„Wiedźmin. Historia fenomenu” to książka tak przesłodzona, że aż mdli

Recenzja/Książki 10.06.2020
Nasza ocena:
„Wiedźmin. Historia fenomenu” to książka tak przesłodzona, że aż mdli

„Wiedźmin. Historia fenomenu” to książka tak przesłodzona, że aż mdli

„Wiedźmin. Historia fenomenu” to najnowsza książka opisująca powstawanie wiedźmińskiej sagi i licznych adaptacji powstałych w ostatnich latach. Jak wypadło dzieło Adama Flammy i czy fani Geralta z Rivii będą usatysfakcjonowani z doboru tematów?

Geralt z Rivii liczy sobie już prawie 25 lat. Najsłynniejszy bohater polskiego fantasy od czasu swojego debiutu występował w nie tylko w opowiadaniach i powieściach, ale również komiksach, filmie, dwóch serialach, grach wideo i grach fabularnych. Był też bohaterem musicalu, a to wszystko tylko oficjalne dzieła. Trudno bowiem zliczyć dziesiątki fanowskich projektów, przeróbek i parodii, które stawiały świat „Wiedźmina” za swoją bazę.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że historia narodzin i rozwoju fenomenu Białego Wilka jest czymś fascynującym. W końcu mowa o bohaterze, który w ostatnich latach zyskał status globalnej ikony. W ten sposób dawno przestał być tylko polskim skarbem, choć nadal wielu doszukuje się w nim licznych elementów słowiańskości czy nawet polskości. A przecież powodów zainteresowania „Wiedźminem” jest więcej. Droga Geralta z Rivii do pokulturowej sławy nie była przecież usłana tylko różami, zaś liczba kontrowersyjnych projektów związanych z bezpośrednio lub pośrednio ze światem wykreowanym przez Andrzeja Sapkowskiego robi niemałe wrażenie. A przynajmniej powinna. I tu dochodzi do kwestii nowej książki Adama Flammy.

Wiedźmin. Historia fenomenu” rzuca światło na większość powiązanych z sagą projektów od czasu debiutu Andrzeja Sapkowskiego.

Ma to w założeniu być kompleksowa encyklopedia przeszłych losów „Wiedźmina”. Flamma kolejno pochyla się nad premierowym opowiadaniem, które ukazało się na łamach „Fantastyki”, pierwszych książkach, fanowskiej rock operze, „Sezonie burz”, polskich i zagranicznych komiksach, filmem i serialem z lat 2001-02, musicalem, a także wszystkimi projektami stworzonymi z inicjatywy odpowiednio CD Projekt RED i platformy Netflix.

wiedźmin książki
Foto: Okładka książki „Wiedźmin. Historia fenomenu”/ Wydawnictwo Dolnośląskie

Obfitość wątków podjętych w „Wiedźmin. Historia fenomenu” należy jak najbardziej docenić. Cieszy, że ktoś zdecydował się na pokazanie całej historii Geralta w sposób kompleksowy i zaangażowany. Ale niestety, szybko w trakcie lektury książki Adama Flammy rodzi się bardzo duża wątpliwość, czy w sposób pełny. O co dokładnie chodzi?

Pomimo starań autora publikacja wydana na początku czerwca kuleje zarówno pod względem zarysu historycznego, jak i analizy poszczególnych dzieł składających się na szeroko pojęte uniwersum Białego Wilka. Adam Flamma w sposób ewidentny podejmuje decyzję, by skupić się przede wszystkim na przeszłości, ale niejako bez zachowania współczesnej perspektywy. Słowem, w ogóle nie wykorzystuje potencjału patrzenia na książki, film czy gry z perspektywy czasu. Zamiast tego próbuje odrysować ówczesne emocje, ale nazbyt często robi to w sposób opisowy lub posiłkując się archiwalnymi wypowiedziami. W całej narracji brakuje z tego powodu życia, energii i choćby odrobiny kontrowersji.

Zrobienie dobrego wywiadu z Andrzejem Sapkowskim nie jest łatwym zadaniem, wie to każdy, kto miał styczność z pisarzem. Ale na pewno można było mu zadawać lepsze pytania.

„Wiedźmin. Historia fenomenu” składa się z dwóch rodzajów treści. Jakieś 70 proc. rozdziałów wypełnia autorska narracja Flammy, a reszta to przeprowadzane przez niego wywiady z różnymi postaciami w ten czy inny sposób powiązanymi z historią „Wiedźmina”. W obu kategoriach można znaleźć lepsze i słabsze momenty. Absolutnymi perełkami są świetne wywiady z Bogusławem Polchem (prawdopodobnie ostatnim przed jego śmiercią) i członkami zespołu Percival Schuttenbach (współautorami muzyki z „Wiedźmin 3: Dziki Gon”) czy fragment dotyczący wczesnej fazy kształtowania pierwszej gry CD Projekt RED.

Niestety, ogromna większość fragmentów pokazuje dziwną i niezrozumiałą bojaźń autora przed zadawaniem jakichkolwiek trudnych pytań. W trakcie lektury książki można odnieść wrażenia, że Adam Flamma panicznie boi się obrazić jakiegokolwiek fana „Wiedźmina”. Dlatego urządza swoistą orgię pochwał pod adresem literalnie każdego dzieła stworzonego w tym świecie. Jeżeli cokolwiek wydarzyło się w przeszłości nie tak, to możecie być pewni, że pracujący na co dzień jako wykładowca akademicki groznawca w następnym zdaniu zapewni czytelników, że tak naprawdę wszystko było fantastycznie.

Tego typu myślenie o kulturze wydaje mi się absolutnie nieinteresujące i trochę odtwórcze. Doszukiwanie się na siłę słabości w sadze Andrzeja Sapkowskiego czy grach CD Projekt RED nie ma oczywiście sensu. Co nie znaczy jednak, że obie te serie są całkowicie odporne na jakąkolwiek krytykę. Nie wspominając o polskim filmie i serialu, „Sezonie burz” czy serialu Netfliksa. Szansa, by powiedzieć cokolwiek nowego czy odkrywczego na temat któregoś z tych dzieł została niestety przez Flammę zaprzepaszczona.

Wątpliwości mogą budzić też proporcje między poszczególnymi produkcjami. „Wiedźmin” od platformy Netflix w tej 500-stronicowej książce zajmuje zaledwie trzydzieści kilka stron.

wiedźmin książki

Nie ma przecież wątpliwości, że gdyby nie to dzieło, to książka „Wiedźmin. Historia fenomenu” prawdopodobnie by nie powstała. A mimo to nie sposób pozbyć się wrażenia, iż w wydanej przez Dolnośląskie pozycji zostało de facto zignorowane. Gdzie rozdział poświęcony kontrowersjom o polskości Geralta? Czemu tak minimalistycznie zostaje poruszona problematyka seksizmu i feminizmu? W rozmaitych dziełach począwszy od sagi a na grach skończywszy znajduje się wiele przykładu na jedno i drugie zjawisko. Gdzie porównanie poszczególnych kreacji między odtwórcami roli Geralta z Rivii? Dlaczego nawet słowem nie wspomina się o konflikcie Andrzeja Sapkowskiego z CD Projekt RED? Podobne pytania można by mnożyć.

Henry Cavill pojawia się w „Wiedźmin. Historia fenomenu” niemalże na marginesie. Częściowo zostają mu poświęcone dwa króciutkie rozdziały, lecz nawet tam pojawia się w kontekście innych członków obsady i pomysłu na promocje. Być może problemem Adama Flammy było, że sam nie miał okazji rozmawiać z brytyjskim aktorem (cytuje inne media, w tym dwa wywiady Rozrywka.Blog: z Henrym Cavillem oraz Anyą Chalotrą i Freyą Allan). To jednak niewystarczające wytłumaczenie.

Częste powtórzenia wątków, niedobór głosów sprzed lat i brak odwagi w naruszaniu pomnika zbudowanego ku czci Geralta z Rivii sprawiają, że „Wiedźmin. Historia fenomenu” zawodzi.

Autorowi książki absolutnie nie można zarzucać braku zaangażowania czy wiedzy na temat wiedźmińskiego świata. W trakcie czytania rodzi się jednak pytanie, do kogo jego dzieło ma być w ogóle skierowane? Mam wrażenie, że dla hardcore’owych fanów Białego Wilka „Wiedźmin. Historia fenomenu” okaże się zbyt ugrzeczniony i mało odkrywczy. A z kolei początkujący fani lub osoby wcześniej niezaznajomione z sagą nieszczególnie mogą mieć ochotę sięgać po tak długą książkę. Zwłaszcza, jeśli mają potem czytać, że film „Wiedźmin” był reklamowany na billboardach a trylogią CD Projekt RED zachwycało się IGN. Czy z dzisiejszej perspektywy naprawdę ma to aż tak duże znaczenie?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

41 odpowiedzi na “„Wiedźmin. Historia fenomenu” to książka tak przesłodzona, że aż mdli”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...