W 2019 roku padł rekord liczby bohaterów LGBT+ w hollywoodzkich filmach

News/Film 16.07.2020
W 2019 roku padł rekord liczby bohaterów LGBT+ w hollywoodzkich filmach

W 2019 roku padł rekord liczby bohaterów LGBT+ w hollywoodzkich filmach

Amerykańska organizacja GLAAD zajmująca się zwalczaniem dyskryminacji osób LGBT+ w mediach i popkulturze opublikowała raport dotyczący reprezentacji osób nieheteronormatywnych w hollywoodzkim kinie. Są powody do zadowolenia, choć sytuacja jest daleka od ideału. Krytyka spadła choćby na wytwórnię Disney.

Gay & Lesbian Alliance Against Defamation (w skrócie GLAAD) to działająca od prawie 40 lat organizacja pozarządowa monitorująca obraz osób nieheteronormatywnych, przede wszystkim w amerykańskich mediach i branży rozrywkowej. Instytucja jest znana z zajmowania często niepokornej postawy i krytykowania wytwórni filmowych, które nader rzadko umiejscawiają bohaterów o innej orientacji seksualnej niż hetero w swoich wysokobudżetowych produkcjach.

Dwa lata temu GLAAD ostro zaatakowała Warner Bros. i Disneya za to, że w ich superbohaterskich blockbusterach nie sposób było znaleźć choć jednego członka środowiska LGBT+. Od tego czasu sytuacja w Hollywood zmieniła się zresztą w stosunkowo niewielkim stopniu. Pokazuje to najnowsza odsłona dorocznego raportu GLAAD dotyczącego wszystkich produkcji wyprodukowanym w Fabryce Snów, o którym napisał portal Entertainment Weekly. W zależności, z której strony spojrzymy na zawarte w nim wnioski można bowiem ogłosić sukces bądź porażkę w reprezentowaniu różnych orientacji seksualnych i tożsamości płciowych.

Spośród 118 analizowanych filmów w 22 znaleźli się bohaterowie należący do społeczności LBGT+. To rekordowo pozytywny wynik.

Nigdy wcześniej w tak wielu produkcjach widzowie nie mieli okazji zapoznać się z bohaterami odmiennymi od większości. Problem w tym, że organizacja dostrzegła liczne problemy w jakości tych przedstawień. Aż sześć filmów oblało tzw. test Vito Russo sprawdzający, czy bohaterów dało się zdefiniować przez inne cechy niż tylko ich seksualność, czy mieli istotne znaczenie dla fabuły i czy ich pojawienie się w konkretnym dziele nie było przejawem tokenizmu.

Na największe pochwały ze strony GLAAD zasłużyły produkcje „Rocketman” za pokazanie życia Eltona Johna, „Ból i blask”, „Szkoła melanżu” i „To: Rozdział 2”, w której okazało się, że Richie Tozier jest gejem. Na przeciwnym biegunie znalazły się zeszłoroczne wysokobudżetowe nowości Disneya. Wszystko dlatego, że w tytułach „Avengers: Koniec gry” i „Gwiezdne wojny: Skywalker: Odrodzenie” homoseksualni bohaterowie pojawiali się na ekranie na mniej niż minutę i nie mieli żadnego znaczenia dla fabuły. Z jeszcze innych powodów skrytykowane zostały z kolei filmy „Ślicznotki” i „John Wick 3”. W obu przypadkach w obsadzie pojawili się niebinarni aktorzy, ale nie dość wyraźnie przełożyło się to na charakterystykę ich postaci.

GLAAD dostrzegło też inne problemy. Od trzech lat w ani jednej hollywoodzkiej produkcji nie pojawił się bohater lub bohaterka trans.

Żadna z wielkich wytwórni nie odważyła się zaryzykować i włączyć do swoich historii (bez względu na ich rozmiar) choćby jednej takiej postaci. Kolejny raz z rzędu spadła też liczba bohaterów LGBT o innym kolorze skóry niż biały. Jeszcze w 2018 roku było ich 42 proc. całości, a w najnowszym raporcie znajdziemy informacje, że ta statystyka zmniejszyła się do 34 proc. Wyraźnie widać więc, że przed amerykańskimi filmowcami jeszcze dużo pracy, choć sytuacja i tak wygląda lepiej niż choćby przed dekadą.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

11 odpowiedzi na “W 2019 roku padł rekord liczby bohaterów LGBT+ w hollywoodzkich filmach”

  1. Niech dają jeszcze więcej, szybciej napięcie społeczne wybuchnie.
    Jak to jest że poziom nietolerancji w ostatnich latach systematycznie rośnie w coraz bardziej zliberalizowanym społeczeństwie? Co to się stało że w ostatnim miesiącu białe feministki zaczyna zrównywać się z nazistkami i jak to się stało że to nie są internetowe głosy trolli tylko hasła wykrzykiwane na ulicy?

  2. Nareszcie jakaś pozytywna wiadomość, mnie jeszcze brakuje reprezentacji Latynosów w filmach i serialach USA. Jest ich tam tylu w strukturze społeczeństwa, a wszyscy i tak skupiają się tylko na sytuacji osób białych i czarnoskórych.

    • To prawda. Społeczność Latynosów w amerykańskiej popkulturze wciąż musi się mierzyć ze stereotypem cholo. Źle wyglądała też sytuacja z reprezentacją Amerykanów pochodzenia azjatyckiego, ale to akurat zaczęło się w ostatnich latach poprawiać :).

  3. Niby czemu krytyka spadła na Disneya? Nie chcą robić takich produkcji, to nie robią – krytykowanie kogoś za to, że nie robi czegoś co inna osoba chce żeby ta pierwsza robiła, to po prostu idiotyzm i przejaw agresji. Tak samo jeżeli ktoś nie chce oglądać produkcji, w których co drugi bohater należy do LGBT to też jego sprawa i niczego złego nikomu tym nie robi. Można akceptować to że dwóch facetów się całuje, ale nie oznacza to, że dla kogoś taki widok nie może być “niesmaczny”. Ci którzy tak bardzo pragną akceptacji, powinni też się sami nauczyć akceptować pewne rzeczy lub pogodzić się z tym, że te skrajności po drugiej stronie barykady, też nie będą miały zamiaru iść na kompromisy.
    Powiedziałem to ja, skrajny zwolennik egalitaryzmu :)

    • Wydaje mi się, że krytyka jest uzasadniona o tyle, że Disney nie wychodzi z założenia “nie mamy powodu opowiadać o postaciach LGBT+ w naszych produkcjach”. To osoba wysoko ceniąca sobie wolność artystyczną mogłaby jeszcze uznać. Natomiast ta wytwórnia często próbuje się wkupić w łaski osób nieheteronormatywnych, ale najmniejszym nakładem sił. Wrzucając do swoich filmów 3-planowe lub nawet epizodyczne postaci LGBT, które nie mają żadnego wpływu na fabułę.

      A w dodatku Disney nie waha się potem usuwać tych scen, jeśli pozwoli mu to zarobić więcej w krajach, gdzie na osoby homoseksualne czy trans patrzy się krzywym okiem. Takie paternalistyczne i fałszywe traktowanie społeczności LGBT ma prawo wywoływać jej gniew :).

  4. Pewnym wyjściem byłoby powstanie kanału “LGBT Cinema” ze 100% udziałem odmienności. Każdy postępowiec mógłby przez kilka minut dziennie nasycić się nowoczesnością a potem wrócić do oglądania tej zwykłej, skołtuniałej i uwstecznionej telewizji. Z czasem można by wprowadzić automatyczne, niespodziewane przełączanie oglądanego kanału na ten lepszy a nawet sądowy przymus zapoznawania się z emitowanymi treściami w przypadku zatwardziałych homofobów.

    • Wyłapuję piękną ironię panie Zorro, ale mówiąc całkiem poważnie różnorodność w sztuce jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;). Oczywiście nie należy jej wprowadzać pod przymusem, tylko z głową i nastawieniem, by dzięki temu powstawały jeszcze lepsze dzieła.

      • Panie Tomaszu, czy Pan naprawdę szczerze wierzy, że wprowadzenie treści LGBT istotnie podniesie jakość jakiegokolwiek dzieła? Naprawdę taka “różnorodność” wprowadziłaby jakąkolwiek wartość oprócz wku..u oglądających na jej nachalność?
        To jest ta sama pusta mantra, która twierdzi, że najazd niewykształconych, nieasymilujących się i skrajnie odmiennych społecznie imigrantów będzie nas ubogacał. Sorry, może macie dobre intencje, ale sposób w jaki to przeprowadzacie już dawno przekroczył barierę dyplomatycznej perswazji i wszedł w fazę wbijania gwoździa w głowę. Źle się to skończy dla sprawy i jej podmiotów.

  5. Kiedyś (wcale nie tak dawno) powstawały powieści, wiersze, piosenki i filmy na zadany, socjalistyczny, temat.
    Zaczyna się to samo. Narzucanie politycznie poprawnych tematów artystom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...