Nie myślałam, że zapłaczę nad książką o kebabie. Czytałam już „Kebabistan” naczelnego śmieszka internetu, Krystiana Nowaka

Recenzja/Książki 30.06.2020
Nasza ocena:
Nie myślałam, że zapłaczę nad książką o kebabie. Czytałam już „Kebabistan” naczelnego śmieszka internetu, Krystiana Nowaka

Nie myślałam, że zapłaczę nad książką o kebabie. Czytałam już „Kebabistan” naczelnego śmieszka internetu, Krystiana Nowaka

Krystian Nowak, naczelny śmieszek internetów, autor takich powieści jak „Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie” i „Ludzie Dobrej Woli” oraz strony fanowskiej na Facebooku, Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty, wydał nową książkę. O kebabie. Tak, też początkowo uśmiechnęłam się pod nosem. Tyle że tym razem nie ma z czego się śmiać.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nie myślałam, że w moim trzydziestoletnim życiu nadejdzie taki dzień, kiedy zapłaczę nad książką o kebabie. Gdyby ktoś podzielił się ze mną taką refleksją, pewnie stwierdziłabym, że oszalał, chociaż samej zdarzyło mi się ocierać oczy na reklamach telewizyjnych (nigdy jednak nie płakałam na spocie czekoladek Merci). Kiedy dowiedziałam się, że Krystian Nowak, żartowniś mający serce po lewej stronie, napisał książkę o kebabie, pomyślałam, że pewnie będzie zabawnie. Że dostaniemy prześmiewczą gawędę z miejscem akcji nad Wisłą i bohaterami w postaci, dajmy na to, pseudokibiców.

kebabistan książka recenzjaSama nazwa nowości wydanej przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej, a więc „Kebabistan” – w pewnym sensie nieco kpiarska, kojarząca się z Bliskim Wschodem, ale też będąca często nazwą barów z kebabem – sugerowała opowieść o naszej ojczyźnie, w której patrioci z łysą głową pod wezwaniem Polski Walczącej, zajadają się mięsem w picie, jednocześnie nienawidząc Arabów. I w książce Nowaka trochę tego doświadczymy.

Ale „Kebabistan”, ze zdjęciami Jakuba Szafrańskiego, to reportaż, a nie fikcja.

Już pierwsze strony książki zmyły z mojej gęby ten wspomniany zaściankowy uśmieszek i przegoniły niewybredne myśli o tym, że „Kebabistan” musi być arcyśmieszny, bo przecież traktuje o kebabie. Jeśli wciąż sobie myślicie, że to błahy temat raczej na meme, a nie na poważną publikację, to zjedzcie kebaba i przestańcie gwiazdorzyć. Niech argumentem będą choćby początkowe informacje, z którymi Nowak dzieli się z czytelniami:

Z badań OBOP przeprowadzonych w 2010 roku wynikało, że na jedzony głównie poza domem kebab decyduje się 33% badanych, co dawało mu czwarte miejsce pod względem popularności w swojej kategorii (na pierwszym miejscu niezmiennie od lat utrzymywała się wtedy pizza), badanie z 2016 roku wykazało, że już dla 45% osób jadających poza domem kebab jest pierwszym wyborem. Niekwestionowanym liderem do roku 2017 wciąż jednak pozostawała pizza. Odsetek konsumentów jedzących na mieście i przyznających się do wybierania kebabu spadł wprawdzie do 40%, ale to 40% dało kebabowi pierwsze miejsce pod względem popularności. Pizza spadła na miejsce trzecie (23%), za kuchnię polską (29%).

Nowak po temat kebaba sięgnął z dwóch powodów. Po pierwsze jest fanem mięsa w picie i był stałym bywalcem baru z tym daniem, głównie tego mieszczącego się na jego osiedlu (teraz, jak mówi, kebab mu się trochę przejadł i próbuje ograniczyć mięso). Po drugie, kiedy bywał, to trochę się nasłuchał i zobaczył w tych historiach reporterski potencjał.

Jesteś sobie w takim miejscu, słuchasz tych ludzi i podsłuchujesz trochę rozmów. Czasem ktoś cię o coś zapyta, poprosi, żebyś coś przetłumaczył, bo dostał list z urzędu. I dociera do ciebie, jakie niewyobrażalne problemy mają ci ludzie. Myślisz sobie, że jak widujesz kogoś od roku, prowadzi bar, to wszystko u niego w porządku. Ale jeśli on zniknął na miesiąc, to nie dlatego, że miał urlop, tylko dlatego, że wylądował w ośrodku dla uchodźców, bo coś się komuś nie podobało w papierach – opowiada Nowak.

Polska kebabem płynąca

W reportażu mamy mnóstwo historii powiązanych z mięsem z cebulą, które z jednej strony fascynuje, a z drugiej strony wielu odraża. To opowieści właścicieli barów, którzy uciekając ze swoich rodzinnych krajów (m.in. Afganistanu, Iranu) przed bombami i niepewnością, trafili na polską ziemię. Tu muszą sobie jakoś radzić, mimo że ich status prawny często jest nieuregulowany. Choć pracują po kilkanaście godzin dziennie, nieraz i siedem dni w tygodniu (jak powie jeden z właścicieli restauracji z kebabem: „Przyjechali tu, żeby zapierdalać, a nie robić sobie wakacje”), Polska ich nie chce. A i Polacy nierzadko też. Ci, którzy witryny ich przedsiębiorstw obrzucają kamieniami, a pracowników za ladą nazywają „ciapakami”, dziękując im jednocześnie za ciepłą strawę. Żaden z obcokrajowców, z którymi wywiady przeprowadzał autor, nie mówi jednak o rasizmie, choć wielokrotnie byli obrażani przez naszych rodaków. Nowak kwituje ironicznie: „Można by odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma problemu z rasizmem, tylko niektórzy trochę za dużo piją”.

kebabistan
fot. Jakub Szafrański

To opowieści o pracownikach sieci kebabów i małych knajp, którzy zarabiają grosze, zwykle bez jakichkolwiek umów, nie mówiąc o zwyczajowym wolnym czy chorobowym. I wstydzą się tego, gdzie pracują czy pracowali. Jak powie jedna z rozmówczyń Nowaka, obecnie nauczycielka spod Kielc:

Bałam się, czy ktoś w szkole mnie nie pozna. Jeden z nauczycieli, z którym teraz pracuję, wpadał na kebaba i na sto procent mnie kojarzy, ale nic nigdy na ten temat nie powiedział. Jest też jedna z mam, która na pewno mnie poznaje ze swoich wizyt w barze i z jej strony również nigdy nie odczułam, że to dla niej problem, że jakaś laska zza baru teraz uczy jej dziecko. Dyskomfort szybko mi więc minął i mówię o tym otwarcie i bez wstydu, jeśli ktoś zapyta, chociaż ludzie różnie reagują słysząc „bar z kebabem”.

Wyobrażają sobie od razu walącą się budę, która na kilometr śmierdzi olejem, a to przecież jakiś zupełnie przebrzmiały stereotyp. Gorzej, gdyby kojarzyło mnie któreś z dzieci, które uczę, zwłaszcza że to podstawówka i tacy mali ludzie bywają bezmyślnie złośliwi, a także bardzo dziwnie reagują na informacje, że nauczyciel ma czy miał jakiekolwiek życie poza szkołą. Mogłabym nie być w stanie odbudować u nich autorytetu po czymś takim.

A inna doda: „Pamiętam, że jak mama mojego chłopaka dowiedziała się, gdzie pracuję, to, delikatnie mówiąc, nie była zachwycona”.

Dla Nowaka kebab jest punktem wyjścia do tego, aby opowiedzieć coś więcej nie tylko o samym jedzeniu i gastronomii w Polsce, ale w ogóle o nas samych, o naszym społeczeństwie.

Przeszywająco smutne historie przeplatają się z danymi dotyczącymi uchodźców w Polsce i tego, jak trudno ten status otrzymać, a także z fragmentami o sztuce i o tym, jak kebab wchodzi, a przynajmniej próbuje wejść, na salony. Najbardziej poruszają dwaj bohaterowie: Asif z Afganistanu, nad którym wciąż wisi widmo powrotu do ośrodka dla uchodźców i do jego kraju, w którym może umrzeć oraz Abbas Azizi, Pers z Iranu, który jako dziecko był przemycany przez granicę i wylądował w Polsce; przez jakiś czas żył na ulicy, nie znając naszego języka. Dopiero po wielu latach udało mu się skontaktować ze swoją rodziną. I nasz kraj, mimo tego, że został Człowiekiem Roku, wciąż wyrzuca go poza nawias.

Komentarze, diagnozy autora, z których wyłania się nieraz straszno-śmieszny obraz Polski XXI wieku i jej mieszkańców, to też próba opowiedzenia o samej kulturze kebaba i tego, jakie to ważne zjawisko, nie tylko jeśli chodzi o kulinarną mapę naszego kraju, ale przede wszystkim uwarunkowania społeczno-polityczno-gospodarcze.

Jak to jest, że w kraju, w którym nie chce się imigrantów, z takim smakiem zajada się wschodnią potrawą?

Następuje wyparcie. Niektórzy nie łączą faktów, że jedzą wschodniego kebaba na polskiej ziemi. Jest wszystko w porządku – w ich miniemaniu – bo ci ludzie są tu na chwilę i im usługują. A czasami następuje zawłaszczenie. W niewielkiej miejscowości ten obcokrajowiec, np. Turek mający bar z kebabem, jest akceptowany, bo jest tam od dawna i to jest „ich Turek”. I jest jeden, a oni boją się zalewu imigrantów – podsumowuje Nowak.

„Kebabistan” zapewnia całą gamę emocji – od zdziwienia, poprzez niedowierzanie, (pusty) śmiech i wzruszenie. Jego największą zaletą jest chyba to, że otwiera oczy i zmienia spojrzenie na tę obskurną budkę z kebabem z nieestetycznymi szyldami i na posiłek, który, zwykle długo trawiony, wydziela specyficzny, często nieprzyjemny dla otoczenia zapach. Za każdą taką budą kryje się bowiem historia. Kebab to może i jest potęga, ale jego tłem są wojny, wyzysk, ostracyzm społeczny i nienawiść.

* Autorem zdjęcia tytułowego jest Jakub Szafrański

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

60 odpowiedzi na “Nie myślałam, że zapłaczę nad książką o kebabie. Czytałam już „Kebabistan” naczelnego śmieszka internetu, Krystiana Nowaka”

  1. Dzięki za kolejną fajną rekomendacje, powoli SW wyrasta mi na nową esensje – oni też potrafią zaproponować mi dobre książki ;)

    Ps. A na Piotrkowskiej to akurat jest z 6 lepszych miejsc niż Kebab House , a jakby doliczyć poprzeczne ulice to i z 16 ;)

  2. Kiedyś jakiś narodowiec miał postawić kebaba w biało-czerwonej stylistyce, taki ‘prawdziwy’ polski kebab. Nie wiem czy coś z tego wyszło, ale wtedy mnie to rozbawiło.

  3. Kebab serwowany w Polsce jest tak turecki jak ruskie są ruskie pierogi. W tej chwili z Turcji to może być kilka przypraw i ewentulnie sprzedawca.
    Mięso na kebab jest już w ofercie większości masarni, tak samo jak pity w piekarniach. Obecność obcokrajowca w kebabiarni ma już tylko znaczenie marketingowe i ewentualnie ideologiczne, żeby ktoś miał wątek przewodni do napisania łzawej książki. Lubię Turka z lokalnej kebabiarni i lubiłbym gościa tak samo jakby pracował w fabryce. A usilne łączenie człowieka z jedzeniem które podaje jest mocno naciągane. Czekam teraz na artykuł o Grekach (ryba po grecku), Ukraińcach (barszcz), Węgrach (placki i langosze), no i o karpiach jeśli to nie antysemityzm ;)

    • To prawda. Kebab w Polsce nie ma nic wspólnego z kuchnią bliskowschodnią. Co najwyżej jest nią inspirowany, ale bardzo daleko mu do oryginału. W dodatku nie wiem dlaczego wszystkie kebaby w Polsce podawane są z tą w ogóle niepasującą do takiego dania sałatką. Zmówili się, czy co? Może chodzi tu o dodawanie tego wypełniacza, żeby zaoszczędzić na mięsie? Polak i tak zeżre. A prawdziwy bliskowschodni fast food to przede wszystkim mięso i jeszcze raz mięso. I praktycznie żadnych oszukańczych dodatków.

      • Tylko że wg mnie te warzywa dodawane do kebaba to nie “oszukańcze” składniki, tylko poprawiajace jego smak. Jadłem oryginalny kebab i to było faktycznie samo mięso z sosem w picie – było niezłe, ale wg mnie ten polski kebab jest lepszy od oryginału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...