Zmarł twórca kultowych adaptacji opowiadań H.P. Lovecrafta. Prezentujemy sylwetkę Stuarta Gordona

Artykuł/Film 25.03.2020
Zmarł twórca kultowych adaptacji opowiadań H.P. Lovecrafta. Prezentujemy sylwetkę Stuarta Gordona

Zmarł twórca kultowych adaptacji opowiadań H.P. Lovecrafta. Prezentujemy sylwetkę Stuarta Gordona

Jak donosi Variety, w nocy z wtorku na środę (24/25 marca), w wieku 72 lat zmarł Stuart Gordon. Twórca najlepiej znany był ze swoich kultowych horrorów opartych o prozę H.P. Lovecrafta.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nie tak dawno, bo zaledwie 15 marca obchodziliśmy rocznicę śmierci H.P. Lovecrafta. Z tej okazji na naszym portalu pojawił się tekst na temat analizy jego twórczości popełnionej przez Michela Houellebecqa oraz zestawienie najlepszych opowiadań Samotnika z Providence. Jeśli ktoś chciałby stworzyć podobny ranking adaptacji jego prozy, nie mógłby pominąć „Reanimatora”, czyli pełnometrażowego debiutu Stuarta Gordona. Tym filmem 38-letni twórca na stałe zapisał się na kartach historii kina grozy.

W tej luźno opartej na serii opowiadań z Herbertem Westem w roli głównej produkcji, czarny humor miesza się z horrorem, tworząc mieszankę wybuchową. Jest to opowieść o wspomnianym studencie medycyny. Główny bohater opracowuje miksturę przywracającą zmarłych do życia. Jest ogarnięty obsesją na jej punkcie, ale nie wszystko ułoży się po jego myśli, a na widzów czeka seria mniej lub bardziej śmieszno-strasznych i ohydno-zabawnych momentów. Wystarczy przecież wspomnieć najsłynniejszą chyba scenę, w której trzymana przez resztę ciała głowa gwałci oralnie Megan Halsey.

„Reanimator” pomimo niskiego budżetu (900 tys. USD) wciąż zdobywa nowe grono fanów.

Nie tylko zapoczątkował serię kontynuacji („Narzeczona Re-Animatora” i „Beyond Re-Animator”), ale też na dobre rozkręcił karierę reżyserską Gordona. Już rok później swoją premierę miała kolejna adaptacja opowiadania Lovecrafta „Zza światów”. Jej budżet wynosił już 4,5 mln USD, ale utrzymana była w podobnym tonie. Twórca zaangażował w końcu do współpracy te same osoby.

Na ekranie ponownie w głównej roli oglądamy Jeffreya Combsa, a towarzyszy mu nie kto inny jak Barbara Crampton. Ta ostatnia pomimo wszelkich wygłaszanych sprzeciwów zagościła w umysłach fanów jako jedna z królowych krzyku. Ikonę horroru uczynił z niej właśnie Gordon. Na wieść o jego śmierci aktorka umieściła pożegnalny wpis na Twitterze, w którym czytamy:

Wielce utalentowany, tętniący życiem i przekraczający kolejne granice. Jego prace były klasą samą w sobie. Stworzył niezliczone sceny, które były jednocześnie zabawne, przerażające, wyzywające i mądre. On dał mi karierę. Straciłam drogiego przyjaciela. Mam złamane serce. Żadne słowa nie oddadzą mu sprawiedliwości. RIP Stuart Gordon.

Do samego końca filmowej kariery, Gordon pozostał wierny swojej estetyce, tworząc kolejne podszyte czarnym humorem kino gatunkowe.

Nieraz współpracował jeszcze z koproducentem „Reanimatora” i „Zza światów” Brianem Yuzną. Była to relacja dwustronna. Bo Yuzna był producentem jeszcze również „Lalek” i „Dagona”, a kiedy sam zaczął podążać ścieżką reżyserskiej kariery role się odwróciły i Stuart został producentem wykonawczym jego „Potomstwa”, a nieco wcześniej był współscenarzystą „Dentysty”.

I chociaż jego kariera kręciła się wokół ducha b-klasowych horrorów, to jego twórcze horyzonty były o wiele szersze.

Po wcześniejszej części tekstu dla wielu zaskoczeniem pewnie będzie to, że Gordon był m.in. autorem materiałów do scenariusza „Kochanie zmniejszyłem dzieciaki”. Wyreżyserował też jeden z odcinków serialu na podstawie filmu.

Ważną częścią życia reżysera był również teatr.

Działał w nim od wielu dekad. W 1969 roku wraz z żoną Carolyn Purdy Gordon założył Organic Theater Company. Na scenicznych deskach odnajdował się także w ostatnich latach życia. Wyreżyserował m.in. „Nevermore… An Evening with Edgar Allan Poe”, czy przerobił swój filmowy debiut na… musical. „Re-Animator: The Musical” zdobył nawet kilka nagród branżowych.

Stuart Gordon był więc aktywny artystycznie do samego końca swojego życia, pozostawiając po sobie spuściznę artystyczną pod postacią wielu filmów i sztuk. A wszystkie je łączy nieustanna chęć przekraczania granic i łączenia ze sobą pozornie nieprzystających do siebie elementów.

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...