Aktywiści: zbanujmy „365 dni” na Netfliksie. Widzowie: dajcie nam nowe części erotyku

Opinia/Film 22.06.2020
Aktywiści: zbanujmy „365 dni” na Netfliksie. Widzowie: dajcie nam nowe części erotyku

Aktywiści: zbanujmy „365 dni” na Netfliksie. Widzowie: dajcie nam nowe części erotyku

Szturmu filmu „365 dni” przez światowe rynki ciąg dalszy. Polska produkcja stała się bodaj największym fenomenem czasów pandemii. I podczas gdy kolejne masy ludzi siadają z chęcią (i dreszczykiem podniecenia) do jego oglądania, pojawiają się też zakusy na to, by go nawet usunąć z Netfliksa.

Nie chcę się tu stawać po stronie filmu „365 dni”, bo choć jego sukces (w postaci oglądalności i popularności na całym świecie) jest niezaprzeczalny, to sam film jest szkodliwy i promuje patologiczne zachowania. Już nawet pomijam jakość jego treści czy aktorstwo – skoro ludzie chcą i lubią oglądać szmiry, to kim ja jestem by tego zabraniać? Niech każdy robi ze swoim ograniczonym czasem na Ziemi, co mu się żywnie podoba. Prywatnie mogę o tych ludziach myśleć co chcę, ale nie chcę niczego zabraniać.

Co innego jednak uważa np. organizacja Pro Empower. Zwróciła się ona do samego Netfliksa (a konkretniej do jego brytyjskiego oddziału) z prośbą o umieszczenie ostrzeżenia, że „365 dni” zawiera niewłaściwe treści, a wręcz o usunięcie go z serwisu.

Prawdą jest, że „365 dni” z porwania i gwałtu czyni punkt wyjścia dla romansu, ale też prawdą jest, że opierając się choćby tylko na badaniach z wyszukiwarek internetowych, jest niemała liczba kobiet, które mają fantazje seksualne związane z gwałtem.

Można się więc oburzać (słusznie) przekazem filmu „365 dni”, bulwersować tym, jakie wzorce wpaja widzom do głów (przystojny mężczyzna z nieograniczoną ilością pieniędzy może robić z kobietą co chce, a ona sama jeszcze się na to zgodzi); można się zastanawiać, jakim cudem, w XXI wieku, w wyemancypowanym i post-feministycznym świecie pokutują tak obleśne i staroświeckie stereotypy. Niech jednak tym się zajmą specjaliści.

Natomiast nie rozumiem tego, dlaczego ktokolwiek miałby np. cenzurować albo usuwać z serwisu streamingowego film, który ludzie masowo chcą oglądać? Czy to już cenzura prewencyjna?

Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę z dziećmi w piaskownicy. Dzieci sięgają po „zakazany owoc”, wkładają do buzi brudne zabawki, a opiekuni za nimi biegną i zabraniają. Tyle tylko, że w sytuacji „365 dni” mówimy o dorosłych ludziach. Sami podjęli decyzję, że chcą obejrzeć tego typu film. Jego popularność (podobnie jak fenomen „Pięćdziesięciu twarzy Greya”; tak przy okazji, czy to przypadek, czy te quasi-pornosy muszą mieć zawsze cyfry w tytule?) świadczy o tym, że ludzi (w tym wypadku w sporej części kobiety) kręcą takie tematy. Może właśnie dlatego, że to abstrakcyjna fantazja, utrzymana w bezpiecznych ryzach naszej wyobraźni bądź ekranu z filmem. Jest popyt – jest podaż. Proste prawidło rynku.

Sukces „365 dni” jest imponujący pod względem zasięgowym. To jest fakt. Poza tym, można uważać, że ten film jest szkodliwy, ale też nie da się zaprzeczyć, że cała masa kobiecej widowni już po jego seansie, była, mówiąc wprost… napalona.

Dlaczego kobiety tak chętnie rzucają się na te najbardziej brukowe i wypaczone fantazje relacji damsko-męskich? To pytanie do psychologów i seksuologów.

Jest to zapewne bezpośredni odpowiednik męskich gustów względem pornografii. Uznajmy więc może filmy (i książki) typu „365 dni” za soft-porno, nałóżmy na nie jakieś ograniczenie wiekowe, tak by widzowie np. do 18 roku życia nie mieli do nich dostępu, ale banowanie ich dorosłym, świadomym widzom, którzy masowo chcą je oglądać, uważam za objaw nadgorliwości.

Zresztą wątpię, by jakikolwiek serwis tak po prostu usunął ze swojej biblioteki jeden z najpopularniejszych obecnie filmów. W dodatku, tego typu działania – jak owa petycja Pro Empower – sprawiają, że temat „365 dni” nie schodzi z czołówek newsowych doniesień na całym świecie, a więc tylko bardziej go promuje. Choć trudno mi nie zgodzić się z postulatami dotyczącymi jawnie szkodliwego przekazu filmów typu „rape fantasy”, to jednak organizacje takie jak Pro Empower powinny działać w tych sprawach po cichu, bo choć racja jest po ich stronie, to argument większości jest przeciwko nim.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (38)

101 odpowiedzi na “Aktywiści: zbanujmy „365 dni” na Netfliksie. Widzowie: dajcie nam nowe części erotyku”

  1. Ja bym zmienił tytuł na:

    “Ideologiczni cenzorzy: zbanujmy „365 dni” na Netfliksie. Widzowie: dajcie nam nowe części erotyku”

    Nazywajmy rzeczy po imieniu.

  2. Szkoda, że o takim szambie mówi się tak dużo a jest tyle wspaniałych filmów, o których wielu nawet nie słyszało. Może po prostu porno niech zaczną wyświetlać w kinie, skoro seks wszystko sprzeda. Nawet scenariusz napisany na podstawie wyjątkowo miernej jakisci książki.

    • Tak samo mówi się o filach Papryka Vegi – jednak zakaz sprzedaży biletów na seanse niczego nie rozwiąże. A to że taki film jest, nie zobowiązuje Cię to w żaden sposób do jego oglądnięcia i nie sprawaia to, że przez to nie możesz pójść do teatru czy oglądać tego co chcesz.
      Nie wiem skąd w ludziach tyle egocentryzmu i przekonania o swoich kompetencjach których faktycznie nie mają, że wydaje im się że opinia zwykłego człowieka, jakich jest miliardy, ma wyznaczać standardy – nie piję tutaj do Ciebie akurat, odnoszę się do artykułu.

      Tego para-pornosa nie oglądałem i nie zamierzam, wolę oglądnąć prawdziwego i zaoszczędzony czas przeznaczyć na coś innego :D

      • Te miliardy niby do czego się odnoszą? No ma pewno nie do widowni tego niby-filmu 365 Dni… Jakie trzeba mieć kompetencje żeby móc wydawać opinie o erotyku z dialogami jak z zeszytu od polaka ucznia siódmej klasy? Jak nie oglądałeś to chyba nie powinieneś o tym pisać. Co niby dobrego taki shit wnosi do kinematografii? Bo się sprzedaje? Seks zawsze się sprzeda, dlatego w każdym dużym mieście tyle seks shopow, striptiz barów, tinder popularny, itd, itp. Tylko co w tym pozytywnego, że świat coraz bardziej kręci się wokół seksu i to jeszcze w formie perwersji typu pounding zamiast making love? Za kilkanaście lat w filmach może na serio będą seks uprawiać jak w Nimfomance tego świra kilka lat temu. I co to za progres? Taki jak fast food z rodziną w maku zamiast obiad w domu… To, że to trafia do wielu ludzi nie znaczy, że jest dobre. Narkotyki i wóda reż trafia do milionów. I co z tego?

        • “Te miliardy niby do czego się odnoszą?” – do ilości ludzi na świecie. Gdybyś przeczytał całe zdanie z minmalną chęcią jego zrozumienia zamiast wyrywania słów z kontekstu po to aby dokonać swojej nadinterpretacji, to byś zrozumiał o czym pisałem. 365 dni to nie niby film, tylko film. Tak jak Ty nie jesteś niby człowiekiem, bo tak np o Tobie sąsiad powiedział.
          “Jakie trzeba mieć kompetencje żeby móc wydawać opinie o erotyku z dialogami jak z zeszytu od polaka ucznia siódmej klasy?” – nigdzie nie pisałem o samym filmie, poza nazwaniem go para-pornosem. Więc nie wiem czemu się czepiasz mojej opinii na temat filmu, skoro nic o nim praktycznie nie pisałem.
          “Jak nie oglądałeś to chyba nie powinieneś o tym pisać.” – ponownie, poza napisaniem że jest to para-pornos to nie pisałem nic o tym filmie, a nawet gdybym pisał to nie widzę żadnego powodu czemu Twoje zdanie miałoby mieć jakiekolwiek znaczenie w kwestii mojej wolności słowa. Wiem o czym jest film, czytałem recenzje – na tej samej zasadzie nie muszę oglądać dziecięcej pornografii żeby mieć wyrobione zdanie na jej temat.

          Jeżeli pornografia w jakimkolwiek wydaniu Cię zniesmacza, to mam dla Ciebie super wiadomość – nie musisz jej oglądać. Tak jak nikt nie przystawia Ci pistoletu do głowy i nie zmusza do jedzenia fastfooda, napicia się wódki czy zapalenia jointa. Seksu też nie musisz uprawiać. Zamiast skupiać się na tym co inni ze swoim życiem robią, sugeruję skupienia się nad swoim i nad wychowaniem ewentualnych dzieci, bo bądź pewien że prędzej lub później będą mieli do czynienia z pornografią czy po prostu z seksem i głównie od Ciebie zależy jak się z tym tematem zmierzą. Na to masz wpływ – na to co oglądają inni już nie.

          Poza tym gratuluję oderwania od rzeczywistości – świat kręci się wokół seksu od samego początku istnienia ludzkości.

          • Człowieku, zrealizuj receptę bo ci tabletek widocznie brakuje… Świat nie kręci się wokół seksu. Tylko chorzy ludzie, uzależnieni od seksu i pornografii tak myślą. Seks to niewielki procent życia człowieka, no chyba że się jest w branży porno… Jeśli myślisz, że motorem napędowym wszystkich wynalazków, od koła zaczynając, był seks to naprawdę masz problem. Nie muszę oglądać porno jeśli go nie lubię, dziękuję, że mnie oswieciłeś. Jednak fakt, że nawet reklamy w telewizji czy teledyski ociekają seksem to nie jest normalne. Nie wiem ile masz lat ale ja dzieciństwo spedzalem w latach 90. Jakoś nie pamiętam żeby tyle było seksu dookoła. A filmy typu 365 dni to nie filmy o seksie, bo ci ludzie nie uprawiają seksu tylko sado naso shit, który wciska się ludziom jako dzisiejszą normę. I o tym mówię. Nie seks tylko jeban&e, to jest to co się wciska widzowi. I nie wciska mi kitu, że miliardy ludzi są zwolennikami takich zachowań jak wyciskanie pały bez pytania lasce która dla ciebie pracuje i finisziwanie, znów bez pytania, w jej gębie. A taki syf ten NIBY FILM ukazuje. Wolność słowa i zachowań jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się wolność innego i że sobą kolidują. Tak się składa, że to szambo ma negatywny wpływ na wieje osób tak samo jak alkohol i dragi. Nie muszę pic czy ćpać jednak mogę stać się ofiarą naćpanego kierowcy czy pijanego kibola. I wciskanie takiego dna jak te filmy, promowanie jak cudu kinematografii jest żenujące i poniżej jakiejkolwiek normy. Chwalenie się tym, że na netfliksie numer jeden… Tacy ludzie jak ta “pisarka” stają się sławni a o ludziach, którzy faktycznie mają pozytywny wpływ na ludzkość nikt nie słyszy bo się ich nie promuje. Wynalazcy nie są seksiwni. Za to sztuczna łąka z wydętymi wargami i sylikinami może stać się gwiazdą telewizji z dnia na dzień. Nie, nie zawsze tak było. Kiedyś ważne były inne rzeczy i nie jestem tradycjonalustą, który chodzi do kościoła i różaniec nosi w kieszeni. Dosyć już tego syfu.

          • Już po pierwszym zdaniu Twojego komentarza widać że mierzysz świat swoją miarą. Dałem sobie więc spokój z czytaniem reszty. Przy okazji – spytaj rodziców skąd biorą się dzieci i czy ta metoda zmieniła się od czasów pierwszych ludzi.

          • Tak, dzieci biorą się z sado maso i spustu do gęby obcej baby. Braaaawo. I z seksu w kibla H dyskoteki.

          • O niczym takim nie pisałem, więc zakładam że w takim razie piszesz o swoich doświadczeniach. Pozdrów więc rodziców.

          • Kretynie, czy ja napisałem, że to twoje słowa? To syf z tego filmu właśnie, który tak jest chwalony.

          • Cóż, jeżeli myślisz że byle kto z interentu jest w stanie mnie obrazić, to się mylisz – ale za to pokazuje to jakim malutkim sfrustrowanym człowiekiem jesteś. Prostego zdania nie potrafisz przeczytać ze zrozumieniem, a za cenzurowanie się będziesz zabierał…

          • Człowieku, skończ już te wywody o idź sobie zwL przy porno bo najwyraźniej lubisz takie rzeczy. Ulży ci. Byle kto to ci geny przekazał, widać efekty.

          • To że u Ciebie w domu się zwracacie do siebie takim językiem, nie oznacza to że i do mnie on trafia. Trzymaj bana prostaku.

          • Od zawsze seks i przemoc najlepiej się sprzedają ludzie zawsze chcieli chcą chleba i igrzysk tyle . Filmy mi się nie podoba bo jest nudny a seks w nim jest bardzo słaby dla tego go nie oglądałem . Jesli był by taki jak słynna Emmanuelle z przyjemnością bym oglądnął. Po za tym ile to już ktoś chciał nowości dać itd a później narzekanie że nikt tego nie chce oglądać

          • nie dogodzisz – zawsze znajdzie się grupa malkontentów, która uważa że ich wizja świata jest jedyna słuszną, a jak film – którego nie muszą w ogóle oglądać – uraża ich uczucia, to chcą go cenzurować.
            Emmanuelle był dobry – fajnie wyreżyserowane, świetnie przedstawione emocje, napięcie… Ten z tego co wiem jest daaaaleko za nim:)

      • Masz rację – czekajmy więc aż odpowiednie instytucje wydadzą taką opinię i decyzję, bo zdanie grupki anonimowych osób z internetu nie jest żadną wyrocznią. Polecam również autocenzurę , bo oglądanie tego filmu dla dorosłych, nie jest obowiązkowe.

  3. Trzeba mieć dużo dobrej woli i taktu,
    żeby krytykujac stereotypy dotyczące kobiet samemu w nie nie popaść. Tu się nie udało, chce wierzyć że zabrakło taktu, a nie dobrej woli. Pisząc “Dlaczego kobiety tak chętnie rzucają się na te najbardziej brukowe i wypaczone fantazje relacji damsko-męskich?” albo “Poza tym, można uważać, że ten film jest szkodliwy, ale też nie da się zaprzeczyć, że cała masa kobiecej widowni już po jego seansie, była, mówiąc wprost… napalona.” wchodzisz w rolę łaskawego protektora, który rzecz jasna jest ponad to, ponad tę szmirę, ale z pobłażliwością pozwala kobietom na tę słabość. Zwłaszcza że facet obok kobiety może na tym skorzystać – taką sugestie czytam z tekstu o tych napalonych. Protekcjonalny, paternalistyczny ton w takich dyskusjach jest równie szkodliwy, jak apoteoza gwałtu w tym słabiutkim i z niezrozumiałych względów – popularnym filmie. Stereotyp tu stereotyp tam. I taki to “postfeministyczny” obrazek

    • Zgubiłem się w tym wszystkim. Już nawet nie wiem czy jesteś “za” czy “przeciw”.
      Wychodzi na to, że jestem prostym człowiekiem.
      To napiszę jak prosty człowiek:

      Ch*jowy film.
      Ch*jowe filmy się czasem ludziom podobają.
      Jak obejrzą świat się nie zawali. Zaraz zapomną.
      Co tu cenzurować.

  4. Oglądanie przemocy seksualnej z pozytywnym zakończeniem zwiększa u odbiorcy akceptacje mitów o gwałcie oraz samej przemocy.

    • Bo ludzie lubią filmy z happy endem.
      :-D
      A tak serio to chętnie zobaczę badania które to potwierdzają – o grach i przemocy też taki nieudowodniony mit panował. I mając na myśli udowodniony, nie mówię o tym, że było jedno takie badanie w morzu tych mówiących że nie ma korelacji. Ci od szczepień też powołują się na jedno badanie – tak tylko uprzedzam :-)

      • Malamuth, N. M., Hald, G. M., Koss, M. (2012). Pornography, individual differences in risk and men’s acceptance of violence against women in a representative sample. Sex Roles, 66(7-8), 427-439.

        Przy odrobinie chęci znajdziesz więcej po nazwisku Malamuth lub Hald, no i oczywiście po bibliografii z powyższego artykułu.
        Nie będę tu przeklejac całej magisterki.

        • Doczytałem tez o badaniach, które mówią że zaraz po obejrzeniu takich scen z przemocą, obniża się nasza zdolność do kontrolowania agresji. Być może mierzyłem świat swoją miarą – także dzięki, pouczające. Aczkolwiek chyba jednak z tego co pobieżnie przeczytałem, to jednak dawka czyni truciznę? Dalej mnie jednak zastanawia to, że zanim powstał jakikolwiek film z przemocą, zabijanie było bardziej “popularne” i wydaje mi się że bardziej akceptowalne społecznie. Czy tylko prawo i to że kara jest obecnie bardziej nieunikniona, sprawia że nie żyjemy w totalnym chaosie? I jak wyjaśnisz to, że ten film oglądają głównie kobiety?

          • To ze facet jak chce ogladac porno…to wlaczy porno i po 15-20minutach ma dosc. Kobiety lubia historie i to co dzieje sie miedzy scenami seksu.
            Popatrz na feministyczne porno np Eriki Lust- tam historia jest na równi z seksem a często ponad nim.

          • Dla każdego coś się znajdzie – na tyle tego jest, że nie trzeba oglądać czegoś co się nam nie podoba. Ja jakoś nie mam czasu zaglądać ludziom w historię przeglądarki i nie czuję żebym miał jakiekolwiek kompetencje, aby decydować jakie filmy dorosłe osoby mogą oglądać. Dzięki za polecenie :)

          • Ekspozycja na przemoc też jest czynnikiem ryzyka. Czyli człowiek nie potrzebował filmu – wystarczyły wojny, walki, najazdy na wioski i brutalne rytuały inicjacyjne, jeśli mówimy o epoce daleko przed mediami.
            Oglądają bo tak naprawdę wszystkie romanse takie są, mniej lub bardziej, a my lubimy je żeby sobie zaspokoić potrzebę którą faceci olewaja – szeroko pojęty romantyzm. A dlaczego akceptują? Bo tylko to znają. Wpisuje się to we wszystko co widzą i słyszą cale życie. Akceptują przemoc do,tego stopnia że jej za taka nie kwalifikują.

          • Studiowałaś zapewne psychologię, ale od dychotomii myślenia, której efektem jest seksizm, się nie ustrzegłaś – baby są takie, a chłopy są takie. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale takie generalizowanie jest krzywdzące. Jednak świat nie jest czarno-biały, są kobiety które nie są romantyczne tak jak i są faceci którzy są – i mimo tych różnic, jakimś więc cudem są pary które są szczęśliwe i się dogadują pod tym względem. Nie możesz więc oceniać świata i innych ludzi opierając się tylko na swoich doświadczeniach.

            Poza tym film, wyreżyserowany przez kobietę, na podstawie książki napisanej przez inną kobietę, nie jest klasycznym romansem. I tak samo jak Ty nie jestem seksuologiem, ale nie trzeba nim być żeby wiedzieć że ludzie mają różne preferencje seksualne, a dorosła osoba jest w stanie rozróżnić fantazje erotyczne od rzeczywistości. A film jest przeznaczony dla widza dorosłego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...