To ona 20 lat temu zagrała na nosie paskudnym stereotypom. „Legalna blondynka” wraca

Artykuł/Film 19.05.2020
To ona 20 lat temu zagrała na nosie paskudnym stereotypom. „Legalna blondynka” wraca

To ona 20 lat temu zagrała na nosie paskudnym stereotypom. „Legalna blondynka” wraca

Po prawie dwóch dekadach od premiery „Legalnej blondynki”, Elle Woods powraca i to — jak na szanowaną panią mecenas przystało — nie w byle jakim towarzystwie. W tytułowej roli ponownie zobaczymy Reese Witherspoon, a swoje trzy grosze do scenariusza trzeciej części kultowej komedii dołożą niezastąpiona Mindy Kaling („The Office”) i dwukrotny laureat Emmy Dan Goor. Co jeszcze wiemy o „Legalnej blondynce 3”?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Po tym filmie mam ochotę się uczyć” — usłyszałam pewnego poranka od przyjaciółki z klasy, która w drodze do szkoły, z wypiekami na twarzy dzieliła się ze mną swoimi wrażeniami po obejrzeniu „Legalnej blondynki”. Dlaczego te wypowiedziane prawie 20 lat temu słowa tak mocno utkwiły mi w pamięci? Z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że moja koleżanka uchwyciła wówczas w jednym zdaniu cały fenomen komedii o ślicznej, ale i niepozbawionej ambicji studentce prawa granej przez Reese Witherspoon. „Legalna blondynka” była bowiem dla pokolenia urodzonego w latach 90. niemal tym, czym był dla nas „Harry Potter” J.K. Rowling.

Tak jak seria książek o Harrym Potterze przełamywała stereotyp nastolatków stroniących od książek na rzecz komputera, tak filmowa Elle Woods wyręczała rodziców i wychowawców w przekonywaniu naszego pokolenia, że dzięki  ciężkiej pracy można osiągnąć sukces.

O ile opowieść o nastoletnim czarodzieju pozwalała przełamać stereotyp na temat nieczytającej, wpatrzonej w komputerowe ekrany i wyświetlacze pierwszych komórek „dzisiejszej (czyli ówczesnej) młodzieży”, o tyle „Legalna blondynka”  urzeczywistniała najntisowy amerykański sen i była słodkim spełnieniem mantry kładzionej nam do głów przez rodziców i wychowawców: ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Nawet jeśli przesłodzony obraz idealnie zadbanej i nieco rozpieszczanej nastolatki z bogatego domu nie do końca przystawał do codzienności jej rówieśniczki z polskiej prowincji, Elle Woods była dla wielu z nas ucieleśnieniem wiary w to, że „chcieć” naprawdę oznacza „móc”.

„Legalna blondynka” wyprzedziła swoje czasy: już 20 lat temu była manifestem damskiej emancypacji i podnosiła kwestię praw zwierząt. Czym zaskoczy nas w trzeciej części?

Debiutująca w 2001 r. na dużym ekranie komedia Roberta Luketica (oparta na powieści autorstwa Amandy Brown) była czymś więcej, niż lukrowaną historią rozpieszczonej dziewczyny z wyższych sfer, która rezygnuje z beztroskiego życia w luksusie na rzecz wymagających studiów prawniczych na Harvardzie. Elle Woods stała się w pewnym sensie popkulturowym symbolem emancypacji na miarę przełomu lat 90. i nowego tysiąclecia. Już wtedy w filmie pojawił się wątek walki przeciwko seksistowskim stereotypom, wedle których atrakcyjna blondynka o sympatycznej buzi i dobrym, a nawet nieco naiwnym sercu, nie jest materiałem na studentkę prawa na prestiżowej uczelni, a już na pewno nie zrobi kariery w zdominowanym przez mężczyzn świecie. No, jeszcze gdyby chociaż była okularnicą w wyciągniętym swetrze — wtedy może ktoś traktowałby ją poważniej.

Tymczasem Elle nie tylko nie wstydzi się swojego przywiązania do różowego koloru czy paradowania po uniwersyteckim dziedzińcu z pieskiem chihuahua w torebce, ale ma głębokie przekonanie, że napisany przez nią esej ma taką samą wartość, co prace innych studentów. Nawet jeśli oddaje go na perfumowanej papeterii.

Z kolei w „Legalnej Blondynce 2”, która weszła na ekrany dwa lata później, twórcy poruszyli temat praw zwierząt. Tym razem Elle Woods (w tej roli ponownie Reese Witherspoon), już jako szanowana pani mecenas postanowiła wypowiedzieć wojnę koncernom kosmetycznym testującym swoje produkty na zwierzętach. Znowu — obraz wymuskanej prawniczki w różowej garsonce z chihuahuą pod pachą idzie dziś może w poprzek współczesnej wizji feminizmu, ale nie nie zmienia to faktu, że dyskusję na temat praw zwierząt (czy szerzej — ekologii) prowadzimy do dziś (vide głośny konflikt sprzed dwóch lat między Kingą Rusin a Małgorzatą Rozenek-Majdan, w którym dziennikarka TVN zarzuciła „Perfekcyjnej Pani Domu” promowanie marek kosmetycznych testujących specyfiki na zwierzętach).

Choć na razie twórcy trzeciej części filmu nie zdradzają szczegółów fabuły, można się domyślać, że Elle Woods ponownie będzie towarzyszyć jakaś szczególna misja. A jeśli nawet tak by się nie wydarzyło (w co szczerze wątpię), to i tak miło będzie po latach spotkać się z „Legalną blondynką”.

Reese Witherspoon — od dziewczyny z sąsiedztwa, poprzez wziętą adwokatkę, aż do gwiazdy HBO.

Rola Elle Woods miała również wielkie znaczenie dla samej Witherspoon. Aktorka znana wcześniej z takich produkcji jak „Szkoła uwodzenia” czy „American Psycho”, znakomicie wykreowała postać typowej „dziewczyny z sąsiedztwa”, która udowadnia światu, że ładna buzia często wcale nie ułatwia drogi na szczyt. Reese tak bardzo „przesiąkła” graną przez siebie postacią, że do dziś wielu z nas, słysząc jej nazwisko, ma w głowie obraz uśmiechniętej blondynki w różowych szpilkach. Choć ta rola pomogła młodej aktorce w szybkim awansie do hollywoodzkiej czołówki gwiazd, nadała jednak Witherspoon łatkę amerykańskiej ślicznotki z pierwszych stron gazet. Za pierwszą próbę zerwania z tym wizerunkiem (zresztą średnio udaną) można uznać film z 2017 r. pt. „Wszyscy moi mężczyźni” (film można obejrzeć na Netfliksie), w którym Witherspoon wciela się w dojrzałą kobietę konfrontującą się z konsekwencjami swoich życiowych (głównie miłosnych) wyborów.

Inną, znacznie ciekawszą i bardziej złożoną kreację Reese Witherspoon ujrzeliśmy w „Wielkich kłamstewkach”, czyli głośnym serialu HBO. To właśnie tam aktorka występująca m.in. u boku Nicole Kidman, Meryl Streep, Zoë Kravitz, Shailene Woodley i Laury Dern pokazała, że nie jest kolejną gwiazdką, której czasy świetności skończyły się wraz propozycjami ról ślicznotek. Madeline Mackenzie, w którą w produkcji HBO wciela się Witherspoon to postać z krwi i kości, z rozbudowanym portretem psychologicznym, a do tego promieniująca nieprzemijającą (choć nieco innym światłem) urodą gwiazdy. 

Tym bardziej cieszy fakt, że Witherspoon ma w sobie na tyle dużo dystansu i luzu, by podjąć wyzwanie ponownego spotkania z Elle Woods. Cały projekt brzmi niezwykle obiecująco, zwłaszcza że aktorkę wesprze na planie naprawdę świetna ekipa.

Mindy Kaling i Dan Goor dołożą swoje trzy grosze do gotowego już scenariusza.

Jak poinformował branżowy serwis Deadline, do ekipy „Legalnej blondynki 3” dołączają Mindy Kaling i Dan Goor. Kaling to amerykańska aktorka, stand-uperka i scenarzystka, szerzej znana jako Kelly Kapoor z popularnego sitcomu „The Office”, a także współtwórczyni serialu Netfliksa  pt. „Jeszcze nigdy….” i serialu Hulu opartego na kultowym filmie „Cztery wesela i pogrzeb”. Z kolei Goor jest dwukrotnym zdobywcą nagrody Emmy, odpowiedzialny m.in. za takie telewizyjne formaty jak „The Daily Show” czy „Late Night with Conan O’Brien”. Jak czytamy w doniesieniach zagranicznej prasy, Kaling i Goor nie będą znacząco ingerować w gotowy scenariusz autorstwa Kirsten „Kiwi” Smith i Karen McCullah (które pracowały przy pierwszej części z 2001 r.), ale mają dołożyć do niego pewien szczegół, który wywróci akcję do góry nogami. Za produkcję „Legalnej blondynki 3” odpowiada studio Metro-Goldwyn-Mayer. Słowem — jest na co czekać!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “To ona 20 lat temu zagrała na nosie paskudnym stereotypom. „Legalna blondynka” wraca”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...