„Przeklęta” jest lepszym serialem fantasy niż „Wiedźmin”? Odpowiedzi szukamy w tym, co łączy Króla Artura i twórczość Sapkowskiego

Artykuł/Seriale 23.07.2020
„Przeklęta” jest lepszym serialem fantasy niż „Wiedźmin”? Odpowiedzi szukamy w tym, co łączy Króla Artura i twórczość Sapkowskiego

„Przeklęta” jest lepszym serialem fantasy niż „Wiedźmin”? Odpowiedzi szukamy w tym, co łączy Króla Artura i twórczość Sapkowskiego

Serial „Przeklęta” w ostatnich dniach zdominował ranking najpopularniejszych nowości na Netflix Polska jak żaden inny serial fantasy od czasów „Wiedźmina”. O obu produkcjach w momencie premiery krążyły jednak bardzo sprzeczne opinie. Odpowiedzi na to, która jest lepsza należy szukać w książkach Andrzeja Sapkowskiego.

W Polsce i na świecie w ostatnim tygodniu wiele mówi się o nowym serialu platformy Netflix zaadaptowanym z ilustrowanej powieści Franka Millera i Toma Wheelera. „Przeklęta” stała się dostępna do oglądania dla wszystkich widzów w miniony piątek i od tego czasu panuje w publikowanym codziennie TOP 10 najchętniej oglądanych tytułów w naszym kraju. Premierze nowej wersji arturiańskiego mitu towarzyszą jednak bardzo sprzeczne emocje i oceny. W internecie można było przeczytać zarówno teksty pochwalne, jak i bardzo negatywne recenzje stawiające tezę, że „Przeklęta” to najgorszy tegoroczny serial serwisu.

Konrad Chwast z naszej redakcji w swojej recenzji podkreślał mieszane odczucia wobec historii Nimue i osobiście mam podobne zdanie na ten temat. Nie mogłem jednak nie zauważyć wyraźnych podobieństw w reakcjach na „Przeklętą”. Identycznie świat zareagował bowiem na zeszłorocznego „Wiedźmina”. A to tylko jeden z wielu różnych powód, dlaczego obie produkcje fantasy warto zestawić i porównać. Związki między legendami o Królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu a sagą wiedźmińską sięgają bowiem początków twórczości Andrzeja Sapkowskiego. I sam pisarz dostarcza na to niemało dowód w swoim eseju „Świat Króla Artura”.

Przeklęta” i „Wiedźmin” mierzyły się z podobnymi wzywaniami, ale mają zupełnie inne mocne i słabe strony.

W obu przypadkach mówimy o produkcjach, które stanęły przed olbrzymim wyzwaniem adaptowania uwielbionych na całym świecie historii. O znaczeniu sagi wiedźmińskiej dla Polaków nie trzeba mówić zbyt wiele, bo to rzecz oczywista. Ale legendy arturiańskie również cieszą się w naszym kraju wieloletnią popularnością (choć trafiły nad Wisłę stosunkowo późno i początkowo zapewne w zmodyfikowanej, niemieckiej wersji). Doskonałe zobrazował to właśnie Andrzej Sapkowski w pierwszych akapitach „Świata Króla Artura”:

Są ludzie, którzy nie pamiętają, jak nazywał się ojciec Zeusa — mało znajdzie się jednak takich, którzy nie wiedzą, kim dla
Artura był Uter Pendragon. Są ludzie, którzy pojęcia nie mają, kim byli Jozue, Gedeon, Eliasz czy Jeremiasz — ale każdy wie, kto to był Merlin. Są tacy, którzy nie bardzo wiedzą, jak to było z tym Łazarzem z Betanii czy co dokładnie wydarzyło się podczas przyjęcia weselnego w Kanie — ale każdy wiernie powtórzy historię o wyciągnięciu miecza utkwionego w głazie lub kowadle. Są tacy, którzy nie wiedzą, co łączyło Eneasza i królową Kartaginy, a fakt, że owa królowa nosiła imię Dydona, dla wielu będzie nowością. Niewielu natomiast nie skojarzy Ginewry z Lancelotem, a sadzę, że absolutnie nikt nie zawaha się, gdy przyjdzie mu podać imię ukochanej Tristana.

Krótko mówiąc, potęga tego mitu wynika z jego magicznej atmosfery, mnogości wersji i uniwersalnego przesłania. To opowieść należąca obecnie do całej Europy (a może i świata), a jednocześnie typowo celtycka i bardzo mocno oparta na tamtejszych wierzeniach i podaniach. Coś podobnego można powiedzieć o „Wiedźminie”, który ma silne ugruntowanie w polskiej literaturze i szeroko rozumianej słowiańskości, ale jest przy tym opowieścią o bardzo szerokich inspiracjach.

Wiedźmin” i „Przeklęta” zupełnie inaczej podchodzą jednak do swoich obowiązków jako adaptacji.

Wszyscy zapewne pamiętamy gniew prawicowej części polskiego internetu na widok trzecioplanowych aktorów czarnoskórych w jednej ze scen premierowego odcinka. Miało to być rzekomo zapowiedzią niszczenia słowiańskiej historii przez poprawność polityczną serwowaną przez Netfliksa. Z perspektywy czasu należy jednak powiedzieć, że tamte głosy były nie tylko rasistowskie (to akurat było oczywiste od początku), ale też absolutnie niezgodne z prawdą. Bo „Wiedźmin” był adaptacją na tyle wierną środkowoeuropejskiej estetyce, na ile amerykańskie serial w ogóle może być.

Zupełnie inaczej jest z „Przeklętą”. Nowa produkcja Netfliksa poczyna sobie ekstremalnie swobodnie z kulturową bazą mitu o Królu Arturze. To dzieło jakby wyrwane z czasu i swoich korzeni. Staroceltyckie wierzenia, historyczny Rzym, współczesna polityka tożsamościowa, estetyka teen drama i autorskie fantasy od duetu Miller/Wheeler mieszają się tutaj w ciężkostrawnym miksie. Poszczególne elementy tego serialu pasują do siebie niekiedy jak pięść do nosa.

Z „Wiedźminem” nie było tego problemu również dlatego, że to historia głęboko polityczna.

Takie tematy jak rasizm, emancypacja kobiet, odpowiedzialne rodzicielstwo czy przemoc stanowią podstawę tekstów Andrzeja Sapkowskiego, więc pokazanie ich na ekranie nawet w nieco zmodyfikowanej wersji nie czyni problemu. W „Przeklętej” mówi się o nich ze zdecydowanie mniejszą gracją poprzez wprowadzenie sztucznego i obcego dla pierwotnej historii wątku Czerwonych Paladynów.

Rzecz w tym, że w przeszłości powstawały wersje mitu arturiańskiego zarówno stricte chrześcijańskie, jak i patrzące z sympatią w stronę wierzeń pogańskich. Obie strony tworząc je rozumiały jednak, na czym polegała rywalizacja między starszymi wierzeniami i nową religią. „Przeklęta” ogranicza się zaś do współczesnego religijnego fundamentalizmu. W krótkim opowiadaniu Sapkowskiego zatytułowanym „Maladie” jest więcej zrozumienia tego kluczowego dla legendy Króla Artura wątku niż we wszystkich odcinkach „Przeklętej”. I to razem wziętych.

„Przeklęta” ma jednak też pewne przewagi nad opowieścią o Geralcie z Rivii. I też stoi za nimi Netflix.

Wyraźnie widać, że na poziomie realizacyjnym „Wiedźmin” pozwolił się wiele nauczyć platformie streamingowej. Serial Lauren S. Hissrich wielu osobom wydał się nieco pusty. W większości odcinków trudno było uwierzyć, że ten świat funkcjonuje, gdy na ekranie nie ma głównych bohaterów. Poszczególne postaci pierwszoplanowe i drugoplanowe miały swoje momenty, ale sam Kontynent był niemalże sterylny. Oczywiście, wynikało to do pewnego stopnia z ograniczeń budżetowych, ale też nastawienia scenarzystów, którzy nie podjęli odpowiednich prób. A przecież proza Andrzeja Sapkowskiego pod tym względem jest absolutnie mistrzowska.

Świat „Przeklętej” jest w wielu punktach wewnętrznie sprzeczny, ale jako epickie fantasy sprawdza się lepiej niż 1. sezon „Wiedźmina”. Mnogość lokacji, większa chęć w pokazywaniu szerokich planów, odniesienia do historii i zwrócenie uwagi na zwykłe życie bohaterów epizodycznych – wszystko to pozwala zbudować bardziej wiarygodne otoczenia dla wydarzeń oglądanych na ekranie. Oczywiście, „Wiedźmin” miał nieco utrudnione zadanie, bo opierał się w większości na oderwanych od siebie opowiadaniach, ale tak czy inaczej w kolejnej odsłonie produkcji należałoby zwrócić na to zdecydowanie większą uwagę.

Obie produkcje kryją w sobie duży potencjał, ale nie brak w nich elementów wymagających koniecznej naprawy. Natomiast mimo wszystko nie sposób ukrywać, że to „Wiedźmin” ma większy potencjał do wzrostu. Zwyczajnie dlatego, że trzyma się mimo wszystko bliżej oryginalnej opowieści. „Przeklęta” odrzuca zbyt wiele istotnych fundamentów arturiańskich legend i zastępuje je zdecydowanie gorszymi odpowiednikami, żeby faktycznie móc zapanować nad wyobraźnią milionów ludzi. Nawet jeśli w wielu momentach ogląda jej wizualną stronę się z większą przyjemnością niż w przypadku adaptacji sagi o Geralcie z Rivii.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (27)

74 odpowiedzi na “„Przeklęta” jest lepszym serialem fantasy niż „Wiedźmin”? Odpowiedzi szukamy w tym, co łączy Króla Artura i twórczość Sapkowskiego”

  1. Amerykanie filmują i przekształcają legendy swobodnie bo u nich te nonsensy przejdą. U nas żyją jeszcze ludzie, którzy choć minimalnie znają literaturę, pewne kulturowe odnośniki i historię. I oburza ich “amerykańskie” traktowanie europejskiego tematu.
    Czarny Achilles jest dla nas bzdurą. Podobnie w całkiem niezłym od strony wizualnej serialu Muszkieterowie, kontrowersyjny był czarny Portos (tam jednak lepiej wyjaśniono jego pochodzenie i wyszło to zgrabniej)

  2. Pierwszy odcinek mnie nie wciągnął. Kolejnych raczej nie będę oglądał. Chyba, że już nic innego nie będzie do oglądania. Może w kolejnych odcinkach historia robi się ciekawsza, ale jak w trakcie oglądania pierwszego z większym zainteresowaniem sięgasz po telefon by zobaczyć co znajomy napisał na whatsapie, to raczej nie ma sensu się bardziej w tą historię zagłębiać.

    • Potem jest jednak lepiej, natomiast nie jest to serial, który wstrząśnie historią ekranowego fantasy. Ma swoje mocne strony i kilka lepszych momentów, ale marnuje dużo z potencjału pierwotnych legend.

  3. Czarni aktorzy w Wiedźminie wzburzyli mnie bynajmniej nie dlatego, że jestem rasistką, bo nią, cholera, nie jestem, ani dlatego, ze mam prawicowe poglądy, bo ich – tu niespodzianka! – nie mam. Zbyt dobrze – bo od osiemnastu lat – znam książkowego Wiedźmina, by wydzierać się na rzekome “pogwałcenie słowiańskości”. W Wiedźminie Netfliksa przeszkadzał mi w zasadzie nie kolor skóry lecz brak konsekwencji. Nie miałabym najmniejszego problemu tym, że elfy są czarne, gdyby były, cholera, czarne, a nie trafiały się takie pojedyncze rodzynki w cieście, wciśnięte jakby ma siłę, bo tak w dzisiejszych czasach wypada (trzeba, bo jak nie, to… Rasizm!!!). W tym artykule autor – nie wiadomo po co – demonstruje swoje poglądy polityczne i zaznacza ich wyższość nad poglądami drugiej strony. Artykuł polityczny nie jest, więc ja się pytam, po jaką ch*lerę? O niczym już nie da się pisać neutralnie?

  4. Historycznie najwięcej z Królem Arturem związku ma Gladiator…ten Gladiator. Maksymus Magnus był prawdziwa postacią. Generałem który podbijał Brytów i Germanów. Jest on symbolem dla masonow pierwszego człowieka wykształconego pochodzącego z Rzymu który się zbuntował. Zbuntował i walczył po stronie Brytów. Ożenił się z Brytyjską księżniczką. Tutaj legenda mówi że to właśnie z nią spłodził syna.. późniejszego Króla Artura. Maksymus symbolizuje odciecie ręki władzy płynącej z Rzymu. W finałowej scenie Kommodus ubrany jest na biało ponieważ symbolizuje on ciągłość władzy Rzymu i nawiązuje do papieża. W Europie bowiem toczy się pewnego rodzaju wojna pomiędzy imperium zachodnio brytyjskim, masońskim a Rzymem, kiedyś cesarstwem później kościołem. W Wielkiej Brytanii zwierzchnikiem kościoła jest Królowa. W filmie Maksymus reprezentuje demokrację, lud, komunistów. Kommodus czyli papież przedstawiony jest jako wariat, tyran, przywódca hierarchicznej struktury.

  5. Historycznie najwięcej z Królem Arturem związku ma Gladiator…ten Gladiator. Maksymus Magnus był prawdziwa postacią. Generałem który podbijał Brytów i Germanów. Jest on symbolem dla masonow pierwszego człowieka wykształconego pochodzącego z Rzymu który się zbuntował. Zbuntował i walczył po stronie Brytów. Ożenił się z Brytyjską księżniczką. Tutaj legenda mówi że to właśnie z nią spłodził syna.. późniejszego Króla Artura. Maksymus symbolizuje odciecie ręki władzy płynącej z Rzymu. W finałowej scenie Kommodus ubrany jest na biało ponieważ symbolizuje on ciągłość władzy Rzymu i nawiązuje do papieża. W Europie bowiem toczy się pewnego rodzaju wojna pomiędzy imperium zachodnio brytyjskim, masońskim a Rzymem, kiedyś cesarstwem później kościołem. W Wielkiej Brytanii zwierzchnikiem kościoła jest Królowa. W filmie Maksymus reprezentuje demokrację, lud, komunistów. Kommodus czyli papież przedstawiony jest jako wariat, tyran, przywódca hierarchicznej struktury.

      • To fakty. Filmy Scotta przesiakniete są anty chrześcijanami tezami. Obcy, Marsjanin, Adwokat w wersji nie obcietej. On realizuje pewnego rodzaju podprogową propagandę i dlatego kręci wysokobudzetowe produkcje – pozwala mu sie na to. Dawniej symbole ukrywane były w obrazach, rzeźbach… dzis to miejce zajęło kino. Ludzie nie rozumieją jak filmy mają wpływ na społeczeństwo. Najbogatsi ludzie świata posiadają dziś media bo mogą wywierać wpływ na masy. Jednym z narzędzi są filmy. Obecnie uczą się tego Chińczycy a w naszym zakątku filmy podają nam lewicowe idee co przekłada się na głosy polityczne, konsumpcjonizm czy poparcie dla mechanizmu transferu publicznych pieniędzy. Dlatego to jest ważne żeby rozumieć co się ogląda i o czym. Jedną z najsilniej upolitycznionych platform jest Netfix i tego nawet nie trzeba udowadniać. Mądry człowiek szuka jednak intencji stojących za czymś przed czym staje… A jeszcze mądrzejszy uczy się mechanizmów wpływu, nlp, perswazji, dekoduje przekaz, adaptuje i przezwycięża czyli używa do uwolnienia się z hipnotycznego transu i zaczyna stosować do własnej walki o duszę rodaków. Tak było zawsze. Przez tysiące lat… zmieniły się narzędzia tylko a człowiek dalej nie widzi prawdy, bo narzędzia ewoluują szybciej niż przeciętna świadomość.

  6. Obejrzałem kilka odcinków i dalej nie dam rady. A już irracjonalna scena gdzie główna bohaterka gna na koniu z przyjaciółką w sam środek wioski gdzie wyżynają jej mieszkańców wyleczyła mnie całkowicie z oglądania tego gniota. Przy Wiedźminie to to nawet nie stało

    • Ale akurat ta scena jest w 1. odcinku. Więc jeśli obejrzał Pan kilka, to nie wyleczyła chyba aż tak całkowicie ;). A mówiąc bardziej poważnie, obie produkcje mają przed sobą sporo rzeczy do poprawy, ale „Wiedźmin” ma na pewno większy potencjał :).

  7. Wystarczy poczytac opinie o serialu przeklęta na imdb. Humor sie poprawi bo jak ktos obejrzy wiecej niz 1 odcinek tego serialu i mu sie podoba to raczej ma nisko standardy. Sam wytrwałem 4. Czare goryczy przelał chudy viking piękniś. Szkoda ze vikingowie w 6 w nie wiedzieli gdzir jest anglia no ale cóż.

  8. Obejrzałem pierwszy odcinek z zainteresowaniem :) ale niestety dziewczyna mająca pojęcie o machaniu mieczem tyle co maturzysta o życiu nagle zabija pięć wilków bez żadnych obrażeń. Już w bajkach jest czasem więcej sensu :P

    • To prawda, Katherine Langford wypadła bardzo słabo we wszystkich swoich scenach walki. Choreografii obu seriali nie sposób porównywać, bo w akurat aspekcie dzieli ich przepaść. Powinienem był wspomnieć o tym w tekście. Mea culpa :).

    • Zapewniam Panie tom tom, że mój beret ma się dobrze, a oboje oczu jest jak najbardziej sprawne ;). Jeżeli przeczytał Pan uważnie, to na pewno zauważył Pan wiele stawianych przeze mnie argumentów, które usprawiedliwiają zestawienie obu tych produkcji.

      Sam fakt, że porównujemy dwa seriale fantasy od Netfliksa oparte na historiach silnie zakorzenionych w naszym kodzie kulturowym, nie oznacza automatycznie, że stawiamy między nimi znak równości. I ja bynajmniej tego nie zrobiłem :).

  9. Doczytałem do momentu, w którym autor wspomina o tym, że krytyczne głosy na temat “Wiedźmina ” były rasistowskie. No i jeszcze dodaje, że to oczywiste. Tu widać że zamiast eksperta mamy lewicowego ideologia. Lewicowe mieszanie wszystkich ze wszystkimi jest skrajnym nieposzanowaniem odrębności kulturowej. Jest barbarzyństwem na specyfice celtyckiej i nordyckiej mitologii, która leży u podstaw klasycznego fantasy. To jest szowinizm właśnie a nie krytyka serialu. Czekam na film o Zulusach w którym aktorzy będą chińskimi indianami o polskich korzeniach – dopełniając skali absurdu autora tego żenującego artykułu.

    • Nie przeczytał Pan uważnie i ja naprawdę nic na to nie jestem w stanie poradzić. Nie napisałem, że krytyczne głosy na temat “Wiedźmina” były rasistowskie. Przywołałem za to konkretną sytuację, która z krytyką na poziomie nie miała nic wspólnego i co więcej pojawiła się zanim serial miał w ogóle szansę zadebiutować. Sam “Wiedźmina” w swoich tekstach krytykowałem ze względu na pewne jego elementy.

      Byłbym też wdzięczny za niemieszanie do wszystkiego ideologii. Nie zna mnie Pan, a tym bardziej moich poglądów. I mogę Pana zapewnić, że nie toczy Pan w tej chwili walki ze mną i moją “ideologią”, ale raczej z wiatrakami.

      • Ależ właśnie Pan to napisał. Proszę przeczytać uważnie co jest w Pana artykule: “Wszyscy zapewne pamiętamy gniew prawicowej części polskiego internetu na widok trzecioplanowych aktorów czarnoskórych w jednej ze scen premierowego odcinka. Miało to być rzekomo zapowiedzią niszczenia słowiańskiej historii przez poprawność polityczną serwowaną przez Netfliksa. Z perspektywy czasu należy jednak powiedzieć, że tamte głosy były nie tylko rasistowskie (to akurat było oczywiste od początku), ale też absolutnie niezgodne z prawdą.” To prawda, nie znam Pana, tak jak Pan nie zna poglądów tych ludzi, których ze względu na ich zamiłowanie i przywiązanie do mitologii i historii, określił Pan mianem rasistów. Prawda że to nic miłego zostać tak zaszufladkowanym?

        • To już ostatni komentarz, który daję w tej sprawie, bo naprawdę nie ma sensu się powtarzać. Ja nikogo nie szufladkuję. Wspominam konkretną sytuacją z konkretnymi wypowiedziami, które były w konkretny sposób rasistowskie. Pan pisze z kolei, że ja nazywam “krytykowanie Wiedźmina rasizmem”, gdzie niczego takiego nigdy nigdzie nie napisałem, bo to kompletny absurd.

          Przyznam natomiast, że bardzo ciekawy wydaje mi się fakt, że tak niewyobrażalna jest dla Pana sytuacja, w której osoba o prawicowych poglądach krytykuje rasistowskie wypowiedzi w prawicowej części internetu. Miłego weekendu życzę.

          • Jest wyobrazalna, sam mam prawicowe poglądy i brzydzę się rasizmem. Na studiach grałem na ulicach Londynu bluesa z czarnoskórym kolegą. Jednak obecność czarnoskórych w opowieści do której kulturowo nie pasują mnie razi. Tak samo jak biały Winnetou. Jeśli źle Pana zrozumiałem to jest mi przykro, tyle tylko że są tu też inni którzy zrozumieli Pana słowa w taki sposób. Ja kiedy mój artykuł jest źle zrozumiany przez wiele osób zastanawiam się gdzie wyraziłem się nieprecyzyjnie. Pozdrawiam serdecznie.

  10. Ooo. Widzę zarzucanie ,,prawicowej części internetu” rasizmu, więc wszystko zgodnie z ogólnoświatowa narracja, pieniążki wpadną. Jednak temat artykułu nie bardzo, Przeklęta jak większość rzeczy od Netfliksa nie bardzo, podczas gdy IMO Wiedźmin z Henryk całkiem udany

  11. Obejrzałam cały sezon, jestem na nie. Byłabym na tak gdyby zmieniono imiona bohaterów a palladynów zastąpiono fanatycznymi wyznawcami czegokolwiek….Po zmianach byłaby to bajeczka do strawienia . Teraz jest silącą się na poprawność polityczną odwracającą kota do góry ogonem wariacją; nie do przyjęcia.
    Netflix za wszelką cenę chce pisać historię czy to prawdziwą czy też mityczną na nowo. Nie lubię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...