Oglądanie „Ameryka Express” jest jak spotkanie ze starymi znajomymi z liceum. Nic cię z nimi już nie łączy, ale oni pokazują ci zdjęcia swoich dzieci

Felieton/TV 05.03.2020
Oglądanie „Ameryka Express” jest jak spotkanie ze starymi znajomymi z liceum. Nic cię z nimi już nie łączy, ale oni pokazują ci zdjęcia swoich dzieci

Oglądanie „Ameryka Express” jest jak spotkanie ze starymi znajomymi z liceum. Nic cię z nimi już nie łączy, ale oni pokazują ci zdjęcia swoich dzieci

Była „Azja Express”, teraz jest „Ameryka Express”, była Agnieszka Woźniak-Starak, jest Daria Ładocha. Nowa edycja programu stacji TVN wystartowała. I jest jak starzy znajomi, z którymi się spotkałeś, ale sam nie wiesz dlaczego. Prawda jest taka, że z jednej strony trochę głupio było ci odmówić, a z drugiej strony uznałeś, że może będzie śmiesznie. Jest. Tylko wszyscy śmieją się z ciebie.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Znacie to uczucie zażenowania, kiedy spotykacie jakiegoś dawnego znajomego i właściwie nie wiadomo, czy udać, że go nie widzicie, powiedzieć sobie „cześć” i iść w długą, czy może przystanąć na chwilę, porozmawiać, zapytać co tam słychać, mimo że w gruncie rzeczy ani ciebie, ani jego to nie obchodzi? Chociaż jego może obchodzi, ale ciebie na pewno nie. Tzn. mnie. To dziwne poczucie obowiązku, które nam wtedy towarzyszy, zupełnie irracjonalne, bo przecież to ostatecznie ktoś obcy, z kim nic już cię nie łączy i właściwie nigdy tak naprawdę nie łączyło, jest nieznośne. Chcesz jednak dać mu szansę.

Właśnie tak czułam się wczoraj, oglądając nowy sezon „Ameryka Express”, który w tej serii prowadzi Daria Ładocha.

Zaczęło się od tego, że podczas przedstawiania zawodników programu (mamy pary, w których albo jedna osoba jest teoretycznie znana, a druga to jej towarzysz, albo dwie są popularne, podkreślam, teoretycznie) zdałam sobie sprawę, iż totalnie nie wiem, kim są ci ludzie. Znam oczywiście Grażynę Wolszczak aka Yennefer aka Barbarę Brzozowską, znam Patrycję Markowską i Pawła Deląga, kojarzę tę jedną blondynkę, czyli żonę Hollywoodu i tę drugą, tylko młodszą, bo była w „Top Model”. Reszta? Nie mam pojęcia, a tam jest łącznie kilkanaście osób.

To trochę tak jak wtedy, kiedy po latach idziesz na spotkanie z ludźmi z liceum i nie wiesz, dlaczego to sobie robisz. Minęło ponad 10 lat od matury, szkoła średnia to niezłe wspomnienia, ale coraz bardziej mgliste, a uczniowie z twojej byłej klasy to w większości obce osoby. Niektórych nie poznajesz, bo tak się zmienili, z innymi nie chcesz gadać, bo nigdy się nie lubiliście. Albo się lubiliście, ale mieliście wtedy kilkanaście lat mniej, a teraz wszystko się zmieniło. Są tylko – i to nie wszyscy – postami na Facebooku ze zdjęciami nowych dzieci. Ktoś, kto wydawał ci się równy, rzuca jakiś seksistowski żart. Ktoś nagle pokazuje ci zdjęcia z wakacji (dlaczego? po co?) albo opowiada jakąś „śmieszną” historyjkę, która może śmieszyć tylko jej uczestników, znających kontekst wydarzenia.

Takie programy jak „Ameryka Express” oglądam tylko po to, żebyście wy nie musieli. Czasem mam nadzieję, że jednak będzie śmiesznie, że to nie będzie żenujący program z rzucanymi non stop żartami kpiącymi z kobiet, żerujący na tanich emocjach czy taki, którego sensu zupełnie nie potrafię zrozumieć. I nawet zdarza mi się uśmiechnąć. Tak jak wtedy, gdy staram się uśmiechać, a nie nerwowo chichotać w towarzystwie obcych ludzi, do których nie pasuję. A nie mogę uciec.

Jedyne co należy pochwalić to fakt, że TVN to jest po prostu perpetuum mobile!

Stacja tworzy kolejne programy i ich edycje, aby promować tam swoje gwiazdy mniej znanych programów i podnosić im oglądalność albo wkłada w znane tytuły nowe twarze, żeby potem stworzyć kolejne programy, które wypromują te wypromowane już w bardziej znanych show „gwiazdy”. Mam nadzieję, że nadążacie, bo ja już powoli nie. W każdym razie tak to wszystko się kręci. A wy (my!) to oglądacie.

I ja nawet jestem w stanie uwierzyć, że tam, na planie, to wszystko wygląda fajnie. Że ci ludzie dobrze się bawią, zaprzyjaźniają, wczuwają maksymalnie w przygodę. Tylko że fajne jest to dla nich, być tam, bawić się. Oglądający ma poczucie zdezorientowania, czy powinien się właśnie zaśmiać, skoro pan i pani z programu się śmieją?

Mamy więc program z gwiazdą „Agenta”, jakimiś ludźmi co prowadzą program o samochodach, dziewczynę, która gra w paradokumencie o ludziach 19+, jakiegoś zawodnika MMA. I oni zabrali ze sobą swoich kompanów, którzy prawdopodobnie też załapią się na jakąś fuchę w TVN-ie i zacznie o nich pisać Pudelek. Być może tak jak o twoich znajomych z liceum. A ty co, nadal oglądasz „Ameryka Express”?

* Zdjęcie główne – fot. TVN / Piotr Filutowski

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

23 odpowiedzi na “Oglądanie „Ameryka Express” jest jak spotkanie ze starymi znajomymi z liceum. Nic cię z nimi już nie łączy, ale oni pokazują ci zdjęcia swoich dzieci”

  1. Dlatego nie warto oglądać telewizji. paździerz i żenada bez względu na stację. Tylko głupio czasem jak się okazuje że na jedną z nich płacisz w podatkach…

  2. Jest taki przycisk na pilocie. Różnie się może nazywać np. “off”. Nikt przecież nie nakazuje oglądać tego, czy innego programu. Ja np. oglądam, bo interesują mnie tubylcy, którzy z takim zaciekawieniem patrzą na wariatów z Polski, biegających jak kot z pęcherzem nie wiadomo za czym. Oczywiście są sytuacje żenujące, ale są również ciekawe i można sobie popatrzeć, jak potrafią się zachować “gwiazdeczki”, gdy im puszczą nerwy – oczywiście zakładając, że nie wszystko jest tam wyreżyserowane. Ostatecznie ma to być jednak program rozrywkowy, więc jeśli ktoś uzna, że kiepska to rozrywka, zawsze może wcisnąć wspomniany przeze mnie na początku przycisk.

  3. Jest to program rozrywkowy, włączając go dostałem dokładnie to czego się spodziewałem. Pośmiałem się, nawet wzruszyłem na scenie z Różalem i psem. Nie wiem co tu recenzować. Program jest popularny, TVN wie co robi. Jak autorce się nie podoba to niech nie ogląda. Jak czytam jakiś artykuł i jest w nim, że autor ogląda coś żebyśmy my nie musieli to przestaje dalej czytać.

  4. Zależy kto co ogląda. Ja z tej mieszaniny znam jedynie Wolszczak i braci Collins (czy jak im tam). Reszty nawet nie kojarzę.

  5. Chyba po prostu mamy więcej programów dla gwiazd niż danych gwiazd. Poza tym teraz gwiazdą jest drugoplanowa aktorka z podrzędnego serialu. Co, którzy się szanują, nie idą do takich programów.

    To trochę jak liga mls w piłce nożnej. Uda tam byłe albo niedoszłe gwiazdy. Bo płacą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...