„Śledztwo Spensera” od Netfliksa to klasyczny średniak, którego od dawna mi brakowało – recenzja filmu

Recenzja/Film 06.03.2020
Nasza ocena:
„Śledztwo Spensera” od Netfliksa to klasyczny średniak, którego od dawna mi brakowało – recenzja filmu

„Śledztwo Spensera” od Netfliksa to klasyczny średniak, którego od dawna mi brakowało – recenzja filmu

Mark Wahlberg przewodzi najnowszej produkcji Petera Berga, która jest średnio udaną mieszanką kina sensacyjnego i kryminału. Ale zadziwiająco przyjemnie się to ogląda.

Film „Śledztwo Spensera” jest luźno oparty na serii książek, serialu i filmach telewizyjnych skupionych wokół prywatnego detektywa Spensera. Produkcja Netfliksa stanowi niejako ich prequel, bądź – jak kto woli – origin story tej postaci. Spensera poznajmy w momencie, gdy ten odsiaduje wyrok w więzieniu za napaść na policjanta (a konkretniej swojego własnego przełożonego). Tuż po wyjściu z paki ktoś zabija ofiarę jego pobicia, a wrobiony w to zostaje inny policjant. Spenserowi ta sytuacja od początku się nie podoba, postanawia on więc rozpocząć swoje własne śledztwo, które ujawnia korupcję w bostońskiej policji.

„Śledztwo Spensera” to dość dziwny film. Cierpi na przypadłość całej masy pełnometrażowych produkcji Netfliksa, czyli na niedopracowany scenariusz, utkany z banalnych i wyświechtanych schematów, przewidywalnych plot twistów i finału, który jest tak oczywisty, że aż nudny. Mark „aktor jednej twarzy” Wahlberg także nie zaskakuje – nadal jest drewniany i bez wyrazu jak w każdych swoich poprzednich filmach.

Ale jednak mimo tego wszystkiego „Śledztwo Spensera” ogląda się nadzwyczaj lekko i przyjemnie. Tajemnica tego paradoksu kryje się w solidnej (jak zawsze) reżyserii Petera Berga.

To niezawodny hollywoodzki wyrobnik, specjalista od rzetelnie sfilmowanego kina akcji. W „Śledztwie Spensera” nie wznosi się na wyżyny swoich umiejętności, ale daje z siebie niezbędne minimum, by zapewnić widzom serwisu streamingowego, którzy zapewne będą oglądać jego najnowsze dzieło w tle innych czynności i bez nadmiernego skupienia na fabule. Tempo jest niezłe, akcenty rozłożone jak należy, dramat i sensacja przenika się z komedią. Może nie jakoś nadmiernie finezyjnie, ale powiedzmy, że tworzy to jako tako spójną całość.

Także przyznaję, trochę dałem się nabrać – przyjemny rytm filmu Berga przesłonił mi mielizny scenariuszowe, wtórnych bohaterów na drugim planie, trochę wymuszone motywy komediowe, kompletnie nijakie pomysły fabularne, kiepskie aktorstwo aktora wiodącego (to zresztą już piąty wspólny projekt Berga i Wahlberga, zapewne nie ostatni). Może nie na tyle, by stwierdzić, że „Śledztwo Spensera” to w pełni udany film, ale też trudno mi jednoznacznie odradzić ten seans. Nie znajdziecie tu scen, sekwencji akcji czy gagów, które zapamiętacie na długo. Nie będziecie przeżywać finału i ostatecznego rozwiązania wszystkich wątków.

Ale przyznam się, że od jakiegoś czasu brakowało mi takiej produkcji. Nieźle zrobionego, niezobowiązującego kina środka, które nie powali was niczym szczególnym, ale też nie zostawi z poczuciem zażenowania.

Nie jest to ani wielkie kino, ani żenująca porażka. A ostatnio mam wrażenie, że trochę taki dualizm obowiązywał w kinach i w streamingu. Na luźny weekendowy wieczór powinien się całkiem nieźle sprawdzić, o ile nastawiacie się na lekkostrawną filmową gumę do żucia, o której smaku szybko zapomnicie po zakończeniu spożycia.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (3)

4 odpowiedzi na “„Śledztwo Spensera” od Netfliksa to klasyczny średniak, którego od dawna mi brakowało – recenzja filmu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...