Poleca ją Jakub Żulczyk, nakład został wyczerpany. Sprawdzamy pierwszą książkę pt. „Baśka” wydaną przez Sokoła

Opinia/Książki 23.06.2020
Poleca ją Jakub Żulczyk, nakład został wyczerpany. Sprawdzamy pierwszą książkę pt. „Baśka” wydaną przez Sokoła

Poleca ją Jakub Żulczyk, nakład został wyczerpany. Sprawdzamy pierwszą książkę pt. „Baśka” wydaną przez Sokoła

Na stronie wydawcy widnieje obecnie informacja o wyczerpaniu nakładu książki. Skąd ta popularność „Baśki” i dlaczego warto po nią sięgnąć?

Wojtek Friedmann podróżuje po całym świecie, ale na miejsce akcji swojej debiutanckiej książki wybrał warszawską Ochotę. W gawędziarskim stylu opowiada tam o spotkaniu po latach pewnej grupy wychowanych na jednym osiedlu przyjaciół.

Debiut Friedmanna to jednocześnie pierwszy tytuł w katalogu nowego wydawnictwa rapera Wojtka Sosnowskiego, czyli Sokoła.

Nie wiemy, czy raper założył wydawnictwo po to, by wypromować prozę swojego przyjaciela, czy pomysł na wydawnictwo książkowe pojawił się wcześniej. Wiemy za to, że był to doskonały ruch. Friedmann okazuje się bardzo zręcznym prozaikiem. Język, którego używa jest mocno nasycony miejskim słownikiem, lekko insajderski (ale nie trudny do odczytania), co dodaje opowieści dodatkowego smaczku.

Bowiem sama opowieść stawia na prostotę. Historia nie jest tu wyszukana – ot, spotkanie po latach, przy okazji pogrzebu wspólnej koleżanki, nieuchronne porównanie, co u kogoś zmieniło się przez ten czas. Najciekawsze w tym wszystkim są reminiscencje, wspomnienia gówniarskich przygód na osiedlu, dojrzewania na warszawskiej Ochocie, bardzo blisko centrum, a jednak trochę w swoim specyficznym mikroklimacie.

Friedmann przenosi się do czasów swojego dojrzewania, lat 80. i 90.

Klimat wchodzenia w dorosłość w tym czasie mogliśmy poczuć w niedawno pokazanym przez Netfliksa serialu „W głębi lasu”. Akcja „Baśki” przenosi co prawda jeszcze kilka lat wstecz, niż akcja serialu (punkt wyjścia, letni obóz w lesie, to rok 1994), jednak ten specyficzny czas początków szalonego kapitalizmu majaczy w tle obu opowieści i ma na nie znaczący wpływ.

Aż szkoda, że pióro Friedmanna zostało wykorzystane do dłuższej formy dopiero teraz.

A może to i dobrze, może autor musiał dojść do momentu, w którym sentyment i wkurzenie na teraźniejszość spowodowały impuls do napisania „Baśki”. Podejrzewam też, że jego plastyczny i chłonny język spełniał się do tej pory przy okazji opowieści o podróżach, które, podobnie jak w „Baśce”, autor zapewne okraszał celnymi obserwacjami drugiego i dalszych planów.

„Blanka z wyglądu oraz ubrań słuchała heavy metalu” – i mamy kolejny wyznacznik dobrego, gawędziarskiego stylu, czyli poczucie humoru. Proza Friedmanna pełna jest niezłych punchline’ów, które nadają narracji dobrego tempa. Niezbyt intensywnego, nieprzytłaczającego, pozwalającego na oddechy. A tych czasem naprawdę trzeba, bo „Baśka” mocno wciąga.

Książkę „Baśka” możecie zamawiać na stronie Wydałem (jak tylko pojawi się dodruk).

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...