Kwarantannę przesiedział na balkonie. I pytał ludzi, jak im się żyje w zamknięciu. Rozmawiamy z Pawłem Łozińskim

Wywiad/Film 16.07.2020
Kwarantannę przesiedział na balkonie. I pytał ludzi, jak im się żyje w zamknięciu. Rozmawiamy z Pawłem Łozińskim

Kwarantannę przesiedział na balkonie. I pytał ludzi, jak im się żyje w zamknięciu. Rozmawiamy z Pawłem Łozińskim

Już dziś premiera antologii „W domu” HBO. 16 twórców nakręciło 14 filmów krótkometrażowych, będących zapisem z czasów zamknięcia. Paweł Łoziński, autor produkcji „Ludzie i maski”, opowiedział nam, czym dla niego był czas kwarantanny i jak udało nakręcić mu się swój odcinek nie o sobie, a o innych ludziach.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Paweł Łoziński, polski dokumentalista – wywiad dla Rozrywka.Blog:

Joanna Tracewicz, Rozrywka.Blog: Niby kwarantanna i zamknięcie, a pan, realizując swój film w ramach antologii HBO „W domu”, jednak z domu wyszedł. Na balkon.

Paweł Łoziński, dokumentalista: Ale na legalu. Dwa lata temu zacząłem robić taki nietypowy film ze swojego balkonu na ulicy Walecznych na Saskiej Kępie. Zasada jest taka: reżyser z kamerą stoi na balkonie, a różni ludzie z nim rozmawiają. To zapis tego, co my, przechodnie, mamy w głowach i w sercach.

I ten swój pomysł wykorzystał pan także teraz.

Okazało się, że mam idealne narzędzie do tego, aby – nie łamiąc zasad dystansu społecznego – zrobić film o innych ludziach w czasie pandemii. Bohaterami są moi sąsiedzi, ale też przypadkowi przechodnie, jak ta para, która poznała się 11 minut wcześniej na internetowej randce.

Tak, to było wspaniałe. Zupełnie niewiarygodne! Wręcz zbyt dobre, aby mogło być prawdziwe.

Wie pani, kiedy dokumentalista ma szczęście? Jak już się wystoi, wyczeka, wymoknie. Wtedy takie rzeczy przychodzą. Zapracowałem sobie na te momenty, o których widz może pomyśleć, że są niemożliwe. Że znalazł i podstawił. A oni są prawdziwi, po prostu życie ich do mnie przyniosło. (śmiech)

A zawsze chcą z panem ci obcy ludzie rozmawiać?

Staram się być miły, zagadujący, na ogół się udaje. W zamknięciu ta potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem była wyraźna. Nie mogliśmy wtedy wyjść do knajpy, spotkać się na mieście. A tutaj dzieli nas 4,5 metra między balkonem a chodnikiem. Jest bezpiecznie.

I co pana najbardziej zaskoczyło w tych rozmowach?

Dwa lata temu, na początku projektu byłem zdziwiony, że taka rozmowa się udaje. Okazało się, że ten balkonowy dystans jest dobry. Daje bohaterom wolność, brak przymusu, mogą sobie w każdej chwili pójść dalej w swoją stronę. Rozmowa jest ich wolnym wyborem. A potem zostałem stałym elementem scenografii, po prostu dziwnym sąsiadem, który robi film o ludziach. Przyzwyczaili się do mnie.

Co się zmieniło w tych ludziach w czasie kwarantanny?

Zmienił się stan ducha. Pojawiły się zupełnie inne, nowe uczucia: zagubienie, lęk, strach, ale też chęć, żeby odrzucić to, co się dzieje, udawać, że tego nie ma. To były skrajne reakcje. I nie rozmawialiśmy już o banalnej codzienności, w stylu „co pan będzie jadł na śniadanie”, tylko o rzeczach, które dotknęły każdego. Jak sobie radzić w izolacji i nie zwariować, kiedy dzieci uczą się zdalnie, jak udźwignąć to, że tracimy pracę. Jak poradzić sobie z lękiem.

Te rozmowy były bardziej odżywcze i intrygujące czy dobijające?

Często nieoczekiwanie śmieszne, intrygujące, ciekawe. Ten film zresztą powstał z ciekawości drugiego człowieka, tego, co on czuje i myśli. Do tego dołożył się trudny czas.

Mógł pan wyjść na balkon, pracować – już w zwykłych okolicznościach to brzmi całkiem nieźle. A czy z samej kwarantanny coś pan dobrego wyciągnął? O czym pan myślał w zamknięciu?

Miałem takie refleksje jak pewnie wielu ludzi. Zwykłe, banalne – po co pędzić? Przecież można się zatrzymać. Nie muszę oblatywać całego świata, żeby być zadowolonym człowiekiem. Mogę dłużej pobyć z bliskimi, rozejrzeć się wokół. W tym zamknięciu widzę też jakąś szansę na ułożenie sobie relacji na nowo, na poznanie siebie.

Ale pojawiały się też w mojej głowie trudniejsze myśli – jaki jest ten świat, który zostawimy naszym dzieciom i wnukom ? Czy przetrwa? Mocno go podniszczyliśmy. Wydaje mi się, że ten wirus jest odpowiedzią przyrody na jej degradację przez człowieka. Może to jest sygnał ostrzegawczy, żeby dalej nie iść ta drogą? Liczę na to, że coś się zmieni. Ale mamy 7 miliardów ludzi na świecie. Ktoś musiałby się nad tym pochylić, zadekretować. I to pewnie rola dla polityków.

Wie pani, miałem też takie myśli nastolatka – zmieńmy teraz ten świat, to jest moment, zbuntujmy się. Z kolei moje doświadczenie wynikające z wysługi lat mówi mi – cóż, minie kilka miesięcy i znowu będzie tak, jak było. Zapomnimy. Teraz jestem w kamperku na parkingu leśnym, nad morzem, w Piaskach. Dużo tutaj ludzi. I nikt maseczek nie nosi, nikt o wirusie nie rozmawia. Już się przyzwyczailiśmy. Niewidoczny wróg przecież ciągle jest, a my po prostu przywykliśmy do jego okupacji, bo tak jest wygodniej. Udajemy, że nic się nie dzieje.

Pewnie tak, widzę to sama po sobie – przyzwyczaiłam się, bo cóż było robić innego? Pytanie, czy pan w swoich rozmowach widział jakąś nadzieję, chęć zmiany w ludziach? Bo my tu jesteśmy tylko we dwójkę, a jak sam pan powiedział – jest nas 7 miliardów. Czy pana rozmówcy dają nadzieję na to, że my, ludzie, się zmienimy?

Musiałbym zapytać. Ale przeczuwam, że wrócili do tego, co było. Ciągle nam się wydaje, że te ważne decyzje, żeby coś w naszym życiu się zmieniło, powinien podjąć ktoś za nas. Sam powiedziałem, że to sprawa dla polityków i właśnie to wycofuję, przecież na nich kompletnie nie można liczyć. (śmiech) Człowiekiem często rządzi poczucie korzyści, doraźnego zysku. Trudno nam myśleć w skali szerszej i w horyzoncie dłuższym niż tydzień.

Co z nami będzie za 50 lat?

Może nie będzie nic. Może nie będzie już człowieka. A może przetrwają tylko ci, którzy wybudują sobie podziemne bunkry. Są tacy preppersi, już dawno czekają na koniec świata.

Też mam wrażenie, że to minęło. Przełomowym momentem było ponowne otwarcie lasów po zamknięciu, a potem galerii handlowych.

Jednym tchem wymieniła pani lasy i galerie handlowe. (śmiech)

Ja powtarzam za premierem. Ale rzeczywiście, to śmieszne.

Rozpięci pomiędzy przyrodą a cywilizacją.

Dla mnie to był moment, w którym podważyłam wszystko to, co działo się do tej pory. Moje dwa miesiące zamknięcia.

Może warto spojrzeć na to tak, że zrobiła pani dla innych i dla siebie coś dobrego?

w domu ludzie i maski hbo

Najbliżej mi chyba do tego pana, który w filmie twierdzi, że co prawda jego styl życia niespecjalnie się zmienił, ale jego denerwuje to, że on nie może. To takie obezwładniające. Bo przecież ciągle się nam wmawia, że możemy wszystko.

A przez chwilę nie mogliśmy prawie nic. Potem czasem już po prostu nie chcieliśmy, ze strachu czy odpowiedzialności za innych. Bardzo dobrze rozumiem tego bohatera, to jest mój sąsiad, ma na imię Andrzej. Ma też psa pitbulla, Bolka, który jest ojcem naszej małej Rózi. To było wtedy dziwne uczucie spętania jakąś niewidoczną nicią. Potrzebujemy innych ludzi do życia, a wszystko wokół nas krzyczy: nie chodź, nie rób, nie spotykaj się.

A czy myśli pan, że to, co się wydarzyło teraz, odciśnie piętno w sztuce, w procesach twórczych?

Na pewno. Spełniły się dystopijne proroctwa, świat przestał być bezpiecznym miejscem do życia. Powstanie wiele ciekawych dokumentów domowym sposobem realizowanych, raportów ze stanu zamknięcia. Ale chciałbym już powoli uciec od tego tematu. Interesuje mnie kondycja ludzka, ale nie tylko wobec wirusa. O tym jest zresztą mój duży „Film balkonowy”. Zbieram różne ludzkie historie, śmieszne i smutne. Udało się stworzyć rodzaj świeckiego konfesjonału, stałego miejsca do którego można podejść i zostawić wiadomość. Ale ja jestem tylko pośrednikiem między bohaterem a widzem. Bohaterowie patrząc w kamerę podnoszą głowę w górę, może tam ktoś nad nami jest?

Łatwo się otwierają?

Byłem zdziwiony ich otwartością. Czują się swobodnie, mogą w każdej chwili wyjść z kadru. Gdybym tę kamerę przystawił im do twarzy z poziomu chodnika, byłoby to dla nich mniej zręczne. Niektórzy mi tak zaufali, że wracają. Nie oceniam. Milczę. Słucham. Czasem zadam jakieś pytanie. Traktują mnie już jak element scenografii dzielnicy, nawet się czasem złoszczą, jak mnie nie ma na posterunku.

A jakie to są historie?

Dużo jest samotności, alkoholu, bezdomności, trudne historie. Ale też moi bohaterowie pokazują, jak potrafią te trudy przezwyciężyć. Czasem sobie myślę, że ja się tak czasem uskarżam, że mi niewygodnie, kręgosłup boli od stania, a tu przychodzą do mnie ludzie z nowotworami, po rozwodach, z niespłacalnymi kredytami i ja marudzę? Ale bywa też wesoło, śmiesznie, czasem to skręca w stronę komedii. Dużo się od bohaterów uczę, mnóstwo od nich dostaję. Mam nadzieję, że to jest wymiana.

Cały świat do pana przychodzi.

I to chcę tym filmem udowodnić (premiera: 2021 roku w HBO – przyp. red.). Nie muszę biegać z kamerą, żeby sfilmować cały świat. Przychodzą do mnie biedni, bogaci, dzieci, staruszki, Japończycy, Polacy, Irańczycy. Okazało się, że wystarczy tylko poczekać.

Paweł Łoziński – polski dokumentalista, autor takich filmów jak „Miejsce urodzenia”, „Kratka”, “Siostry”„Chemia” czy „Ojciec i syn”. Laureat wielu nagród m.in. Prix Europa, Białej Kobry czy Złotego Lajkonika. W ramach antologii „W domu” HBO nakręcił film pt. „Ludzie i maski”. Seria będzie mieć premierę 16 lipca w HBO GO i HBO. W 2021 roku ukaże się nowy pełnometrażowy dokument reżysera. Jego premiera odbędzie się również w serwisie HBO GO i w telewizji HBO.

Antologia „W domu” już dziś w HBO GO.

* Zdjęcie tytułowe: Piotr Jaxa

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...