Disney+ rośnie w tempie, które zadziwia nawet włodarzy firmy. Kiedy usługa zawita w końcu do Polski?

Artykuł/VOD 09.04.2020
Disney+ rośnie w tempie, które zadziwia nawet włodarzy firmy. Kiedy usługa zawita w końcu do Polski?

Disney+ rośnie w tempie, które zadziwia nawet włodarzy firmy. Kiedy usługa zawita w końcu do Polski?

W niecałe pół roku od startu platforma Disney+ może pochwalić się niesamowitą liczbą 50 mln subskrybentów usługi na całym świecie. To imponujący wynik.

Jest to bodaj najbardziej rekordowy wzrost liczony od startu serwisu w historii platform streamingowych. Oczywiście trudno go porównywać z innymi usługami, w tym z Netfliksem, który wystartował w 2007 roku, jednak mniej więcej dopiero od 2010 zaczynał powoli zdobywać nowych klientów. A jego globalne podboje to kwestia ostatnich kilku lat.

Oczywiście Disney+ też nie jest obecnie dostępny na całym świecie, ale za to mogą z niego korzystać kluczowe rynki. Do tego w chwili obecnej, gdy na świecie szaleje pandemia koronawirusa, która wymogła globalną kwarantannę, całe rodziny siedzą razem w domach. Więc bez względu na naszą opinię o treściach na Disney+, jest to usługa wręcz idealnie skrojona pod obecne czasy, gdyż oparta o treści familijne.

Tak więc kosmiczny przypadek sprawił, że Disney wstrzelił się idealnie w obecne potrzeby odbiorców.

Zapewne w chwili obecnej całe rodziny siedzące w domu i chcące zakupić dla siebie subskrypcję jakiegoś serwisu streamingowego nawet się długo nie zastanawiają, tylko wybierają Disney+, ze względu na to, że dostępne są tam nowe i klasyczne animacje, filmy Marvela i Foxa dla trochę starszych, a także cała masa dokumentów przyrodniczych i popularnonaukowych.

Tym niemniej, skala wzrostów subskrypcji Disney+ naprawdę robi wrażenie. Gdy usługa startowała w listopadzie 2019 roku, firma sama dość ostrożnie prognozowała, że spodziewa się ok. 60-90 mln subskrypcji do 2024 roku. Tymczasem mamy kwiecień 2020, a Disney+ jest już bliski realizacji wersji minimum tego planu. A serwis na dobrą sprawę dopiero się rozkręca. Jedynym dużym show w ich ofercie jest „Mandalorian”. Na resztę najbardziej oczekiwanych produkcji przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Szefowie studia już teraz zapewniają, że ze względu na koronawirusa i zaprzestanie działania tradycyjnej dystrybucji wiele z planowanych na ten rok premier filmowych zostanie przeniesionych od razu do Disney+ z pominięciem kin.

Całkiem niedawno trafiła tam animacja „Naprzód”, która ze względu na pandemię nie miała zbyt długiego życia kinowego. Również niedawno Disney ogłosił, że planowana na maj premiera filmu „Artemis Fowl” została przeniesiona z kin do streamingu właśnie. Wystarczy sobie przypomnieć losy „Johna Cartera” czy „Krainy jutra”. „Artemis Fowl” zapowiadał się na taką samą wtopę finansową. Streaming nie przyniesie studiu bezpośrednich zysków z tego filmu, ale opcja VOD wydaje się dla niego najbardziej optymalna. Szczególnie w sytuacji, gdy już po pandemii harmonogram premier blockbusterów będzie i tak pękał w szwach.

Każdy wiedział, że Disney+ szybko stanie się jednym z czołowych graczy, natomiast chyba nikt nie przewidywał, że tak szybko zacznie swoją ekspansję. Netflix, który obecnie posiada ponad 167 mln subskrybentów globalnie wydaje się łapać zadyszkę i jego baza nie rośnie już tak szybko i znacząco jak do niedawna. A serwis Disneya w pół roku ma już prawie jedną trzecią tego co Netflix. Nawet jeśli platforma Myszki Miki zwolniłaby trochę w drugiej połowie roku, to można ostrożnie stwierdzić, że do końca 2020 Disney+ będzie miał nawet 80 mln subskrybentów (w wersji ostrożnych szacunków, bo niewykluczone, że liczba ta dobije do 100 mln).

Oczywiście, dobicie do granicy 50 mln subskrybentów to także wynik tego, że od 24 marca 2020 usługa ta stała się dostępna w kolejnych krajach europejskich (m.in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy we Włoszech).

Latem serwis ma pojawić się na kolejnych europejskich rynkach. Przed nimi także cała Azja. A kiedy Polska?

Jak pisaliśmy wcześniej, Disney zrobił nam niezłego psikusa, dał ciastko i zabrał je, zanim zdążyliśmy skosztować chociaż małego kęsa. Firma najpierw ogłosiła, że usługa będzie dostępna nad Wisłą latem 2020, a potem wycofała się z tego i stwierdziła, że zgodnie z wcześniejszym planem Disney+ pojawi się w Polsce w 2021 roku. Dopiero… Polska trafiła praktycznie na sam koniec listy wdrożeń.

To wszystko może sprawić, że przyjęcie Disney+ będzie w Polsce dość chłodne. Z drugiej strony, na chwilę obecną serwis nie posiada znaczących ilości unikalnych treści, więc póki co nie ma się co spieszyć. Im później, tym bardziej dopracowanym i pełnym świeżego kontentu serwisem będzie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

5 odpowiedzi na “Disney+ rośnie w tempie, które zadziwia nawet włodarzy firmy. Kiedy usługa zawita w końcu do Polski?”

  1. Ja powiem szczerze niech całują mnie w fingiel ale nie wydam złamanego grosza na firmę która na żywca pokazuje ,że ma nas w dupie . Przepraszam w czym jesteśmy gorsi od takich Włochów czy Francuzów bo mi się wydaje w niczym wkurw…. mnie już traktowanie nas jak kraj trzeciego świata .

  2. Podejrzewam, że najpewniej to kwestia licencji (z HBO GO na przykład?), które najpierw muszą wygasnąć, żeby mogli na polskim rynku zaoferować cokolwiek poza twórczością własną platformy… :-) Stąd taki odległy termin. A te Wasze fochy o późną datę wprowadzenia u nas to… lol xD I tak zasubskrybujecie xD

  3. Nie można porównywać drogi Netflixa, który był pionierem w tego typu usługach i pierwsze lata to było nie tyle budowanie biblioteki co w ogóle przekonywanie ludzi co to jest ten VoD i czym to się je. Disney i inni wszedł na ten rynek kiedy Netflix pokazał, że tak, to tędy droga. Disney wszedł też na rynek jako marka, którą zna cały świat, tak samo jak ich produkcje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...