niemiłosiernie.

Zrobić horror, który trwa pół godziny, a i tak nuży, to jednak sztuka.

Poprzez to skakanie po chronologii oraz różnych postaciach, z żadną z nich nie jesteśmy w stanie się jakkolwiek zżyć, na tyle by w ogóle obchodził nas jej los oraz to, co ją czeka. Wspomniany wcześniej specjalista od zjawisk paranormalnych pojawia się na początku, potem przemyka co jakiś czas na chwilę, i to nie w każdym odcinku, a potem dopiero w finale jego wątek ponownie powraca na pierwszy plan. W tym czasie akcja przemieszcza się na kolejne postaci, które zarysowane są jedynie bardzo podstawową kreską. Przedziwna to konstrukcja, bo nie pozwalająca widzowi na pełne skupienie i immersję.

Uwagi nie przykują również sceny w założeniu mające straszyć, bo… nie straszą. Ogląda się je z obojętnością, albo w najlepszym przypadku z obrzydzeniem bądź niepokojem.

Przyjdzie wam bowiem „podziwiać” jedną z bardziej odrażających (i kuriozalnych) scen. jakie zobaczycie w tym roku (choć nie polecam), w której główną rolę odgrywają nóż, ciężarna kobieta, płód i dużo krwi.

Nie brakuje też scen gwałtu czy przemocy wobec dzieci…

I w sumie nie wiem, dokąd to wszystko prowadzi i czemu ma to wszystko służyć. Podczas seansu miałem wrażenie, że „Klątwa Ju-On: Początek” po prostu epatuje wszelkiej maści patologiami i scenami bezsensownej makabry dla samego tylko faktu pokazywania tego. Jakby twórcy czerpali chorą przyjemność z serwowania widzom takich „atrakcji”.

Jak dołożymy sobie do tego słabe aktorstwo, kompletnie nijaką reżyserię, skandaliczny (chwilami niezamierzenie komiczny w swej nieporadności) montaż i wspomniany wcześniej kompletny brak jakiejkolwiek armosfery grozy, to trudno nie uznać, że mamy do czynienia z horrorem, który przynależy do tego gatunku tylko ze względu na kronikarską dokładność.

Jedyne, co ratuje w jakimś stopniu serial „Klątwa Ju-On: Początek”, to fakt, że jest naprawdę krótki.

Dostajemy 6 odcinków po ok. 30 minut, czyli łącznie wyszedłby z tego 3-godzinny film. Potwornie nudny, chaotyczny i kompletnie niestraszny. Więc w sumie dobrze, że dostaliśmy to w wersji serialowej, bo jak się sami przekonacie, będzie można go porzucić w trakcie. No chyba, że jednak przypadnie wam do gustu. Zdziwiłbym się ogromnie, ale nie takie rzeczy mnie już zaskakiwały w 2020 roku.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Tak się zabija japoński horror. „Klątwa Ju-On: Początek” to jeden z najgorszych seriali Netfliksa”

  1. Chyba dawno musiałeś filmy oglądać bo bardzo dużo serial ma wspólnego z tym cyklem, zarówno jeśli chodzi o to jak historia jest opowiedziana, niechronologicznie, jak i to jak straszy. Jest to jeden z lepszych seriali, zwłaszcza w gatunku horroru w ostatnich m-cach. W japońskich horrorach czy ogólnie azjatyckich to straszą w podobny sposób jak w tym serialu. A przypomniałem sobie po seansie cztery pierwsze japońskie Klątwy (dwie na VHS i dwie kinówki), więc nie jest tak, że mi się tylko tak wydaje, ale tak jest.

    Ale zacznę od wspominek. Pamiętam jak oglądałem japońską Klątwę JU-ON pierwszy raz, to prawie narobiłem w gacie ze strachu, nie żartuję, a nie oglądałem sam, tylko z bratem. Japoński Ring też był dobry, ale więcej wspomnień (i traum oraz koszmarów) mam związanych z Klątwą Ju-On. Ale nie napiszę, który z filmów tak mnie przeraził. Nie pamiętam czy pierwszy JU-ON jaki widziałem, to była wersja niskobudżetowa przeznaczona na wideo, czy film nakręcony dla kin po sukcesie produkcji na VHS. Pamiętam tylko tyle, ze film wyglądał tanio, wiec może jako pierwszą wersję widziałem tą na kasety video.

    A przechodząc już do serialu Netflixa dowiedziałem się o nim jakiś czas temu, gdy zobaczyłem dobry trailer, który zapowiadał produkcję w klimacie pierwszych filmów. Przed seansem serialu nie przejmowałem się tym, że nie pamiętam za dobrze już fabuły filmów, ani tym że nie widziałem większości z 13-u czy ile tam powstało części, zwłaszcza że serial jak tytuł sugeruje, to jest coś między prequelem a nowym startem.

    Z filmów za wiele nie pamiętałem przed seansem serialu, ale kojarzyłem przerażającą muzykę, a raczej dźwięki, oraz dziewczynę z długimi włosami (jest to tradycja w azjatyckich horrorach) i dziecko, a w serialu akurat dziewczyny i dziecka jest bardzo mało i to mi się podoba. Sceny z kobietą schodzącą na czworaka po schodach czy miauczące dziecko pamiętam do dzisiaj, ale ile razy można straszyć tak samo, więc przestałem oglądać kolejne części cyklu po czterech filmach.

    Twórcy serialu straszą z jednej strony podobnie jak w pierwszych filmach, czyli stawiając na klimat, muzykę, aktorstwo i charakteryzację, ale też są mocniejsze sceny, brutalne i obrzydliwe (w czasie kilku scen w czwartym odcinku akurat jadłem, co nie było dobrym pomysłem), a takich sekwencji nie pamiętam z japońskich filmów. Choć nie jest tak, że serial epatuje mocnymi scenami, że są przeciągane w nieskończoność, to nie slasher gdzie krew się leje litrami, tylko jest pokazane tyle ile trzeba.

    Podobnie jak w japońskich filmach z tej serii w serialu jest kilka wątków, które się nawzajem przeplatają. Fabuła jest dość prosta, ale prowadzona nielinearnie, tak jak było w filmach, więc czasami można się pogubić, zwłaszcza gdy uważnie się nie ogląda. Całość składa się z sześciu 30 minutowych odcinków, więc obejrzałem całość za jednym razem, bo trwa serial trzy godziny. Seans zleciał szybko, mimo przytłaczającego i mrocznego klimatu. Akcja toczy się nieśpiesznie, ale nie jest nudno. Plusem jest też aktorstwo, które nie jest tak ekspresyjne jak w innych produkcjach azjatyckich.

    Oczywiście to japoński horror, wiec czasami jest mocno pojechany, jak choćby właśnie czwarty odcinek czy finałowy, w którym są typowe sceny dla azjatyckiego horroru, a np. scena z telefonem w brzuchu to historia inspirowana prawdziwą zbrodnią, więc jeśli lubicie azjatyckie horrory, to powinien serial Wam przypaść do gustu. Jakbym miał kogoś ostrzec, to może lepiej niech nie oglądają kobiety w ciąży, rodziny spodziewające się dziecka. Klątwa Ju-On: Początek to dobry japoński horror, który niby straszy podobnie, bardziej klimatem jak jumpscarami, których nie ma , a jednocześnie pokazuje coś nowego w tym cyklu, więc nie jest to powtórka z rozrywki, ale nowe podejście do franczyzy. No i jak powstanie 2 sezon to chętnie zobaczę. Na tyle mi się spodobał serial, że po obejrzeniu całości przypomniałem sobie cztery pierwsze filmy z cyklu, co było dobrym pomysłem, bo to wciąż dobre filmy są.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...