„7500” nie jest kinem wysokich lotów. Recenzujemy nowy film z Josephem Gordonem-Levittem

Recenzja/Film 19.06.2020
Nasza ocena:
„7500” nie jest kinem wysokich lotów. Recenzujemy nowy film z Josephem Gordonem-Levittem

„7500” nie jest kinem wysokich lotów. Recenzujemy nowy film z Josephem Gordonem-Levittem

Po długiej przerwie do aktorstwa powraca Joseph Gordon-Levitt. Jego najnowszy film, „7500”, to ciekawe wyzwanie aktorskie, ale niestety niezbyt udany thriller w przestworzach.

Fabuła „7500” jest prosta (scenariusz raczej nie należał do opasłych tomów). Gordon-Levitt wciela się amerykańskiego pilota Tobiasa Elisa, który partneruje w locie kapitanowi Michaelowi Lutzmanowi w powietrznym rejsie z Berlina do Paryża. Jednak już niedługo po starcie okazuje się, że co najmniej trzech pasażerów to islamscy terroryści, którzy próbują przejąć kontrolę nad samolotem.

Tym, co wyróżnia „7500” na tle podobnych historii (których jeszcze przed zamachami na WTC w 2001 roku pojawiało się na dvd czy w telewizji całkiem sporo) jest fakt, że film ten rozgrywa się w czasie rzeczywistym i w jednym miejscu, a mianowicie w kabinie pilotów.

Po krótkim wstępie, w którym obserwujemy zapis wideo z kamer na lotnisku, akcja do samego finału nie wychodzi poza kokpit samolotu. I pewnie to jest głównym czynnikiem, który przekonał do tej roli Josepha Gordona-Levitta. To było dla niego z pewnością interesujące wyzwanie, tym bardziej po czteroletniej przerwie (jego ostatni film to „Snowden” z 2016 roku). Aktor musiał jakoś odnaleźć się w ciasnej przestrzeni kabiny pilotów, postawiony w dramatycznej sytuacji walki o życie swoje i pasażerów samolotu.

I mógłby być z tego wciskający w fotel seans, gdyby tylko scenariusz oraz reżyseria były wyższych lotów.

Niemiecki reżyser Patrick Vollrath ma dość ciężką rękę – nie wyszło mu za bardzo oddanie dynamiki oraz dramaturgii oglądanych przez nas zdarzeń. A skutkuje to tym, że filmowi „7500” po prostu brakuje napięcia. Pomimo tego, że śledzimy przebieg zamachu terrorystycznego na lecący w powietrzu samolot i jest to wszystko samo w sobie przerażające, sam film nie stwarza takiej atmosfery. Jest zimny, oschły, nawet wtedy, gdy próbuje uderzać w bardziej osobiste tony.

Ograniczenia przestrzeni też nie pomagają całemu przedsięwzięciu, stanowiąc z jednej strony wyróżnik, a z drugiej piętę Achillesową tego filmu. Trudno jest stworzyć elektryzujący thriller, w którym jego bohaterowie w większości… siedzą. Tym bardziej, że postaci zarysowane są bardzo cienką kreską. O głównym bohaterze Tobiasie dowiadujemy się co nieco, ale są to tylko ogólniki. Przedstawieni w filmie terroryści to też głównie zbiór typowych stereotypów sfrustrowanych albo zastraszonych ekstremistów. A sam przebieg fabuły dobrze znacie, jeśli widzieliście już w życiu filmy o podobnym scenariuszu.

Korzystając z okazji, polecę wam za to o kilka poziomów lepszy film, którego akcja także rozgrywa się w czasie rzeczywistym i jest próbą rekonstrukcji porwania jednego z samolotów 11 września 2001 roku – mowa tu o „Locie 93” Paula Greengrassa. Jeśli szukacie prawdziwego wstrząsu, wciśnięcia w fotel i brawurowego wykonania to zdecydowanie bardziej warto obejrzeć ten film. Zrozumiem jednak, jeśli macie słabość do Josepha Gordona-Levitta, który wykonuje tu solidną robotę, ale też nie jest to jego najlepsza rola w karierze. Wybór pozostawiam wam.

Film „7500” obejrzycie na platformie Prime Video.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...