Czy androidy są bardziej ludzkie od ludzi? Luke Hemsworth opowiada o 3. sezonie „Westworld”

Wywiad/Seriale 06.04.2020
Czy androidy są bardziej ludzkie od ludzi? Luke Hemsworth opowiada o 3. sezonie „Westworld”

Czy androidy są bardziej ludzkie od ludzi? Luke Hemsworth opowiada o 3. sezonie „Westworld”

O pracy na planie serii „Westworld”, stosunku do nowych technologii i androidach opowiada Luke Hemsworth. Aktor w kolejnym już sezonie produkcji wciela się w postać Ashleya Stubbsa.

Luke Hemsworth – wywiad

W najnowszym sezonie Ashley Stubbs jest w centrum dramatycznych wydarzeń. Czy mógłbyś przypomnieć nam, co działo się w życiu twojego bohatera, kiedy po raz ostatni widzieliśmy go pod koniec drugiego sezonu?

Luke Hemsworth: Mam wrażenie, że zakończenie ostatniego sezonu można interpretować na wiele różnych sposobów. Twórcy serialu zasugerowali widzom, że Ashley Stubbs może być hostem, bo wspominał o pamięci i mówił, że zatrudnił go kiedyś starszy mężczyzna [Robert Ford, grany przez Anthony’ego Hopkinsa], ale pewność zyskujemy dopiero w najnowszym sezonie, kiedy widzimy, jak Stubbs próbuje sam siebie unicestwić. Na szczęście nie umie dobrze strzelać. Nie wiem, co z nim jest nie tak, ale nie jest w stanie trafić.

Czyli można powiedzieć, że źle wybrał sobie pracę?

Jest najgorszym specem od bezpieczeństwa, jakiego widziałem. „Na czym polega twoja praca? – Dbam o bezpieczeństwo wszystkich pracowników. Czyli pewnie jesteś w tym dobry? Nie jesteś?” Robi dobre wrażenie, ale po chwili okazuje się, że to tylko fasada. To facet, który składa się z samych pozorów.

W tym sezonie poznajemy go od zupełnie innej strony. Okazuje się, że ma duże poczucie humoru. Czy jest to wdzięczna rola dla ciebie, jako aktora?

Tak, ma ogromne poczucie humoru. Bywa sarkastyczny. Ironia jest jego tarczą, a my wykorzystujemy w serialu ten wątek, zwłaszcza w scenach z Bernardem [Lowe], które wyszły fantastycznie. Nigdy wcześniej nie wypowiadałem kwestii: „Wal się Bernard” w sposób, który miałby tyle ukrytych znaczeń! „Wal się Bernard”. Mam wrażenie, że w pewnym momencie to zdanie brzmi niemal jak miłosne wyznanie. „Wal się”.

Jest pewna ważna i bardzo zabawna scena, w której Bernard wgrywa Stubbsowi nowe oprogramowanie, bo chce, żeby się nim opiekował.

Właśnie wtedy, kiedy myślał, że za chwilę wypadnie z gry… zrobił wszystko, co mógł – pozwolił wszystkim opuścić teren parku, żeby potem przekonać się, że nie powinien był ufać Bernardowi!

Kiedy dowiedziałeś się, że Stubbs jest hostem?

Byłem w Kentucky, gdzie pracowałem na planie filmu, w którym zagrałem niewielką rolę. Miałem zarezerwowany lot, żeby wrócić do Los Angeles następnego dnia o 6 rano, bo miałem kręcić kolejne odcinki „Westworld”. Kiedy dotarłem na lotnisko w Atlancie, okazało się, że moja bramka jest już zamknięta. Spóźniłem się na lot i byłem bardzo zdenerwowany.

O pierwszej w nocy dostałem od Jonaha [Jonathana Nolana] maila z poprawkami scenariusza i tym właśnie dialogiem w pewnej scenie. Odpisałem mu, że ma szczęście, że nie śpię i mogę się nauczyć nowego tekstu. Zaraz potem zacząłem czytać scenariusz. Byłem zaskoczony, kiedy zorientowałem się, że mój bohater ma wgraną pamięć. Zacząłem zastanawiać się, co jest grane? Wychodzi na to, że te informacje zostały mi zgrabnie podane w tekście scenariusza.

Aktor, który zdobywa samoświadomość czytając scenariusz – to historia wzięta żywcem z serialu „Westworld”…

Dokładnie. Kiedy przyjechałem na plan spóźniony pięć godzin, zastałem na miejscu 500 ludzi, łodzie i samoloty i od razu zacząłem dopytywać się: „O co chodzi? Czy jestem hostem?” Johan [Jonathan Nolan] podpowiedział mi, że być może. Potem, pomimo chaosu, jaki panował na planie, Tessa [Thompson] i ja zagraliśmy bardzo kameralną scenę, a później zacząłem ją drobiazgowo analizować. Nie wiedziałem jeszcze, co oznacza ta scena dla mojego bohatera. Wszystko wyjaśniło się, kiedy przed Bożym Narodzeniem dostałem kartkę z życzeniami od Lisy [Joy], w której napisała mi: „Gratulację, zostaniesz robotem, bo roboty są wieczne”. Zastanowiłem się przez chwilę, a potem pomyślałem sobie: „Dobra, może być. Przynajmniej teraz mam jasność”. A potem w kolejnej scenie… [przykłada palce do głowy] pudłuję.

Czy sądzisz, że androidy są bardziej ludzkie od ludzi?

Tak. Mam od samego początku swoją teorię. Roboty były kiedyś prototypami nowej ludzkiej rasy. Taka czeka nas przyszłość i taka jest nasza geneza. W taki sposób stworzyliśmy społeczeństwo, a wszystko zaczęło się od sztucznej inteligencji. Sam nie wiem… To była moja własna teoria, którą stworzyłem w pierwszym sezonie. Czy mam rację? To zupełnie inna sprawa. Tego nie wiem, bo nikt nic nie mówi Stubbsowi! Ale podejrzewam, że wszystko zmierza w tym kierunku. Dolores wspominała kiedyś, że androidy są bogami, że tworzą doskonalszą rasę i oddzielają ziarno od plew. Może tu właśnie o to chodzi.

Czy rola w serialu zmieniła twój stosunek do nowych technologii?

Tak, bo nawet w porównaniu z 2014 rokiem, kiedy rozpoczęły się zdjęcia do serialu, widzimy ogromny postęp. Znam Lisę [Joy] i Jonaha [Jonathan Nolana] i domyślam się, że nie widzą nadziei dla gatunku ludzkiego, co wyraźnie widzimy w tym sezonie. Wyrazem braku wiary i nadziei jest poczucie rezygnacji – przekonanie, że obraliśmy pewną drogę i nie możemy tego zmienić. Tak kiedyś będzie. W końcu do tego dojdzie. Zresztą już dzisiaj przeżywamy cyfrową rewolucję. W tym, co mówię nie ma żadnej przesady. Czy jest coś, co możemy zrobić? Bo na pewno nie przestaniemy korzystać z nowych wynalazków i technologii. Tych zmian nie można od tak cofnąć ani odkręcić. Mam wrażenie, że mamy poczucie, że zbliża się katastrofa, ale pomimo to ochoczo idziemy do baru.

Co myślisz o kobietach, które obecnie zdają się być u sterów „Westworld”?

Bez tego wątku byłby to zupełnie inny serial – osadzony mentalnie w innych czasach, czasach, które bezpowrotnie odeszły. Ten motyw podkreśla, jak niezwykłymi ludźmi są bohaterki serialu. Evan [Rachel Wood] i Thandie [Newton] są jak żywioł. Jestem pod ich ogromnym wrażeniem. Podczas jednego z moich pierwszych dni zdjęciowych na planie serialu zagrałem scenę z Evan. Siedziała na krześle i była w trybie serwisowym. Pamiętam, że obserwowałem jej subtelną grę – każdy wdech i wydech, każdy ruch rąk, każdy gest niósł jakieś znaczenie. Była doskonała – mogłaby dawać lekcje gry aktorskiej. Jest wspaniała. Podobnie jak inne aktorki. Jak Thandie. Thandie grała przez połowę sezonu nago, co świadczy o jej sile.

Czy to prawda, że doznałeś urazu podczas sceny walki z udziałem Evan Rachel Wood, bo coś poszło nie tak?

Tak naprawdę doznałem urazu dużo wcześniej. Ona dobrze zagrała scenę i udało jej się nie zrobić mi krzywdy. Mocowałem na ścianie telewizor i stałem na drabinie. To był naprawdę wielki telewizor. Stałem wysoko na drabinie i byłem sam w domu. W pewnym momencie mocno wychyliłem się, żeby dotknąć ściany i właśnie wtedy zerwałem przyczep mięśnia dwugłowego.

Byłem przekonany, że nic mi nie jest, ale najpierw usłyszałem trzask, a potem poczułem przeszywający ból ramienia! W mojej pierwszej scenie walki [w drugim odcinku najnowszego sezonu], która ma miejsce w hallu, miałem zerwane zaczepy mięśnia. To właśnie dlatego zostałem postrzelony w ramię i podczas tej sceny muszę radzić sobie tylko jedną ręką. Później miałem operację, która miała przywrócić mi sprawność ręki. Zaczep został przymocowany we właściwym miejscu. Kiedy tylko skończyłem rehabilitację, zagrałem w scenie z Evan [Rachel Wood]. Dosłownie, jak tylko wydobrzałem.

Co wydarzyło się podczas sceny walki z Evan Rachel Wood?

Zostałem przez nią kilkakrotnie skopany, potem rzucony na ścianę i zrzucony z balkonu. Była świetna, ale sceny były fizycznie wyczerpujące. Sceny walki nie sprawiają mi żadnej frajdy. Mają bardzo starannie opracowaną choreografię, ale zawsze potem coś mnie boli. Na początku większość aktorów wzbrania się przed ochraniaczami na kolana, ale zmieniają zdanie, kiedy upadają na kolana 90 razy… bo wielokrotnie powtarzamy sceny. Nieprzypadkowo mamy kaskaderów, którzy wymiatają. Wiedzą jak upaść, żeby dobrze wypaść i zachować prezencję.

Jak często korzystasz z pomocy kaskaderów i jak często sam występujesz w trudnych technicznie scenach?

W tej scenie w większości ujęć wystąpili aktorzy, za wyjątkiem sekwencji, w której Stubbs spada z balkonu. Wtedy gra go Simon – mój dubler. W takich scenach mamy drobiazgowo rozpisane ruchy i podobnie jak każdą inną scenę, ćwiczymy ją raz, drugi, trzeci i czwarty raz. Gramy tak, jak zwykle, ale z powodu zasad bezpieczeństwa aktorzy nie mogą występować w kaskaderskich scenach. To jest zabronione.

Czy Los Angeles jest nadal twoim domem?

Niedawno przeprowadziłem się z powrotem do Australii. Mieszkałem w LA przez siedem lat, ale w grudniu 2019 roku postanowiliśmy wrócić do domu. Nadarzyła się okazja, żeby wrócić, a dzieci są w takim wieku, że stwierdziliśmy, że pora zapisać je do wybranej przez nas szkoły. Na miejscu jest wspaniała szkoła – The Living School, w której wprowadzono wiele zasad znanych z fińskiego i szwedzkiego modelu szkolnictwa, czyli krajów, które znajdują się w czołówce edukacyjnych rankingów. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, bo dzieci uwielbiają swoją szkołę.


Czy po zakończeniu dnia pracy nie masz problemu z zostawieniem wszystkich problemów swojego bohatera na planie? Pytam, bo „Westworld” porusza bardzo złożone i trudne problemy. Czy łatwo ci się potem otrząsnąć i sprowadzić do pionu?

To ciekawe, bo od kiedy mieszkam w Australii, przestało to być problemem. To była zaleta i jednocześnie wada Los Angeles. Fajnie było jechać samochodem do pracy i wracać później do domu, żeby spać we własnym łóżku, ale czułem się dziwnie, kiedy odwoziłem dzieci do szkoły, a potem byłem Stubbsem na planie „Westworld”. Musiałem przestawiać się na inny sposób myślenia. To był proces.

Do tej pory dobrze sobie z tym radziłem, choć zawsze coś zostawało we mnie i trudno było mi o tym zapomnieć. Myślę, że sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybym grał jedną z głównych ról. W życiu trzeba mieć do pewnych spraw dystans. Nie pracowałem na planie serialu aż tak intensywnie, żeby żyć swoją rolą. Muszę jednak przyznać, że w przypadku innych ról celowo nie dzwoniłem do dzieci, bo musiałem poczuć się od nich odseparowany i doświadczyć poczucia straty. Staram się jakoś sobie radzić, żeby lepiej wejść w rolę i jednocześnie zostać sobą.

Wywiad powstał we współpracy z HBO. 

Teksty, które musisz przeczytać:

Gwiazda „Westworld” opowiedziała o koszmarnej pracy na planie „Mission: Impossible 2”. Tom Cruise ze złości wcielił się w jej postać

Praca z Tomem Cruisem nie należy do najłatwiejszych wyzwań w Hollywood, bo gwiazdor serii „Mission: Impossible” jest absolutnym perfekcjonistą wymagającym od innych równie wiele co od siebie. Okazuje się jednak, że czasem w pogoni za lepszą sceną potrafi przesadzić. Thandie Newton znana z „Westworld” opowiedziała o takim negatywnym zdarzeniu.

News/Film 08.07.2020

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...