„Dom z papieru” już tak nie „grzeje”. 4. sezon serialu o Profesorze i jego gangu obejrzysz od teraz na Netfliksie

Recenzja/Seriale 03.04.2020
Nasza ocena:
„Dom z papieru” już tak nie „grzeje”. 4. sezon serialu o Profesorze i jego gangu obejrzysz od teraz na Netfliksie

„Dom z papieru” już tak nie „grzeje”. 4. sezon serialu o Profesorze i jego gangu obejrzysz od teraz na Netfliksie

Profesor i jego gang wracają. Już dziś premiera 4. części „Domu z papieru”. Czy było na co czekać?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Dom z papieru” to chyba jeden z tegorocznych najbardziej oczekiwanych seriali na Netfliksie. Polacy od razu pokochali szalonego Profesora i jego ekipę, którzy kilka lat temu niepostrzeżenie, bo w okresie Świąt Bożego Narodzenia, pojawili się w serwisie streamingowym. Od czasu premiery 1. części szum związany z „La Casa De Papel” nie cichnie.

Już dziś w katalogu Netfliksa pojawiła się 4. część produkcji, która wrzuca nas od razu w centrum wydarzeń. I to – paradoksalnie – stanowi największy problem serialu, a raczej sposobu jego dystrybucji.

Już pierwsze dwa sezony zostały przez Netfliksa sztucznie podzielone. W hiszpańskiej telewizji pierwsza i druga część „Domu z papieru” wyemitowane zostały jako jeden sezon. O ile jeszcze to nie stanowiło problemu, bo obie serie wylądowały w serwisie w niedużym odstępie czasowym (1. część w grudniu 2017 roku, kolejna w kwietniu 2018), o tyle części 3. i 4. dzieli prawie rok. Biorąc pod uwagę, że przedostatni sezon urywa się w bardzo dramatycznym momencie, widzowie mogli poczuć się z jednej strony rozochoceni, by zobaczyć więcej, a z drugiej strony rozczarowani, że nie dowiedzą się od razu, co czeka naszych bohaterów.

Stoję gdzieś w rozkroku pomiędzy jedną a drugą grupą – 3. sezon „Domu z papieru” nie był tak udany jak dwa poprzednie, bo wydarzenia momentami nikły gdzieś w oparach absurdu (tego i nie brakowało w dwóch pierwszych częściach, ale z racji fantastycznej dawki emocji i „świeżości” tematu w serialowym świecie, można było przymknąć na to oko), ale kiedy już zdążyłam się szczerze, mówiąc kolokwialnie, „wkręcić” w nowy skok Profesora i jego załogi, nagle znikąd przyszło ostre cięcie.

Teraz, z okazji premiery 4. części, mamy okazję do tej gonitwy wydarzeń powrócić.

W tym sezonie będziemy mieli do czynienia z rozłamem w przestępczej grupie. Dwie ważne postaci z gangu będą próbowały ratować sytuację – każda z nich znajdzie się w niebezpiecznych dla siebie okolicznościach. I każda z nich będzie obawiała się zdrady tej drugiej. A tym razem stawka będzie jeszcze wyższa. Pojawią się też przetasowania na szczycie i w życiu uczuciowym uczestników skoku.

Szkopuł w tym, że po pierwsze zapomnieliśmy już częściowo, co działo się w serialu, kiedy oglądaliśmy go rok temu, a po drugie napięcie nie jest stopniowo budowane. Musimy szybko odnaleźć się w tej, co prawda nieskomplikowanej, ale nawarstwionej fabule i na nowo zżyć z bohaterami. Bez tego zaangażowania emocjonalnego radość z oglądania hiszpańskiej produkcji jest nikła, żeby nie powiedzieć – żadna.

Czy to znaczy, że formuła „Domu z papieru” się wyczerpała?

I tak, i nie. Z perspektywy widza, a nie marketingowej, którą doskonale rozumiem, o wiele przyjemniej byłoby mi zasiąść do dwóch sezonów „Domu z papieru” i obejrzeć je ciągiem, niż mieć poczucie, że szatkowana seria gdzieś przecieka mi przez palce i przelatuje nad głową. Profesor już tak nie urzeka, a reszta bohaterów nie budzi już takiej sympatii jak kiedyś. Ich problemy to stara sprawa, sprzed blisko roku, straciłam z nimi więź, a ciągłe odkrywanie przeszłości, która służy tylko do nadbudowania teraźniejszych wydarzeń, by te w ogóle miały jakikolwiek sens się toczyć, nie pomaga.

„Dom z papieru”, czy raczej jego kontynuacja w 4. części, pokazuje dwie bolączki współczesnych seriali, których jednak coraz częściej (i bardzo dobrze!) nie kręci się w nieskończoność.

Liczne cliffhangery służące tylko stymulowaniu widza, bywają przez niego postrzegane jak „oszustwo”, którym jest zmęczony. Coraz częściej przypominają tanie chwyty wprost z areny wrestlingowej, które są tylko sztuką kamuflażu dla opowiedzenia dobrej, mocnej historii, która powinna bronić się sama. Chęć wykorzystania popularności jak najdłużej, może odbić się czkawką – kolejne sezony nierzadko wyglądają jak tworzone na potrzeby promocji, a z nie rzeczywistej chęci opowiedzenia historii. A to skutkuje tym, że nagle w kolejnych seriach doświadczamy w pewnym sensie luk fabularnych poprzednich sezonów – jak bowiem uzasadnić to, że nikt nie zająknął się wcześniej o nowej-starej bardzo ważnej postaci czy istotnych wydarzeniach z przeszłości?

„Dom z papieru” w 4. sezonie zawodzi bardziej niż 3. seria z prostego powodu – jest jej sztucznym przedłużeniem. Jestem pewna, że gdybym mogła od razu obejrzeć 3. i 4. część, w formie po prostu 2. sezonu, nie byłabym aż tak rozczarowana. Nie dostajemy tu w pewnym sensie niczego nowego – ot kontynuacja nieco zbyt wymyślnych i czasem naprawdę nieprawdopodobnych zdarzeń. Ale bez pasji ze strony widza to już tak – wybaczcie za dosłowność – po prostu nie „grzeje”.

4. sezon „Domu z papieru” już na Netflix Polska.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (22)

34 odpowiedzi na “„Dom z papieru” już tak nie „grzeje”. 4. sezon serialu o Profesorze i jego gangu obejrzysz od teraz na Netfliksie”

  1. Zacząłem pierwszy sezon Dom z papieru, pierwsze dwa odcinki co to jest nuda nie wiem czy warto dalej oglądać. Przy okazji polecam wszystkim serial Rectify stary ale bardzo dobry.

  2. Mam wrażenie, że kolejne sezony są już kręcone na siłę. Pierwszy sezon niósł ze sobą jakąś świeżość. Drugi był już trochę naciągany, ale przynajmniej kończył historię i powinien być ostatnim. Trzeci był dla mnie już niewypałem. Sporo nadużyć i drobnych absurdów. Czwarty pewnie obejrzę, ale cudów się nie spodziewam ;)

  3. Mam wrażenie, że kolejne sezony są kręcone na siłę. Pierwszy niósł ze sobą pewną świeżość. Drugi był już lekko naciągany, ale dopełniał historii i powinien być ostatnim. Trzeci okazał się dla mnie niewypałem. Mnóstwo niedociągnięć i drobnych absurdów. Czwarty pewnie obejrzę, ale cudów się nie spodziewam ;)

  4. Patrząc na to co jest w top 10 ogladanych na Netflixie, jakie są tam “hity”, to w Polsce kolejny hiszpański serial ludziom się spodoba. Nie ma dużych wymagań. Ja niestety pasuję. Ostatnio na Netflixie nic ciekawego znaleźć nie mogę. W HBO też nudy, Westworld to nie moje klimaty. Nie wiem, może pora spojrzeć w stronę Amazon Prime.

  5. Też tak czułem po S3 że to trochę za długo i za dużo tego samego. Serial przeskoczył rekina i jakoś nie ciągnie mnie do S4 gdzie nawet te słabsze telenowelowate odc z S2 wciągały jak Jordan Belfourt koks

  6. Jestem świeżutko po 3 sezonach bo oglądałem je dopiero w tym roku.
    3 sezon jest zajebisty i nie dam sobie złego słowa o nim powiedzieć. Rozwój postaci, w szczególności Nairobi mnie rozwala na atomy, a ukazanie profesora jako człowieka z krwi i kości i popełniającego błędy to coś przepotężnego.

    • Też oglądałem niedawno i nie mogę się zgodzić. 3 sezon strasznie naciągany. Zamiast jazdy z górki na sankach gdzie jednak ma się kontrolę, wszyscy z nich pospadali i zapieprzają w dół po coraz bardziej stromym zboczu. To przypadek teraz decyduje kto złamie rękę, kto nadzieje się na skałę, a kto zostanie w jednym kawałku.

  7. Ja na Netflix nie byłem już chwile. Może dlatego że sam wole seriale obyczajowe w stylu Californication. Miałem też HBO i widze ten sam problem w tych platformach. Zdecydowana większość tam bajek, superbohaterów, wróżek i serialików dla nastolatków. Bardzo podoba mi się Apple TV, gdzie mam mase klasyków do wyboru i produkcje które dużo bardziej mi odpowiadają niż fantastyka, fantastyka, fantastyka

    • Różne są gusta, ostatnio obejrzałem serial Rectify najwyżej oceniany ze wszystkich seriali na metacritic ma ocenę bliską 100, to jest dopiero serial wart obejrzenia.

  8. Ja wytrzymałem 4 odcinki pierwszego sezonu. Liczyłem na dobry heist movie a dostałem jakąś absurdalną telenowelę. Słaby i mocno przereklamowany serial.

  9. Dom z papieru to najlepszy serial jaki kiedykolwiek oglądałam i według mnie jest bardzo ciekawy i ani trochę nie jest nudny bo prawie ciągle się coś dzieje. Nie rozumiem też czemu jest tyle złych opini na ten serial skoro ok. 98% ludzi którzy to oglądali stwierdzili ze jest fajny :)

  10. Szczerze to była jedna z najgorszych recenzji, które czytałem w życiu. I żałuje, że chwile na to poświęciłem. Wygląda to tak jakby było pisane z nastawieniem „Nie ważne co się stanie, trzeba napisać, że słaby bo tak”. A co do tego, że nie jakaś część kończy się w momencie, w którym chciałoby się od razu wiedzieć co się zaraz stanie, to po prostu jeden z najbardziej powszechnych zabiegów stosowanych w serialach mających na celu, spowodowanie, że widz z niecierpliwością czeka na premierę kolejnej części. A jeśli Pani nie „grzeje” ten serial to proszę sobie herbatę zaparzyć, a nie pisać coś co nie ma kompletnego sensu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...