Przez przyśpieszone premiery online branża filmowa traci miliony, ale na razie nie ma innego wyjścia

Artykuł/Film 15.04.2020
Przez przyśpieszone premiery online branża filmowa traci miliony, ale na razie nie ma innego wyjścia

Przez przyśpieszone premiery online branża filmowa traci miliony, ale na razie nie ma innego wyjścia

2 mln dolarów dochodu mniej przez wprowadzenie filmu 10 dni wcześniej na platformy VOD? Tak wynika z badań zleconych przez NATO. Organizacja ostrzega przed przyśpieszonymi premierami online. Jednakże dla dystrybutorów jest to na razie jedyny sposób na reperację budżetów, a dla serwisów streamingowych okres żniw.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o książkach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

NATO, nie Sojusz Północnoatlantycki, tylko Stowarzyszenie Amerykańskich Właścicieli Kin (National Association of Theatre Owners) opublikowało wyniki zleconego przez siebie badania na temat zależności zysków z danego filmu od długości czasu wprowadzenia go w obieg domowy. Wyraźnie z niego wynika, że im później dana produkcja zostanie wydana na DVD bądź zostanie wprowadzona do serwisów VOD, tym więcej wszyscy zarobią.

Skracający się czas między premierą produkcji, a wydaniem jej do obiegu domowego, napawa więc branżę niepokojem.

Jak podaje portal Variety, zgodnie z wynikami badań, jeśli film wyświetlany jest w kinach przez 100 dni, a wydany do obiegu domowego zostaje 108 dni po swojej premierze, zarobi niemal 2 mln dol. więcej, niż gdyby na DVD czy platformy VOD trafił po 98 dniach. Według raportu produkcje średnio generują aż 67 proc. zysków ze sprzedaży biletów, a reszta zarobków pochodzi z wydania do obiegu domowego.

Ze względu na pandemię koronawirusa dystrybutorzy są zmuszani wprowadzać filmy, które już miały swoją kinową premierę na platformy VOD o wiele wcześniej niż pierwotnie zakładano. Taki los spotkał przecież „Niewidzialnego człowieka”, czy „Bloodshota”. Są to jednak przypadki wyjątkowe i raczej nie wpłyną na dotychczasowy model wprowadzania filmów do obiegu domowego.

W Polsce los wspomnianych tytułów podzieliła „Sala samobójców. Hejter”.

Trend wcześniejszych premier na VOD na razie pewnie będzie się utrzymywał. Przynajmniej w naszym kraju. Wskazują na to liczne przypadki filmów, które pojawiły się w serwisach streamingowych wcześniej, niż zakładano („Bad Boy”, „365 dni”). Wydaje się to bowiem jedynym sposobem, aby dystrybutorzy mogli teraz zarobić na swoich tytułach, skoro te w repertuarze kinowym spędziły niewiele czasu, a co za tym idzie nie przyniosły spodziewanych zysków. Nie mamy jednak konkretnych danych, jak przyśpieszone premiery internetowe wpłynęły na zarobki danych produkcji.

VOD jest aktualnie jedynym sposobem, aby dotrzeć z filmem do odbiorców. W Polsce produkcje, które nie miały swoich kinowych premier, są sprzedawane platformom streamingowych. Na taki krok zdecydowały się Akson Studio i Next Film z „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, które pojawiło się na Netflix Polska. W ten sposób tytuł zyskał życie i to całkiem dostatnie, bo długo utrzymywał się w topce serwisu.

Brak dystrybucji kinowej generuje znaczne straty.

Sprzedaż filmów do serwisów VOD lub ich emisja na własnych platformach pozwala straty zminimalizować. Może się to przełożyć na całkiem sporą oglądalność, ale raczej nie przyczyni się do zmiany modelu dystrybucji produkcji, kiedy kryzys pandemiczny się skończy, bo dystrybutorzy i producenci przez zamknięcie kin tracą mnóstwo pieniędzy.

Tymczasem, gdy korzystanie z serwisów VOD jest naszym głównym sposobem obcowania z filmami, platformy będą rosnąć w siłę. Jak pokazują opublikowane niedawno dane, w marcu Netflix odwiedziło prawie milion więcej użytkowników niż w lutym, kiedy kina były jeszcze otwarte. Co będzie po pandemii, dopiero się przekonamy. Powrót do normalności na pewno jednak nie będzie łatwy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

2 odpowiedzi na “Przez przyśpieszone premiery online branża filmowa traci miliony, ale na razie nie ma innego wyjścia”

  1. Nie rozumiem, jak można zarabiać mniej skoro dostęp do filmu ma znacznie więcej ludzi. Sprzedawaliby bilety za 10-15zł i z pewnością znalazłoby się znacznie więcej osób, które dany film z chęcią by obejrzeli. Zarobiliby więc na masowości dostępu, a nie na cenie biletu, który nie może być tak wysoki, jak w przypadku kina, bo przecież w domach nie mamy warunków takich, jak w kinie i często oglądamy na mniejszym ekranie i z gorszym dźwiękiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...