Rian Johnson przyznał się właśnie, że nie obchodzi go kanon Star Wars. Czemu mnie to nie dziwi?

Artykuł/Film 04.03.2020
Rian Johnson przyznał się właśnie, że nie obchodzi go kanon Star Wars. Czemu mnie to nie dziwi?

Rian Johnson przyznał się właśnie, że nie obchodzi go kanon Star Wars. Czemu mnie to nie dziwi?

W sumie oglądając „Ostatniego Jedi” można było z łatwością dojść do takiego wniosku, ale obecnie potwierdził go oficjalnie sam reżyser. Dla Riana Johnsona liczy się pojedyncza historia, a nie kontekst gwiezdnej sagi, w którym się ona odbywa.

I żeby nie było, osobiście uważam, że podejście Johnsona wcale nie jest niewłaściwe. Jest mi dość bliskie i gdybym sam był twórcą filmowym, to zapewne działałbym właśnie w taki sposób. Z jednej strony szanuję go, że był w stanie robić swój autorski film, będąc na liści płac u największego giganta branży, czyli Disneya. W każdym innym przypadku jego podejście byłoby czymś wspaniałym i świeżym. Ale niestety nie w przypadku emblematycznej serii, która odcisnęła swoje piętno na popkulturze (i całym XX wieku) jak żadne inne dzieło szeroko pojmowanej sztuki.

Na pytanie odnośnie tego, jak reżyser podchodzi do pracy przy filmie z już istniejącym uniwersum Rian Johnson odpowiedział:

Nie. Ja nie myślę o swojej pracy w kontekście tworzenia światów. Nie interesuje mnie to. Jedyną rzeczą, która mnie interesuje podczas kręcenia filmu jest historia. Bez względu czy piszesz scenariusz do Gwiezdnych wojen, która jest częścią trylogii, czy oryginalny pomysł jak „Na noże”, opowiadasz historię, która sama w sobie ma być nowa i ma przede wszystkim działać w kontekście tego jednego filmu. Nie potrafię się więc ekscytować tworzeniem całych galaktyk i światów. Dla mnie ekscytujące jest tworzenie 2-godzinnego doświadczenia dla ludzi do przeżywania w kinie. Chodzi o to, by ich zaangażować w konkretne wydarzenia, historie i postaci, które ogląda na ekranie.

Z jednej strony trudno nie stwierdzić, że z artystycznego punktu widzenia Johnson ma złe podejście.

Ale jeszcze raz, to tak nie działa w przypadku „Gwiezdnych wojen”. Nie można przewracać na głowie serii, która istnieje ponad 40 lat, odegrała istotną rolę w tworzeniu współczesnej popkultury i na dobrą sprawę stworzyła filmowy fandom. Miejsce na takie podejście było może przy drugim filmie z serii, ale nie przy siódmym, na ostatnim zakręcie całej sagi.

Nietrudno mu się dziwić. Żaden świadomy reżyser z ambicjami nie ma ochoty być wrzuconym pomiędzy kołowrotki wielkich maszynerii. Dodatkowo w tym wszystkim Rian Johnson miał po swojej stronie Kathleen Kennedy. W każdej innej sytuacji byłoby to wspaniałe połączenie. Kennedy jest legendarną i znakomitą producentką filmową, która jest odpowiedzialna za jedne z największych przebojów w historii kina. I jako producentka wie, że trzeba stwarzać artystom na planie odpowiednią przestrzeń do tworzenia. I tak też się stało w przypadku „Ostatniego Jedi”. Błędem jednak było zakładanie takiego podejścia do kombajnu o nazwie Star Wars. No i Kennedy może i jest wybitnym producentem, ale już jako głowa studia filmowego kompletnie sobie nie poradziła.

Wiemy więc, że fandom jest mocno podzielony i często niezbyt pozytywnie nastawiony do Riana Johnsona, ale spróbujmy zrozumieć jego pozycję.

Na pierwszym miejscu stawia sztukę, kreatywność, oryginalność. I choć jest znakomitym reżyserem to nie nadawał się do wtłoczenia w sam środek olbrzymiej franczyzy, tym bardziej jeśli nawet nie zamierzał uszanować jej kanonu. Ale to już za nami. Przeżyliśmy „Skywalker. Odrodzenie” (choć ledwo), więc teraz pozostaje nam czekać na nadzieją, na to co przyniesie przyszłość Gwiezdnych wojen.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

22 odpowiedzi na “Rian Johnson przyznał się właśnie, że nie obchodzi go kanon Star Wars. Czemu mnie to nie dziwi?”

  1. Co za bzdury. Johnson wiedział na co się pisze przecież. A KK jest co najwyżej wybitna podawaczka kawy dla producentów. To za co sama jest odpowiedzialna napotyka potworne trudności, jakby nie miała żadnej wizji

  2. Historia pana RJ była kiepska z której strony by na nią nie spojrzeć nie były to ani prawdziwe Gwiezdne Wojny ani dobry film

  3. A gdzie napisał, że nie interesuje go kanon? Uprzedzę – nigdzie. Odniósł się do tworzenia światów, co mniej go interesuje niż tworzenie historii, nigdzie tu nie ma nawet odrobiny informacji dotyczących jego stosunku do kanonu.
    Prywatnie to wielki fan Gwiezdnych Wojen i akurat to Rian Johnson z wielką miłością i pietyzmem podszedł do tworzenia Ostatniego Jedi, skupiając się na najmniejszych szczegółach, np. śladzie po trafieniu blasterem na ręce Luke’a czy odniesieniom do poprzednich czesci, które tak jak to wyżej łatwo przeoczyć. Akurat z dwóch rezyserow, którzy kręcili nowa trylogię to on podszedł do tego profesjonalnie, bez tłamszenia kanonu w każdym miejscu, w którym nie pasuje to twórcy, który jak najszybciej chce przejść do następnej sceny

    • Może i jest fanem Gwiezdnych Wojen ale jego film jest kiepski
      1 zniszczenie postaci Luke’a
      2 Kto w erze lotów międzygwiezdnych aby zbombardować duży cel musi nad niego nadlecieć już w dzisiejszych czasach bombarduje się z odległości kilkudziesięciu kilometrów(o wiele łatwiej zniszczyć bombowiec niż kilkaset nadlatujących bomb)
      3 planeta kasyno wprowadzona chyba tylko po to żeby w filmie mógł wystąpić Benicio del Toro
      4 pościg w nadprzestrzeni okręty gnają przez galaktykę z predkościami nadświetlnymi a tu jakiś mały stateczek się odłącza i leci na jakąś planetę i jeszcze potem zdąrzy wrócić na okręt macierzysty jakby ten się wogóle nie przemieszczał
      5 BB8 i jego kilkadziesiąt ramion wyrastających jak łby hydry
      6 zniszczenie gwiezdnego niszczyciela Supremacy
      7 bezsensowna śmierć Snoke’a

      • Oh shit, here we go again.
        1. XD nawet odechciewa się komentować – najlepsza, najbardziej wiarygodna i najlepiej zbudowana historia postaci w całych Gwiezdnych Wojnach,.
        2. Fan Gwiezdnych Wojen odkrywa, że Gwiezdne Wojny przez 10 filmów nie mają sensu, bo to samo można zarzucić wszystkiemu – od Nowej Nadziei, przez Wojny Klonów i inne seriale, aż po prequele i RoS.
        3. Budowanie postaci i relacji między Finem i Rose, pokazanie, że nie wszystko może się udać. Gdyby z kolei ostatecznie udało im się to zrobić pojawiłyby się krzyki, że film jest przewidywalny, bo bohaterom w końcu musi się udać.
        4. Byli w ciągłym kontakcie. Raczej nie było problemów ze zlokalizowaniem ich.
        5. Wciąż bardziej wiarygodne od tych wszystkich rzeczy jakie miał w sobie R2D2 przez 6 epizodów i kanonicznych seriali, gdzie potrafił dosłownie wszystko.
        6. I co takiego tam jest źle wykonane? Robiąca wrażenie scena, w dodatku nie odrealniona – patrz Tarkin, zderzenie przy wyjściu z nadprzestrzeni dwóch statków plus jakieś 7 filmów wyjaśniających dlaczego komputer musiał wykonać obliczenia przed wejściem w nadprzestrzeń.
        7. Sensowna. Dzięki temu Ren wreszcie sam rządził, czego pragnął. Było to zwieńczenie jego świetnej historii na przestrzeni tych dwóch epizodów.

        • 1 Człowiek który stawił czoła w pojedynkę Imperatorowi i Vaderowi (przeciągając go ostatecznie na jasną stronę) zamiast walczyć o swego ucznia ucieka w mysią dziurę by użalać się nad sobą i doić morskie krowy (bardzo wiarygodnie zbudowana postać)
          2 Bombardowanie rodem z drugiej wojny światowej to niewątpliwy atut tego filmu
          3 lot w poszukiwaniu hakera na Canto Bight w dodatku uwolnienie jakichś koniowilków a może kociokwików jak cały ten film pokazuje że nie wszystko może się udać (w tym filmie raczej nic się nie udaje )
          4 co z tego że byli w kontakcie skoro mieli do przebycia o wiele dłuższą drogę musieli wyjść z nadprzestrzeni spędzić kilka godzin na planecie a potem bez problemów doganiają floty Najwyższego Porządku(czy jak to się tam nazywa) i rebeliantów musieli chyba wskoczyć w nadprzestrzeń nadprzestrzeni
          5 Zastanów sie co piszesz
          6 pewnie wszystkie działa laserowe się zablokowały na niszczycielu albo musieli oszczedzać energię i nie zniszczyli krążownika rebelii bo im zaczynało węgla w maszynowni brakować
          7 Palpatine kontrolował przez cały czas Vadera który dysponował największą mocą i był świetnie wyszkolony a Snoke ktory wydawał się być potężniejszy od Imperatora nie umiał kontrolować co czuje jego własny uczeń (Kylo zabija potężnego Snoke’a a nie potrafi zniszczyć początkującej Rey)

          • Przypomnę tylko jak przedstawiono na początku starego Obi-Wana :) – Po drugie owszem bardzo wiarygodna postać, uciekł na tą wyspę bo uświadomił sobie że zawiódł właśnie jako Jedi – Pokazano że nawet Jedi nie zawszę się udaje.

            ”Po drugie Kto w erze lotów międzygwiezdnych aby zbombardować duży cel musi nad niego nadlecieć już w dzisiejszych czasach bombarduje się z odległości kilkudziesięciu kilometrów(o wiele łatwiej zniszczyć bombowiec niż kilkaset nadlatujących bomb) -??? Zdajesz sobie jednak sprawę że to nie są dzisiejsze czas, tylko galaktyka w baśni :)

          • Natomiast co do wyspy to właśnie na niej opowiada swoją historie Rose – Wiec wyspa nie jest wprowadzona tylko po to aby zagrał w niej znany aktor.

          • Natomiast co do wyspy to właśnie na niej opowiada swoją historie Rose – Wiec wyspa nie jest wprowadzona tylko po to aby zagrał w niej znany aktor.

          • Dobrze że przypomniałeś mi o Rose to kolejny kiepski pomysł Johnsona .Postać wprowadzona aby zachować poprawność polityczną żeby liczba kolorowych aktorek na planie się zgadzała

          • Równe dobrze można tak powiedzieć o jednej z postaci Twi’lekanke grał czarnoskóra aktora którą co śmieszniejsze była tak ewidentnie wciśnięta na siłę, że żeby pasowała do postaci przemalowano ją na zielono co wyglądało zwyczajnie żenująco ;;) – Ale tak wtedy krzyki o poprawności politycznej nie były w modzie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...