Disney przepisuje na nowo historię Star Wars. Studio dokonało zmian w wydarzeniach z „Imperium kontratakuje”

Artykuł/Film 25.05.2020
Disney przepisuje na nowo historię Star Wars. Studio dokonało zmian w wydarzeniach z „Imperium kontratakuje”

Disney przepisuje na nowo historię Star Wars. Studio dokonało zmian w wydarzeniach z „Imperium kontratakuje”

Wszystko to z okazji jednej z najważniejszych rocznic w historii popkultury – 40 lat temu w kinach zadebiutował film „Imperium kontratakuje”. Wówczas, w 1980 roku, była to druga odsłona „Gwiezdnych wojen”.

„Imperium kontratakuje” to bez wątpienia jeden z najważniejszych filmów kina rozrywkowego. Pod względem swojej istotności dla rozwoju tego nurtu sztuki ważniejsze były chyba tylko „Szczęki” Stevena Spielberga oraz pierwsze „Gwiezdne wojny” z 1977 roku.

To w „Imperium…” pojawiła się cała masa rozwiązań, które później przeszczepiły do siebie liczne filmy tworzące kinowe serie. Do dziś przecież pokutują rozwiązania fabularne, takie jak o wiele mroczniejsza fabuła, nie do końca pozytywne zakończenie, rozdzielenie głównych bohaterów czy mocny cliffhanger na finał, które swoją genezę miały właśnie w „Imperium kontratakuje”. Przynajmniej w kontekście tworzenia filmowych trylogii.

Poza tym „Imperium…” nadal pozostaje jednym z najlepszych filmów rozrywkowych wszech czasów, tak pod względem fabularnym, jak i formalnym. To też bez wątpienia najlepsza część gwiezdnej sagi i na dobrą sprawę jedyna spośród dziewięciu filmów z marką „Star Wars”, którą można nazwać wielkim kinem.

Teraz, w 40. rocznicę premiery „Imperium kontratakuje”, Disney przygotował dla fanów sagi pewną „niespodziankę”. Jest nią animowana wersja fragmentu bitwy o Hoth z początku filmu.

Disney, jako potężna i bogata firma, mógłby nie oszczędzać na animacji – powyższy filmik nie powala jakością kreski. Jest ona poprawna, ale czy rzeczywiście jest to coś, czego oczekują miliony fanów legendarnej serii, która przynosi od ponad 40 lat miliony dolarów każdego roku?

Animację (pierwszą z czterech) „Battle on Hoth. Star Wars Galaxy of Adventures” można nawet potraktować jako miły prezent od Disneya dla fanów Gwiezdnych wojen, gdyby nie fakt, że studio Myszki Miki próbuje przepisywać w nich historię, którą znamy z oryginalnego filmu tak, by pasowała do trylogii sequeli.

Podstawową zmianą jest fakt, że Leia nie jest tutaj księżniczką (tak jak to miało miejsce w filmie), tylko generałem.

Do tej pory według tego, co było w filmach, Leia stała się generałem w momencie utworzenia Ruchu Oporu, czyli już po wydarzeniach z „Powrotu Jedi”. Co więcej, tworząc z Lei generała Disney usunął z tego wątku inną postać, generała Rieekana, który był obecny w filmie, a w animacji… zniknął.

Pozornie nie jest to nic wielkiego. Ale pamiętajmy, że to są „Gwiezdne wojny”. Społeczność fanów od dekad debatuje nad tym, kto strzelił pierwszy – Han czy Greedo, więc jeśli ktokolwiek sądzi, że ta zmiana z animacji jest kosmetyczna, może być w wielkim błędzie.

Tym bardziej, że Leia została w tym shorcie generałem za cenę wygumkowania z tej historii generała Rieekana.

Warto przy tym nadmienić jeszcze to, że w jednej z najnowszych książek zawartych w uniwersum „Star Wars” pod banderą Disneya, a mianowicie „Alphabet Squadron”, dość otwarcie podważa się heroiczną bitwę o Yavin IV z finału „Nowej nadziei”, przypisując główne zasługi zniszczenia Gwiazdy Śmierci nie Luke’owi Skywalkerowi i jego drużynie, tylko… Jyn Erso, znanej z filmu „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”.

Z kolei najważniejszą postacią nowej sagi „The High Republic” Disney uczynił Avar Kriss, którą określa się jako najmądrzejszą i najbardziej szlachetną przedstawicielkę zakonu Jedi, pomimo, że akcja „High Republic” rozgrywa się 200 lat przed filmowymi prequelami, czyli w czasach, gdy żył ciągle mistrz Yoda.

Wydawało mi się, że po katastrofie, jaką okazał się „Skywalker. Odrodzenie” Disney zacznie się trochę ostrożniej obchodzić z marką Star Wars, ale jednak było to błędne założenie.

Zresztą już pierwszą ku temu przesłanką jest fakt, że Kathleen Kennedy zatrudniła jako showrunnerkę do nowej telewizyjnej (i skupionej na postaciach kobiecych) serii byłą asystentkę Harveya Weinsteina. Czym wprowadziła w złość prezesa firmy, Boba Igera. I oczywiście to wszystko mogą być tylko moje czcze wypociny, czepianie się szczegółów i tym podobne, jednak ogromna fala krytyki, która spadła na „Skywaler. Odrodzenie” i wcześniej na „Ostatniego Jedi” pokazują, że „Gwiezdne wojny” nie są już niezniszczalną marką, a wręcz, że jest ona nękana przez kryzys.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (22)

540 odpowiedzi na “Disney przepisuje na nowo historię Star Wars. Studio dokonało zmian w wydarzeniach z „Imperium kontratakuje””

    • Bo to hamerka. Tam poprawność polityczna weszła tak mocno, że ktokolwiek by podpisał papierek o pozbycie się tej persony z marszu mógłby liczyć na pozew o dyskryminację i kilkadziesiąt innych terminów nowomowy używanej przez komunistów.

      • No ale w czym problem? Stary kanon był mega tolerancyjny! Huttowie mieli zmienną płeć, byli mężczyznami, a za miesiąc kobietami. Była też rasa Rynów, takich galaktycznych tułaczy bez rodzinnej planety, których wszyscy potępiali (podobnie jak Żydów w realnym świecie). Mistrz Luke Skywalker wziął ślub z rudą laską, która kawał życia służyła paskudnemu Imperatorowi; nawet taki Kyp Durron, który wysadził w powietrze cały układ planetarny (Caridę) doczekał się przebaczenia. Już nawet nie wspomnę, że Luke Skywalker do swojego Nowego Zakonu Jedi na księżycu Yavin 4 przyjmował uczniów ze wszystkich ras i wyznań – normalnie tolerancja i poprawność polityczna pełną parą. Stary kanon Star Wars był otwarty na wszystkie możliwości, począwszy od zmiany płci, a skończywszy na klonowaniu narządów, klonowaniu całych żywych istot i tworzeniu sztucznej inteligencji. Wystarczyło tylko ekranizować książki ze starego kanonu i sukces byłby murowany. A tak mam to co mamy czyli kompromitację i upadek marki Star Wars.

        • Nie czytałem książek,problem polega na tym, że można przemycić rzeczy, bez potrzeby personifikacji ich w postaci robota komunistki LGBT, która wkurza pół sali gdy tylko pojawi się w scenie.

  1. Disney korporacja, która w 2014 roku wyrzuciła do kosza kanon Star Wars tworzony przez dekady. Korporacja ta razem ze swoją trylogią (epizody VII-IX) upadła już tak nisko, że nie mam sumienia ich odbijać słowami. Pozostaje nam czekać na kogoś kto będzie prawdziwym fanem Gwiezdnych Wojen, kupi prawa autorskie i powróci fabularnie do prawdziwego kanonu z Marą Jade, Allaną Solo, Vestarą Khai, Benem Skywalkerem i pozostałymi postaciami.

    • Lucas musiałby poszukać kogoś kto ma kilka miliardów zbędnych zielonych na koncie. Pozostaje pierwsza dziesiątka Forbsa. I poszukać nowego studia, ale to najmniejszy problem. Może być WB, Universal lub Paramount.
      Disney od dawna jest po ciemnej mocy.

  2. Patrząc na te wszystkie zmiany, widzę Kathleen Kennedy w koszulce #TheForceIsFemale w której pozowała wielokrotnie do zdjęć.

    To także idealnie obrazuje problem współczesnego hollywood. Wciskanie ideologi na siłę, wykorzystywanie znanych marek które mają tabuny wiernych fanów i niszczenie ich (marek) przez te siłowe zmiany i fanatyzm ideologiczny.

    Wyniki które osiągają takie owoce takich zabiegów idealnie opisuje #GetWokeGoBroke

  3. Disney ma jakąś świętą misję odstraszyć wszystkich prawdziwych fanów SW, pierwszy krok to nakręcenie nieoglądalnych gniotów, w których wymordują albo upokorzą ukochanych przez wszystkich bohaterów i wypromują drewniane, irytujące i nikogo nieobchodzące pacynki. Kiedy to nie wystarcza zabierają się za prawdziwe nieskażone swoją toksyczną ideologią oryginały, widać mało kasy jeszcze stracili…

    • Mnie Disney cały czas utwierdza w postanowieniu trwania przy starym kanonie. Dla mnie istnieją tylko książki, komiksy, przewodniki, gry, filmy które ukazały się od lat 70-tych XX wieku do roku 2014. Dla mnie epizody VII-IX są herezją, która z Gwiezdnymi Wojnami nie ma nic wspólnego.

  4. Wielka szkoda. Dla mnie SW przestało być ważne po przejęciu przez Disney . Nowy kanon dla mnie nie istnieje.

  5. Jak dobrze, że trylogie Lucasa nakręcono jeszcze kiedy popularne były nośniki fizyczne. Dzięki temu mogą sobie robić co chcą z tych ich “kanonem” feminizacji pełną gębą, a fani będą mieć swoje krążki, książki i swój świat, nie skażony urojeniami Kennedy. Jedyne co cieszy, to to, że nawet osoby mające sporadyczny kontakt z kinem, nie będące fanami GW, zauważyły, że Kathleen zrobiła z tego średniego popkorniaka, o którym zapomina się dwa dni po seansie.

  6. Kuhwa ,jak ja już ich nienawidzę… Jeszcze bardziej niż wcześniej…. To niczym strzał w stopę dla prawdziwych fanów SW…

  7. Nie rozumiem Disneya. Ta nowa trylogia to jakaś porażka ale żeby niszczyć też oryginalną trylogię? To już jest przesada.

  8. Jak dobrze, że trylogie Lucasa nakręcono jeszcze kiedy popularne były nośniki fizyczne. Dzięki temu mogą sobie robić co chcą z tych ich “kanonem” feminizacji pełną gębą, a fani będą mieć swoje krążki, książki i swój świat, nie skażony urojeniami Kennedy. Jedyne co cieszy, to to, że nawet osoby mające sporadyczny kontakt z kinem, nie będące fanami GW, zauważyły, że Kathleen zrobiła z tego średniego popkorniaka, o którym zapomina się dwa dni po seansie.

  9. Wszystkich fanów gorąco zachęcam: poszukajcie projektu o nazwie Harmy’s Despecialized Edition.
    Odtworzona przez fanów (bardzo fachowych fanów) oryginalna trylogia w formie w jakiej była wyświetlana w czasach premier i w jakości blue-ray.
    O projekcie sporo na YouTube.

  10. Klasyka skrajnej poprawności politycznej i posuniętego do granic absurdu feminizmu. I wszystko to narzucane wręcz siłą, z pozycji autorytarnej. Tak Cameron zabił swojego Terminatora, Lucas zabija gwiezdne wojny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...