Ważny temat, przeciętne wykonanie. Oceniamy film „Tylko sprawiedliwość”

Recenzja/Film 25.06.2020
Nasza ocena:
Ważny temat, przeciętne wykonanie. Oceniamy film „Tylko sprawiedliwość”

Ważny temat, przeciętne wykonanie. Oceniamy film „Tylko sprawiedliwość”

„Tylko sprawiedliwość” Destina Daniela Crettona, prezentowane podczas American Film Festival, to film o ważnym temacie, który grzęźnie w ogranych motywach i topornie napisanych dialogach.

„Tylko sprawiedliwość” bazuje na prawdziwych wydarzeniach, opisanych wcześniej w autobiograficznej powieści Bryana Stevensona pod tym samym tytułem. To historia adwokata, który podejmuje się spraw więźniów oczekujących na karę śmierci. Wielu z nich nie miało dotychczas dobrej i godnej reprezentacji w sądzie, w związku z czym przegrywali swoje sprawy, zanim mieli jakiekolwiek szanse na powodzenie.

Tylko sprawiedliwość - kadr z filmu

Właściwa opowieść rozpoczyna się, gdy Bryan spotyka Johnny’ego B. (Jamie Foxx), oskarżonego na podstawie mało wiarygodnych zeznań jednego świadka o zamordowanie białej nastolatki. Film teoretycznie skonstruowany jest tak, by budzić nasze święte oburzenie i każe kibicować mężczyznom w ich misji o zadośćuczynienie sprawiedliwości.

Sęk tkwi w tym, że produkcja zrobiona jest wedle tak utartych i sprawdzonych reguł, odhaczając jedynie listę znanych motywów, że brakuje w niej oddechu prawdziwego życia.

Charakterystyka bohaterów wieje sztucznością. Nikt nie jest tu człowiekiem z krwi i kości, a jedynie figurą, będącą nosicielem pewnych pomysłów i tez. Na dodatek każdy z nich mówi w wyjątkowo nierealistyczny sposób, a kolejne dialogi „szeleszczą papierem” na kilometr.

Najlepiej widać to w scenie z udziałem Ralpha Myersa, bohatera Tima Blake’a Nelsona. Nelson ma zresztą najlepszą, najbardziej wiarygodną rolę w całym filmie. Aktor potrafił wzbić się ponad mielizny scenariusza i obdarzyć swojego bohatera realnym zarysem osobowości. Gdy wypowiada się w sądzie, obraz nagle nabiera rumieńców i wydaje się, że produkcja wreszcie wyszła na odpowiednią prostą. Jest dynamiczniej, ciekawiej i wiarygodniej. Czar jednak całkowicie pryska w chwili, gdy bohater Jordana wstaje i namaszczonym głosem rzuca frazes o tym, że „sprawiedliwość jest dla wszystkich” czy coś równie oklepanego. Twórcy filmu zbyt często decydują się na nadmierny patos, zamiast czasem spuścić nieco z tonu.

Tylko sprawiedliwość - kadr z filmu

Patos zdaje się być wrogiem prawdy. A już na pewno wiarygodności.

Innym problemem jest drętwe aktorstwo większości obsady. Michael B. Jordan, choć stara się uwiarygodnić swojego bohatera, tak naprawdę nie ma z czym pracować. Jego postać tak bardzo nie posiada osobowości, że aż staje się przezroczysty. Po dwóch godzinach spędzonych z bohaterem, naprawdę trudno cokolwiek powiedzieć o jego charakterze. Podobnie wygląda to w przypadku Jamiego Foxxa.

Brie Larson ma natomiast wyjątkowo niewdzięczną i irytującą rolę, która drażni widza już od pierwszego pojawienia się na ekranie. Nie wiem kto wpadł na pomysł, aby aktorzy mówili z południowym akcentem, ale chyba ten ktoś nie słyszał ostatecznego dźwięku wypowiadanych przez nich zdań. W ustach aktorów specyficzny akcent brzmi bowiem wyjątkowo nierealistycznie. Na dodatek w przypadku Larson akcent pojawia się i znika, w zależności od długości kwestii wypowiadanej przez aktorkę.

Problemem z oceną filmu bazującego na faktach jest także to, że trudno negować prawdziwą historię oraz przebieg wydarzeń.

Odbiór tego rodzaju filmu de facto rozbija się więc o wiarygodność i emocje.

Gdy świat przedstawiony i jego bohaterowie nie kupują nas od początku, trudno jest potem odzyskać zaufanie w prawdziwość przedstawionej historii. To sprawia natomiast, że trudno traktować ją poważnie. Perspektywa i punkt widzenia są bowiem niezwykle ważne dla ugruntowania wiarygodności obrazu. Gdy nie zrobi się tego w odpowiednim momencie, cała reszta pracy może pójść na marne.

„Tylko sprawiedliwość” to film zmarnowanych szans. Ważna historia grzęźnie gdzieś w oklepanych rozwiązaniach, gubiąc współczucie i zainteresowanie widza. Ponadto obraz Crettona zrobiony jest tak bardzo pod linijkę, że ostatecznie jest całkowicie nijaki, a momentami wręcz męczący.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...