Być może ta pandemia ma jakieś plusy. Dzięki izolacji mamy szansę w końcu naprawdę wkroczyć w XXI wiek

Opinia/Trendy 29.04.2020
Być może ta pandemia ma jakieś plusy. Dzięki izolacji mamy szansę w końcu naprawdę wkroczyć w XXI wiek

Być może ta pandemia ma jakieś plusy. Dzięki izolacji mamy szansę w końcu naprawdę wkroczyć w XXI wiek

Potrzeba bywa nie tylko matką wynalazków, ale i postępu/zmian (niepotrzebne skreślić), a przynajmniej ewolucji pewnych sfer życia. W obecnej sytuacji obserwujemy coś, co być może jest początkiem w pełni cyfrowej ery dostępu do kultury. Tylko, czy to dobrze, czy źle?

Pandemia COVID-19 zmieniła nasze życie, i to zapewne nie tylko chwilo, ale i na dłużej, a może i nawet na stałe. O pewnych aktywnościach, które do niedawna były dla nas oczywiste, będziemy musieli na dobre zapomnieć. Sam jestem ciekaw, jak będzie wyglądać szeroko pojęta branża eventowa już po czasach kwarantanny.

Nie jest wykluczone, że właśnie obserwujemy zalążek nadchodzących zmian.

Dopiero co informowaliśmy na naszych łamach o tym, że największe światowe festiwale zamierzają połączyć siły i zorganizować wspólnie globalny festiwal filmowy, który będzie dostępny dla każdego za darmo online, w serwisie YouTube.

Teraz z kolei inne wieści niosą, że Oscary luzują swoje podejście do filmów VOD, a jeszcze przecież niedawno nie było mowy, by takowe produkcje miały szanse na najważniejsze nagrody świata filmu. No, może poza wyjątkowymi przypadkami. Tymczasem w chwili obecnej kapituła oscarowa ogłosiła, że każdy film VOD, który miał w planach jakiekolwiek okno dystrybucji kinowej, będzie brany pod uwagę jeśli chodzi o nominację do Oscara.

To nowość, a wręcz, w kontekście uporu w tej kwestii samych Oscarów, można mówić o małej rewolucji.

Gdy dodamy sobie do tego niedawny globalny festiwal muzyczny zorganizowany m.in. przez Lady Gagę i Eltona Johna oraz całą masę domowych koncertów największych gwiazd muzyki staje się jasne, że jesteśmy u progu nowej ery. Okazuje się bowiem, że nikt nie musi ruszać się z domu, by dać światu satysfakcjonujące muzyczne show. Ba, całkiem niedawno Dua Lipa nakręciła w tempie ekspresowym teledysk do kawałka Break My Heart, który powstał w jej domu, a ona sama praktycznie tylko siedziała na kanapie. Da się? Da.

Oczywiście można powiedzieć, że to wszystko wyjątkowe działania na czas pandemii i globalnej kwarantanny, ale chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że to wszystko może być wstępem do kompletnie nowej, w pełni cyfrowej ery?

Dotychczas żyliśmy przez lata na styku online’u i offline’u. Dla mnie była to idealna synergia. Cenię sobie wygodę i dostępność filmów i seriali w streamie, ale nie wyobrażam sobie zrezygnowania na zawsze z doświadczenia kinowego.

Koncerty w sumie mogę sobie darować, jestem osobnikiem średniego wzrostu, więc i tak często trafiam w tłumie na ludzi wyższych ode mnie, którzy mi wszystko zasłaniają, także to dla mnie średnia przyjemność, której już od kilku lat właściwie nie praktykuję.

Swego czasu lubiłem też jeździć na festiwale filmowe, ale z czasem i to zaczęło mnie męczyć.

To stanie w kolejkach na film (w Cannes na największe poranne seanse zdarzało się czekać po 1,5 godz. przed pałacem festiwalowym), codzienne maratony, które po ok. 5 dniach przestają ekscytować. Fancy imprezy z czasem też zaczęły mnie nużyć. Pamiętam, że czułem świeży oddech i przestrzeń, jak już wróciłem do normalnego trybu życia i tradycyjnego chodzenia do kina.

Nigdy nie byłem też fanem elitarnych klubów, a te największe światowe festiwale trochę takie są. Wstęp mają tam nieliczni, którzy są w stanie przyjechać i opłacić sobie nocleg np. na Lazurowym Wybrzeżu czy akredytację itp. O tym, czy będzie można wziąć udział w imprezie, decyduje liczba wolnych miejsc albo, w przypadku dziennikarzy, wielkość medium, dla którego się pracuje. Brzmi to, przynajmniej dla mnie, jak relikt dawnej epoki.

W tym kontekście pomysł na jeden, globalny festiwal online, dostępny za darmo, wydaje mi się krokiem w XXI wiek.

Nie twierdzę od razu, że w kolejnych latach taka impreza również powinna być darmowa i bez akredytacji, bo organizatorzy muszą jednak z czegoś się utrzymać i budować prestiż. Jednak dzięki działaniu w wersji online mogłoby być to zdecydowanie mniejsze koszta, tym bardziej, że z wyłączeniem kwestii logistycznych.

Może to, co napiszę, dla wielu będzie bluźnierstwem, ale moim zdaniem filmy festiwalowe i tak nie są niezbędne do tego, by przeżywać je w kinie. Przynajmniej w większości przypadków. I piszę to jako wielki zwolennik oglądania filmów w kinie, ale też nie dogmatyk w tym temacie.

Zmierzam do tego, że lada moment może się okazać, iż dramatyczne okoliczności spowodują pełny rozkwit ery, która i tak zbliżała się wielkimi krokami.

Tak samo jak inne branże dotknięte przez kwarantannę rozważają pełne przeniesienie się do świata cyfrowego, tak i szeroko rozumiana kultura podzieli ten los. Oczywiście wirtualne zwiedzanie muzeum to nie to samo, co nasza fizyczna obecność na wystawie arcydzieł malarstwa. Podobnie rzecz ma się np. z teatrem, który nie jest do końca tym samym doświadczeniem co kino i o wiele bardziej wymaga obecności widowni przed sceną.

Tym niemniej przykład globalnego festiwalu online oraz otwarcia się Oscarów na filmy VOD to chyba naczelne dowody na to, że zmiany idą szybciej, niż być może byśmy tego chcieli.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

3 odpowiedzi na “Być może ta pandemia ma jakieś plusy. Dzięki izolacji mamy szansę w końcu naprawdę wkroczyć w XXI wiek”

  1. Sami sobie “chodźcie” na koncerty online. Nic nie zastąpi fizycznego udziału w występach na żywo. I tylko w takich zamierzam brać udział. Występy artystów z kanapy w życiu nie dorównają prawdziwej scenie.

  2. Myślę, że właśnie zaczęła się odwrotna tendencja. Setki tysięcy uczniów (i rodziców) przekonały się na własnej skórze czym grozi informatyzacja życia. XD

  3. Moim zdaniem plusem bedzie niewatpliwie wieksze zaufanie do pracy z domu. Pracuje dla miedzynarodowej firmy inzynieryjnej. 85% z nas od dwoch miesiecy efektywnie pracuje z domu, 15% to ludzie ktorzy fizycznie musza wspierac klienta czy byc na miejscu z uwagi na specyfike zakresu obowiazkow (mamy biura na calym swiecie) U nas juz dzis widac jak praca z domu byla niedoceniana, lekcewazona. Pojawily sie ankiety ile dni pracy z domu byloby u nas norma i preferencja.

    Okazalo sie bowiem tez ze 70% rzeczy ktore do tej pory zalatwialismy delegacjami, samolotami itp mozna zalatwic video konferencja. Oczywiscie nie zawsze i nie wszedzie, ale to nie jest tez maly procent, to jest ogromny procent.

    Jestem daleki od twierdzenia ze pandemia nas czegos nauczy. Na swiecie sa idioci i oni nas nie uratuja, ale moze chociaz w pewnym stopniu dojrzejemy i zaufamy pewnym rozwiazaniom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...