Serial „Snowpiercer” to nowy hit Netflix Polska. Przypominamy historię tego sci-fi i różnice między komiksem a filmem

Artykuł/Film 29.05.2020
Serial „Snowpiercer” to nowy hit Netflix Polska. Przypominamy historię tego sci-fi i różnice między komiksem a filmem

Serial „Snowpiercer” to nowy hit Netflix Polska. Przypominamy historię tego sci-fi i różnice między komiksem a filmem

„Snowpiercer” to jedna z najmocniejszych premier ostatnich dni na Netflix Polska. Nie jest to jednak pierwszy raz, kiedy widzowie poznali historię transkontynentalnego pociągu, w którym żyją resztki ludzkości. Serial stacji TNT powstał na bazie wcześniejszego filmu Bong Joon-ho i francuskiego komiksu z lat 80. Sprawdzamy różnice między tymi dziełami.

Wokół nowej wersji „Snowpiercer” w ostatnim czasie narosło bardzo wiele oczekiwań. Serial znajdował się w produkcyjnym piekle przez cztery lata początkowo jako dzieło stacji TNT, później przeniesione na TBS, by ostatecznie wylądować znów na TNT (i doczekać się międzynarodowej dystrybucji za sprawą Netfliksa). To znaczące opóźnienie paradoksalnie opłaciło się jednak produkcji, głównie dzięki osobie Bong Joon-ho.

Twórca filmowej adaptacji z 2013 roku nigdy wcześniej nie cieszył się taką popularnością jak obecnie, a wszystko za sprawą oscarowego „Parasite”. Koreańczyk pełni rolę producenta wykonawczego serialu, więc wiele osób automatycznie uznało go za jego nadrzędną siłę twórczą. Co nie jest do końca prawdą, choć fabuła nowego „Snowpiercer” opiera się na scenariuszu Joon-ho.

Seans pierwszych odcinków pokazuje przy tym wyraźnie, że serial stara się w pewnym stopniu połączyć wątki z komiksu i filmu.

A to wbrew pozorom niełatwe, bo poza podstawowymi założeniami oba dzieła różni właściwie wszystko. „Snowpiercer. Arka przyszłości” bynajmniej nie jest wierną adaptacją komiksu z 1982 roku. I nie chodzi tylko o oczywiste zmiany związane z postępem technologicznym czy indywidualnym stylem poszczególnych twórców. „Le Transperceneige” Jacquesa Loba i Jean-Marca Rochette’a to powieść graficzna skupiona przede wszystkim na treści, w formie naturalistyczna i oszczędnie zarysowująca meandry życia wewnątrz liczącego 1001 wagonów pociągu. Z kolei fabuła filmowej wersji roi się od dziur i sprzeczności, bo Bong Joon-ho znaczną większość swojej uwagi poświęcił na stronę wizualną.

snowpiercer netflix
Foto: Kadr z komiksu „Snowpiercer”

Tego typu różnice są w dużej mierze do przewidzenia. Ale „Le Transperceneige” i „Snowpiercer. Arka przyszłości” stoją ze sobą w sprzeczności przede wszystkim na poziomie zaprezentowanych w nich ideologii i filozofii. Głównym bohaterem pierwszego dzieła z serii (pierwotny komiks doczekał się trzech sequeli w 1999, 2000 i 2015 roku) jest Proloff, jeden z mieszkańców końcowych wagonów. W przeciwieństwie do adaptacji na duży i mały ekran nie stoi on na czele rebelii, bo niczego takiego nie ma.

Powieść graficzna koncentruje się bowiem nie tyle na walce klas, co zwycięstwie góry nad dołem. Jedyne na czym zależy Proloffowi, to ucieczka z końcowych wagonów, gdzie ludzie żyją stłoczeni jak bydło, głodni, zdesperowani i brudni. Najniższe klasy nie mają ani sił, ani możliwości na kształtowanie jakiegokolwiek buntu, bo ich życie zostaje sprowadzone do podstawowych instynktów. Szybko okazuje się zresztą, że szefostwo Snowpiercera poważnie rozważa odłączenie końcówki składu pociągu i skazanie wszystkich mieszkających tam ludzi na pewną śmierć. Nie ma to jednak większego znaczenia dla Proloffa, który jest indywidualistą w każdym calu.

Komiks „Snowpiercer” inaczej niż film nie zamienia natomiast bogatych podróżnych w pełne okrucieństwa karykatury.

Wręcz przeciwnie, wśród mieszkańców środkowych wagonów nie brakuje członków politycznego ruchu wzywającego do większej solidarności i równej redystrybucji dóbr. Jedną z nich jest Adeline Belleau, która odwiedza trzymanego w izolacji medycznej Proloffa i staje się potem towarzyszką jego podróży na sam szczyt pociągu. Początkowo nikt ich w niej nie zatrzymuje.

W filmie Bong Joon-ho postawił na znacznie bardziej karykaturalny i podniesiony do hiperboli obraz Wilforda oraz reszty bogaczy zamieszkujących Snowpiercera. W komiksie są oni egoistami i hedonistami, ale nie odchodzą zbyt mocno od moralności rządzącej w normalnych czasach. Nikomu nie przychodzi tu do głowy wykorzystywanie dzieci jako zastępczej części do silnika pociągu. Bardziej niż francuskich twórców w latach 80. koreańskiego reżysera interesuje też kwestia katastrofy ekologicznej, zmian środowiskowych zmierzających do powolnego wycofywania się zimy i przeludnienia. Siłą napędzającą pierwszego komiksu (notabene jedynego, którego akcja toczy się na pokładzie Snowpiercera) była z kolei groźba technologicznej zapaści pociągu, który z każdym rokiem zauważalnie zwalniał tempo swojego biegu.

Komiks i film mają też pewne podobieństwa, z których korzysta serial, dodając przy okazji kilka nowych pomysłów.

„Le Transperceneige” opowiada o indywidualizmie, „Snowpiercer. Arka przyszłości” o kolektywizmie. Komiks bazuje na naturalizmie, film na hiperboli. Lob i Rochette kończą swoje dzieło w atmosferze cichej desperacji, a Bong Joon-ho stawia na bombastyczny i brutalny, ale przepełniony nadzieją finał. W obu historiach najważniejsze jest jednak podstawowe pytanie: „Co człowiek jest w stanie zrobić, żeby przetrwać?”. Każdy pasażer Snowpiercera (bez względu na to czy posiada bilet, czy podróżuje na gapę) decyduje się na takie a nie inne działanie, żeby przeżyć piekło zamkniętych pomieszczeń i wiecznej zmarzliny widocznej z okien.

Serial wydaje się zainteresowany podobną zależnością, ale stara się przy tym połączyć opowieść o rewolcie z historią samotnego podróżnika zwiedzającego różne wagony na przodzie składu. Ogonowcy zaczynają swój bunt w premierowym epizodzie, ale nie będąc pod wodzą swojego przywódcy, Andre Laytona. Mężczyzna w poprzednim życiu przed ekologiczną katastrofą był detektywem, zostaje więc wybrany przez Wilforda na śledczego mającego zbadać tajemniczą sprawę morderstwa dokonanego na jednym z bogatych mieszkańców.

  • Czytaj także: Chcecie dowiedzieć się więcej na temat dwóch pierwszych odcinków serialu dostępnych na Netflix Polska? Przeczytajcie naszą recenzję.

Na ile to połączenie okaże się skuteczne, przekonamy się wraz z debiutem kolejnych odcinków na platformie Netflix. Trzeba jednak przyznać, że serial „Snowpiercer” ma szansę na znaczące rozwinięcie wątków pokazanych we wcześniejszych dziełach z tego uniwersum. Bo choć w obu przypadkach mieliśmy do czynienia z historią o dużym potencjale, to ani komiks, ani film nie rozwinęły należycie większości pobocznych wątków i nie opowiedziały wystarczająco dużo o tym świecie. Osobiście mam nadzieję, że uda się to nadrobić.

„Snowpiercer” jest już dostępny w serwisie Netflix. Nowe odcinki 1. sezonu co tydzień w poniedziałek.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (19)

44 odpowiedzi na “Serial „Snowpiercer” to nowy hit Netflix Polska. Przypominamy historię tego sci-fi i różnice między komiksem a filmem”

  1. Żaden film mnie tak nie zdenerwował jak Snowpiercer. Nawet 2012 nie robił z widza idioty do tego stopnia jak ten gniot. Liczba bzdur i błędów logicznych na minutę filmu jest iście rekordowa.

      • Wrzucili 2 odcinki póki co i będą dodawać co tydzień. Dla mnie skończyło się tym, że wyłączyłem po jakichś 10 min. kiedy zobaczyłem, że pierwsze sceny pokrywają się praktycznie 1:1 z początkiem filmu.

        Wiadomo, serial kwestia gustu – ale nie kojarzę, żeby jakikolwiek na podstawie filmu pełnometrażowego mnie przyciągnął na więcej niż 2 odcinki. Po co mi to samo tylko gorzej zrealizowane, z gorszą obsadą i rozwleczone w czasie?

        Zazwyczaj zapowiadają rozwinięcie wątków, na co niby pozwala formuła serialu.. A kończy się na tym, że odcinają kupony od kinowego sukcesu i tyle.

        Tak samo zazwyczaj mówią o współpracy reżysera oryginału przy serialu. Ale coraz bardziej wydaje mi się, że ta współpraca to kończy się na przesłaniu mu czeku za wykorzystanie nazwiska. No może jeszcze kawy się z kimś napił na planie ;)

        • Starałem się coś sobie przypomnieć i krzyknąć “jakże to?! A StarTrek?” … no ale serial przecież był najpierw ;p

          Wtedy mnie olśniło – bo przecież podobny Stargate SG-1 jest na podstawie filmu Gwiezdne Wrota. Następnie myślałem, myślałem i myślałem…

          W sumie wymyśliłem kolejny – po długim szukaniu w pamięci – Highlander (Nieśmiertelny). Całkiem niezły serial.

          Cała reszta to chyba szajs (ew. akurat nie mam ich w pamięci).

          • SG-1 nie oglądałem, ale fakt było coś takiego jak serial Nieśmiertelny i z tego co pamiętam nawet trzymało poziom jak na tamte czasy :)

        • Ja też chciałem już rzucić serial po paru minutach z tych samych powodów, ale nie rzuciłem i bardzo się cieszę. Chwilę później zupełne obiega od filmu, akcja przechodzi w kryminał.

  2. Z filmem miałem wielki problem, bo musiałem wyłączyć myślenie jeśli chodzi o pewne światotwórcze wybory — dlaczego tory dookoła świata? dlaczego rządy dookoła świata zgodziły się ot tak na położenie transgranicznej kolei? kto przez te kilkadziesiąt lat utrzymywał te tory — bo zima zimą, ale i w zimie trzeba utrzymywać infrastrukturę, żeby działała. Im większe odległości tym większe prawdopodobieństwo problemów i przez to tym większe wydatki. A w tym filmie przez 20 lat (?) pociąg zapieprza sobie dookoła świata i nic mu się nie dzieje. Nic, bo najmniejszy problem z torowiskiem oznacza wykolejenie — a to według świata przedstawionego śmierć. No żesz! Dlaczego tory dookoła świata a nie jakiś podziemny bunkier? Wielokrotnie bardziej niezawodne i dużo tańsze.

    No więc jak wyłączyłem sobie powyższe pytania to film był całkiem OK. Nie mam ochoty ponownie przeżywać tego w przypadku serialu.

    Rzekłem.

    • Pomijam fakt, że całość jest ewidentnie osadzona w bardziej rozwiniętej wersji naszego świata i w przyszłości – naukowcy jakimś cudem ochłodzili planetę. Do tego potrzeba zaawansowej techniki przecież. To tak jak burzyć się, że w The 100 ludzie żyją w kosmosie – No, przyszłość. Zaawansowanie technologiczne.

      • No to dlaczego cała ta zaawansowana technika zasuwa po torach? Nie mam problemu z cudownym silnikiem, czy też z ochłodzeniem planety — to zostało przedstawione jako coś nowego, coś o czym nie wiemy. Ale tory — doskonale wiemy jak działają, od prawie 200 lat ich używamy i utrzymanie ich w stanie pozwalającym na ciągłe zapieprzanie z prędkością 100+km/h wymaga wysiłku, ciągłego wysiłku. Obwód Ziemi to około 40 tyś kilometrów, więc IMO szlak wymagałby położenia prawie 100 tyś kilometrów torów. To jest pierońsko długi szlak niepsujących się torów. IMO w tym filmie powinni koncentrować się na tych cudownych torach, bo podejrzewam, że cudowny silnik bylibyśmy w stanie zrobić już dziś (bazując na jakimś miniaturowym reaktorze atomowym). Cudownych torów nie zrobimy jeszcze długo.

        • Janko, masz oczywiście rację. Myślę, że pociąg zwyczajnie był potrzebny, żeby upchnąć miniaturę społeczeństwa w ciasnym miejscu bez wyjścia i przedstawić podziały i jakąś klasowość za pomocą wagonów. Ten film ma chyba tylko wtedy sens kiedy ogląda się go tak jak to zrobiłeś – nie wczuwając się zbytnio w bhp, aspekty techniczne i logistyczne,a zwracając większą uwagę na samą fabułę i klimat.

          Pociąg sunący dookoła świata jako schron zbudowany przez bogacza dla ludzi w post-apokaliptycznym świecie tak “na sucho” i bez kontekstu nie ma oczywiście żadnego sensu. Zwykły bunkier by starczył bez zbędnych komplikacji.

        • No średnio ma sens całe przedsięwzięcie, natomiast przy przemnożeniu funduszu budowy torów przez konkretną liczbę da się już obecnie zbudować tory o zwiększonej nośności i puszczać lekki tabor, który ich nie zniszczy. Przykładem może być tramwaj na południu Paryża od Defence – tory są na ławach betonowych, jak tramwaj jedzie to nie ma żadnych wstrząsów, ma sie wrażenie ze tramwaj waży miliony ton bo tak równo jedzie. W Polsce częściowo podobnie jest w Olsztynie – pod torem metr betonowej ławy prefabrykowanej opartej na betonowej wylewce – tego się nie da rozjeździć tramwajem zbyt szybko a komfort jazdy niespotykany w Polsce. Snowpiercer jest pociągiem osobowym z wagonami podobnymi do Amtrak Superliner – waga 70-80 ton, dla porównania Radzieckie ciężkie wagony 8-osiowe samego ładunku zabierają 125 ton, natomiast najcięższe specjalistyczne wieloosiowe wagony mogą z ładunkiem przekroczyć 500 ton.Tu wychodzi istotna kwestia nacisku na oś – ważna nie jest waga wagonu, tylko nacisk na oś. Wiec jeśli wagony Snowpiercera miałyby 4 wózki po 2 osie czy 2×4=8 osi to nacisk byłby maks 10-12 t na os. (lub 2 wózki 3 osiowe – 6 osi <16t) to mamy klasę A drogi kolejowej, czyli najlżejszą. Można też założyć że nie ma zjawiska podmywania, które mogłoby w dłuższym czasie zniszczyć tor. Podsumowując, irracjonalnie wielkimi nakładami dałoby się już dziś zbudować takie torowiska. Inna sprawa że pociąg musiałby mieć system toczenia i wymiany kół podczas jazdy. .

  3. Dobry serial choć na Netfix są tylko 2 odcinki, nie wiem co zresztą.
    Jest trochę bzdur typu tory dookoła świata po których porusza się pociąg czy lawiny na niego spadające.
    W mojej ocenie 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...