Co o naszym społeczeństwie mówi afera wokół „mało atrakcyjnej” żony Mateusza Damięckiego?

Felieton/Trendy 22.07.2020
Co o naszym społeczeństwie mówi afera wokół „mało atrakcyjnej” żony Mateusza Damięckiego?

Co o naszym społeczeństwie mówi afera wokół „mało atrakcyjnej” żony Mateusza Damięckiego?

„Masz mało atrakcyjną żonę i wygląda jakoś staro. Czy ona jest starsza od ciebie?”  — napisała jedna z internautek śledzących instagramowe konto Mateusza Damięckiego. Co o nas samych mówi afera wokół Pauliny Andrzejewskiej?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Instagram — dla jednych niewinna forma zabawy, dla drugich źródło zarobku i idealne miejsce do kreowania wizerunku swojego lub marki. Jest też trzecia grupa, dla której serwis należący do Marka Zuckerberga jest źródłem permanentnej chandry.

W zderzeniu z idealnie obrobionymi zdjęciami celebrytów i influencerów i podpatrywaniem ich równie „idealnego” życia, część osób może przeżywać frustrację. W końcu nie każdego stać na wypasione wakacje na rajskiej wyspie, a zmęczone macierzyńskimi wyzwaniami mamy z pewną dozą zazdrości mogą patrzeć na kolejne fotki celebrytek, które tydzień po porodzie pozują w bikini, eksponując płaski brzuch.

Problem pojawia się, gdy kumulowane kompleksy lub inne niezaspokojone potrzeby, znajdują ujście w postaci hejtu — jednym z przykładów tego mechanizmu jest incydent, do jakiego doszło na instagramowym koncie Mateusza Damięckiego.

Mało atrakcyjna Paulina Andrzejewska

Aktor zamieścił w mediach społecznościowych typowe wakacyjne zdjęcie z plaży, na którym pozuje ze swoją żoną, Pauliną Andrzejewską. To pod nim znalazł się komentarz jednej z internautek, który wywołał medialną burzę:

Masz mało atrakcyjną żonę i wygląda jakoś staro. Czy ona jest starsza od ciebie?

— pyta użytkowniczka ukrywająca się pod loginem „sterylna” (co ciekawe, o ironio, w swoim profilu internautka ma wpisane, że jest „obserwatorką piękna, życia, natury i prawdy”).

Na reakcję Mateusza Damięckiego nie trzeba było długo czekać:

Musisz być bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, jeśli poświęcasz swój czas i uwagę na taki komentarz

— odpowiedział hejterce aktor.

W ślad za jego komentarzem, ze strony fanów posypały się słowa oburzenia na hejterski wpis internautki i wyrazy wsparcia dla partnerki Damięckiego. Co ta historia mówi o nas samych?

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

I ten piasek, między palce u nóg wchodzi… @pmandrzejewska Autor zdjęcia : Franciszek D. ❤️

Post udostępniony przez Mateusz Damięcki (@mateuszdamiecki)

Nie karm trolla, pokochaj hejtera

Na hejt w sieci narażony jest praktycznie każdy, ale to ryzyko wzrasta, kiedy jest się osobą publiczną. O tym, jak sobie z nim radzić, powstają już poradniki. Jedni po prostu ignorują takie komentarze w myśl zasady, że „niekarmiony troll umiera”, inni po prostu usuwają hejterskie wpisy i blokują osoby urządzające na ich profilach nienawistne festiwale. 

Każde z tych rozwiązań nie jest bez wad: mało kto ma na tyle silną psychikę, by zupełnie nie brać do siebie hejtu, zwłaszcza, jeśli pojawia się regularnie i uderza w nasze czułe punkty (co dla każdego może oznaczać zupełnie coś innego). Z kolei banowanie trolli i „czyszczenie” swoich kanałów w social mediach z wszelkich negatywnych reakcji, niesie za sobą ryzyko posądzenia o nieautentyczność czy nawet cenzurowanie opinii publicznej. 

Czasami skutecznym wyjściem jest rozmowa, próba zobaczenia w swoim internetowym wrogu człowieka, który być może nie jest zepsutym do szpiku kości psychopatą, ale kimś, komu zwyczajnie puściły hamulce i pech chciał, że wyżył się akurat na nas.

„Musisz mieć bardzo smutne życie”. A co, jeśli to prawda?

Odpowiedź Damięckiego o „bardzo nieszczęśliwym człowieku” nie jest w mojej opinii modelową reakcją, ale rozumiem ją: w momencie, gdy ktoś usiłuje, chociażby „tylko” słownie, skrzywdzić bliską nam osobę, u większości z nas uruchamia się mechanizm automatycznej obrony. W takich chwilach myślimy raczej o dobrostanie naszych bliskich, a nie urażonej dumie hejtera. 

Dlatego tym bardziej doceniam wpis, który znalazł się na Instagramie Damięckiego tuż po całej aferze i — jak mogę się domyślać — okrzepnięciu emocji:

Kochani. Moja żona Paulina bardzo wszystkim dziękuje za wstawiennictwo, miłe słowa, mówi, że skończyła 40 lat i dobrze jej z tym. Prosi też żeby nie „jechać” po Pani/Panu — osobie, która skomentowała Jej wygląd i wiek. Nie chce być przyczyną jakichkolwiek złych emocji

— czytamy we wpisie aktora.

Ja dodam od siebie, że moja żona nadal bardzo mi się podoba. Nie tylko jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. A z tymi, którzy jeszcze tego nie wiedzą, podzielę się, za darmo, ważną życiową prawdą: wygląd zewnętrzny to nie wszystko. Ja na przykład na tym zdjęciu mam pryszcz na czole, ale Paula powiedziała, że póki co nie zamierza mnie rzucić. Dobrego, spokojnego, normalnego życia Wam życzę.

— dodaje Mateusz Damięcki.

Sytuacja z Pauliną Andrzejewską (która pomimo tego, że to ona padła ofiarą ataku, znalazła w sobie siłę i empatię, by nie generować kolejnej fali nienawiści) bardzo przypomina mi wydarzenie z minionej kampanii prezydenckiej, podczas której agresywny mężczyzna wyżył się na kobiecie ośmielającej się mieć odmienne niż on poglądy polityczne. Bohater szeroko opisywanej w mediach awantury dał upust swojej frustracji, niszcząc widniejący na jednym z domowych ogrodzeń plakat Rafała Trzaskowskiego i zwyzywał właścicielkę posesji. Wystarczyło jednak, że kobieta zachowała zimną krew i pochyliła się nad emocjami wandala, by ten „otrząsnął się” z szału nienawiści i ostatecznie przeprosił za swoje zachowanie.

Dlatego te słowa Andrzejewskiej wywołały we mnie dużą ulgę. Bo tak jak przemoc rodzi przemoc, tak hejt napędza kolejną spiralę nienawiści. I jasne, że hejtowanie niewinnej osoby, a odpłacanie pięknym za nadobne hejterowi to dwie różne kwestie. Ale jednocześnie warto pamiętać, że po tej drugiej stronie ekranu zawsze jest człowiek — nawet jeśli on sam o tej zasadzie zapomina.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Kochani. Moja żona Paulina bardzo wszystkim dziękuje za wstawiennictwo, miłe słowa, mówi, że skończyła 40 lat i dobrze jej z tym. Prosi też żeby nie „jechać” po Pani/Panu – osobie, która skomentowała Jej wygląd i wiek. Nie chce być przyczyną jakichkolwiek złych emocji 😊😝💛 Ja dodam od siebie, że moja żona nadal bardzo mi się podoba. Nie tylko jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. A z tymi, którzy jeszcze tego nie wiedzą, podzielę się, za darmo, ważną życiową prawdą: wygląd zewnętrzny to nie wszystko 😂😂😂 Ja na przykład na tym zdjęciu mam pryszcz na czole, ale Paula powiedziała, że póki co nie zamierza mnie rzucić 😂😂😂 Dobrego, spokojnego, normalnego życia Wam życzę, #peaceandlove 😎 I❤️U @pmandrzejewska

Post udostępniony przez Mateusz Damięcki (@mateuszdamiecki)

Człowiek człowiekowi wilkiem, a kobieta kobiecie kobietą

To, co gdzieś pobrzmiewa w tle całej tej historii, a co zapala w mojej głowie czerwoną lampkę, to fakt, że za hejterskim komentarzem stoi kobieta. I wcale nie dlatego, że kobiecie takie zachowanie „nie wypada” czy jedynie męska agresja mieści się w granicach społecznej akceptacji. Ot, po prostu, boli mnie to jako kobietę, że zamiast trzymać się razem, potrafimy się wzajemnie tak bezwzględnie niszczyć. A sieć i anonimowość, której internet sprzyja (choć całe szczęście to też się powoli zmienia), jest wprost idealnym gruntem do manifestowania swojej frustracji.

Choć aktywność w mediach społecznościowych traktuję głównie jako zabawę, sama przyłapuję się czasami na wpadaniu w pułapkę nierealnej rzeczywistości, jaką kreuje Instagram. Zwłaszcza, kiedy jest mi z jakiegoś powodu smutno lub czuję się przepracowana, to podglądanie życia znajomych, którzy lajwują właśnie na instastories z superkoncertu albo uśmiechają się na zdjęciach znad idealnie spienionego latte, tylko pogarsza mój stan (choć na ogół, jak tylko chandra minie, sama ulegam trendom i chętnie dzielę się z moimi followersami zabawnymi albo po prostu fajnymi sytuacjami z życia).

Co ciekawe, jeśli już wnikać głębiej w psychologię social mediów, zdjęcie na moim Instagramie, które zgromadziło najwięcej „lajków”, to chyba jedyne, na którym jestem bez makijażu. A to dobry pretekst, żeby wspomnieć o tzw. „ciałopozytywności”.

Mało atrakcyjna, czyli jaka?

Skoro już ustaliliśmy, że Instagram to wylęgarnia kompleksów, to żeby sprawiedliwości stało się za dość, należy wspomnieć o pozytywnym trendzie, jaki z uwagą śledzę w przestrzeni social mediów od kilku lat. Tym trendem jest tzw. ciałopozytywność, czyli wszystkie akcje sprzeciwiające się narzucaniu odgórnych standardów piękna, body shamingowi i presji, by być „jakimś” tylko dlatego, że chce tego od nas ktoś inni, a nie my sami.

Dlatego po serii narzekań na szerzący się w internecie hejt, przygotowałam listę pięciu profili na Instagramie, które walczą z perfekcjonizmem i spuszczają trochę pary z presji gromadzenia lajków i subów za wszelką cenę, a które na co dzień inspirują mnie samą. Jeśli znacie podobne inicjatywy czy profile i zechcecie się nimi ze mną podzielić w komentarzu, będę wam bardzo wdzięczna. Tymczasem ze swojej strony polecam następujące profile:

Kaja Szulczewska i jej Ciałopozytyw

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

“Wspominałaś, że interesują Cię też historie mężczyzn, więc piszę. Mam 36 lat i sporą nadwagę, nie zawsze tak było. Całe życie próbowałem być umięśniony. Wśród moich kumpli panowała moda na siłownię i wszyscy ostro wyciskalismy. Pierwszy raz na siłowni byłem jeszcze w podstawówce. Obsesja bycia wyżyłowanym doprowadziła mnie do zaburzeń odżywiania. Nie wiedziałem, że je mam, bo słyszałem tylko o bulimii i anoreksji. Sam byłem w ciągu ćwiczeń, odwadniania, potem jadłem za pięciu, diety, odżywki itd-typowy domorosły kulturysta. Teraz wiem, że bigoreksja i binge eating mną sterowały. Brałem sterydy, wpadłem w uzależnienie od amfetaminy. Wszystko dla wydajności. Moje prawdziwe problemy zaczęły się, kiedy złapałem kontuzje. Kontuzje barku i kolan uniemożliwiały wykonywanie niektórych ćwiczeń, ale ja nie przestałem, ćwiczyłem mimo wszystko. Tym sposobem dorobiłem się ogromnych problemów. Przeciążone ciało, umysł pogrążony w obłędzie bycia umięśnionym. Od 5 lat nie ćwiczę nic oprócz ćwiczeń rehabilitacyjnych. Mam zwyrodnienia w kręgosłupie, kolana po operacji, niesprawny bark, nadwagę, wszystko z powodu przeciążeń, jakim poddawałem ciało. Wyszedłem z nałogów, przestałem cokolwiek brać. Dla starych kumpli jestem przegrywem. Tym zalanym misiem, który wypadł z biegu, bo był za słaby. Wiem, że to nieprawda. Wiele siły wymaga ode mnie, żeby teraz ćwiczyć tylko dla zdrowia, a nie dla wyglądu. Moja nadwaga, spowodowana jest ogólnie dużą masą mięśni, ale też napadami jedzenia, na jakie wciąż cierpię. Teraz nadwaga nie jest już najważniejsza. Wciąż walczę z bigoreksją w umyśle, czyli obsesją bycia umięśnionym. To coś, co jest wciąż z tyłu głowy, mimo tylu lat leczenia. Ustaliłem z lekarzami, psychologiem i fizjoterapeutą, że najważniejsze to zadbać o kręgosłup, relację z jedzeniem i ciałem. Jest trudno, zewsząd jestem bombardowany przekazem o dietach i siłowni, a miękki męski brzuch to wciąż coś, co nie jest przedstawiane jako ok i atrakcyjne. Wiem już, że nie muszę z tym walczyć sam, mam wsparcie rodziny, partnerki i specjalistów. Dziękuję za Ciałopozytyw, też mi pomaga. Na koniec dodam, że ćwiczenia mogą niszczyć, tak jak diety i uzależnienie, więc uważajcie na siebie.”Anonim

Post udostępniony przez CIAŁOPOZYTYW *Kaya Szulczewska (@cialopozytyw_polska)

Aleksandra Domańska

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Siadłam sobie dziś ze sobą (przymuszona trochę przez grypę, która mnie uwięziła w łóżku) i zaczęłam przeglądać w głowie ten 2019✨Jestem sentymentalną romantyczką i ckliwe podsumowania to jedno z moich ulubionych zajęć. Dlatego z głębin mojego zmęczonego serduszka chciałam wykrzyczeć Wam dziewczyny: dziękuję! Dziękuję za #ciałoboginizanicsięniewini Kto by pomyślał, że tak to się potoczy?! Rozsławiłyście to hasło na całą Polskę, zapraszając na tę naszą instagramową planetę tysiące Kobiet. Obserwować to wsparcie, które sobie dawałyście, ale też odwagę z jaką dzieliłyście się tym, co było dla Was najbardziej wstydliwe w kwestii ciała, to było doświadczenie nie z tej Ziemi. Czułam od Was taką moc i jestem przekonana, że z tego czerpałam najwięcej siły do działania w tym roku. Wzruszacie mnie nie do opisania. Wchodzę sobie czasem na ten nasz hashtag i przeglądając Wasze zdjęcia i czytając Wasze historie, mam wrażenie jakbym Was znała. Jakbyśmy miały zaraz się spotkać na makaron i napój z winogron sfermentowanych i gadać jak najęte do 2 rano. Jestem zaszczycona, że mogę być częścią tych zmian i czekam co będzie dalej. Czuję, że to dopiero początek! Dzięki za zaufanie piękne istoty! DZIĘKUJĘ!‍♀️

Post udostępniony przez Aleksandra Domańska (@aleksandra.domanska)

Natalia Białobrzeska i Drużyna B 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Nie trzeba być rodzicem, żeby żyć w nawracającym poczuciu NIE BYCIA OKEJ. Kiedyś wychowywało się na czuja. Jednym wychodziło to lepiej. Innym nie wychodziło. Gros z nas wyrosło na ocenach, krytyce, kontroli, prymacie posłuszeństwa, karach, nagrodach, rywalizacji, przemocy… niektórzy dostali wszystko w pakiecie. || Tyle starych miejsc we mnie nadal potrzebuje przytulenia. Akceptacji tego, co z powodu ocen, krytyki, kontroli, posłuszeństwa, kar, nagród, rywalizacji, przemocy… – ciągle podnosi poprzeczkę: będziesz wystarczająco piękna jeśli; będziesz wystarczająco dobra jeśli; będziesz wystarczająco ważna jeśli; będziesz wystarczająco kompetentna jeśli… || A ja przecież #jestemwystarczająca bez przymiotników. Bez-jeśli. || „Jeżeli stawiamy sobie JAKIKOLWIEK warunek, który ma sprawić, że będziemy „w porządku”, jeśli spełnimy ten warunek, ZAWSZE się znajdą takie rzeczy, które spowodują, że tego nie będziemy mieć. Dlatego to jest „jestem ZAWSZE wystarczająca”. Nie „wystarczająca” jak posprzątam. Nie „wystarczająca” jak mam dobrą pracę. Nie „wystarczająca” jak się umaluję, uczeszę. Tylko, że to nie podlega po prostu dyskusji.” (@agnieszka.stein ) || Się tulę Zapraszam Ciebie do tego samego. Ty zaproś kogoś bliskiego. #ukochajsie #bezwarunkowo #wdrodzeposiebie #przytulamsiebie

Post udostępniony przez Natalia Białobrzeska (@druzyna_b)

Szmatka Polka

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Założyłam @szmatkapolka,żeby promować ubieranie się w szmateksach/ciuchbudach/lumpach/polski język jest przebogaty w nazewnictwo sklepów ze szmatkami Jestem matka i Polką jestem,nie na krzyżu,feministką,nie walczącą,raczej pokojową,ale jak trzeba to zawalczę jak wilczyca o swoje. Kocham się ubierać,przebierać,wymieniać ubraniami,pożyczać,rozdawać.Kocham jeździć po Polsce i odkrywać,grzebać,szperać.Kocham modę z lat 80 i 90 tych,mam nawet swoją teorie,że człowiek czuję się najlepiej w ciuchach z lat,w których się urodził. Ciuchy „z drugiej ręki”,to wspaniały prezent.Często myśle sobie,kto w tym chodził?Jak wyglądał?Gdzie mieszkał?wyrzucił?sprzedał?oddał?Wyobraźnia pracuje. Dzisiaj jestem w Mrągowie,na planie „Żmijowiska”. W lumpexie, co się nazywa Fatałaszek na ulicy Wyspiańskiego wydałam 35 zeta. Hitem jest strój kąpielowy „patriotyczny” za 5 zł. Aloha. #szmatkapolka#lumpex#szmatex#taniarmani#tanifashion#fatałaszek#mrągowo#ecomoda##szmatkapolkafeministka#martamalikowska#zwiedzampolske#szlakiempolskichszmateksow#polishgirl#zerowaste#ecofeminism

Post udostępniony przez SzMatka Polka (@szmatkapolka)

Jola Szymańska

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Pamiętacie tę wiadomość o byciu Czarownicą (zob. drugie zdjęcie)? Ona jest totalnie o mnie „Zmieniłam się”, nie spełniam już cudzych oczekiwań, stawiam własne potrzeby na pierwszym miejscu, mówię „nie”, nie pozwalam nikomu wmawiać mi co czuję albo czuć powinnam. Stawiam granice, manipulacje wyczuwam na kilometr. Lubię dystans, szanuję własną przestrzeń, nie otwieram się przed każdym. Mam bardzo jasne poglądy, ale nie z każdym chcę o nich gadać. No, Czarownica. Czarownica jak nic. Bezczelnie nie odpowiadam na wszystkie pytania, nie do każdego się uśmiecham i mówię nie tylko „dupa” – czasem po prostu klnę jak szewc. I chociaż nie wyglądam, mam kawał żyćka za sobą. A jeśli ktoś ocenia mnie po dołkach w policzkach, błękitnych oczach i delikatnym uśmiechu, to już tylko jego problem‍♀️ #CzarowniceTeam uważam za zawiązany. Dołączacie? ‍♀️ __________________________ #psychoterapia #czarownica #wiemkimjestem #niedziela #podjabłonią #poddrzewem #wogrodzie #czerwiec

Post udostępniony przez Jola Szymańska (@jola_szymanska)

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

13 odpowiedzi na “Co o naszym społeczeństwie mówi afera wokół „mało atrakcyjnej” żony Mateusza Damięckiego?”

  1. Jak mawiali starzy Apacze, gdzie bydło się kręci, tam guano leci.
    Po pierwsze Damięcki się wściekł ale wybrał drogę udawanego “loffciam was kochani” żeby nie dać po sobie poznać.
    Po drugie jak się wystawia goły tyłek ( czyt. swoje życie) na widok publiczny, to trzeba się liczyć z tym, że:

    – uszczypną
    – kopną

    – pogłaszczą
    – pypcia zobaczą
    – …

    Jak Damięcki i reszta jego nołlajfowych obserwatorów tego nie chcą zaakceptować, należy się z internetu wycofać.

    • Czyli jak nosisz krótką spódniczkę, to zasłużyłaś na gwałt. A jak poszedłeś do podłej dzielnicy, pomóc wieczorem matce, to zasłużyłeś na wpier..l. Fajnie, jak cię spotkam będę pamiętał.

      • Zmyślasz.
        Jak nosisz za krótką spódniczkę wśród wyposzczonych ex-gwałcicieli narażasz się na gwałt.

        Nie “zasługujesz”. Narażasz się.

        Wystawiając swoje życie na pokaz i oczekując tylko poklasku narażasz się na śmieszność.
        “Hejt” to tylko reakcja na czyjeś nachalne “eee, paczcie! jaki ja super jestem” ubrane w “takie tam z żoną na Bahamach”. Bo ja wchodząc na jakikolwiek portal informacyjny dostaję na twarz facjatę jakiegoś celebryty a … nie chcę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...