Tom Hanks w nowym wojennym dramacie. „Misja Greyhound” to opowieść na morzu, której akcja pędzi non-stop

Recenzja/Film 13.07.2020
Nasza ocena:
Tom Hanks w nowym wojennym dramacie. „Misja Greyhound” to opowieść na morzu, której akcja pędzi non-stop

Tom Hanks w nowym wojennym dramacie. „Misja Greyhound” to opowieść na morzu, której akcja pędzi non-stop

Tom Hanks w ostatnim czasie pojawiał się w mediach z dwóch powodów. Pierwszym był koronawirus, którym zaraził się wraz z żoną w Australii. Ale oprócz tego dwukrotny zdobywca Oscara opowiadał wówczas o swoim nowym filmie zatytułowanym „Misja Greyhound”. Jak wypadło wojenne dzieło rozgrywające się w całości na pełnym morzu?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Według pierwotnego planu „Misja Greyhound” miała pokazać się widzom na dużym ekranie wraz z innymi kinowymi premierami czerwca. Wybuch globalnej pandemii znacząco pokrzyżował jednak plany całego przemysłu filmowego, a producenci filmu musieli na szybko szukać wsparcia wśród serwisów VOD. Ostatecznie porozumieli się z Apple TV+ i to właśnie tutaj zadebiutowało fabularne dzieło wyreżyserowane przez Aarona Schneidera („Kolekcjoner”, „Nie z tego świata”) i napisane przez wspomnianego wcześniej Hanksa.

Na samym początku „Misji Greyhound” pojawia się informacja, że treść filmu jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Takie ujęcie sprawy może jednak wywołać nieco mylne wrażenie. Na samym wstępie warto więc wyjaśnić, że produkcja Apple TV+ bazuje na fikcyjnej powieści „The Good Shepard” autorstwa Cesila Scotta Forestera (wkrótce wyjdzie po polsku pod tytułem „Misja Greyhound”). Nie oznacza to jednak, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Amerykański pisarz był bowiem znakomitym marynistą i zwykle dobrze opisywał warunki życia i walki na morzu. A toczona na przestrzeni całej II wojny światowej Bitwa o Atlantyk to ważny, choć często pomijany, element walki między aliantami a Państwami Osi.

Akcja filmu Apple TV Plus zaczyna się w 1942 roku. Tom Hanks gra komandora Ernesta Krausego, który dostaje zadanie eskortowania konwoju statków z zapasami.

Dzieje się to niedługo po dołączeniu do wojny przez Stany Zjednoczone. Krause jest doświadczonym kapitanem, ale przez lata odmawiano mu wyższego stopnia. Dopiero globalny konflikt sprawia, że dostaje pod swoje dowództwo statek o klasie niszczyciela i tak istotną misję. Na jego nieszczęście podczas pierwszej podróży przez Atlantyk będzie musiał stawić czoła zmasowanemu atakowi ze strony niemieckich U-bootów.

W powieści Krause jest bardzo mocno wierzącym mężczyzną, który skrycie wątpi w swoje umiejętności dowodzenia tak wielką grupą statków. Na przestrzeni kolejnych dni przeprawy zostaje więc zmuszony do walki nie tylko z nieprzyjacielskimi okrętami podwodnymi, ale też własnymi demonami i sumieniem. Śladowe ilości tych dylematów znajdziemy w filmowej adaptacji książki, ale twórcy „Misji Greyhound” najwyraźniej uznali, że nie ma czasu na rozwijanie charakterów swoich postaci. Bo przecież trzeba pokazywać bitwy morskie!

Dlatego nowy film Apple’a jednoznacznie stawia na akcję, która rusza z kopyta po zaledwie kilku minutach i nie zatrzymuje się praktycznie aż do ostatnich sekund. Trzeba przy tym oddać Aaronowi Schneidorowi, że jest to filmowa akcja z najwyższej półki. Morskie potyczki między U-bootami a niszczycielami dowodzonymi przez Krausego zostają świetne wyreżyserowane i budzą naprawdę olbrzymie emocje.

Wyraźnie widać, że Amerykanin ma za lata pracy jako autor zdjęć filmowych, bo „Misja Greyhound” jest pięknie nakręconym filmem akcji.

tom hanks film

Największy problem produkcji napisanej przez Hanksa szybko staje się jednak absolutnie oczywisty. To film wizualnie wciągający, a naturalizm dialogów krążących między poszczególnymi członkami załogi sprawia, że widz może się poczuć niemal jakby był tam z nimi na mostku. Niestety, jednocześnie „Misja Greyhound” jest tak naprawdę filmem o niczym. Nie opowiada żadnej historii, a raczej jej drobny zarys, który można sprowadzić do banałów o bohaterstwie, poświęceniu i patriotyzmie.

Tom Hanks jest na tyle sprawnym aktorem, że nawet na bazie tak skromnej charakteryzacji jest w stanie zbudować sympatycznego bohatera. Ale po obejrzeniu „Misji Greyhound” z widzem tak naprawdę nic nie pozostanie. Dopóki trwa walka na morzu, a konwojowi zagrażają U-booty to czujemy się wciągnięci do tego świata. Potem następuje jednak króciutkie i nieco patetyczne zakończenie, a my natychmiast zapominamy o obejrzanym filmie. Wizualne piękno walki na morzu na pewno można było lepiej połączyć z wojennym dramatem. Dlatego jeśli szukacie głębokiej opowieści o ludzkiej duszy, to raczej wybierzcie inne dzieło. W przeciwnym wypadku produkcja Apple’a i Sony zapewni wam półtorej godziny porządnej rozrywki.

Film „Misja Greyhound” znajdziecie na platformie Apple TV+.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

8 odpowiedzi na “Tom Hanks w nowym wojennym dramacie. „Misja Greyhound” to opowieść na morzu, której akcja pędzi non-stop”

  1. Miałem zupełnie inne wrażenia. Film jak najbardziej jest o czymś, bo opowiada o próbie dotrwania do momentu nadejścia posiłków. I co chwilę jest to podkreślane odmierzaniem czasu.
    Natomiast zupełnie nie wciąga. Mamy jednego kapitana i tło z załogi, która równie dobrze mogłaby być wycięta z tektury. Potworne obciążenie dla aktora, który ma zbudować historię tylko za pomocą swojej postaci. A Hanks zwyczajnie się do tego nie nadaje. Zwłaszcza, że scenariusz mu nie pomaga. W efekcie dostajemy 90 minut w czasie których tytułowy Greyhound miota się po oceanie próbując samotnie upolować każdego U-Boota i przebitki na kapitana, który podaje nowe kursy, modli się albo komuś za coś dziękuje.
    Wg mnie kompletnie nie czuć tu atmosfery grozy czającej się pod powierzchnią wody, ani tego, że godzina może ciągnąć się w nieskończoność jeżeli musisz ją przetrwać żeby przeżyć.

    • “Greyhound” rozgrywa się na niszczycielu, ale w swojej formule i od strony wizualnej najbardziej przypomina produkcje poświęcone walce na pokładzie łodzi podwodnych. Więc na szybko poleciłbym takie filmy jak “Das Boot” (film, jeśli zależy Panu stricte na opowieści rozgrywającej się na morzu, a serial, jeśli nie ma Pan nic przeciwko szerszej fabule poświęconej II wojnie światowej),”Polowanie na Czerwony Październik” lub “U-571”.

    • “Das Boot” – od czasu powstania tego filmu 40 lat temu, nic lepszego do tej pory nie nakręcono. To czysto wojenna opowieść, bez żadnych wątków pobocznych, po prostu historia jednego patrolu U-boota. Konsultantami przy kręceniu byli weterani, ex-oficerowie Kriegsmarine służący na okrętach podwodnych. No i na plus jest to, że ze względu na czas powstania, nie ma tu tych bijących po oczach CGI.
      “Karmazynowy przypływ” – czasy współczesne, akcja dzieje się na prawdziwej machinie wojennej: amerykańskim nosicielu międzykontynentalnych rakiet balistycznych, czyli okręcie, który samodzielnie może spalić atomem cały kontynent, a przy okazji wywołać apokalipsę i zagładę świata – i wokół tego toczy się fabuła. Podobnie jak w “Das Boot” nie ma tu żadnych wątków pobocznych, to czysty techno-thiller: procedury, technologie, decyzje.
      Inne filmy z okrętami podwodnymi już tak udane nie były. Stąd np. lepiej przeczytać “Polowanie na ‘Czerwony Październik'”, niż obejrzeć film – w książce są długie “techniczne” fragmenty, które w ciekawy sposób przybliżają taktykę działań podwodnych, co w ekranizacji jest właściwie pominięte z wiadomych względów i przez co robi się z tego zwykły film sensacyjny.
      Z okresu wcześniejszego, XIX wiek, to zapamiętałem taki film “Morze ognia, morze miłości” (dość oryginalne tłumaczenie tytułu angielskiego – “Ironclads”), o autentycznym starciu okrętów pancernych w czasie wojny secesyjnej – ze względu na dziwaczny wygląd tych jednostek, całość ma nieco steampunkowy klimat.

  2. Film realistyczny, świetnie zrealizowany i na szczęście bez pobocznych wątków, które zepsuły niejeden film wojenny (z “Pearl Harbor” na czele). Ciekawe jakiej to “historii” zabrakło zdaniem recenzenta? Wątku uszkodzonej torpedy grożącej wybuchem czy niemieckiego szpiega na pokładzie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...