Fani martwią się o Britney Spears i apelują o pomoc do Donalda Trumpa. Na czym polega ruch #FreeBritney?

Artykuł/Trendy 20.07.2020
Fani martwią się o Britney Spears i apelują o pomoc do Donalda Trumpa. Na czym polega ruch #FreeBritney?

Fani martwią się o Britney Spears i apelują o pomoc do Donalda Trumpa. Na czym polega ruch #FreeBritney?

Britney Spears od 2008 roku znajduje się pod prawną opieką swojego ojca, przez co nie może decydować o swoich finansach, głosować czy wyjść za mąż. Fani piosenkarki uważają, że Spears coraz bardziej cierpi z tego powodu i wysyła sekretne prośby o pomoc. W ten sposób narodził się ruch #FreeBritney.

Jedna z największych gwiazd muzyki pop przełomu wieków przed dwunastoma laty przeżyła załamanie nerwowe wywołane ciężką sądową walką z Kevinem Federline’em o opiekę nad dwójką ich dzieci. Britney Spears przegrała tamten proces i niedługo później trafiła do szpitala psychiatrycznego. Sąd zdecydował o objęciu jej tzw. conservatorship, czyli czymś na wzór polskiego ubezwłasnowolnienia. Prawa do majątku gwiazdy w tamtej chwili przejęli jej ojciec, James Spears i prawnik Andrew Wallet. Początkowo na okres tymczasowy, ale w październiku 2008 prawnicy piosenkarki wystosowali do sądu prośbę o przedłużenie tego stanu na czas nieokreślony.

Wtedy media traktowały zgodę sądu jako coś pozytywnego i mającego pomóc Spears uporządkować swoje życie i zająć się zdrowiem psychicznym. Od tego czasu minęła jednak ponad dekada, a obecnie 38-letnia artystka nie może legalnie prowadzić samochodu, głosować, wyjść za mąż czy zarządzać swoimi dochodami. Również każde wystąpienie publiczne czy wywiad muszą zostać najpierw potwierdzone przez Jamiego Spearsa. Fani wokalistki zaczęli więc coraz głośniej protestować przeciwko decyzji z grudnia 2019 dotyczącej podtrzymania stałego conservatorship, słusznie wskazując, że zwykle po tak drastyczne środki sięga się w przypadku osób cierpiących na poważne choroby psychiczne, groźnych dla siebie i otoczenia.

Dlatego rozkręcili w mediach społecznościowych akcję #FreeBritney, którą wsparły takie gwiazdy jak Miley Cyrus, Cher, Paris Hilton i Courtney Love.

Niepokój wielbicieli autorki takich hitów jak …Baby One More Time czy Oops!… I Did It Again jest dodatkowo wzmacniany odwołaniem przez nią na początku 2019 roku wyprzedanej trasy koncertowej „Domination” (podobno ze względu na zły stan zdrowia ojca), doniesienia o tym, że przestała brać leki i postępujące wycofywanie się artystki z życia publicznego. Zorganizowali więc dwie osobne petycje wzywające do zniesienia ubezwłasnowolnienia. Jedna z nich została umieszczona na oficjalnej stronie Białego Domu poświęconej obywatelskim inicjatywom, więc w teorii może faktycznie doprowadzić do zmiany wcześniejszej decyzji.

Fani Britney Spears organizują też pokojowe manifestacje mające na celu wzmocnienie publicznej świadomości o ruchu. Pierwsze tego typu zgromadzenia odbywały się jeszcze w zeszłym roku, ale zainteresowanie #FreeBritney stało się jeszcze większe od kwietnia. Jak podaje portal Rolling Stone, główną siłą napędowa protestów są pomysłodawcy podcastu „Britney’s Gram”. Według nich Spears bardzo często publikowała za pomocą swoich mediów społecznościowych zakodowane prośby o pomoc i świadectwa swojego zmęczenia obecną sytuacją. Choćby dlatego, że była niedawno widziana za kółkiem samochodu, czego de facto nie wolno jej robić.

Problem w tym, że sama Britney Spears w zeszłym roku uspokajała swoich obserwujących, a dziennikarskie śledztwa nie wykazały konkretnych nieprawidłowości.

Duże artykuły poświęcone sytuacji piosenkarki przygotowały New York Times oraz Los Angeles Times i nie znalazły jakichkolwiek dowodów na nadużywanie władzy przez osoby pełniące pieczę nad majątkiem Britney Spears. Inna sprawa, czy zdobycie tego typu materiałów z całkowicie zamkniętego środowiska było w ogóle możliwe.

Bo przecież najlepszym dowodem na złą sytuację w domu artystki jest incydent z sierpnia 2019 roku. Policja została tam wezwana w związku z podejrzeniem napaści na nieletniego. Jamie Spears miał w trakcie kłótni ze swoim wnukiem wyważyć drzwi do jego pokoju. Niedługo później sąd nałożył na niego zakaz zbliżania się do obu synów Britney Spears.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

I wanted to say hi, because things that are being said have just gotten out of control!!! Wow!!! There’s rumors, death threats to my family and my team, and just so many things crazy things being said. I am trying to take a moment for myself, but everything that’s happening is just making it harder for me. Don’t believe everything you read and hear. These fake emails everywhere were crafted by Sam Lutfi years ago… I did not write them. He was pretending to be me and communicating with my team with a fake email address. My situation is unique, but I promise I’m doing what’s best at this moment 🌸🌸🌸 You may not know this about me, but I am strong, and stand up for what I want! Your love and dedication is amazing, but what I need right now is a little bit of privacy to deal with all the hard things that life is throwing my way. If you could do that, I would be forever grateful. Love you ❤️❤️❤️

Post udostępniony przez Britney Spears (@britneyspears)

Bez względu na to, ile podejrzenia i obawy fanów wokalistki mają wspólnego z rzeczywistością, nie sposób zaprzeczyć jednemu prostemu faktowi. Ubezwłasnowolnienie nie zostało powołane w amerykańskim prawie do tego typu sytuacji i prawa osoby takiej jak Britney Spears nie powinny być za jego pomocą ograniczane przez tak wiele lat. Pozostaje mieć nadzieję, że ruch #FreeBritney w jakikolwiek sposób wpłynie na zmianę stanu prawnego artystki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...