Rozumiem frustrację fanów 2. sezonem „Altered Carbon”. Serial ma teraz lepszą fabułę, ale też niewielkie ambicje

Recenzja/Seriale 28.02.2020
Nasza ocena:
Rozumiem frustrację fanów 2. sezonem „Altered Carbon”. Serial ma teraz lepszą fabułę, ale też niewielkie ambicje

Rozumiem frustrację fanów 2. sezonem „Altered Carbon”. Serial ma teraz lepszą fabułę, ale też niewielkie ambicje

Spośród wszystkich oryginalnych seriali Netfliksa, „Altered Carbon” budzi chyba najbardziej niejednoznaczne uczucia wśród widzów. Wielu uwielbia cyberpunkową opowieść o Takeshim Kovacsie, inni krytykują produkcję za znaczące odejście od fabuły książek. Nic nie wskazuje na to, by 2. sezon produkcji miał pogodzić zwaśnione strony.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Spośród wszystkich podgatunków science fiction to właśnie cyberpunk cieszy się w ostatnich latach największą popularnością. Dlatego nie było wielkim zaskoczeniem, że Netflix zdecydował się spróbować swoich sił w produkcji tego typu i wykorzystał to tego powieść „Altered Carbon”. Trzeba jednak otwarcie przyznać – twórcy serialu potraktowali oryginalną historię Richarda K. Morgana dosyć instrumentalnie. Wykorzystali jej strukturę, ochoczo czerpali z rozwiniętego technologicznie świata, ale sama fabuła mniej więcej w połowie zaczęła szybko skręcać w stronę taniego melodramatu.

Dlatego ostateczna ocena 1. sezonu cyberpunkowego dzieła Netfliksa była dosyć niejednoznaczna. Osoby zainteresowane ciekawym wglądem w przyszłość naszego gatunku, fani neo-noir i wielbiciele ekscytujących scen walk mieli powody do zadowolenia. Czytelnicy powieści Morgana byli w stanie z kolei znaleźć wiele słabych punktów nowej wersji historii, w której Kovacs został połączony bardzo silnymi więziami emocjonalnymi z Reileen Kawaharą i Quellcristą Falconer.

Ironią losu jest fakt, że w 2. sezonie „Altered Carbon” obie strony dostały coś na poprawę nastroju, ale też coś innego im odebrano.

Najnowsza seria liczy sobie osiem odcinków i poza kilkoma pobocznymi motywami fabularnymi nie ma wiele wspólnego z powieściowymi sequelami „Modyfikowanego węgla”. Zamiast tego scenarzyści 2. sezonu postanowili poświęcić całą swoją uwagę postaciom Kovacsa, Falconer i ich wspólnego wroga – Jaegera. Trzydzieści lat po wydarzeniach z poprzedniej odsłony Takeshi w towarzystwie uszkodzonego Poe bezskutecznie poszukuje śladu swojej dawnej miłości.

Stos kobiety został przed laty rzekomo uratowany przez Reileen i ukryty w sekretnym miejscu, ale obaj bohaterowie nie zdołali potwierdzić prawdziwości tej historii. Dopiero pojawienie się zamieszkującego Planetę Harlana Meta zmienia sytuację. Zapewnia on nową powłokę Kovacsowi i sprowadza go do jego rodzinnego świata, żeby uratował go przed nadchodzącą śmiercią. Ostatni Emisariusz przybywa jednak za późno, a morderczynią okazuję się właśnie Falconer (lub ktoś noszący jej oryginalną powłokę).

Fabuła i świat kontynuacji „Altered Carbon” są znacznie bardziej jednorodne niż wcześniej. Ale cenę zapłaciła za to dotychczasowa atmosfera.

Ogrom Bay City i licznych bohaterów pobocznych zastąpiono znacznie mniejszą Planetą Harlana oraz krótszą listą postaci. Ma to swoje plusy. Cała opowieść jest teraz skoncentrowana na jednym nadrzędnym celu i prowadzi do niego w sposób logiczny i sensowny. Nie dało się tego samego powiedzieć o 1. sezonie, który musiał połączyć liczne zmiany wprowadzone przez scenarzystów serialu z oryginalną koncepcją Morgana. Tamte zadanie było karkołomne, zaś najnowsze odcinki mają znacznie większą swobodę w budowaniu swojej opowieści. Dlatego mogą sobie pozwolić i na liczne nawiązania do wcześniejszych wydarzeń, i na momenty spowolnienia.

altered carbon 2 recenzja
Foto: „Altered Carbon”/Netflix

Ale coś musiało ponieść cenę takiego nastawienia. „Altered Carbon” w dużej mierze przestał przypominać typowy cyberpunk. Nie ma też zupełnie nic nowego do powiedzenia. Powracają znane nam już wcześniej nowinki technologiczne, takie jak powłoki, stosy i klonowanie, ale na wiele innych, tak typowych dla tego gatunku, zabrakło miejsca. Cały świat zdaje się znacznie mniej przypominać wiarygodną przyszłość, a bohaterowie zachowują się przez większość odcinków jakby de facto żyli w obecnych czasach. Debiutująca właśnie odsłona jest więc głównie sequelem fabularnym, mniej estetycznym, a w swoim podejściu do technologii idzie po linii najmniejszego oporu.

Symbolem tego podejścia jest zresztą kreacja Takeshiego Kovacsa w wykonaniu Anthony’ego Mackiego.

Gwiazdor znany z filmów Marvela nawet nie stara się zachować podobnych manieryzmów, które dostrzec można było, gdy ostatniego Emisariusza grał Joel Kinnaman. Gra swoją rolę absolutnie poprawnie, ale bez błysku i próby znalezienia jakiegokolwiek wyróżnika. Kovacsa z 2. sezonu można by spokojnie włożyć do każdego standardowego filmu akcji i niczym by się nie wyróżniał. Nie ma w nim niczego ani znajomego, ani nawet zaskakującego.

Pierwsi widzowie nowej serii zareagowali na te zmiany frustracją i powszechnym zawodem (może się ona pochwalić wynikiem zaledwie 47 proc. na Rotten Tomatoes). Jestem w stanie ich w pełni zrozumieć. Właściwie w żadnym momencie 2. sezonu „Altered Carbon” nie wspina na się na wyżyny, które osiągał w 2018 roku. Ale z drugiej strony w żadnym momencie poziom nie spada też tak drastycznie jak w końcówce 1. odsłony. To produkcja znacznie równiejsza i bliższa serialowemu standardowi. Z punktu widzenia serialowego krytyka muszę tak naprawdę oceniam więc nowy sezon wyżej niż oryginał. Ale nie ma chyba sensu ukrywać, że „Modyfikowany węgiel” stracił dużą część swojej oryginalnego stylu i dawnej magii.

Nowe odcinki „Altered Carbon” obejrzycie na platformie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (19)

44 odpowiedzi na “Rozumiem frustrację fanów 2. sezonem „Altered Carbon”. Serial ma teraz lepszą fabułę, ale też niewielkie ambicje”

  1. No cóż, serial taki sobie, bez polotu. Chociaż z drugiej strony jak się popatrzy na inne produkcję Netflix to jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Netflix generalnie wypuszcza bardzo słabe produkcje, owszem znajdzie się parę perełek jak Better call Saul, Mindhunter, czy nawet Ozark, ale to i tak nie jest niestety poziom produkcji HBO. Może kiedyś się nauczą, że nie ilość się liczy…

    • A co ty masz na tym HBO oprocz kilku seriali wartych uwagi? Netflix wypuszcza słabe ale i świetne seriale również. I pod względem słabizny i pod względem tych bardzo dobrych seriali, filmów Netflix co rok miażdży konkurencje. Dlatego jest platformą dominującą na świecie. Nawet te wymienione przez ciebie seriale miażdżą wiekszość seriali pojawiających sie w HBO. HBO ma świetne produkcje ale i również zapychacze. Jedyna różnica jest taka, że na HBO skala jest mniejsza, jest mniej produkcji co miesiąc więc wydaje się że na HBO jest lepiej niż na Netflixie. To również się zmieni wraz z premierą HBO MAX. Zwiekszy się ilość premier co miesiąc, będzie naturalnie więcej kaszalotów w HBO GO.

      • No dobrze, to wymień mi te świetne seriale, które pokazały się na Netflixie w przeciągu ostatnich 12 miesięcy ;)

        • No właśnie nie umie wymienić. A taka Gra o Tron mimo słabej ósemki jak i West World czy Rodzina Soprano i tak miażdżą konkurencję.

  2. Generalnie być może serial sam w sobie broni się u osób nie znających książek aczkolwiek znam osobę, która nie czytała, której pierwszy sezon się podobał a drugi kompletnie nie podchodzi. Generalnie kompletnie odeszli od klimatu noir / detektywistycznej zagadki itp. Sam drugi sezon dla mnie jest porażka. Znieksztalcili 3 tom dodatkowo wplatając elementy z drugiego przesypując. Sprawa wyglada tak, ze netflix miał pieprzony gotowiec scenariusz na serial scifi .. mogli zrobić zajebiste spagethii w sosiku z przepysznymi klopsikami.. ale zamiast sosu z tego przepisu użyli gotowego fixa kupionego w sklepie. Jezeli ktoś jadł wcześniej ten stary przepis to spożywając ten aktualny doskonale czuje jak wiele zabrakło i jak wiele zepsuto. Pierwsza porażka w tym roku zaliczona.. mam nadzieje, Cyberpunk 2099 nie zepsuje tego … i modlę się by ekranizacja Diuny była taka jak być powinna i Dennis w miarę wiernie odda książkę.

  3. “Tamte zadanie”?
    Co się dzieje z młodymi Polakami?
    “Te okno”? “Te dziecko”… Mózg mi się lasuje, gdy to słyszę.
    Tamto zadanie. Dzięki.

  4. Wygląda to trochę tak jakby netflix za żadne skarby nie chciał 3 sezonu i wszystkie pomysły chciał pokazać w 2S.
    Twórczość R. Morgana daje duże pole do popisu twórcom, ale jak widać lepiej stworzyć gniot który spodoba się odbiorcom nie znającym książek, którzy przez przypadek i może trochę ciekawość zaczną oglądać, niż fanom Emisariusza Protektoraru, powierzchownie cynicznego, niedbajacego o siebie tylko o tych którzy mogą coś zmienić- Takeshiego Kovacsa.

    I od samego początku 2S zadaje sobie pytanie… Co robi Trep jako ‘LAYK’ na Świecie Harlana???

    • Netflixowi zależy niemal zawsze na 2 sezonach, bo to po nich ludzie rezygnują z platformy, a, że AC nie jest dla wszystkich to…

  5. Pierwszy sezon był całkiem fajny. Przed premierą drugiego przeczytałem cała serię Morgana i jestem bardzo zawiedziony drugim sezonem, tragedia.

  6. Mi Altered Carbon został polecony przez znajomego z pracy. Dzięki wam, już wiem, że na drugi sezon się w ogóle nie skuszę. Role Pana Mackiego z reguły zapominam po 5 min od seansu, ponieważ gra on kompletnie nijak.

  7. Po obejrzeniu 2 odcinków drugiej serii – Joel Kinnaman był zdecydowanie lepszy.
    Ale, pewnie wg włodarzy Netflixa, miał jedną kolosalną wadę.
    Kto zgadnie, jaką?

    • Kolor skóry XD

      Bądźmy też poważni, nie przesadzajmy z tą poprawnością na każdym kroku. Wszędzie ostatnio takich produkcji że jak nie jedno to drugie

    • Widać, że nie czytaliście książek ;) Na świecie Harlana Takeshi korzystał z powłoki o ciemnym kolorze skóry. Stąd zmiana aktora była rzeczą oczywistą :D

  8. Pierwszy sezon robił wrażenie rozmachem produkcji, drugi ewidentnie zrobili po taniości, wszystko dzieje się w malutkich pomieszczeniach/na króciutkiej uliczce. Bieda.

  9. Zmęczyłem ten drugi sezon, ale mnie uderza przede wszystkim jak bardzo po taniości go zrobili – 3 plany zdjeciowe na krzyz, klaustrofobiczne jak w jakimś Klanie.
    Historia tez zupełnie nie wciągające, nikt tam nie sprawia że się mu kibicuje, mi było zupełnie obojętne kto tam ma rację i zwycięży na końcu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...