To media społecznościowe odpowiadają za przesadną krytykę filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”. Tak twierdzi Daisy Ridley

Felieton/Film 14.04.2020
To media społecznościowe odpowiadają za przesadną krytykę filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”. Tak twierdzi Daisy Ridley

To media społecznościowe odpowiadają za przesadną krytykę filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”. Tak twierdzi Daisy Ridley

Epizod IX „Star Wars” spotkał się z głównie negatywnym przyjęciem. Część widzów „Skywalker. Odrodzenie” przyjęła finał sagi z zadowoleniem, ale opinie większości fanów i krytyków były bezlitosne. Takie a nie inne reakcje mocno zabolały Daisy Ridley, która zrzuca winę za taki stan rzeczy na… wpływ mediów społecznościowych.

Disney zdecydowanie nie jest ulubioną korporacją fandomu „Star Wars”. Firma jeszcze kilka lat temu cieszyła się dużą popularnością, bo po premierze „Przebudzenia Mocy” nastawionego na odbudowanie nostalgii do marki przyszłość nowej trylogii wydawała się świetlana. Osobiście zdecydowanie nie byłem fanem Epizodu VII, ale trudno było odmówić profesjonalizmu produkcji J.J. Abramsa. Nie brakowało tam mocnych scen, a wielu nowych bohaterów sprawiało intrygujące pierwsze wrażenie. Niestety, im dłużej „Przebudzenie Mocy” trwało, tym bardziej oczywiste stawało się jak bardzo nieoryginalne jest to dzieło.

Konsensus po premierze był jednak taki, że „Gwiezdne wojny” wróciły do korzeni, a w ten sposób również do formy. Dopiero z czasem negatywne opinie zaczęły się przebijać do mainstreamu, a fandom zbliżył się w swojej opinii do narzekań George’a Lucasa, że „Przebudzenie Mocy” nie próbowało niczego nowego na poziomie fabuły czy użytych technologii. Do Daisy Ridley zapewne nie dotarły jednak te późniejsze głosy krytyki.

Dlatego aktorka wcielająca się w rolę Rey porównała negatywne przyjęcie „Skywalker. Odrodzenie” do odczuwanej po Epizodzie VII miłości ze strony fanów.

Ridley wystąpiła w podcaście DragCast, gdzie opowiedziała szerzej o swoich uczuciach względem negatywnie przyjętego zamknięcia trylogii. Według jej własnych słów praca nad trzema filmami w 98 proc. była doświadczeniem niezwykle pozytywnym, wręcz fantastycznym. Styczeń 2020 roku trudno byłoby jednak nazwać równie przyjemnym:

Sytuacja z odbiorem ostatniego filmu była złożona. Styczeń nie był zbyt miły. To dziwne, ale miałam wrażenie, że cała ta miłość, która towarzyszyła nam przy „Przebudzeniu Mocy”, gdzieś znikła. Zastanawiałam się: Gdzie podziała się ta miłość?

star wars daisy ridley

Aktorka podkreśliła przy tym, że praca na planie „Skywalker. Odrodzenie” niezwykle ją cieszyła. A ponieważ obejrzała niedawno dokument „The Skywalker Legacy” dołączony do wydania Blu-ray tego filmu, to wszystkie te pozytywne uczucia znowu do niej powróciły. I to jak najbardziej zrozumiałe. Nie ma wątpliwości, że Daisy Ridley i pozostali członkowie obsady ciężko pracowali nad tym filmem. Filmowa Rey podkreśliła zresztą we wspomnianej rozmowie, że jest dumna ze „Skywalker. Odrodzenie” i nie tweetowała by o tym filmie, gdyby nie była z niego zadowolona. Być może to prawda, choć w dobie współczesnego marketingu wcale nie musi tak być. Mark Hamill nie ukrywał swojego krytycznego stosunku do „Ostatniego Jedi” już na etapie przedpremierowej promocji, ale John Boyega swoje prawdziwe uczucia zdradził dopiero kilkanaście miesięcy później.

Dziwne natomiast, że Daisy Ridley zrzuca winę za negatywny odbiór „Skywalker. Odrodzenie” na kulturę mediów społecznościowych.

To skomplikowana sprawa, gdy jest się częścią projektu pełnego miłości, lecz nie podobającego się ludziom. Każdy ma prawo czegoś nie lubić. Ale mam wrażenie, że przyzwolenie na mocną krytykę się przesunęło. A na całą tę sytuację wpływ miały media społecznościowe – zaznaczyła Ridley.

Nikt nie podważa faktu, że w przestrzeni internetowej można zauważyć kilka negatywnych trendów. Jednym z nich zdecydowanie jest agresywny i wulgarny hejt, który dotknął też aktorki grające w „Ostatnim Jedi”. Taktyka wrzucania wszystkich krytycznych opinii (merytorycznych bądź nie) do jednego worka, to jednak inny trend współczesnej popkultury. Dla współczesnej kina nie mniej niebezpieczny niż nieuprawnione fanowskie oburzenie.

Fatalne filmy, a takim jest bez najmniejszych wątpliwości „Skywalker. Odrodzenie”, krytykowano bez skrupułów na długo przed wynalezieniem Facebooka czy Twittera. Wśród przeciwników Epizodu IX można było też znaleźć wielu profesjonalnych dziennikarzy, którzy wcale nie identyfikują się z rzekomo toksycznym fandomem. Jak to wytłumaczyć? Czy oni także zostali przeciągnięci na Ciemną Stronę Mocy przez wpływ mediów społecznościowych? Brzmi to co najmniej zabawnie.

Disney i Lucasfilm lubią zrzucać całą winę za niepowodzenie swojej trylogii na fanów nieuznających kobiecych bohaterek i większej różnorodności w obsadzie.

Takie wytłumaczenie ma jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nie dlatego, że w fandomie „Star Wars” nie ma rasistów, seksistów czy ludzi nastawionych negatywnie do każdej zmiany. To na tyle olbrzymia i zróżnicowana grupa, że niestety również takie osoby do niej należą. I należy bezwzględnie walczyć ze kierowanymi przez nich przejawami agresywnego hejtu wobec aktorek czy twórców. Natomiast nie zmienia to faktu, że spośród całej pierwszoplanowej obsady trylogii Disneya to właśnie Daisy Ridley dała najbardziej płaski i drewniany popis aktorstwa.

Występ w takim olbrzymim projekcie filmowych jak którakolwiek z trylogii „Gwiezdnych wojen” to niełatwe zadanie. Nie każdy jest w stanie poradzić sobie z krytyką i często nieuprawnionymi atakami. Jake Lyold, Hayden Christiansen i Ahmed Best to tylko trójka aktorów, którzy przeżywali bardzo ciężkie chwile z powodu nienawiści pseudofanów „Star Wars”. Ale czy ich nieszczęście pozbawia jakąkolwiek krytykę sensu? Wydaje mi się, że nie. Aktorzy muszą się pogodzić z tym, że czasem ich praca nie zyska sobie poklasku. I naprawdę nie z winy Facebooka czy Twittera, ale przede wszystkim jakości filmu i poszczególnych kreacji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

17 odpowiedzi na “To media społecznościowe odpowiadają za przesadną krytykę filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”. Tak twierdzi Daisy Ridley”

  1. Problemem jest to, iż naprawdę słaby film był. Bardzo słaby. Dużo słabszy nawet od The Last Jedi, który jawi się jako najlepsza część nowej trylogii

  2. Główne i nadrzędne zasady kręcenia filmów są obecnie dwie: aby obsada się świetnie bawiła, a projekt był pełen miłości. Oczywiście jeśli coś nie wyjdzie, wówczas jest to wina wyłącznie społeczności, która “hejtuje” bo zwyczajnie nie dorosła do poziomu dzieła.
    Nie jestem zagorzałym fanem serii, a film zobaczyłem raptem parę dni temu i jest zwyczajnie kiepski. Nudny, wtórny, przewidywalny.

  3. Skywalker: Odrodzenie to projekt nieudany. I tyle. Prawda jest taka, że w Holywood zapanowała ideologia nad sztuką filmowa i mnóstwo tytułów i całych serii zostało zniszczonych. Wciskają gdzie się da polit poprawność, wszelakie mniejszości wrzucane są gdzie się da, to nie mogło się udać. Obwinianie widzów to naturalny odruch ideowców, odruch, który tylko pogarsza sprawę, to nie widzowie są dla filmów tylko filmy dla widzów.

    • A co tu ma do rzeczy polityczna poprawnosc? Ep IV byl rownie poprawny politycznie, jednoczesnie bedac swietnym filmem. Ostatnie 3 epizody to po prostu sieczka lubudu bez ladu, skladu i do tego marnie zagrana.

  4. Here we go again. Nie ważne, że film jest generalnie słaby, scenariusz wygląda jak pisany na kolanie, a same postacie i dialogi w najlepszym wypadku nijakie. Hejtery nie rozumio /S

    Nie jestem fanem SW, ale jakoś trylogię Lucasa oglądam bez większego bólu, ot, po prostu fajne oglądadło. Ta nowsza trylogia [prequel?] też w sumie niczego sobie, choć moje dzieciaki zdecydowanie lepiej bawią się przy niej niż ja. Natomiast ta nowa… żadna część nie ma tego czegoś, że miałbym ochotę poświęcić czas na ponowne obejrzenie. Tej ostatniej części nawet nie obejrzałem do końca…

    • Nie wiem jak dawno oglądałeś to co stworzył Lucas ale jak sobie przypomniałem niedawno Gwiezdne wojny: część I – Mroczne widmo to z uważam że był mocnym przeciętniakiem, całość ratowały walki na miecze :) Dla mnie jako nie wielkiego fana Star Wars TLA i TLJ oglądało się lepiej oceniają film oczywiście jako filmy czysto rozrywkowe zresztą od początku tak traktuje Star Warsy.

  5. “Natomiast nie zmienia to faktu, że spośród całej pierwszoplanowej obsady trylogii Disneya to właśnie Daisy Ridley dała najbardziej płaski i drewniany popis aktorstwa.”

    Przepraszam bardzo ale John Boyega starał się jak mógł aby ją przegonić w tym względzie i według krytyków odniósł pełen sukces. Ale z racji koloru skóry nie można mu tego wypominać.

    • No popatrz…a kobiecie mozna? To tez niepoprawne poliyycznie.

      Dajcie sppkoj z ta poprawnoacia bo to jest nudne.
      Epizod 4 na swoje czasy tez byl bardzo poprawny poliyycznie a jednak byl swietnym, kultowym filmem.
      Osyatnie 3 epizody sa po prostu przeladowane akcja, chaotyczne, bez konceptu i marnie zagrane. Polityczna poprawnosc nie ma tu nic do rzeczy.

  6. Dla mnie z nowych GW najlepszy jest Han Solo, nie rozumiem dlaczego wszyscy utyskują na ten film. Odtwórca Hana świetnie zagrał, a i akcja całkiem na poziomie w porównaniu z VII, VIII i IX. Jedyna część z nowych, która oglądam od czasu do czasu na dvd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...