Przez kilka dni korzystałem z Katofliksa. Produkcje z serwisu uderzają w rozum i godność kinofila

Felieton/VOD 22.03.2020
Przez kilka dni korzystałem z Katofliksa. Produkcje z serwisu uderzają w rozum i godność kinofila

Przez kilka dni korzystałem z Katofliksa. Produkcje z serwisu uderzają w rozum i godność kinofila

Hasłem reklamowym Katofliksa jest Vide Opera Dei, czyli Oglądaj Dzieła Boże. Bardzo łatwo dałem się do tego przekonać i zarejestrowałem się w serwisie, aby korzystać z zasobów jego biblioteki. Po kilku dniach użytkowania stwierdzam, że katolicy potrzebują lepszych filmów i programów.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o książkach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Pierwszą, techniczną rzeczą, o której należy wspomnieć jest niezbyt przyjazna użytkownikowi forma serwisu VOD działająca na zasadzie wypożyczalni. Zamiast subskrypcji polegającej na comiesięcznych opłatach, za każdy tytuł trzeba zapłacić osobno. Ich ceny nie są co prawda zbyt wygórowane, bo wahają się między 6 a 10 zł, ale jest to po prostu niewygodne. Mimo tej drobnej niedogodności postanowiłem zwiedzić różne zakamarki Katofliksa. W tym momencie biblioteka platformy nie imponuje swoją objętością, jednakże z każdym tygodniem przybywa pięć produkcji.

Całą ofertę serwisu podzielono na pięć kategorii (nie liczę Promocji, Ostatnio Dodanych i Darmowych). Najbardziej zaciekawiły mnie oczywiście Filmy Fabularne. Spodziewałem się sporej dawki christploitation, czyli najprężniej rozwijającego się dzisiaj nurtu kina eksploatacji. Są to produkcje niskobudżetowe, realizowane naprędce, mające skupiać się na przesłaniu dotyczącym wiary katolickiej. Bóg ma wyciągać bohaterów z każdego dna, w jakim się znajdą. Nie ma w tym wielkiej filozofii, ani znanej z blockbusterów jakości. Mimo to, tytuły należące do tego nurtu zdobywają rzesze fanów na całym świecie.

Sam do nich nie należę. Kiedy pierwszy raz usłyszałem termin christploitation byłem pewien, że są to produkcję, jak na eksploatację przystało, pełne krwi, przemocy i seksu. W końcu w „Biblii” nie brakuje opowieści właśnie z tymi elementami. Christploitation wyobrażałem więc sobie jako niskobudżetowe wersje najsłynniejszego gore w historii kina, czyli „Pasji” albo erotyczne wariacje na temat losów Adama i Ewy. Jakże byłem zawiedziony, gdy okazało się, że zamiast flaków, z ekranu tych tytułów wylewa się boża łaska, a zamiast nagości jest miłosierdzie. Z tego powodu nie oglądałem na bieżąco kolejnych części „Bóg nie umarł” czy innych szlagierów ze stajni Pure Flix.

To właśnie z tej mega konserwatywnej chrześcijańskiej wytwórni pochodzi największy hit platformy – „Nieplanowane”.

Fabuła jest oparta na prawdziwej historii kierowniczki kliniki aborcyjnej. Abby Johnson nie ma problemu z przerywaniem ciąży innych kobiet, aż w końcu pewnego dnia odnajduje Boga i zmienia swoje poglądy, stając się twarzą ruchów pro-life. Opowieść poprowadzona jest z subtelnością Patryka Vegi, który podobny wątek zawarł w „Botoksie”. Psychologii postaci tu za grosz, za to pretensji całkiem sporo. Dołóżmy do tego niskie kompetencje artystyczne twórców, a z seansu zrobi się prawdziwe wyzwanie nawet dla największych fanów złego kina. Tych o wiele bardziej przekona identyczne przesłanie „Zemsty embriona”.

Słowo jednak się rzekło i chociaż bardzo chciałem przerwać korzystanie z Katofliksa zaciskając zęby, oddałem się dalszemu przeglądaniu zasobów biblioteki. Zatrzymałem się na „Dotknij nieba”, czyli opowieści o powstaniu największego chrześcijańskiego hitu „I Can Only Imagine” grupy MercyMe. Jest to nic innego jak biografia muzyka, którego życie do najłatwiejszych nigdy nie należało. I co tam się dzieje! Więcej seksu i narkotyków niż w „The Dirt”, relacje z rodziną jeszcze bardziej tragiczne niż w „Rocketmanie”, a na końcu główny bohater porywa publikę niczym Freddie Mercury w „Bohemian Rhapsody”. Chciałbym.

„Dotknij nieba” przypomina tanie obyczaje puszczane na Hallmarku. Wszystko jest wygładzone, ugrzecznione, a realizacja pozostawia wiele do życzenia. Niby Bart Millard ma sporo przeciwności losu do pokonania, a jednak trudno tu mówić o jakimkolwiek zaangażowaniu emocjonalnym. Żaden z wątków nie został odpowiednio pociągnięty. Chrześcijańskie wartości są natomiast przyczynkiem do wykorzystania deus ex machiny. Bóg w końcu sprowadza na bohatera natchnienie i czyni go gwiazdą, a widzowie tracą ponad 1,5 godziny z życia.

Kiedy pojawiły się napisy końcowe, ostatkiem sił nakierowałem kursor na „Ocalić Boga”.

Byłem pewien, że Ving Rhames podniesie mnie na duchu. Jego aktorskie emploi nie jest zbyt chrześcijańskie. Nigdy przecież nie zapomnę, że grany przez niego Marsellus Wallace nie wygląda jak dzi***, tego jak bił się z Wesley’em Snipesem o tytuł championa, czy kilkukrotnie pomagał Ethanowi Huntowi w jego misjach niemożliwych. Co więc mogło stanąć na przeszkodzie porządnej, sensacyjnej rozrywce? Jak się okazuje, bardzo wiele. Aktor wciela się w byłego skazańca, który zostaje pastorem. Próbuje zaszczepić chrześcijańskie wartości w mieszkańcach biednej dzielnicy, jednocześnie walcząc ze swoją naturą i przyzwyczajeniami z młodości. Nuuda!

Chociaż oczywiście do zobaczenia pozostało jeszcze sporo fabuł, już po tych obejrzanych i szybkim przejrzeniu pozostałych mogę stwierdzić, że na Katofliksie mamy do czynienia z całkiem spójnym uniwersum. Zamieszkują je ludzie pogubieni. Podążają złą ścieżką albo zostali sprowadzeni na złe tory, ale w głębi serca są dobrzy. Bóg musi to dobro wyciągnąć. To w zasadzie prosty fabularny mechanizm. Wszystko idzie nie tak jak powinno, do czasu, gdy Pan wszystko naprawi. Nieważne jak będzie to uzasadnione. To po prostu musi się zdarzyć, aby dać ludziom nadzieję, że wszystko się ułoży i ktoś nad nimi czuwa.

A skoro wnioski z seansów filmów fabularnych już wyciągnięte, nadszedł czas na dokumenty.

Pierwszym tytułem, jaki rzucił mi się w oczy w zalewie typowo chrześcijańskich produkcji był „Największy dar”. W tym autotematycznym mockumencie poznajemy historię reżysera, który kręci western. Niestety nie odpowiada mu to, że wszyscy bohaterowie muszą się pozabijać nawzajem. Mając poważne wątpliwości rusza przed siebie, aby wymyślić inne zakończenie. Nie powinno być zaskoczeniem, że znajduje dużo dobra. Ma to swój naiwny urok, ale ginie on pod natłokiem tanich, emocjonalnych chwytów. Konia z rzędem temu, kto obejrzy to bez żadnej przerwy.

Niewiele lepiej wypada krótki dokument o egzorcyzmach. „Diabeł. Opętanie przez złego” ma wzbudzić naszą czujność, nakłonić do uważania na czającego się wszędzie szatana. Kolejni egzorcyści opowiadają o zachowaniach Lucyfera i jak się walczy z jego wpływem na ludzi. Uspokajają też, że Bóg nie pozwala mu na za wiele. Uff, co za ulga. A kiedy już odetchniemy ze spokojem, dowiemy się, że to on stoi za II wojną światową. Ok, niezła konsekwencja w poglądach. Rozumiem to. Skoro coś jest na tyle irracjonalne, że nie można tego zrzucić na barki katastrofy naturalnej winny jest diabeł. Niech będzie.

I chociaż nie będę pastwił się nad tą tanią produkcją, to żałuję, że nie powstała kilkanaście lat później. Na sam jej koniec jeden z księży opowiada o rytuałach satanistycznych. Mówi o czarnej i czerwonej mszy. Gdyby dokument był realizowany dzisiaj, wymagałbym od twórców, aby pokazali również rytuały członków Świątyni Szatana, takie jak sprzątanie plaż, czy edukowanie dzieci (o czym mówię dowiecie się z dokumentu „Ave Satan?”).

Chociaż liczba obejrzanych tytułów nie jest imponująca, weźmy pod uwagę, że każdy masochizm musi mieć swoje granice. Swoje poznałem dzięki „Wprowadzeniu do Nowej Jakości Życia”. Ta produkcja dostępna jest za darmo (tutaj!) i trwa zaledwie 13 minut. Niby nic, ale dowiedziałem się z niej, że powinienem być Teofilem… i czytać „Biblię” kilkanaście minut dziennie. Wtedy moja jakość życia się polepszy. Hm… Ciekawa teoria.

Najważniejszy wniosek, jaki wyciągnąłem z mojego kilkudniowego obcowania z serwisem jest prosty.

Umieszczone na nim produkcje nie tylko karmią katolicką paranoję, ale wręcz ją podsycają. Dowiadujemy się z nich, że wszyscy są przeciwko chrześcijanom, ale oni mają przy sobie Boga, który pomoże im to przetrwać. On sprowadzi wszystko na właściwe tory i dzięki temu, na końcu drogi czeka na nich nagroda. Katoflix skierowany jest do ludzi, którzy mają wyrobione poglądy i nie chcą ich zmienić. Jednakże w żadnym wypadku nie przekona do ich racji żadnej zbłąkanej owieczki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (60)

69 odpowiedzi na “Przez kilka dni korzystałem z Katofliksa. Produkcje z serwisu uderzają w rozum i godność kinofila”

  1. Cały ten artykuł wygląda tak jakby uczucia ateisty zostały obrażone. Nie wiem po co się brałeś za oglądanie filmów na tej platformie skoro twoje poglądy na temat religii są już tak spaczone?/Ja nie zamierzam oglądać Katoflixa, ale i też nie zamierzam na siłę krytykować tej platformy ani nasmiewac się z katolików jak autor artykułu.

    • Ale o czarach (w tym również katolickich) można zrobić dziś nawet dobre filmy, ale komu by się chciało. W końcu katolik ma wierzyć (bez zadawania trudnych pytań) i dawać na tacę (ku uciesze kawalerów w sutannach). A co do uczuć ateisty to w polskim prawie jest przepis o “obrazie uczuć religijnych”, a nie ma żadnego, który mówiłby o obrazie zdrowego rozsądku i zakazie propagowania czarów i zabobonów. Nie uważam, by religia (jakakolwiek) miała prawo domagać się szacunku tylko dlatego, że niektórzy jej przedstawiciele (np. KK) zbudowali wielkie machiny indoktrynacji ludności i żyją z tego od wielu stuleci. Poza tym, skoro taki KK mylił się odnośnie tego, że Ziemia jest w centrum wszechświata, może się on również mylić, co do innych głoszonych przez siebie twierdzeń. Równie dobrze można by podobną religie zbudować na Tolkienie i wmawiać ludowi, że Sauron to ten zły, a Gandalf wymaga wznoszenia modłów.

      • Poza tym, skoro taki KK mylił się odnośnie tego, że Ziemia jest w centrum wszechświata, może się on również mylić, co do innych głoszonych przez siebie twierdzeń.

        Dobrze, że napisałeś Kościół a nie Katolicyzm czy szerzej Chrześcijaństwo. Bo akurat z geocentryzmem to był ściśle wymysł jakiejś części duchowieństwa, w żaden sposób to z Biblii nie wynika.

        • Wiele rzeczy z tej starożytnej książki nie wynika, a jednak banda cwaniaków tak to sobie wszystko zinterpretowała, by urządzić się wygodnie w ciągu wielu stuleci. Ktokolwiek by wziął tę książkę do ręki i chciał nawet zrobić coś dobrego, zaczyna od wmawiania ludziom istnienia jakiegoś czarodzieja, który stworzył Świat i nas samych (wbrew temu, co mówi nauka), a to już w dzisiejszych czasach nie przystoi. Wiara jest synonimem fanatyzmu, bo nie dopuszcza żadnych argumentów przeciw. Z bezkrytycznej wiary uczyniono wręcz cnotę i się za nią nagradza.

          • Wiara nie jest synonimem fanatyzmu. Jest wielu naukowców, którzy jednocześnie są osobami wierzącymi. A nauka też w żadne sposób nie zaprzecza istnieniu Boga, i to też bardzo popularny błąd logiczny. Wszystko co wiemy o stworzeniu wszechświata to tylko teorie, w których jest wiele niewiadomych i nikt nie umie odpowiedzieć, czemu akurat potoczyło się tak a nie inaczej. Czysty rachunek prawdopodobieństwa? Przypadek? A słyszałeś może to słynne powiedzenie Einsteina “Bóg nie gra w kości”?

          • A słyszałeś coś o konformizmie wśród ludzi? Jest bardzo powszechny, zwłaszcza, gdy człowiek chce względnie spokojnie żyć i nie być wytykany palcami tylko dlatego, że z jakiegoś powodu różni się od pobratymców. Z własnego doświadczenia wiem, jak silny to mechanizm, bo w rozmowach w cztery oczy, często okazuje się, że tzw. katolicy mają podobne do mojego, spojrzenie na religię. Bardzo często to dla nich raczej tradycja, niż uwewnętrzniona wiara. Żyją więc sobie spokojnie i byle tylko nie wzbudzać sensacji, uczestniczą w różnych dziwnych rytuałach. Wielu też twierdzi, że skoro to nie zaszkodzi, a być może po śmierci pomoże, to czemu nie klepać tych modłów. Tak oto tworzy się społeczeństwo, które ze względu na potencjalne trudności, woli jednak dostosować się do reszty inie wychodzić przed szereg.
            Jeśli zaś chodzi o Einsteina, to mam dla Ciebie fragment jego listu z wyjaśnieniem jego podejścia do konstruktu boga: “Na rok przed śmiercią Albert Einstein pisał do filozofa Erika Gutkinda: ‘Słowo ? Bóg ?jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić'”, a także: ‘Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzkości” i wreszcie: “Moim zdaniem idea osobowego Boga jest dziecinna. Może Pan nazywać mnie agnostykiem. Nie podzielam zapału zawodowych ateistów spowodowanego głównie bolesnym aktem wyzwolenia się z pęt religijnej indoktrynacji, jakiej byli poddani za młodu. Wolę postawę pokory wobec słabości naszego intelektualnego zrozumienia natury i własnego istnienia”. Tak więc jak widzisz, bogiem może być dla kogoś harmonia, może być nawet otaczająca nas natura, ale nijak taki bóg ma się do bajań różnych systemów religijnych. Einstein pisze, że najprawdopodobniej jest agnostykiem, a więc przede wszystkim wie, jak mało wiemy, jako ludzie.
            Jeśli jednak prześledzić kolejne religie i dyrdymały, jakie wymyślały, by w jakiś sposób wyjaśniać otaczający ludzi świat, nie ma żadnego powodu, by twierdzić, że kolejna, powstała ponad 2000 lat temu religia, nareszcie odkryła tę “jedyną prawdę” i ma w czymkolwiek rację. Sama skompromitowała się już tak wiele razy, że nie sposób brać ją poważnie. Przed chrześcijaństwem było wiele innych religii, które trwały dłużej. Później los uśmiechnął się do cwaniaków, którzy na bazie historii jakiegoś nieszczęśnika zbudowali kolejną religię, a wiele z jej “zasad” wzięli z wcześniejszych bajań, natomiast tam, gdzie było to konieczne, zastąpili tzw. “zwyczaje pogańskie” swoimi hokus-pokusami i tak to się niestety kręci. Mam jednak nadzieję, że instytucja religii w końcu skompromituje się na tyle, że ludzie ostatecznie odwrócą się od tych bajań.

          • Nie podzielam zapału zawodowych ateistów spowodowanego głównie bolesnym aktem wyzwolenia się z pęt religijnej indoktrynacji, jakiej byli poddani za młodu.

            Hmm czyżbym odnajdował pewne znamiona tegoż właśnie w Twojej wypowiedzi? Gdyby było Ci to obojętne to nie wypowiadał byś się o tym z pogardą. Po tym ja poznaję ateistę normalnego od wojującego – temu pierwszemu sprawa jest obojętna, co jest zupełnie logiczne.

            człowiek chce względnie spokojnie żyć i nie być wytykany palcami

            Ktoś kiedyś powiedział, że obecnie nikt nie jest bardziej atakowany niż heteroseksualny mężczyzna, biały, katolik. Takiego można ze wszystkich stron wytykać palcami, obrażać jego wiarę itp., a wszelkie sankcje prawne za to są raczej iluzoryczne. I gdzie tu sprawiedliwość?

          • Jakoś nie odniosłeś się do innych cytatów, bo były Ci ewidentnie nie na rękę.
            Poza tym uważam, że jeśli coś jest dla kogoś ważne, to powinien się w to angażować. Ateista, który nie wypowiada się krytycznie o religii, jest także zarażony konformizmem, bo np. mieszka w małej miejscowości lub z rodziną, która nie podziela jego poglądów. Oczywiście mógłbym powiedzieć: “co mnie tam obchodzi jakaś wiara w boga” i przejść nad tym do porządku, ale chcę czegoś więcej. Chcę tego, by ludzie zrozumieli, jak bardzo są manipulowani przez systemy religijne i to od stuleci. Kolejni kapłani mogą sobie wymyślać niestworzone rzeczy, ale ludzie nie powinni im ufać, bo te religijne wymysły są jedynie żerowaniem na ludzkim strachu i słabościach. A tak naprawdę wystarczyłaby jedna zasada: “Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” i nagle wszelki sens straciłyby budynki kościołów, odprawiane modły, rozpasany kler i wiele więcej. Czy uważasz, że system etyczny musi pochodzić z jakiejś instytucji religijnej? To przecież bzdura, tym bardziej, że przez religię ginęli i wciąż giną ludzie, bo jeden wyznawca, chce udowodnić drugiemu, że jego bożek jest najważniejszy. To narzędzie kontroli i budowania podziałów – z historią trudno dyskutować.
            Wiesz, katolicy mają zwyczaj przedstawiania się, jako ofiary tylko dlatego, że ktoś im powie, że nie wierzy w bajki zapisane w starych książkach. To już jest dla nich atak. Przy tym, nie potrafią w ogóle dyskutować, bo ich sekta religijna nakazała im jedynie ślepo wierzyć i nie zadawać pytań. Gdyby bowiem zaczęli krytycznie analizować historię KK i patrzeć na ten twór bardziej realistycznie, ich wiara rozsypałaby się w pył i oni bardzo często zdają sobie z tego sprawę, dlatego często mówią: “lepiej nie wiedzieć”. Po co np. czytać taką “Sodomę”, po co zagłębiać się w historię KK, skoro można spokojnie sobie żyć i cieszyć się obiecanym “życiem wiecznym” opłaconym poprzez rzucanie datków do koszyczka? Kościół uczy swoich wiernych konformizmu, bo jest mu to na rękę.
            A poza tym, żaden sposób nie można powiedzieć, by heteroseksualny katolik, był w jakiś sposób prześladowany tylko dlatego, że ktoś śmie twierdzić, że nie zgadza się z nim. Podczas, gdy to właśnie ci inaczej myślący od owego katolika muszą się oglądać za siebie, czy jakiś “miłujący bliźniego” nie zdzieli ich kamieniem.

          • Nie odniosłem się do wszystkiego po kolei bo nie uważam, żeby to było dobre miejsce na jakieś szersze dywagacje. Nie traktuj tego jako wybiórczość, raczej chęć krótkiego i jasnego zawarcia tego o co mi chodziło.

            Oczywiście mógłbym powiedzieć: “co mnie tam obchodzi jakaś wiara w boga” i przejść nad tym do porządku, ale chcę czegoś więcej. Chcę tego, by ludzie zrozumieli, jak bardzo są manipulowani przez systemy religijne i to od stuleci.

            Czyli jednak jesteś wojującym ateistą? Czym się zatem różnisz od misjonarzy, którzy na siłę wciskają Indianom w puszczy amazońskiej swoją wiarę? Ty chcesz głosić ludziom na siłę swoją wiarę w nieistnienie Boga – a to w gruncie rzeczy też wiara – chyba że jesteś w stanie to udowodnić.

          • Śmieszne jest to, że gdy ktoś wyraża swój sprzeciw wobec wciskania ludziom starożytnych bajdurzeń, nazywa się go wojującym, a gdy codziennie księża i inni wciskają do głów te głupoty innym, to oni już nie są wojującymi. Jeśli ja jestem wojującym ateistą, to Ty jesteś wojującym katolikiem (bo przecież mógłbyś również powiedzieć: a co mnie obchodzi zdanie jakiegoś ateisty… mam swoją wiarę i będę przy niej trwał wbrew wszystkiemu”.
            To chyba nie ja w XXI wieku powinienem się tłumaczyć, tylko ci, którzy wciąż wierzą w czary, bo im zabawny gość w sutannie to powiedział.
            A różnica pomiędzy misjonarzami, a mną jest taka, że oni faktycznie na siłę i mieczem “nawracali ludzi”. Ja chcę tylko edukacji i zaznajomienia się ludzi z tym, jak wygląda historia tych bajań i jak one powstały, a także mechanizmów powstawania religii, a to już obraża katolików, bo mają wbite do głów, by nie myśleć, tylko bezkrytycznie wykonywać puste gesty ku uciesze całej tej zbrodniczej instytucji.
            Nie jest to też wiara w nieistnienie jakiegoś starca na chmurce. Jest to przekonanie na podstawie dotychczasowych kompromitacji kościołów w różnych dziedzinach.
            A jeśli dla Ciebie wiara w to, że jutro będzie ładny dzień jest tożsama z wiarą w wielkiego czarodzieja, to coś tu chyba jest nie tak.

          • Ateizm to też rodzaj wiary, może Ci się to nie podobać ale to nie zmienia faktu. Zauważ, że ja tutaj przyjmuję dużo bardziej neutralną postawę niż Ty. Nie staram się Ciebie przekonywać do niczego, jedynie stwierdzam fakt, że próbujesz nawracać ludzi na ateizm (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). To ty wychodzisz z postulatami, które Twoim zdaniem ośmieszają wiarę, nawet nie koniecznie prawdziwymi ( np. mylisz misjonarzy z krzyżowcami, celowo lub umyślnie). Także jest pewna sprzeczność w Twoim działaniu – z jednej strony drażnią Cię ludzie nawracający innych na Boga, z drugiej sam działasz tak samo, tylko w kierunku ateizmu. Ciekawy dualizm.

      • Dlaczego niestety. Kościół istnieje 2tys lat. W dziejach ludzkości to epizod. Mam nadzieję że upadną wyznawcy mamony i zostaną ludzie z powołaniem. Pasterze pomocni swoim owieczki a nie funkcjonariusze korporacji.

    • W normalnych krajach jest to norma. U nas jeszcze trochę szamba musi wypłynąć, by ludzie ostatecznie odwrócili się przynajmniej od instytucji religijnych, takich jak choćby KK. W Irlandii zadziałało, miejmy nadzieję, że i u nas zadziała.

        • Te, w których związki wyznaniowe nie mają do powiedzenia tyle, co u nas. Np. we Francji bardzo przestrzega się tego, by było wyraźne oddzielenie kościołów od Państwa.

          • “we Francji bardzo przestrzega się tego, by było wyraźne oddzielenie kościołów od Państwa.”

            A co z innymi religiami? Francja ma obecnie na tyle duży problem z tzw. politycznym islamem, że nawet Macron w końcu to zauważył i ostatnio całkiem sensownie i bez wazeliny zaczął się na ten temat wypowiadać…

          • Tu już miej pretensje do fanatyków religijnych, którzy chcą manifestować swoje wierzenia poprzez wznoszenie swoich kościołów, meczetów, czy innego rodzaju dziwnych, czarodziejskich miejsc. To wirus fanatyzmu pcha ludzi do tego, że próbują oni sobie nawzajem udowodnić, który z tych zmyślonych bóstw jest ważniejszy. To jest śmieszne.

          • Zostaw na razie pretensje na boku i wróćmy na chwilę do dyskusji. @Hedwig’owi marzy się świat w którym takie rzeczy nie mają miejsca [czego mu i wszystkim serdecznie życzę], na to Ty podajesz przykład Francji jako “normalnego kraju”… który toczy dokładnie ten problem. Chciałem zwrócić uwagę na to jak kiepski przykład sobie wybrałeś.

            A wracając do pretensji, to tutaj [i nie tylko tutaj] należy mieć pretensje właśnie do władz i prawodawstwa które pozwala na to. Wykwit fanatyków ma swoje źródła w politpoprawności która na to pozwala i ignoruje problem, oraz prawie które zawiera takie idiotyczne paragrafy jak ‘obraza uczuć religijnych’ które fanatycy wykorzystują z premedytacją na swoją korzyść.

          • Ale przecież Francja pod kątem prawa nie ma sobie nic do zarzucenia. To różnej maści “wierzący” są tu problemem, bo domagają się jakichś dziwnych praw na podstawie wymyślonych kilka tysięcy lat temu (albo i później) wierzeń, które nijak się mają do współczesnego poziomu wiedzy i inteligencji przeciętnego człowieka.

          • Skoro dochodzi do takich sytuacji, to jednak moim zdaniem coś z ich prawem jest nie w porządku. I już nie mówię o samym fakcie domagania się czegoś o którym piszesz, ale o tym jaki wpływ mają na życie [wolności obywatelskie] innych.

  2. Nie trawię horrorów. Oto moja recenzja nowego portalu VOD “Horrorflix” z tanimi horrorami:

    “W serwisie serwują same horrory, w większości są tragicznie zrealizowane i śmieszą, zamiast straszyć porządnie. A jak już straszą, to mi się też nie podoba, bo potem sikam w nocy. Padaka, 1/10”

    Autorowi starczyło obiektywizmu na cztery akapity, a potem poleciał we własnym, charakterystycznym już niestety stylu. To ma być recenzja (mniej lub bardziej udanego, choć pewnie mniej) portalu, czy kolejne wiadro spermy na wiarę/religię?

    Już sama nazwa jest tragiczna i świadczy dobitnie o jakości dzieła, filmy pewnie rzeczywiście nie są najwyższej próby, ale u ludzi, do których są kierowane, wywołują pozytywny odbiór, skoro tak wielu z nich rzuciło się do kin. Pogarda wyrażana w kierunku kogokolwiek źle świadczy o intelekcie wypowiadającego się.

    https://uploads.disquscdn.com/images/057e1190cb0965d9713cf83d653eb4682af8561cc9377c18f859e5e95a306490.jpg

          • Złe czyny należy potępiać, a ludzi szanować. Natomiast przykłady ekstremalne są badziewnym chwytem retorycznym i w eleganckiej dyskusji dobrze się ich wystrzegać.

          • Mnóstwo jest tych przykładów ekstremalnych. Ignorowanie ich nie sprawi, że znikną. Jeśli jednak jesteś w stanie szanować każdego, Twoja wola. Ja uważam, że nie każdy zasługuje na szacunek, bo nie każdy okazuje go innym.

          • Oczywiście, że nie znikną. Jednak uważam, i wydaje mi się że nie jestem w tym odosobniony, że podawanie ekstremalnych przykładów szkodzi dyskusji, ponieważ kieruje ją na tory emocjonalne, na których kompletnie nie da się porozumieć. Najsłynniejszym przykładem jest argument “ad hitlerum” – osoba, która w internecie użyje w dyskusji porównania do Hitlera i nazistów, przegrywa dyskusję. Ekstrapolując, dobrze jest unikać argumentów ekstremalnych, bo one zaciemniają obraz sedna sprawy.

          • Ale nie trzeba się wcale powoływać na Hitera. Jest mnóstwo mniejszych (przynajmniej w porównaniu do niego) przewin, które sprawiają, że człowiekowi trudno wyrażać szacunek. Są morderstwa, napady, gwałty, oszustwa i wiele, wiele innych. Nie można oddzielić szacunku do osoby, jako stworzenia, od jego czynów, bo to właśnie, jak dana osoba się zachowuje, powinno być przyczyną szacunku, bądź jego braku. Nie można powiedzieć: “Szanuję Cię jako człowieka, ale tak ogólnie to jesteś gnojkiem”, bo jedno drugiemu przeczy. Przynajmniej ja tak to widzę – szacunek nie jest czymś nabytym wraz z urodzeniem.

          • Zdobywa się lub można utracić szacunek ludzi ulicy, czy kogo? Mam nadzieję, że masz jakiś zabójczy i ostateczny argument, pozwalający ci z niezbitą pewnością stwierdzić, że mój punkt widzenia jest BŁĘDNY a twój PRAWDZIWY.

            Mogę tylko się domyślać, że mamy różne definicje ‘szacunku’ i co innego dla każdego z nas to słowo znaczy.

          • Nie, nie mam, zresztą to nie jest wymiana argumentów :)

            Co do definicji, to myślę, że przede wszystkim mamy różne definicje tego czym jest człowiek i jak mało lub dużo to znaczy, że w ogóle jest.

    • Masz racje rzucili się do kin chociaż produkcję nie są wysokich lotów. Wniosek jest jeden. Trzyletni szympans wyciągnie go bezbłędnie. Wogole nie można naśmiewać się z tych ludzi. Masz racje.

  3. Odrazu widac, rze autor niejest prawdziwym bialym Polakiem, tylko jakims slugusem Tuska, Putina i Merkel. Nasz Pan Bug cie osondzi i zesle horoby na twojom calom rodzine. Bende sie za to modlil!!!!1111

  4. “Dowiadujemy się z nich, że wszyscy są przeciwko chrześcijanom”
    Z serwisu nie korzystam I nie planuję.
    Ale zastanów się, nie ma w tym zdaniu prawdy? Otóż jest. Najbardziej prześladowanymi ludźmi na świecie są biali mężczyźni katolicy. Tu nie ma się nawet o co sprzeczać. Atak leci z każdej możliwej strony i nie jest absolutnie żadna paranoja, tylko fakt.

    • Masz rację. Wystarczy posłuchać jak o religii chrześcijańskiej wypowiadają się “medialne autorytety”, celebryci i tacy właśnie “redaktorzy”. W obecnych czasach można bezkarnie lżyć, obrażać i szydzić wyłącznie z w/w religii. Gdyby spróbowano podobnych metod w stosunku do islamu to cóż, mielibyśmy powtórkę z Charlie Hebdo. Na judaizm wystarczy krzywo spojrzeć, a już się ma na karku prawników i etykietę antysemity. A na “katoli” można bezkarnie s*rać ku uciesze gawiedzi. Ale to i tak tylko wierzchołek góry lodowej, bo w krajach z przewagą muzułmanów chrześcijanie są po prostu mordowani

    • Żadna religia nie zasługuje na szczególne traktowanie. To zbiór mitów, które wmawia się ludziom od urodzenia. Ciekawe, jak by to wyglądało, gdyby KK zrezygnował z przyjmowania w swe szeregi nieświadomych niczego ludzi (niemowlaki), a można by było do niego wstąpić dopiero po uzyskaniu pełnoletności? Nie wydaje mi się, by mógł się wtedy chwalić, że Polska jest krajem na wskroś katolickim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...