„Jak zostać Bogiem na Florydzie” to czarna komedia podszyta krytyką amerykańskiego snu

Recenzja/Seriale 03.04.2020
Nasza ocena:
„Jak zostać Bogiem na Florydzie” to czarna komedia podszyta krytyką amerykańskiego snu

„Jak zostać Bogiem na Florydzie” to czarna komedia podszyta krytyką amerykańskiego snu

Canal+ rozpoczął nadawanie „Jak zostać Bogiem na Florydzie”. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego serialu, to złapcie powtórkę 1. odcinka, a dojdziecie do wniosku, że warto zapisać sobie w kalendarzu daty emisji nadchodzących epizodów.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Serial Roberta Funke i Matta Lutsky’ego rozpoczyna się od motywacyjnej pogadanki. Travis dowiaduje się z niej, że ma szansę odnieść sukces. Wierzy w to całym swoim sercem, dlatego w miarę rozwoju akcji decyduje się na desperacki krok. Postanawia rzucić swoją pracę, aby całym sobą poświęcić się handlowi dla firmy opartej na formule piramidy finansowej FAM. Ten pomysł niezbyt podoba się jego małżonce, Krystal. Niezrażony jej racjonalnymi argumentami rusza po obiecane mu przez głos z kasety magnetofonowej miliony, tylko po to, by jego nowa, pełnoetatowa kariera skończyła się przez tragiczny wypadek.

Twórcy zabierają nas w podróż do barwnych początków lat 90. ubiegłego wieku, na przedmieścia Orlando. To tam rozgrywa się dramat osób, którzy aspirują do znalezienia się w gronie amerykańskich milionerów. Na razie trudno ich zaliczyć chociażby do klasy średniej. Ich działania napędza wątła obietnica świetlanej przyszłości. Amerykański sen rozbierany jest tutaj na części. Travis okazuje się ofiarą kapitalizmu i niechcący do tej samej roli sprowadza Krystal. To ona za sprawą twistu staje się tutaj główną bohaterką. Po pierwszym odcinku jeszcze tego nie wiadomo na pewno, ale wszystko wskazuje na to, że dołączy do rodziny FAM.

Piramidy finansowe działają na prostych zasadach i oddziałują na najniższe instynkty. Wspinasz się po szczeblach hierarchii, sprzedając kolejne towary i wciągając w to swoich następnych znajomych. W efekcie powiększa się tylko portfel właściciela firmy. Wykorzystanie mechanizmu takiej piramidy finansowej wydaje się odpowiednim narzędziem do obnażenia dynamiki systemu kapitalistycznego, żerującego na najsłabszych i najbiedniejszych. Już widać, że „Jak zostać Bogiem na Florydzie” właśnie na tej koncepcji będzie bazowało w nadchodzących epizodach. Dlatego pierwszy odcinek kończy się sceną, po której rozumiemy, w jak wielkiej desperacji jest Krystal.

Pozbawiona środków do życia będzie musiała walczyć o zapewnienie godnego bytu własnej córce. A oglądanie jej zmagań zapowiada się na świetną rozrywkę. Bo nie wiem, czy wspominałem, ale jest to komedia. Wszystko dzieje się tutaj w oparach mniej lub bardziej czarnego humoru. Tragiczne wydarzenia prezentowane są niczym fraszki, a towarzyszy im skoczna muzyka. Nie ma nadęcia, pretensji i taniej gry na emocjach widzów, a płacz wymieniany jest na śmiech. Z tego powodu ogląda się to lekko i przyjemnie.

Jak zostać Bogiem na Florydzie

Co więcej, nie ma tu prostackiej ironii, z jaką Mike Clattenberg eksplorował świat white trashów w „Chłopakach z baraków”.

Funke i Lutsky odnoszą się do swoich bohaterów ciepło i z empatią. Prezentują ich jako ludzi sympatycznych, którzy nie radzą sobie w napędzanym materializmem świecie. Łatwo wczuć się w ich sytuację i zrozumieć kolejne podejmowane przez nich decyzję. Jeśli twórcom uda się utrzymać tonację pierwszego odcinka do końca sezonu, „Jak zostać Bogiem na Florydzie” może okazać się serialową bombą.

Kolejne odcinki „Jak zostać Bogiem na Florydzie” emitowane są w każdy czwartek o 20:00 na Canal+, a cały 1. sezon już dostępny na platformie Player.pl.

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...