Nie pomylcie filmu. Japoński dramat „Zaginiona dziewczyna” to zupełnie inna kategoria wagowa niż głośny film Finchera o tym samym tytule

Recenzja/Film 03.07.2020
Nasza ocena:
Nie pomylcie filmu. Japoński dramat „Zaginiona dziewczyna” to zupełnie inna kategoria wagowa niż głośny film Finchera o tym samym tytule

Nie pomylcie filmu. Japoński dramat „Zaginiona dziewczyna” to zupełnie inna kategoria wagowa niż głośny film Finchera o tym samym tytule

Na dobrą sprawę zbieżność tytułów jest przypadkowa, bowiem mówimy to o dwóch kompletnie różnych filmach. Z tymże japońska produkcja, choć to inny gatunek, nie zapisze się na dłużej w pamięci.

Tak naprawdę „Zaginiona dziewczyna” nie jest ani thrillerem, ani kryminałem, jak może sugerować polski tytuł. Owo zaginięcie nie jest nawet samo w sobie pierwszoplanowym zdarzeniem wokół którego kręci się fabuła.

A ta opowiada o kobiecie o imieniu Ichiko, która pracuje jako pielęgniarka, a także opiekunka starszych, schorowanych ludzi, pomagając im w codziennych czynnościach. Jest osobą miłą i uczynną, w związku z czym zaprzyjaźnia się z rodziną jednej ze swoich pacjentek i pomaga w korepetycjach jej wnuczce. Pewnego dnia dziewczyna znika w tajemniczych okolicznościach.

To tylko wstęp do opowieści, która nie poświęca zbyt dużo czasu samemu zaginięciu dziewczyny, ani jej odnalezieniu. Twórcy nie robią z tego ani wielkiej tajemnicy, ani katalizatora emocji. To po prostu zdarzenie, które dzieje się w tle, ale jego skutki mają pośredni i dość istotny wpływ na życie samej Ichiko.

Okazuje się bowiem (ostrzegam, że będzie spoiler, aczkolwiek nie jest on kluczowy na tyle, by zepsuł wam seans), że za porwaniem stał bratanek Ichiko, a ona przez dłuższy czas trzymała tą informację dla siebie. A gdy już wyszła na jaw, to jej życie legło w gruzach.

Jest w tej opowieści nuta przejmującej tragedii w skali mikro pokazującej, jak łatwo można zniszczyć komuś życie kilkoma złymi decyzjami.

Nawet jeśli ten ktoś nie był bezpośrednio winien i starał się być porządnym człowiekiem. Plusem jest też to, że „Zaginiona dziewczyna” nie próbuje chwycić uwagi widza za gardło, nie ma tutaj fajerwerków ani szarpiących emocje scen. To obraz stonowany, spokojny, powolny. Aż za bardzo. I tu dochodzimy do jego problemów.

Twórcy filmu najwyraźniej uznali, że wartościowe dramaty, to te, które wloką się ślimaczym tempem. Że widzowie mają chęć i cierpliwość do spokojnego podglądania bohaterki filmu w jej codziennych czynnościach. Do takiego powolnego prowadzenia akcji trzeba mieć jednak wyczucie, a reżyser „Zaginionej dziewczyny”, Koji Fukada, tym razem nie uniósł tego zadania.

Jego film jest zwyczajnie rozwlekły, a granicę obserwowania skrawków życia ze zwykłą nudą przekracza nad wyraz często.

Całości nie pomaga też fakt, że twórcy zaserwowali nam zaburzoną chronologię, co jakiś czas przeskakującą z jednego okresu do drugiego. Intryga szybko zostaje rozwodniona, a tajemnica rozsypuje się niczym rozrzucone na stole puzzle. Główny przekaz „Zaginionej dziewczyny” wybrzmiewa dość wyraźnie gdy trzeba, a to sprawia, że cała reszta scen wydaje się niepotrzebnymi zapychaczami czasu, tak by z tej opowieści, spokojnie nadającej się na krótki metraż, wycisnąć ponad 100 minut seansu. Powolne kino też wymaga niemałych umiejętności i pomysłu, a nicniedzianie się względnie rzadko potrafi intrygować i wciągać. I tak jest niestety w przypadku „Zaginionej dziewczyny” A.D. 2020.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

7 odpowiedzi na “Nie pomylcie filmu. Japoński dramat „Zaginiona dziewczyna” to zupełnie inna kategoria wagowa niż głośny film Finchera o tym samym tytule”

  1. Tak się składa że widziałem Zaginioną Dziewczynę i bardzo dobrze się ten film oglądało. Kolejna recenzja i ocena, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistą jakością filmu. Dlaczego gnioty jak filmy Vegi czy Kawulskiego dostają u was świetne oceny a ambitne kino jest zawsze gnojone? Ogarnijcie się bo odechciewa się czytać wasz portal.

  2. Tak się składa że widziałem Zaginioną Dziewczynę i bardzo dobrze się ten film oglądało. Kolejna recenzja i ocena, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistą jakością filmu. Dlaczego gnioty jak filmy Vegi czy Kawulskiego dostają u was świetne oceny a ambitne kino jest zawsze gnojone? Ogarnijcie się bo odechciewa się czytać wasz portal.

  3. No po tej recenzji to mam ochotę obejrzeć film. To ze jest powolny pewnie nadaje mu uroku i momentów to zastanowienia dla widza. Dla mnie rewelacja. Autorowi proponuje obejrzeć troche tzw filmów dokumentalnych bo one zazwyczaj też pokazują ambient otoczenia, długie kadry itp. To ma swój urok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...