Rzuć wszystko i włącz „The Eddy”. To może być najlepszy serial, jaki zobaczysz w tym roku, nie tylko na Netfliksie

Recenzja/Seriale 08.05.2020
Nasza ocena:
Rzuć wszystko i włącz „The Eddy”. To może być najlepszy serial, jaki zobaczysz w tym roku, nie tylko na Netfliksie

Rzuć wszystko i włącz „The Eddy”. To może być najlepszy serial, jaki zobaczysz w tym roku, nie tylko na Netfliksie

Jazz, emocje, kulturalny i niebezpieczny Paryż, pasja – na Netfliksie pojawił się nowy serial „The Eddy”. Polaków przyciągnie pewnie Joanną Kulig w jednej z głównych ról. Ale to nie wszystko, co produkcja ma do zaoferowania.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Piszę w tytule, że „The Eddy” może być najlepszym serialem, jaki zobaczycie w tym roku (a może i nie tylko!). Robię to z oczywistych powodów – 2020 jeszcze się nie skończył (o zgrozo!), minęły raptem cztery jego miesiące. To z mojej strony asekuracja (a nuż pojawi się coś lepszego…), ale nie sądzę, aby nowy serial Netfliksa od Damiena Chazelle’a miał wypaść poza podium. Bowiem po obejrzeniu ośmiu odcinków 1. sezonu na usta cisną się takie słowa jak: „wybitny”, „perfekcyjny”, „wspaniały”, „piękny” i „skończony”, co rozumiem jako przemyślany pod każdym względem. Nie zmieniłabym tu ani jednej sceny, ani jednej nuty, nie zabrałabym, ani nie dodałabym żadnego odcinka. Mam jednak nadzieję na kontynuację, którą finał, jeśli nie obiecuje, to przynajmniej delikatnie sugeruje. Inaczej: ona jest możliwa. Ale skupmy się na razie na tym, dlaczego w ogóle warto na nią czekać.

Już po trzech pierwszych epizodach „The Eddy” podzieliłam się w redakcji kilkoma opiniami na temat tego serialu. Byłam, co tu dużo mówić, zachwycona. Mój entuzjazm nie opadł zresztą do teraz, kiedy tęsknię za wieczorami wypełnionymi dźwiękami z The Eddy, serialowego klubu muzycznego, będącego swoistym bohaterem tej opowieści. Powiedziałam, że to najbardziej nienetfliksowy serial, jaki można sobie wyobrazić. I choć takie stwierdzenie może konfundować, postaram się je wyjaśnić.

Netflix przyzwyczaił nas do szybkiej, dynamicznej akcji, kolejnych suspensów, zwrotów, cliffhangerów i jazdy bez trzymanki. „The Eddy” jest inny.

Tu akcja płynie niespiesznie. Spokojnie możemy obserwować, jak Katarina, perkusistka grająca w tytułowym lokalu, odrywa kawałki plastra i owija je sobie wokół opuszków palców, aby wzmocnić narzędzie swojej pracy – dłonie. Albo przyglądać się temu, jak Elliot Udo, uzdolniony kompozytor i główny bohater, w którego wcielił się André Holland, patrzy na grę własnego zespołu ze skupieniem, siedząc w przyciemnionej, nieco zakurzonej sali. Albo jak Maja, sportretowana przez Joannę Kulig, z przymkniętymi oczami śpiewa kolejne utwory, wkładając w to całe swoje serce. W tych scenach jest jakaś magia, w zbliżeniach potężna dawka emocji. The Eddy i jego bohaterowie nas wzruszają, ich muzyka porusza, a dramaty, które rozgrywają się wokół klubu, intrygują. Stanowią idealną mieszankę wątku kryminalnego, osobistych bolączek i społecznych problemów, z jakimi mierzą się postaci próbujące muzyką zarabiać na życie.

Jesteśmy w Paryżu, w latach współczesnych.

Wspomniany już Elliot wraz z przyjacielem Faridem prowadzą klub, The Eddy. Tu tętni muzyka. Tu gra się jazz. Tu eksperymentuje się z brzmieniem. Tu się żyje. Wieczorami pub się zapełnia, gasną światła. Trwa show. Dla wszystkich skupionych wokół The Eddy to miejsce jest czymś więcej niż tylko pracą. Elliot wraz z Mają, z którą łączy go relacja dość skomplikowana, bo pełna zarówno miłości jak i niechęci, przylecieli z Nowego Jorku do Paryża, aby tutaj spróbować wspólnie swoich sił. Ale klub podupada, jest w trudnej finansowej sytuacji. Muzycy wierzą, że razem przetrwają kryzys. Kolejno jednak spadają na nich nieszczęścia. Sytuacja robi się niebezpieczna i napięta. A w poradzeniu sobie z kłopotami nie pomagają ich prywatne rozterki.

Elliot wciąż nie poradził sobie z przeszłością i ma problemy z nastoletnią córką, Julie, która do niego przyjeżdża. Katarina musi opiekować się chorym ojcem. Sim jest rozdarty pomiędzy koniecznością zarabiania na życie, a chęcią spełniania własnych marzeń. Podobnie zresztą jak Maja, która jest gdzieś w zawieszeniu – z jednej strony nienawidzi Paryża i ma żal do Elliota o to, jak toczy się jej kariera, z drugiej strony nie potrafi z nich zrezygnować. Jude ma złamane serce, tak jak Amira, żona Farida.

Kolejne odcinki pozwolą nam przyjrzeć się z bliska najważniejszym postaciom, które łączą wspólna pasja i życie w mieście będącym mieszanką kultur i języków.

Każdy z nich poświęcony będzie jednemu bohaterowi związanemu z tytułowym miejscem. Twórcy serialu zgłębiają ich osobiste rozterki i społeczne kwestie. Zmierzymy się z bólem po stracie, trudami rodzicielstwa, uzależnieniem, niemożnością samorealizacji, blokadami psychicznymi. A wszystko to zostanie nam pokazane w trochę dokumentalnym stylu, jak gdybyśmy śledzili poczynania i rozwój faktycznie istniejącego zespołu, który próbuje utrzymać się na powierzchni. Dzięki temu „The Eddy”, a więc ze względu na dobór tematów i sposób prowadzenia kamery, jest tak blisko człowieka, jest tak prawdziwy. Prosty, dosadny. Trafiający w czułe punkty.

The Eddy czy warto

Ale największą wartością tej opowieści, taką, której nie sposób pominąć, jest muzyka.

Może trochę przesadzę, jeśli powiem, że „The Eddy” to serial, który można oglądać z zamkniętymi oczami, ale pozwólcie mi na to. Jest taka scena, w której jeden z bohaterów tańczy sam w pokoju do dźwięków kawałka Soudani Manayou w wykonaniu Maalema Saida Damiara i Gnawy Allstarsa. Jego ciało wypełnia muzyka, przenika go na wskroś. Nagle do jego pokoju wchodzi babcia i razem dają ponieść się tej niesamowitej energii. Miałam ciarki.

Jednak większość utworów, które usłyszymy w produkcji, zostały stworzone specjalnie na jej potrzeby. Zresztą w serialu mamy prawdziwych muzyków. Randy, klawiszowiec, to tak naprawdę Randy Kerber, znany kompozytor, orkiestrator i klawiszowiec w prawdziwym życiu. To zresztą on wraz z Glenem Ballardem odpowiada za muzykę w „The Eddy”. W Katarinę wcieliła się Lada Obradovic, Chorwatka i perkusistka. Jowee to Jowee Omicil, zajmujący się nie tylko aktorstwem, ale i komponowaniem, tak samo jak Kubańczyk Damian Nueva, czyli serialowy Jude. Każdy z nich pochodzi z różnych części świata, a razem stanowią wybitną mieszankę. Piosenki zostały zaśpiewane przez Joannę Kulig. To dzięki występowi w „Zimnej wojnie”, gdzie również wcieliła się w wokalistkę, zdobyła rolę w „The Eddy”. Jej występ u Pawła Pawlikowskiego zachwycił Chazelle’a.

Chazelle nakręcił dwa odcinki serialu i czuwał nad procesem twórczym jako współproducent. Trudno nie odnieść wrażenia, że „The Eddy” to jego kolejne dziecko. Dostaniemy tu energię jak z „Whiplash”, odnajdziemy dylematy i humor znane z „La La Land”; chociaż zdecydowanie bliżej mu do tego pierwszego. Wszyscy ci, którzy zakochali się w tych filmach reżysera, z miejsca pokochają i „The Eddy”. I tę miłość będą mogli przeżywać przez ponad osiem godzin, doceniając niezwykłą wrażliwość muzyczną reżysera, który sam w szkole średniej chciał zostać perkusistą jazzowym.

The Eddy nowość netflix

Gdybym miała podsumować „The Eddy” jednym zdaniem, powiedziałabym: Zagrajcie to jeszcze raz!

To była fantastyczna przygoda móc wejść do tego świata pełnego muzyki, talentu, pasji, ekspresji. Chciałabym kiedyś, tak po prostu, móc wybrać się do „The Eddy”, stanąć gdzieś z boku, ubrana w sukienkę, ćmić papierosa i słuchać, patrzeć jak banda tych niezwykłych ludzi daje występ. Nauczyłabym się dla tej sceny nawet pić whisky. Na razie pozostaje mi jeszcze raz włączyć „The Eddy”. I czekać na płytę z soundtrackiem z serialu. Jestem pewna, że musi powstać. Jeśli ktoś odpowiedzialny za to mnie czyta, to niech pamięta – jeśli jej nie będzie, fani wam tego nie wybaczą!

Serial „The Eddy” od teraz obejrzycie na Netfliksie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

65 odpowiedzi na “Rzuć wszystko i włącz „The Eddy”. To może być najlepszy serial, jaki zobaczysz w tym roku, nie tylko na Netfliksie”

    • Żebyś się nie zdziwił. Im dłuższy, zachęcający wpis marketingowy tym boleśniej wali rzeczywistość.
      Serialu nie oglądałem ale czytałem duuużo netfliksowych wpisów na SW :)

      • Słuchaj, znam takich gagatków jak Ty. Gdyby recenzja była krytyczna, to byś pisał, że ktoś mi za coś nie zapłacił. Recenzję napisałam z serca, a serial mnie urzekł i wzruszył. :) I mam nadzieję, że grono fanów zyska spore, bo się bardzo wybija na tle ostatnich (i nie tylko) produkcji Netfliksa.

        • Ty znasz takich gagatków jak ja a ja znam twoje i redakcji sztuczki marketingowe. Zasada jest taka – dobra sztuka sama się obroni a fama rozejdzie się pocztą pantoflową. Film/serial potrzebujący miliona liter gdy nikt tego nie szuka z góry zalatuje sponsoringiem. Bierzecie pieniądze za promowanie netfliksa, nic w tym złego, ale brak oznaczenia, że to lokowanie produktu uważam za nieuczciwe. Niedawno sam dałem się nabrać na wasze pochwalne wpisy na temat ” Tyler Rake” a to gniot jest.
          Napisałem po prostu człowiekowi aby się nie “napalał”.
          Rozpisałem się a wy i tak wytniecie, jak prawie zawsze, nieprzychylny komentarz.

          • Ech, niezła mania prześladowcza. Zrobimy tak: poczekam na dowody Twoich bezpodstawnych oskarżeń, żeby móc się odnieś do jakichś faktów, a nie bajek z tysiąca i jednej nocy. Jak już je znajdziesz, to przyjdź mi je pokaż. Zachowam tę wymianę zdań. Dodam jeszcze tylko, że recenzję charakteryzuje subiektywizm. Trudno, żeby wszystkim podobało się zawsze to samo. Nie implikuje to jednak tego, że recenzent jest nieszczery, bo Tobie się serial, film czy książka nie podoba tak jak jemu.

          • Ale ja już w pierwszym poście napisałem, że nie oglądałem tego tytułu więc nie wypowiadałem się o nim, tylko o “praktykach” SW, dzięki którym podejrzliwie patrzę na długie, pochwalne, oczywiście “subiektywne” recenzje.
            Nawet bym się nie odezwał, gdyby wpis był choć ze 2 tygodnie po premierze a nie przy premierze.

          • No i ja na dowód tych moich „praktyk”, skoro jestem częścią SW, czekam. Chociaż wątpię, że się doczekam. Zdążyłeś mi już sporo nieprzyjemnych rzeczy zarzucić. No a nawet serialu nie widziałeś.

            Poza tym… Serio? Recenzja 2 tygodnie po premierze, mając do serialu dostęp przedpremierowy? Wiedząc, że to głośna rzecz, a przynajmniej na takie ma zadatki, bo gra tam polska aktorka? Niby coś mi próbujesz udowodnić, ale chyba nie masz świadomości, jak działają i muszą działać media, zwłaszcza internetowe. To nie kwartalnik, tylko online. Brzmisz, jakbyś 5 minut temu wszedł do Internetu.

          • No fajnie, ja o chlebie, ty o niebie. Szkoda mi czasu na takie pisanie.
            Pozdrawiam

  1. Obejrzałem dwa odcinki i już mam swoje zdanie. Nie przesadzałbym z tymi zachwytami. Damien Chazelle jest mistrzem w efektach wizualnych, ale od czasu “Whiplash” żaden jego film mnie porwał. Nawet “La la Land”, który był perfekcyjnie zrobiony i zagrany ale fabularnie nudnawy. W “The Eddy” na pewno klimat jest znakomity, muzyka też ale fabuła trochę kuleje i można przysnąć. To jest moja opinia, rozumiem tych, którzy będą zachwyceni, to kwestia wrażliwości i oczekiwań. Ja zobaczyłem to czego się spodziewałem a to za mało jak na twórcę, który dwa razy (prawie)
    dostał Oscara za Najlepszy Film.

    • Wróć po ośmiu. ;) Poza tym skoro mnie zachwycił, to dlaczego mam nie przesadzać? :) O ile mi wiadomo, to właśnie ja jestem podpisana pod powyższą recenzją.

  2. Zdrowo was poniosło. Nie jestem jakimś wielkim hejterem Netflixa ale ten serial wybitnie mi się nie spodobał. Uwielbiam film La La Land, ten serial poziomem jest daleko w tyle.

  3. Hmmm, znowu czarnoskóry i biała kobieta. Ci twórcy muszą być wyraźnie uprzedzeni rasowo skoro unikają jak mogą odwrotnej sytuacji gdzie byłby białoskóry mężczyzna z czarnoskórą kobietą. Przypadek?

  4. Właśnie skończyłam oglądać. Zgadzam się w 100 % z opinią autorki artykułu. Widocznie mamy tę samą wrażliwość.. Muzyka wspaniała. Myślę,że długo będę pamiętać. Joanna Kulig taka zwykła i niezwykła.

  5. Będę jeszcze lepszy bo jestem po 15 minutach serialu i już w pełni zgadzam sie z tym co napisała recenzentka w pierwszym akapicie “„wybitny”, „perfekcyjny”, „wspaniały”, „piękny” i „skończony””(dalej nie czytałem bo bałem sie spojlerów :)) lepiej i pełniej bym tego nie wyraził. Dla kogoś takiego jak ja kto zna muzyków, chodzi do klubów i czasami w nich grywa prawda bije z ekranu pełną mocą. Zastanawiam się tylko czy utwory tutaj wykonywane to standardy czy oryginalne kompozycje grającego tam zespołu – może pani recenzentka coś więcej o tym wie

    • Nie ma spoilerów. :) Utwory powstały na potrzeby serialu. Ścieżke dzwiękowa znajdziesz już w serwisach streamingowych, np. na Spotify czy Apple Music. :)

  6. OBEJRZAŁAM 5 ODCINKÓW I UWAŻAM,ŻE FILM JEST ŚWIETNY. TO NIE JEST AMERYKAŃSKI GNIOT….JEŚLI KTOŚ LUBI EUROPEJSKIE KINO I TEMPO TYCH FILMÓW TO NA PEWNO DOCENI KLIMAT TEGO SERIALU. DLA MNIE REWELACJA.

  7. Szacun dla wszystkich, którzy obejrzeli ten serial do końca. Ja gdybym nie planował napisać recenzji to odpuściłbym po 3 odcinku. Nudne postaci, nudne wątki. Jedyny delikatny plusik to nasza Joanna Kulig

  8. Tragedia! Nudy, nudy. Kocham jazz, ale żeby go posłuchać, to włączę sobie Spotify, nie muszę muzyki oglądąć. I to jeszcze jako niby serialu. Nie polecam.

  9. Kurczę! Mamy identyczne przemyślenia.. Faktycznie.. nie jest to serial dla wszystkich. Zapewne nie jest też perfekcyjny. Wydawało mi się, że nie przebrnę pierwszego odcinka, bo serial nie ma typowej akcji do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, a dokumentalna forma może początkowo przeszkadzać. Teraz widz przecież liczy na emocje, tempo, ciągłe bycie zaskakiwanym. Tu tak nie jest i.. to jest cudowne! Dajcie się zaczarować i zostać częścią tego zespołu. Aśka świetna robota, wielka duma!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...