Kupiłam Nintendo Switch i nie żałuję ani złotówki. To była najlepsza decyzja od lat

Opinia/Gry 09.03.2020
Kupiłam Nintendo Switch i nie żałuję ani złotówki. To była najlepsza decyzja od lat

Kupiłam Nintendo Switch i nie żałuję ani złotówki. To była najlepsza decyzja od lat

Nintendo Switch to życie. Nie wierzysz? Bo jeszcze nie masz tej konsoli.  

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o grach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Od ponad roku słuchałam zachwytów moich redakcyjnych kolegów na temat tego, jaki wspaniały jest Nintendo Switch. Trochę nie chciało mi się w to wierzyć, zwłaszcza że najprawdopodobniej stanowili oni przynajmniej połowę posiadaczy tej konsoli w Polsce. W końcu jednak – stało się! Mój życiowy partner stwierdził, że kupno Switcha będzie spełnieniem jego marzeń, a przynajmniej ich części. Konsola wylądowała pod choinką w grudniu 2019.

Nie pomylił się – okazało się, że Nintendo Switch spełnił nie tylko jego marzenie o posiadaniu najlepszego sprzętu pod słońcem, moje także.

Nie będę ukrywać – nie jestem graczem w pełnym tego słowa rozumieniu. Ostatni raz sama zagrywałam się w „The Sims” i „Spore”, a to o czymś świadczy. Lubię jednak raz na jakiś czas zagrać w coś w parze – „Life Is Strange” mnie zachwyciło, dobrze bawiłam się też przy wspólnym zagłębianiu się w światy „Limbo” czy „Inside”. Z gier zdecydowanie preferowałam te planszowe – nie jestem najlepsza w zręcznościowe zabawy na padzie.

Wszystko jednak zmieniło się wraz z Nintendo Switch.

No, może nie wszystko, ale ta konsola to strzał w dziesiątkę – idealnie łączy świat graczy ze światem nie-graczy i pozwala osobom mającym różne umiejętności i doświadczenia doskonale razem spędzić czas. Bez straty dla którejkolwiek ze stron, bo gry na Nintendo Switch, wiele z tych dedykowanych specjalnie na tę konsolę, to zwykle niski bądź dość niski próg wejścia, prosty koncept, ale emocjonująca rozgrywka. Ani wytrawny gracz, ani ktoś, kto właściwie pada ma w ręce pierwszy raz w życiu (bo przecież Joy-Con to taki pad w wersji mini), nie jest wykluczony. I na tym polega magia tej konsoli.

Magia polega też na tym, że gry potrafią dać radochę zarówno na 15 minut jak i na kilka godzin. Nawet nie wiesz kiedy, orientujesz się, że to kolejne Grand Prix w Mario Kart 8, a na zegarku jest 2 w nocy. Nintendo Switch sprawdza się w parach, w grupie (wiele gier doskonale potrafi rozruszać „posiadówkę”) – wtedy częściej pogracie na konsoli podłączonej do telewizora za pomocą kabla HDMI – ale też w pojedynkę – to w końcu przenośny sprzęt, który z łatwością wrzucicie do plecaka.

W trakcie dwóch miesięcy użytkowania sprawdziłam kilka różnych gier, w które zagracie zarówno z koneserami, jak i osobami, które do tej pory właściwie pomijały tę gałąź rozrywki. Ale w co grać? Mnie urzekło te 7 tytułów.

Nintendo Switch – gry, które sprawią, że zakochacie się w tej konsoli:

Mario Kart 8 Deluxe

Pierwszy strzał i od razu wiele godzin świetnej, choć czasem frustrującej, zabawy. Mario Kart 8 to nic innego jak wyścigi samochodowe. Mamy więc takie postaci jak Mario, Waluigi, Baby Mario czy Donkey Kong. Wybranego bohatera sadzamy w wybranym środku pojazdu i zaczyna się walka na śmierć i życie. Do wyboru mamy najróżniejsze tory wyścigowe – możemy przenieść się na wieś, do nawiedzonego zamczyska albo na szaloną i wijącą się tęczę. Wszystko to w typowej dla Nintendo „bajkowo-kreskówkowej” otoczce. Podczas wyścigu czekają nas różne utrudnienia, ale i my możemy przeszkadzać innym rajdowiczom. W trakcie gry możemy korzystać wyłącznie z dwóch przycisków, a sterowanie pojazdem odbywa się przez przechylanie Joy-Cona w lewo lub w prawo (polecam zakup mini kierownic, w które włożyć możemy Joy-Cony – ściganie staje się jeszcze fajniejsze). Jeśli to nam nie pasuje, możemy kierować samochodem lub motocyklem za pomocą „gałki” albo z dwóch Joy-Conów stworzyć za pomocą złączki dołączonej do konsoli pełnoprawnego pada i nim obsługiwać grę. Mario Kart to doskonała pozycja dla duetów i fajne rozwiązanie na przymierającą „domówkę” – od razu się rozbudzicie.

Arms

Jeśli lubicie „bijatyki”, ale przeraża was uczenie się combosów, a walenie na oślep w przyciski kontrolera nie daje wam żadnej przyjemności, pokochacie Arms. Tutaj po prostu gra się ciałem i gwarantuję wam, że jeśli się wczujecie, będziecie bardziej zmęczeni niż po krótkim treningu (byłam tam). Na czym polega cała zabawa? Wcielacie się w jedną z postaci, a każda z nich ma – co sugeruje nazwa – niesamowite ręce. To wyjątkowe sprężyny zakończone różnymi narzędziami do ataku i obrony. Niektóre wyglądają jak zwykłe rękawice, ale są też bardziej „odjechane”, np. wiatraki, jakieś kosmiczne kule, mini rakiety. Wybieracie arenę zmagań i teraz zaczyna się zabawa. Każde z was w dłoniach trzyma po jednym Joy-Conie (gra w parze będzie więc wymagała dodatkowych kontrolerów – mnie udało się kupić grę w wersji z parą Joy-Conów; można też samemu zagrać przeciwko botom). Celem jest pokonanie przeciwnika, tak jak w boksie, za pomocą wyprowadzanych ciosów, pracy na nogach, uników, obrony itp. Grą sterujemy przez określone ruchy rękami, trzymając w dłoni kontrolery – poruszanie się po planszy jest w pewnym sensie umowne, tzn. wykonujemy obiema dłońmi ruch w lewo bądź w prawo, ale już kiedy wyprowadzamy cios, np. prawy sierpowy, robimy to naprawdę. To daje największą radochę! Poza boksowaniem, możemy też rywalizować np. w „wybuchającą siatkówkę” czy w koszykówkę, która polega tutaj na wrzuceniu do kosza przeciwnika. Arms to jedna z tych gier, która fantastycznie wykorzystuje możliwości konsoli. Jestem na tak!

Super Smash Bros. Ultimate

Jeszcze jedna „bijatyka” w charakterystycznej dla Nintendo oprawie – tutaj możemy wcielić się Mario, jego ukochaną czy milutkie – tylko z pozoru – Pokemony. Mamy do wyboru mnóstwo aren, które wyglądają naprawdę przeróżnie, ale wszystkie przywodzą na myśl platformówki typu Super Mario Bros. czy Rayman. Główny cel jest jeden: naparzać się z przeciwnikiem tak, aby nie spaść z planszy. Im więcej obrażeń odniesie, tym łatwiej będzie nam go poza nią wyrzucić, a wygrywa ten, kto wypadnie najmniej razy poza „ekran”. Super Smash Bros. Ultimate na szczęście nie przeraża liczbą przycisków, które musimy opanować – jest ich kilka + poruszanie się za pomocą gałki. W miarę szybko jesteśmy w stanie rozgryźć postać i zrozumieć jej specyfikę. To co jest największym wyzwaniem w trakcie gry, to jej dynamika. Niektóre plansze co chwile się poruszają, inne są niestabilne, a nasz przeciwnik przecież wciąż na nas czyha. Co więcej, w trakcie gry on i my możemy przywołać pomocników, którzy będą zadawali ciosy swojemu wrogowi. Po niektórych rozgrywkach mamy szansę odblokować nowe postaci, jeśli zwycięzcy poprzedniego pojedynku, uda się wygrać ten nowy. Gra w moim odczuciu sprawdza się najlepiej na dwie osoby, przy czterech jest istna sieczka.

Dragon Ball FigtherZ

W Dragon Ball FighterZ pogracie nie tylko na Nintendo Switch. Pisałam coś wcześniej o „waleniu w klawisze na oślep”? Tak, tak. Tak wygląda moja gra w Dragon Balla, ale czerpię z tego przyjemność. Nie jestem typem nie-gracza, który postanowi nauczyć się wszystkich combosów – to się po prostu nie uda. Będę więc, metodą prób i błędów, powoli uczyć się postaci, wściekać się, rzucać kontrolerem i krzyczeć, upodabniając prawie że do bohaterów wspomnianej gry. Dragon Ball FighterZ to typowa „bijatyka” bez wspomagaczy. Jeśli chcesz się z kimś ponaparzać, oczekujesz uderzania w klawisze i okrzyków jak podczas meczu tenisa ziemnego – dobrze trafiłeś. Plusem jest estetyka anime, która mnie szalenie się podoba, głównie z tego powodu, że każdy tutaj wygląda złowieszczo, a to bawi mnie niezmiernie. Dragon Ball jest bardziej wymagający od Arms i Super Smash Bros. Ultimate – próg wejścia jest zdecydowanie wyższy i to nierzadko frustruje, ale daje też satysfakcję.

Overcooked 1 i 2

W ostatnim czasie zdecydowanie mój numer jeden. Overcooked już dawno za nami, teraz „męczymy” Overcooked 2. Jak to mówi mój redakcyjny kolega, Piotr Grabiec, Overcooked to papierek lakmusowy dla związku. Choć teoretycznie ta gra polega na współpracy, w praktyce doprowadzacie się do szału i bywa, że sobie przeszkadzacie, choć nie jest to waszym celem. A co jest celem? Przygotowywanie i wydawanie posiłków, wcielacie się tu bowiem w kucharzy, którzy pracują w restauracjach. Macie rosnącą co i rusz liczbę zamówień na zupy, burgery, pizze, tortille itp. i musicie działać tak, aby jak najwięcej na swojej pracy zarobić. A to bywa trudne, ponieważ kuchnie, w których pracujecie, projektował jakiś szaleniec – a to deska do krojenia, której nie można przenieść, jest na drugim końcu pomieszczenia, a wy możecie za jednym razem przenieść tylko jedną cebulę, a to podłoga się rozstępuje albo jedzenie trzeba układać na specjalnych taśmach, żeby wasz współpracownik mógł je np. usmażyć. Przeszkód jest mnóstwo, a co za tym idzie nerwów. Tzn. zabawy. Nerwów i zabawy. Czasem też trochę niecenzuralnych słów.

Ring Fit Adventure

Nie dajcie się zwieść powyższemu trailerowi – ci ludzie chyba poszaleli, że grają w to w koszulach i jeansach. Może i ćwiczenie w domu nie zastąpi siłowni i dostępnych na niej sprzętów, ale Ring Fit Adventure potrafi dać w kość – wszystko zależy od was. Ta gra od Nintendo to gra fitnessowa. Tak, taka na serio, że naprawdę ćwiczysz. I się męczysz. I pocisz. Ale co najlepsze – walczysz z potworami, a twoim atakiem są właśnie wykonywane powtórzenia danego ćwiczenia – od przysiadów, poprzez planka, aż po wyskoki czy dla odmiany pozycję drzewa zaczerpniętą z jogi. Zanim rozpoczniesz zabawę, musisz założyć opaskę na udo z jednym Joy-Conem, a drugiego wpiąć w tytułowego ringa, który będzie ci potrzebny w trakcie rozrywki – na nim opiera się część ćwiczeń. Ringa będziesz rozciągać, ściskać zarówno rękami jak i nogami – te gesty pozwolą ci też obsłużyć grę. W Ring Fit Adventure zagrać można na kilka sposobów – albo rozpoczynasz swoją misję i pokonujesz kolejne krainy, mierząc się z różnymi potworami i ich bossami, albo możesz wybrać pojedyncze ćwiczenia, albo sekwencję ćwiczeń, albo mini gry. Istotne jest to, że kampania ma warstwę fabularną i stanowi wyzwanie, a także pozwala eksplorować świat. A to dodatkowo motywuje – w Ring Fit Adventure chce się grać (tak, dosłownie jara cię to, że odblokujesz nowe ćwiczenie). Ważne: gra jest przygotowana dla jednej osoby, ale we wspomniane mini gry można bawić się wspólnie na zmianę (sprawdzą się na „domówce”), wymieniając się urządzeniami.

Super Mario Party

Super Mario Party to po prostu party game w czystej postaci. Gra jest również sprzedawana z dodatkową parą Joy-Conów, więc od razu możecie zagrać wtedy w większym gronie – gracz potrzebuje jednego Joy-Cona, aby przystąpić do rozgrywki. Macie do wyboru różne zabawy – jest spływ, w trakcie którego musicie wiosłować (naprawdę!) i macie okazję zagrać w różne mini gry, ale możecie też zagrać w wielką planszówkę albo w grę taneczną i taką polegającą na skoordynowaniu ruchów. Jest trochę zabawy, śmiechu, ale niekoniecznie to pozycja, która sprawdzi się w duecie czy w pojedynkę. Raczej dla rozruszania towarzyszy imprezy bądź niedoli, zależy jak na to patrzeć.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (24)

30 odpowiedzi na “Kupiłam Nintendo Switch i nie żałuję ani złotówki. To była najlepsza decyzja od lat”

  1. stoję przed dylematem zakupu ale ta konsola jakos najmniej mnie pociąga – np te gry tu pokazane wcale do mnie nie trafiają

  2. Ten Mario kart mi przypomina taką grę, w którą grałem ze 20 lat temu, Wacky wheels. Może grafika już nie ta, ale grywalność znakomita.

  3. stoję przed dylematem zakupu ale ta konsola jakos najmniej mnie pociąga – np te gry tu pokazane wcale do mnie nie trafiają

    • Bo artykuł opisuje wyłącznie imprezowe gierki.
      Jest jeszcze absolutnie genialna Zelda, taktyczny Mario i króliki, bardzo rozbudowany Fire Emblem, oldschool w postaci Octopath Traveller, absolutnie najlepsze na przenośmym switchu Celeste, Dragon Quest Builders 2, niesamowicie klimatyczne choć na pewno dla fanów gatunku Xenoblade 2, Bayonnetty, Splatoon …
      No i nawet Wiedźmin 3 wygląda naprawdę dobrze a pozwala na sesje w podróży.

    • Nie rób tego. Nie bierz switcha. Ja kupiłem z pół roku temu I już poszedl na sprzedaz. Malo gier ma switch te od niny są dzieciece bardzo mało dojrzalych produkcji. Remastery okrojone w porownaniu do ps 4 xbox one. A gry typu doom czy wolfenstein które wychodza są cieniem gier z duzych konsol. I tak.. jest to jakas frajda z grania w duze gry podczas podrozy ale to many plus.

      • A I jeszcze ceny gier. Zenada. Gry od niny nie tanieja wcale. A reszta tez droga w cholere za te same gry czasami trzeba do płacic 100 zł w porownaniu do ps 4 na przyklad

      • chyba graliśmy w inne gry XD
        Mało dojrzałych produkcji? Jeśli odbiłeś się od Zeldy po godzinie grania to tak, jeśli nie znasz mechanik w SSBU to tak. Mario? Tak samo zachwyca ilością mechanik… Ale może to są rzeczy które doceni tylko harcdcorowy gracz. Dlaczego zacząłem uważać że nintendo paradoksalnie kieruje swoją ofertę to bardziej hardcorowych graczy, którzy docenią ultra rozbudowane mechaniki, a nie niedzielniaków którzy powiedzą że gry są infantylne…

        • Mario? To dojrzala produkcja? Yyy no faktycznie w Mario nie gralem I nie zamierzam. Zelda jest taka se slaba narracja. Poza tym są jakieś gry? Bo ja gralem normlane tytuly na switchu w stylu nowy doom witcher czy parę innych I konsola się nie na daje to takich gier za bardzo jest za slaba. A pozatymi grami to Mariany I Linki dla mnie nie istnieja lubie powazna tytuly w stylu the last of us czu nowy God og war czy rozwiniete rpg z normlanie wygladajacymi postaciami. I tak ja wiem co to znaczy być hardcorem zagrywalem się godz w gry na amidze atari psx ps2 I wieku innych sprzetach laaata temu. Poprostu nie lubię gier first party nintendo a poza nimi niestety tez na switchu nic nie ma za bardzo

  4. Obawiam sie, ze teraz Joasia bedzie codziennie robila recenzje gier na Nintendo tak jak kiedys robila recenzje kazdego odcinka Na Wspolnej.

  5. Boje sie, ze nam Joasia bedzie teraz codzinnie robila recenzje gier tak jak kiedys codzinnie recenzowala odcinki Na Wspolnej.

  6. Wierzę, jest trochę fajnych gier, ale mam taką kupkę wstydu gier z 2DS/3DS, że chyba Switcha kupię dopiero jak będzie kończył swój żywot…

  7. Ja w maju 2019 kupiłem używanego Switcha z 2 grami za 1300, potem dokupiłem kilka gier za jakieś 700zł. Pograłem po pół roku sprzedałem może ze startą 50zł. Posiadam również xboxa i tutaj wartość sprzętu jak i gier traci w dużym tempie. Także warto spróbować bo wiele się nie straci :D

  8. Witam mam 36 lat mam Ps4 pro dla grafiki i zeszłym tygodniu kupiłem sobie swichta to porostu super zabawka cały czas teraz w nią gram Ps4 odpuściłem tylko szkoda żebrak późno pomyślałem o zakupie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...