„The Walking Dead” wraca z drugą połową 10. serii i bardzo mi z tego powodu wszystko jedno – recenzja

Recenzja/Seriale 25.02.2020
Nasza ocena:
„The Walking Dead” wraca z drugą połową 10. serii i bardzo mi z tego powodu wszystko jedno – recenzja

„The Walking Dead” wraca z drugą połową 10. serii i bardzo mi z tego powodu wszystko jedno – recenzja

„The Walking Dead” zaczyna zjadać własny ogon. Druga połowa 10. serii produkcji o żywych trupach rozkręca się bardzo powoli i tym razym nie budzi żadnych większych emocji.

Chciałem wierzyć, że pojawienie się na horyzoncie Alfy i stada jej popleczników, którzy przebierają się za odmienionych, wniesie powiew świeżości w serialu. Liczyłem na to, że odbędzie się to na podobnej zasadzie, jak miało to miejsce w komiksach, które serial luźno adaptuje. No i się przeliczyłem.

Żyjący w głuszy Szeptacze mają mniej charyzmy niż zombie.

Pozostali przy życiu bohaterowie są zaś tylko niewiele lepsi. Przetrzebiona główna obsada to w większości generyczni ocaleni, do których nie da się żywić żadnych większych emocji — znamy ich zbyt krótko. Oglądam ten serial od początku, ale teraz nie jestem w stanie z pamięci wygrzebać większości imion.

the walking dead 10 sezon recenzja

Coś poszło mocno nie tak, skoro z postaci, których losem potrafię się jeszcze przejmować, w najnowszym odcinku pojawili się na start jedynie Daryl i Carol. Ich relacja jest w dodatku już na tyle wyeksploatowana, że nie jest w stanie utrzymać mojej uwagi przy ekranie przez dłuższy czas.

W dodatku bohaterów „The Walking Dead” wykańczają w równej mierze scenarzyści, co sami grający ich aktorzy.

Świat serialu zalicza jedno kadrowe trzęsienie Ziemi za drugim, bo w tym prawdziwym odtwórcom głównych ról kończą się kontrakty. Aktorzy chcą ruszyć dalej ze swoim życiem, co jest oczywiście zrozumiałe, ale te zakulisowe roszady to zarazem ogromne spoilery. Zaczęło się od Ricka, potem poszło z górki.

Niedawno z serialu bez słowa pożegnania zniknęła Maggie, a chociaż bohaterka teoretycznie może wrócić, to lada moment pożegnamy Michonne — i nie byłoby w tym nic złego… gdybyśmy dowiadywali się o tym dopiero post factum. Ostatni raz „The Walking Dead” pokazało cojones wieki temu, uśmiercając Carla.

the walking dead 10 sezon recenzja

Nawet bolesna śmierć Henry’ego nie była zbyt wielkim zaskoczeniem.

Gdzie te czasy, gdy do samej emisji odcinka po półrocznej przerwie nie wiedzieliśmy, kogo uśmiercił Negan? W zasadzie już lepszy był ten wymuszony kilkuodcinkowy cliffhanger sprzed kilku sezonów dotyczący Glenna niż ta apatia, która dopada mnie, gdy oglądam „The Walking Dead” dziś.

Fakt, że suspens gdzieś uleciał, to spory problem dla horroru — i to nawet takiego, który od zawsze w centrum zainteresowania stawiał ludzi i ich wynaturzenie, a nie zombie samych w sobie. „The Walking Dead” bez niepewności widza co do tego, kto zaraz zginie, jest tylko cieniem samego siebie.

Na szczęście przynajmniej Robert Kirkman wiedział, kiedy zejść ze sceny.

Skończył się już komiks, na którym bazuje serial stacji AMC emitowany w Polsce na antenie telewizji Fox. Uśmiercono w nim głównego bohatera, ale potem zobaczyliśmy urywek świata, który udało mu się stworzyć. Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Ten epilog był jak strzał w pysk i został ze mną na długo.

the walking dead 10 sezon recenzja

Serialowa wersja „The Walking Dead” próbuje zaś mieć ciastko i zjeść ciastko. Z jednej strony też dostaliśmy przeskok czasowy o kilka lat do przodu i patrzymy na świat bez Ricka, ale z drugiej strony jego historia trwa nadal. Okazało się też, że wbrew deklaracjom innych bohaterów, Grimes wcale nie był taki kluczowy.

Sytuacji nie ratuje nawet Negan.

Chociaż portretujący go Jeffrey Dean Morgan dwoi się i troi, by kraść każdą scenę, w której się pojawi, tak na tych próbach się kończy. Powtarzanie w kółko tych samych gestów, grymasów i pseudofilozoficznych haseł nie-do-końca zreformowanego herszta bandytów musiało się wreszcie znudzić.

Możliwe jednak, że były przywódca Zbawców wypada słabo wyłącznie poprzez zestawienie go z Alfą i Betą, którym próbuje nauczyć zarządzania organizacją na swoich błędach — niestety, przewidywalnie, bez powodzenia. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że Negan znacznie lepiej wypadał jako rozmówca Judith.

the walking dead 10 sezon recenzja

Mimo to „The Walking Dead” ma jeszcze szansę na to, by wrócić na właściwe tory. Pomimo tych wszystkich krytycznych uwag, daleki jestem od skreślania Żywych trupów, bo nie raz i nie dwa ich twórcy pokazali, że są w stanie wyciągnąć nauczkę z popełnionych błędów. Chcę wierzyć, że tak będzie i tym razem.

Nowe odcinki 10. sezonu „The Walking Dead” obejrzycie na kanale FOX w poniedziałki o 22:00.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...