Fantastyczny świat w „Naprzód” kryje w sobie olbrzymi potencjał. Szkoda, że na większe emocje trzeba czekać do ostatnich minut filmu – recenzja

Recenzja/Film 06.03.2020
Nasza ocena:
Fantastyczny świat w „Naprzód” kryje w sobie olbrzymi potencjał. Szkoda, że na większe emocje trzeba czekać do ostatnich minut filmu – recenzja

Fantastyczny świat w „Naprzód” kryje w sobie olbrzymi potencjał. Szkoda, że na większe emocje trzeba czekać do ostatnich minut filmu – recenzja

Studio Pixar w ostatniej dekadzie wyznacza złoty standard dla wszystkich amerykańskich firm zajmujących się animacją. Wbrew pozorom wśród ich dzieł nie brakuje jednak słabszych projektów. Jak na tle klasyki gatunku wypada „Naprzód”? Nowy film Pixara budzi bardzo sprzeczne uczucia.

Czytelnicy portalu Rozrywka.Blog w ostatnich miesiącach mogli odnieść wrażenie, że jestem dosyć wyraźnym i zadeklarowanym przeciwnikiem studia Pixar. Opisałem na naszych łamach choćby niesłuszny i urągający standardom monopol filmów tej firmy na Oscary, a ostatnio poświęciłem sporo miejsca na dowiedzenie, że statuetkę dla najlepszej animacji powinien dostać „Klaus” a nie „Toy Story 4”.

Wbrew pozorom nie czuję jednak żadnej niechęci do filmów Pixara. Wręcz przeciwnie, bardzo je szanuję. Nie jest przecież winą pracowników studia, że członkowie Akademii Filmowej nie mają bladego pojęcia o sztuce animacji. Nie mają też wpływu na resztę środowiska, które kopiuje ich styl, licząc na podobny finansowy sukces. Wspomniane w poprzednim akapicie „Toy Story 4” uważam zresztą za naprawdę doskonały film i jedno z lepszych dzieł w całej długiej historii firmy. Sprzeciwiam się jednak masowemu przyjmowaniu ich produkcji za arcydzieła, tylko dlatego, że mogą je z przyjemnością oglądać zarówno dzieci, jak i dorośli widzowie.

Właśnie dlatego nie jestem w stanie uznać „Naprzód” za sukces. Nowy film Pixara zdecydowanie nie wykorzystuje swojego potencjału.

A ten zostaje zbudowany przede wszystkim na bazie ciekawego świata. Bohaterowie „Naprzód” żyją w fantastycznej krainie wypełnionej mitycznymi stworzeniami od smoków, przez jednorożce, aż po centaury i mantikory. Nie przypomina ona jednak typowej krainy z fantasy, a raczej obrazek rodem z amerykańskich lat 80. A przyczynił się do tego rozwój technologii, który z czasem wyparł i całkowicie zastąpił magię.

Głównym bohaterem produkcji jest Janko. To typowy nieśmiały nastolatek, który żyje w podmiejskim domku ze swoją kochającą mamą i zafascynowanym dawnymi czasami starszym bratem, Bogdanem. Cieniem na całym życiu rodziny położyła się cieniem śmierć ojca chłopców, gdy ci byli jeszcze mali. Niespodziewanie elfia rodzina otrzymuję jednak szansę na ostatnie spotkanie z mężczyzną, bo ten zostawia Jankowi i Bogdanowi prezent w postaci magicznej laskii i czaru przywołania. Okazuje się, że zdolność władania nad magią ma tylko młodszy z braci, a użyty przez niego do czaru potężny kryształ wystarcza tylko na przywołanie połowy ojca. Tej od pasa w dół. Janko, Bogdan wyruszają więc na wyprawę po klejnot i szansę na rozmowę z dawno nieżyjącym rodzicem.

W ten sposób rozpoczyna się przygoda mocno inspirowana klasycznymi przygodami Dungeons and Dragons.

Słowem kluczem jest tutaj zdecydowanie zbitka „mocno inspirowana”. Największy problem „Naprzód” leży bowiem w oryginalności opowiadanej historii. Każdy kolejny etap opowieści Janko i Bogdana idzie absolutnie oczywistym i do bólu standardowym tropem. Żarty są dokładnie takie, jakich można by się spodziewać po filmach Pixara. Momenty radości i smutku pojawiają się dokładnie wtedy, gdy można było się ich spodziewać. A rodzący się z czasem między oboma braćmi konflikt przebiega według powtarzanego dziesiątki razy schematu. Podkładający głos pod bohaterów w polskiej wersji językowej Jakub Gawlik i Paweł Małaszyński starają się jak mogą i wykonają bardzo dobrą robotę, lecz materiał nie pozwala im w pełni rozwinąć skrzydeł.

„Naprzód” ma swoje momenty, ale trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że opowiadana tu historia nie jest najwyższych lotów. Warto docenić, że Pixar postanowił pochylić się nad tematem dzieci dorastających bez jednego z rodziców (taki scenariusz dotknął zresztą reżysera „Naprzód”, Dana Scanlona, którego ojciec zmarł, jak Dan miał rok). Sama idea stojąca za fabułą animacji jest jednak znacznie ciekawsza niż efekt końcowy.

naprzód film 2020

„Naprzód” zrywa ze schematycznością dopiero w finałowej sekwencji filmu. I wtedy jest w stanie budzić bardzo silne emocje.

Finalnie między braćmi rodzi się niezwykle interesująca więź, ale dochodzi do tego dosłownie w ostatnich kilkunastu minutach filmu. Trudno to uznać za sukces. Tym bardziej, że Pixar po raz kolejny nie proponuje też nic nowego w dziedzinie animacji. „Naprzód” nie razi co prawda nieforemnymi projektami postaci jak niektóre inne projekty studia (przede wszystkim dlatego, że tolerancja wobec wyglądu fantastycznych stworzeń jest znacznie większa), ale trudno tu doszukiwać się też jakiegoś przesadnego artyzmu.

Wszystko to sprawia, że „Naprzód” ostatecznie zawodzi. W pojedynczych momentach produkcji da się zauważyć potencjał drzemiący w tym pomyśle i świecie przedstawionym, ale niezrealizowana obietnica wysokiego poziomu w pewnym sensie jest czymś znacznie gorszym niż nijakie dzieło, po którym nikt nie oczekiwał niczego dobrego. Może uda się następnym razem, bo znając Disneya, prędzej czy później powstanie sequel.

Nowy film studia Pixar jest już w kinach na terenie całej Polski.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Fantastyczny świat w „Naprzód” kryje w sobie olbrzymi potencjał. Szkoda, że na większe emocje trzeba czekać do ostatnich minut filmu – recenzja”

  1. Ten artykuł to stek bzdur i błędów. Ale jak można traktować poważnie kogoś, kto uważa Toy Story 4 za jeden z najlepszych filmów Pixara?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...