Most: ma ponad sto lat. Polski rząd: To (nie) jest „Mission Impossible”, wysadźmy go!

Artykuł/Film 29.07.2020
Most: ma ponad sto lat. Polski rząd: To (nie) jest „Mission Impossible”, wysadźmy go!

Most: ma ponad sto lat. Polski rząd: To (nie) jest „Mission Impossible”, wysadźmy go!

Polski rząd od kilku lat stara się zachęcić hollywoodzkie wytwórnie, żeby kręciły więcej produkcji w naszym kraju. A niedawno pojawiła się możliwość, żeby fragment swojego nowego filmu akcji w Polsce zrobił Tom Cruise. Niestety, wiązałoby się to z wysadzeniem mostu nad Jeziorem Pilchowickim. A to wiąże się z wieloma głosami sprzeciwu.

Chyba nigdy wcześniej wokół produkcji Toma Cruise’a nie było tylu zawirowań, co w przypadku projektu kryjącego się pod kryptonimem Libra. Przyczyniła się do tego najpierw pandemia koronawirusa, a potem konflikt wokół mostu w Pilchowicach. Nowy film z serii „Mission: Impossible” (bo to o niego chodzi) miał pierwotnie powstawać przede wszystkim na terenie Włoch, ale olbrzymi wzrost liczby zachorowań na Półwyspie Apenińskim sprawił, że Tom Cruise i jego współpracownicy zostali zmuszeni do poszukiwania innych lokalizacji. Zmieniły się też terminy zdjęć, a Nicholas Hoult został zastąpiony w roli głównego antagonisty przez Esaia Moralesa.

Oczy filmowców padły na Polskę (a dokładniej mówiąc tereny wokół Jeziora Plichowickiego) jeszcze wcześniej, bo już w grudniu zeszłego roku. Jak powiedziała Gazecie Wyborczej dyrektor Muzeum Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej, przedstawiciele wytwórni Paramount Pictures poszukiwali interesujących obiektów inżynieryjnych. Katarzyna Szerbińska-Tercjak wskazała im most pilchowicki, bo wtedy jeszcze nie wiedziała, że filmowcy mają zamiar go wysadzić.

Kolejne miesiące przyniosły nowe szczegóły na temat planów związanych z wysadzeniem mostu w trakcie zdjęć do „Mission: Impossible 7”.

Obecnie nadal trwa zdobywanie niezbędnych zgód przez polską firmę konsultingową Alex Stern, a po zakończeniu tego procesu w teorii będzie mogło dojść do wysadzenia mostu. Jej prezes Robert Golba (pełniący wcześniej usługi produkcyjnie przy filmie „Most szpiegów”) w rozmowie z Wirtualną Polską podkreślał, że nie będziemy tu mieć do czynienia z żadnym przestępstwem. Co więcej, nieużywany od czterech lat ze względu na zły stan most pilchowicki ma zostać podobno później zrewitalizowany.

Plany całkowitego lub częściowego wysadzenia mostu (nie jest to do końca jasne) znalazły jednak wielu przeciwników. W obronie konstrukcji publicznie głos zaczęli zabierać miejscowi aktywiści i wielbiciele kolejnictwa z byłym prezesem Kolei Dolnośląskich Piotrem Rachwalskim na czele. Dolnośląska konserwator zabytków rozpoczęła z kolei procedurę wpisania mostu nad Jeziorem Pilchowickim do rejestru zabytków. Bo wcześniej nikomu nie przyszedł do głowy taki pomysł.

Na ten wątek zwracają uwagę Robert Golba oraz wiceminister kultury Paweł Lewandowski, który wspiera amerykańską inicjatywę.

Reprezentant polskiego rządu dosyć niespodziewanie zabrał głos w całej sprawie, ale wsparcie przez władzę wejścia Paramount Pictures do Polski nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. W 2018 roku wprowadzono nawet specjalne ulgi dla filmowców, które miały zachęcić hollywoodzkie wytwórnie do większej obecności w naszym kraju. Do pewnego stopnia się to zresztą udało, co niewątpliwie należy uważać za sukces rządu. Wizja pokazania rodzimych krajobrazów również w nowym „Mission: Impossible” być może tak mocno zadziałała na wyobraźnię Pawła Lewandowskiego, że w wywiadzie dla WP.pl dosyć jednoznacznie wypowiedział po stronie amerykańskich filmowców:

Ja bym się nie fiksował, że to jest zabytek. Nie każda stara rzecz jest zabytkiem. Wyraźnie jest napisane w ustawie, że zabytkiem jest tylko to, co ma wartość społeczną, artystyczną bądź naukową. W sztuce i kulturze ta wartość powstaje tylko wtedy, jeśli jest relacja między obiektem kultury a człowiekiem. Jeśli więc obiekt jest nieużytkowany, niedostępny, to nie ma takiej wartości. Więc to nie jest zabytek.

(…) Realizacja dotyczy tylko jednego fragmentu mostu. To będzie mała część. Teraz w Hollywood jest moda na green-filming. Oni robią wszystko ekologicznie. Pociągi, które wpadają do wody nie mają grama smaru. Jeśli są unikalne gatunki ryb, to na czas kręcenia wyciąga się je z jeziora do basenu, żeby ani jedna ryba nie umarła. Sceny „making of” z takiego filmu mogą być bardzo atrakcyjne – powiedział wiceminister kultury.

Takie argumenty nie przekonują obrońców mostu, a sam Lewandowski nie jest w stanie zagwarantować, że do rewitalizacji faktycznie dojdzie.

Przedstawiciel ministerstwa podkreśla także, że decyzja dolnośląskiej konserwator zostanie uszanowana. Istnieje natomiast możliwość skontrolowania nowego wpisu do rejestru przez Generalnego Konserwatora Zabytków. Obecnie niemal każde rozwiązanie wydaje się więc możliwe, a dalsze losy mostu nad Jeziorem Pilchowickim są jak najbardziej otwarte. Szum wokół całej sprawy zrobił się natomiast tak wielki, że napisały o niej nawet zagraniczne media (m.in. brytyjski Daily Mail).

Osobiście nie mam wystarczających kompetencji, żeby ocenić słuszność ewentualnego uznania rzeczonej konstrukcji za zabytek. Trudno natomiast ignorować fakt, że przed pojawieniem się propozycji ze strony amerykańskich filmowców nikt nie miał takich planów. Most w Pilchowicach prawdopodobnie nie jest więc najważniejszym tego typu obiektem w Polsce. Zapewne zaufanie do Paramount Pictures byłoby większe, gdyby całego projektu nie otaczała tak szczelna zasłona tajemnicy.

Natomiast tego typu wytwórniom zależy na jak najlepszej reputacji i dlatego starają się nie podburzać przeciwko sobie lokalnych społeczności. W ostateczności znajdą zaś inną lokalizację. Co zapewne nie będzie w smak Tomowi Cruise’owi, bo znając jego chorobliwy perfekcjonizm, z pewnością chciałby jak najszybciej dopiąć całą sprawę na ostatni guzik.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

62 odpowiedzi na “Most: ma ponad sto lat. Polski rząd: To (nie) jest „Mission Impossible”, wysadźmy go!”

  1. Mam taką same opinie . Nie wiem czy wysadzać czy nie? Bo są argumenty rozsądne za i przeciw. Ale śmieszą argumenty obu stron, które robią z tego ideologie jakoś a dla Paramont to tylko biznes.

  2. Nie każda stara rzecz jest zabytkiem. Święte słowa.
    Chcą wysadzić nieczynny ze starości most? Niech wysadzają.
    Za kasę się odbuduje nowy, odpicuje i będzie czynny.
    Tak to się robi.

    • Za jaką kasę? Za tą, którą dopłacą filmowcom z USA żeby go wysadzili? Gdy ta kasa wg szacunków wystarczyłaby do remontu, dzięki któremu mógłby być dalej wykorzystywany?

      Czemu PKP od tylu lat nie chce województwu dolnośląskiemu przekazać tej linii kolejowej? Województwo do dawna o to zabiega, ponieważ Koleje Dolnośląskie po remoncie i modernizacji mogłyby otworzyć połączenie, którego LOKALNEJ SPOŁECZNOŚCI brakuje.

      Jakoś dla “wielkich” panów z juesej jest hajs, dla Polaków jak zwykle nie.

      • PKP prawie nic nikomu nie chce przekazywać – tak już ma.
        A ostatnie zdanie jest dziwne, przecież im nikt nic nie płaci…

      • Niestety, ale prawda jest taka, że Urząd Marszałkowski NIE CHCE wyremontować linii kolejowej do Lwówka Śląskiego. Napisałem “nie chce” bo osobiście zbadałem grunt wysyłając pisma do przeróżnych instytucji w tym także do Ministerstwa Infrastruktury, Urzędu Marszałkowskiego. Drugi z Urzędów wielokrotnie utrzymywał że dąży do wyremontowania linii, jednak Ministerstwo Infrastruktury w piśmie z przed dwóch miesięcy kategorycznie zaprzeczyło jakoby takie plany były intencją UMWD we Wrocławiu.

        W piśmie jakie otrzymałem z Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa z dnia 07.10.2016 czytamy:

        “Ze względu na fakt, że linia kolejowa nr 283 ma charakter regionalny, prace inwestycyjne mogą być finansowane przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, np. w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego 2014 – 2020 (dalej: „RPO WD”). Jednocześnie należy zaznaczyć, że przedmiotowa linia nie została zarekomendowana przez Urząd Marszałkowski do wsparcia ze środków dostępnych w ramach RPO WD, a także nie została uwzględniona w liście intencyjnym zawartym 26.06.2015r. pomiędzy Województwem Dolnośląskim a PKP PLK SA w sprawie przygotowania i zrealizowania priorytetowych liniowych projektów inwestycyjnych.”

        Chwilę wcześniej (05.08.2016) Urząd Marszałkowski w odpowiedzi na zapytanie dot. Przedmiotowej linii odpisał.

        “Równolegle nadal trwa analiza projektów kolejowych, możliwych do realizacji w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO) dla Dolnego Śląska. Jednym z rozważanych projektów jest rewitalizacja linii z Jeleniej Góry do Lԝóԝka Śl. Należy jednak podkreślić, że rewitalizacja taka była by możliwa w ramach RPO pod warunkiem efektywnego wykorzystania przez Polskie Linie Kolejowe SA dostępnych w alokacji środków dla realizacji innych projektów.”

        Jak widać wrocławski magistrat postanowił sprytnie umyć ręce od sprawy stanu technicznego linii 283 uzależniając przyznanie dotacji od alkokacji środków PKP PLK i jednocześnie nie rekomendując remontu tej linii w MIiB w Warszawie.

  3. “Osobiście nie mam wystarczających kompetencji, żeby ocenić słuszność ewentualnego uznania rzeczonej konstrukcji za zabytek. Trudno natomiast ignorować fakt, że przed pojawieniem się propozycji ze strony amerykańskich filmowców nikt nie miał takich planów. Most w Pilchowicach prawdopodobnie nie jest więc najważniejszym tego typu obiektem w Polsce”

    OK, kilka słów komentarza, bo sypią się tu bzdury piramidalne…

    Po pierwsze, “nie znam się, więc się wypowiem”. Brawo.

    Po drugie, nie istnieje kwestia uznania lub nieuznania obiektu za zabytek. TO JEST ZABYTEK, wpisany przy tym do ewidencji zabytków. Nie ma go w rejestrze, ale zabytek, który nie widnieje w rejestrze, TO TEŻ ZABYTEK. Tu nie trzeba mieć kompetencji do oceny. Wystarczy sprawdzić w źródłach.

    Po trzecie, przeciwnie, obiekt w Pilchowicach DOKŁADNIE JEST najważniejszym tego typu zabytkiem w Polsce, bo to najwyżej zawieszony zabytkowy most tego typu. I to też można sobie sprawdzić. To nie jest most jeden z wielu takich. To most wyjątkowy.

    Po czwarte, jakie to słabe, że Spider’s Web nie zna jednego z najważniejszych wątków związanych z mostem, który zdobył w 2014 roku światową popularność dzięki nagrodzonej BAFTĄ polskiej grze komputerowej.

    “Bo wcześniej nikomu nie przyszedł do głowy taki pomysł.”

    I ponownie informacja nieprawdziwa. Już w 1998 roku było zalecenie, by wprowadzić most do rejestru. Zawiodła machina urzędnicza, to prawda, ale nie tylko był pomysł, ale i konkretne zalecenie. Co nie zmienia faktu, że obiekt i tak miał już rangę zabytku i widniał w ewidencji zabytków.

    • Może wpiszmy stare drogi do rejestru zabytków. Takie wiejskie – kiedyś ktoś nasypał tam kostki w XIX wieku, potem trochę szlaki, piachu, gruzu i skałek… jeździ się po tym kiepsko, co popada to woda stoi, miejscami dziury na 20 cm, pofalowane jak woda na morzu itd.

      Wpiszmy do rejestru zabytków takie stare drogi i będzie pretekst aby ich nie modernizować.

      “A teraz proszę państwa zwalniamy do 5 km/h bo jedziemy po zabytkowej drodze. Nie możemy szybciej bo sobie państwo szczękami zęby wybiją. Jednakże zachęcam do przyjrzenia się temu zabytkowi budownictwa drogowego – to na prawdę fantastyczne jak w XIX wieku potrafiono wykorzystać surowce naturalne matki ziemi. O, właśnie w chwili obecnej mijamy zabytkowy rów melioracyjny z dopływem deszczówki od gospodarstwa”

      A, chodziło o most? O moście też mogę… zapodać? ;-)

    • Proszę Pana, wydaje mi się, że rozumie Pan doskonale różnice między wpisaniem do gminnej czy nawet wojewódzkiej ewidencji zabytków, a znacznie węższego rejestru zabytków. Z tym drugim wiąże się zdecydowanie szerszy zakres ochrony, bo należą do niego (przynajmniej w teorii) obiekty najbardziej wartościowe pod względem historycznym czy artystycznym.

      Mówienie o światowej popularności mostu jest piękną hiperbolą, ale mającą bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością. Żeby nie powiedzieć wręcz “nic”. Wydaje mi się też, że niewłaściwie zinterpretował Pan moje słowa, bo dotyczyły one stricte rejestru zabytków, do którego się w całym tekście odnosiłem. Plus miały jedynie na celu stwierdzenie, że nie chcę się podejmować w tekście rozstrzygnięcia sporu. Chyba sam zdaje Pan też sobie sprawę, że słowa “od 1998 roku zawodziła machina urzędnicza” brzmią w 2020 roku cokolwiek śmiesznie. Cała sytuacja pokazuje też olbrzymi brak zainteresowania obiektem przed wystąpieniem obecnej dyskusji, a do tego głównie odnosiłem się, cytując zresztą wypowiedzi innych osób powiązanych z tą sprawą.

      Jak najbardziej przyjmuję za to Pana krytyczne uwagi dotyczące unikalności mostu w Pilchowicach :). Pozdrawiam.

      • Oczywiście, że sytuacja jest śmieszna, bo taki mamy klimat. Publicznie skrytykowałem DWKZ za dramatyczną opieszałość (na jego profilu można przeczytać moje opinie) i jestem upartym krytykiem jego działalności, którą uważam za ułomną. Jednakże to, że urzędasy nie dopełniły formalności, nie zmienia faktu, że obiekt JEST zabytkiem i widnieje w ewidencji, ergo zdanie “nie mam wystarczających kompetencji, żeby ocenić słuszność ewentualnego uznania rzeczonej konstrukcji za zabytek” świadczy o Pana ignorancji. Tym bardziej, że uzasadnienie tego, dlaczego obiekt jest zabytkiem i to cennym (i powinien być wpisany do rejestru), jest dostępne publicznie.

        -> “Wydaje mi się też, że niewłaściwie zinterpretował Pan moje słowa, bo dotyczyły one stricte rejestru zabytków, do którego się w całym tekście odnosiłem.”

        Kluczowe jest tu Pańskie “wydaje mi się”. Jeśli miał Pan na myśli wpis do rejestru, to kłania się Norwid i “odpowiednie dać rzeczy słowo”. Nie czepiałbym się zdania o zasadności wpisu do rejestru. Ale zdanie o zasadności uznania obiektu za zabytek jest tu po prostu niewłaściwe.

        -> “Mówienie o światowej popularności mostu jest piękną hiperbolą, ale mającą bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością”.

        Czyżby? Zapraszam do zapoznania się z moim artykułem w bieżącym wydaniu magazynu PKP Intercity “W podróż”. Dowie się Pan o tym, jak bardzo nie ma Pan racji.

        -> “Cała sytuacja pokazuje też olbrzymi brak zainteresowania obiektem przed wystąpieniem obecnej dyskusji”.

        Czyżby? Ponownie odsyłam do magazynu “W podróż”. A także do google’a. Jako osoba, która zajmuje się zabytkami dolnośląskimi i od sześciu lat pisze również o rzeczonym moście, powiem wprost – nie odrobił Pan zadania domowego. A to przykre.

    • O, widzę że argumenty zawierające ironię na niektórych nie działają.

      Rozumiem że pan redachtór z pospólstwem nie dyskutuje ino ze szlachtą się brata – takowo z plebanen, któren ważyć swe słowa potrafi a żarty i historyje miarkuje – jak imć książe litość dla plebsu.

  4. O moście nie powinien decydować chómanista z ministerstwa chałtury i dziadostwa narodowego, tylko inżynier drogowiec lub hydrotechnik na miarę prezydenta Narutowicza.

    Co może być niezwykłego w moście z nitowanej kratownicy? Wystarczy kilka chwil wyszukiwania, aby przekonać się, że to NIE jest most jakich wiele. Oto kilka charakterystycznych cech:

    1. Most należy do mniejszości, która ma dolną kratownicę, pod pomostem jezdnym.
    2. Przęsła kratownicowe zwykle są podparte na końcach, tu jest inaczej. Długość przęsła wynosi ok. 135 m, a filary są odległe o 85 m, co daje proporcję bliską złotemu podziałowi.
    3. Przęsła kratownicowe o takiej długości są typowe dla dużych mostów, częściej spotyka się mosty wieloprzęsłowe o filarach ustawionych w mniejszych odstępach. W Polsce takie przęsło należy do najdłuższych.
    4. Most należy do najwyższych na terenie Polski. W chwili budowy tory wznosiły się 40 m nad dnem doliny, którą dopiero później zalały wody budowanego zbiornika.
    5. W praktyce każdy duży most jest niepowtarzalny. Ten most ma bliźniaka, zbudowanego wcześniej przez Osobłogę w Racławicach Śląskich, ktory ma jednak tylko 18 m wysokości (wysokość torów nad lustrem wody).
    6. Oba bliźniacze mosty to oryginalne konstrukcje z początku XX wieku, które przetrwały wojny światowe bez większych zniszczeń. Wiele innych mostów po II wojnie zostało odbudowane w całości lub znacznej części.

    Dla chómanistof dodam, że most trafił do dwóch polskich filmów i do gry komputerowej (też z Polski, o czym już wspomniano), a ponoć nasz rząd popiera jedno i drugie w wersji jedynie słusznej, czyli narodowej.

  5. Czemu w ostatnich latach większość filmów kręconych jest w jakiś biednych krajach? Bo się bardziej opłaca, taniej jest wysadzić most w Polsce i postawić nowy niż w USA. Ten film pewnie okaże się gniotem.

  6. Ja proponuję panu redaktorowi zebrać się i pojechać na miejsce. Bajania o czymś czego się na oczy nie widziało to cóż, domena polskich tzw dziennikarzy

  7. Interesujący wpis znalazłem na jednym z portali, który wiele wyjaśnia. Pozwolę sobie go zacytować.

    Kolejarz:

    “Żaden most na linii kolejowej do Lwówka nie zostanie wysadzony, Rachwalski celowo rozpuszcza takie plotki, żeby nie dopuścić do remontu linii 283 Jelenia Góra – Lwówek Śląski. “Gazeta Wyborcza – Wrocław” dotarła do informacji u źródła, tj. od producentów filmu. Czytamy tam m.in.: “Udało nam się porozmawiać z polskim producentem wykonawczym hollywoodzkiego filmu – firmą Alex Stern. Anna Pipin, kierownik produkcji filmu w Polsce: – Z całą pewnością nigdy nie ma planów wyrządzenia trwałych i nieodwracalnych szkód na polskim mieniu, zabytkowym czy współczesnym. Na to nie zdecydowałaby się ani strona amerykańska, ani polska nie wydałaby zgody.
    Wtóruje jej Robert Golba, prezes Alex Stern: – Studio amerykańskie, z którym współpracujemy, działa wedle zasady, że obiekty po zdjęciach zostawia zawsze w lepszym stanie, niż je zastaje na początku. Częścią szerszego planu jest więc pełna rewitalizacja linii kolejowej 283 – łączącej Jelenią Górę z Lwówkiem Śląskim, z Zebrzydową i Ławszową, która prowadzi przez most we Wleniu – oraz samego mostu.
    Gmina Wleń i region wyłącznie zyskają na tej produkcji. Obecnie linia kolejowa jest w tragicznym stanie i nie nadaje się do eksploatacji, a most nawet bezpiecznego przechodzenia po nim” (Agata Saraczyńska – “Most we Wleniu przetrwa”, Gazeta Wyborcza – Wrocław z dn. 25 marca 2020).

    W podobnym tonie wypowiedziały się wcześniej PLK – właściciel linii kolejowych w Polsce. Że jest niemożliwe, żeby ktoś przyszedł i ot tak sobie wysadził w powietrze jeden z największych w Polsce mostów kolejowych.

    O co więc chodzi Rachwalskiemu? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba cofnąć się do czasów gdy był on prezesem Kolei Dolnośląskich. Linia 283 Jelenia Góra – Lwówek Śląski nigdy nie cieszyła się jego sympatią. Wręcz można powiedzieć, że była dla niego solą w oku. Ot, taki pekapistyczny nawyk (a może z czasów, gdy sam prowadził na Pomorzu komercyjną firmą busiarską?) – koszty uruchamiania pociągów są wyższe niż zyski z biletów, więc połączenie trzeba zaorać. Względy społeczne, turystyczne itd. się nie liczą. Dlatego będąc prezesem KD zaczął zamiast szynobusów nagminnie puszczać na linii małego busika, bez żadnej informacji w rozkładzie, żeby wygasić frekwencję na tej pięknej trasie i dać powód organizatorowi przewozów (czyli UMWD), żeby połączenie zlikwidować. Pasażerowie, zamiast podziwiać z okna pociągu niepowtarzalne widoki (np. z wiaduktu na zalew Pilchowicki), zmuszeni byli tłuc się w jadącym drogą, omijającym najpiękniejsze miejsca, ciasnym, wiecznie spóźnionym busiku. Oczywiście pod warunkiem, że ten w ogóle przyjechał. O dojeździe do takich stacyjek jak np. Pilchowice Zapora można było zapomnieć, bo bus je omijał.

    O perfidii postępowania Rachwalskiego świadczyć może np. pociąg “Dolina Bobru” (weekendowy pociąg uruchomiony dla mieszkańców Wrocławia do Jeleniej Góry przez Zebrzydową, Lwówek i Wleń dla poznania uroków Kolei Doliny Bobru – jednej z najpiękniejszych linii kolejowych w Polsce, po zlikwidowaniu pociągów Jelenia Góra – Lwówek), który często do Zebrzydowej jechał na Impulsie, a na dalszy, czyli najpiękniejszy odcinek wzdłuż Bobru (Zebrzydowa – Lwówek – Wleń – Jelenia Góra) był podstawiany… mały busik. Wbrew nazwie, mało komu udało się z tego pociągu obejrzeć Dolinę Bobru, w tym słynny most nad Jeziorem Pilchowickim, a turyści którzy wybrali się na atrakcyjną wycieczkę kolejową, mogli co najmniej czuć się zawiedzeni i rozgoryczeni.

    To nie wystarczyło, więc w pewnym momencie Rachwalski całkowicie zlikwidował wszystkie pociągi i w rozkładzie pojawiła się już wyłącznie komunikacja zastępcza w postaci dwóch weekendowych autobusów Jelenia Góra – Lwówek Śląski o absurdalnych porach. Wtedy jeszcze dało się jeździć szynobusem po torach, Rachwalski oficjalnie zarzekał się w mediach, że pociągi będą jeździć do kiedy się tylko da, ale okazało się, że to była tylko tania medialna propaganda. Jak widać zrobił inaczej. Od tej pory linia była zdana już tylko na pastwę złomiarzy (którzy szybko zaczęli ją rozkradać). Nawiasem mówiąc, komunikację zastępczą też szybko cichaczem zlikwidował. Mieszkańcy i miłośnicy kolei jednak nie przestawali walczyć o powrót pociągów na linię do Lwówka, nie dając zapomnieć o konieczności jej remontu. Pojawiły się więc hejty pisane anonimowo na różnych portalach na tę linię (i – co znamienne – tylko tę), a nawet obrażające obrońców pociągów do Lwówka i podszywające się pod znanych działaczy zaangażowanych w walkę o utrzymanie tej linii. Przypadek? Nie sądzę. Po sieci krążą screeny, jak Rachwalski obficie produkuje się w godzinach swojej pracy na różnych portalach i forach internetowych o tematyce kolejowej.

    Gdy Rachwalski stracił stołek prezesa KD, nie zakończyło to dalszego hejtowania tej linii. Na profilu facebookowym Rachwalskiego “Piotr Rachwalski – komunikacja zastępcza” i anonimowo na różnych portalach pojawiły się np. spreparowane “dla żartu” rozkłady jazdy ośmieszające linię do Lwówka, w których elementem pociągowym pojazdów jest nie lokomotywa, tylko… koń. Ewidentnie zrobił je kolejarz, bowiem wykorzystano do tego celu szablony tabel do tworzenia rozkładów jazdy na kolei niedostępne osobom spoza środowiska kolejarskiego.

    Upłynęło zaledwie kilka dni od tego “świetnego dowcipu” i mamy już kolejną “zabawę” Rachwalskiego, teraz znacznie poważniejszą – właśnie rozsiewanie fake newsów o rzekomym wysadzeniu mostu w Pilchowicach. Wszystko po to, żeby wykurzyć producenta znanej hollywoodzkiej produkcji filmowej “Mission: Impossible” i przekreślić jego zamiary remontu linii kolejowej. I tak właśnie pod płaszczykiem “obrony mostu” w rzeczywistości sabotuje się możliwość remontu linii jaka nieoczekiwanie się pojawiła. Jak zajrzycie na wspomniany profil facebookowy Rachwalskiego to zauważycie, że w ciągu ostatnich kilku tygodni naprodukował już kilkanaście takich “newsów”, pod którymi toczą się ożywione dyskusje z udziałem nastoletnich pseudomikoli sympatyzujących z Rachwalskim. Opinie odmienne, sceptyczne, krytyczne czy prostujące są usuwane. W każdym retoryka Rachwalskiego zawsze ta sama – nie mam żadnych dowodów, ale macie wierzyć mi a nie informacjom zaczerpniętym bezpośrednio u źródła (PLK, producenci filmu itd.). Rachwalski nawet przezornie “zabezpieczył się” na okoliczność późniejszego prostowania jego bzdur – od samego początku powtarza nieskończoną ilość razy frazesy typu “W tej chwili trwa gorączkowe fabrykowanie papierów i uzasadnień do prac na moście”. Czyli cokolwiek ktoś teraz powie innego, będzie to “kłamstwem”, bowiem Rachwalski to “przewidział”. Czy Rachwalski na to też potrafi przedstawić jakieś dowody? Oczywiście nie.

    W ten sposób można by ogłosić światu każdą, nawet najbardziej irracjonalną bzdurę i teorię spiskową, np. że koronawirus to nie jest naturalna pandemia, tylko broń biologiczna zastosowana przez Chińczyków wobec mieszkańców konkurencyjnej gospodarczo Europy i Ameryki (słyszałem z wiarygodnych źródeł, ale nie mam uprawnień do przedstawienia posiadanych dowodów), a w oświadczenia Chińczyków ani nikogo innego nie wierzcie, bo papiery zostały już sfabrykowane (to są zawodowcy, a w grę wchodzą miliardy dolarów).

    Niech każdy sobie sam teraz odpowie na pytanie: komu wierzyć – sfrustrowanemu byłemu prezesowi Kolei Dolnośląskich, który wyleciał ze stołka i w ogóle z KD i rozsiewa fake newsy bez żadnych dowodów, czy poważnym instutucjom z Polski i zagranicy, przedstawiającym oficjalne stanowiska i tłumaczącym wykonywane prace? Po to przedstawiłem historię sabotowania przez Rachwalskiego linii lwóweckiej – żeby każdy wiedział, że nie jest to pierwsza i jednorazowa akcja tego człowieka. Najbardziej smutne jest w tym wszystkim to, że przez takich szkodników najbardziej ucierpi gmina i region – nie będzie ani filmu (i wielkiej promocji regionu na całym świecie), ani pociągów. Bo UMWD sam nie wyremontuje tej linii, gdyż nie widzi takiej potrzeby – linia jest daleko od Wrocławia, a przecież w pociągach i tak “była mała frekwencja” (podziękujcie Rachwalskiemu, który wcześniej ją wygasił). Gdyby naprawdę UMWD zależało na remoncie tej trasy, to już dawno by go zrobił, pieniądze są (np. na właśnie remontowane linie do Sobótki i Jedliny idzie ok. 500 mln zł, podczas gdy obecny koszt remontu całej linii do Lwówka to tylko ułamek tej kwoty – ok. 40-60 mln). Za kilka lat ten koszt wzrośnie kilkakrotnie, gdy infrastruktura zostanie rozkradziona albo popadnie w ruinę.

    Jaka będzie kolejna akcja Rachwalskiego przeciwko linii lwóweckiej? Może sam podłoży się z ładunkami wybuchowymi pod mostem pilchowickim? Jakby dalej coś złego działo się z tą linią (a jest to bardziej niż pewne, że Rachwalski wymyśli kolejne akcje) to już wiecie, kto jest tu najbardziej podejrzany.”

      • Gdyby Rachwalski jako prezes Kolei Dolnośląskich nie zlikwidował pociągów na tej linii to nikt by nie wysadzał mostu, bo na czynnych liniach nie wysadza się mostów. A teraz wielki obrońca się znalazł. To tak jakby odrąbać kurze łeb a potem jej go oddać i poklepać po plecach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...