„The Clone Wars”, pierwsza animacja „Star Wars” w 3D, wraca po latach z 7. sezonem. Zupełnie niepotrzebnie

Recenzja/Seriale 25.02.2020
Nasza ocena:
„The Clone Wars”, pierwsza animacja „Star Wars” w 3D, wraca po latach z 7. sezonem. Zupełnie niepotrzebnie

„The Clone Wars”, pierwsza animacja „Star Wars” w 3D, wraca po latach z 7. sezonem. Zupełnie niepotrzebnie

Po kilku latach od zakończenia emisji serialu „The Clone Wars”, korporacja Disney przygotowała kolejny sezon pierwszej trójwymiarowej animacji z cyklu „Star Wars”. I to wcale nie jest dobra wiadomość.

Należę do tego pokolenia fanów, które w momencie debiutu „The Clone Wars” nie było już w targecie. Animację co prawda oglądałem — to były w końcu nowe „Gwiezdne wojny”, hello, rozpoczynał je nawet film pełnometrażowy — ale mimo wszystko seria kierowana była do tych najmłodszych fanów.

Podszedłem do seansu jako młody duchem, acz formalnie już dorosły człowiek. Z tego powodu oglądanie kolejnych odcinków animacji „Wojny klonów” było bardziej guilty niż pleasure. To nie jest „Shrek”, który bawi zarówno dzieci, jak i dorosłych, ale z zupełnie innych powodów.

star wars the clone wars 7 sezon gwiezdne wojny wojny klonów recenzja disney plus

The Clone Wars” w dodatku namieszało w uniwersum „Star Wars” i stanęło w kontradykcji do tego, co mówiły o nim inne źródła.

Warto przy tym odnotować, że „Wojny klonów” doczekały się emisji jeszcze zanim Disney przejął prawa do marki „Gwiezdne wojny” i skasował projekt „Expanded Universe”. Serial jest w rezultacie jednym z niewielu dzieł, które istnieją zarówno w starym, jak i w nowym kanonie. A szkoda, że to właśnie jego się nie pozbyto.

„The Clone Wars” to produkcja dla dzieci, a chociaż pod koniec serial się wyrobił, to nadal nie mogę się pogodzić z faktem, że jego twórcy retroaktywnie dodali Anakinowi Skywalkerowi młodą Padawankę, o której potem słuch w „Zemście Sithów” zaginął. Do tego to za ich sprawą do żywych wrócił Darth Maul.

star wars the clone wars 7 sezon gwiezdne wojny wojny klonów recenzja disney plus

A to przecież spłyca zwycięstwo Obi-Wana Kenobiego nad Sithem z „Mrocznego Widma”!

Co prawda kolejna animacja z cyklu „Star Wars”, czyli „Rebelianci” nieco ten motyw naprawiła, ale i tak mam do odpowiedzialnego za to Dave’a Filoniego ogromny żal — zresztą nie tylko za odebranie Kenobiemu pierwszego zwycięstwa rycerza Jedi nad Sithem w pojedynku od czasów Dartha Bane’a.

Niezbyt podobają mi się też pomysły Kapelusznika na mitologię odległej galaktyki. Chodzi o np. Świat pomiędzy światami i planetę Mortis (aczkolwiek nawiązanie do tej ostatniej w IX epizodzie „Star Wars” w wizji Colina Trevorrowa w postaci scenariusza „Duel of the Fates” byłoby ładną klamrą dla sagi).

star wars the clone wars 7 sezon gwiezdne wojny wojny klonów recenzja disney plus

Mając to wszystko na uwadze, nie potrafię myśleć o serialu „Wojny klonów” z sentymentem.

Jest jednak spora grupa fanów, która zachowuje się dokładnie w ten sposób. Trzeba sobie bowiem zdawać sprawę z tego, że trójwymiarowe „Wojny klonów” doczekały się emisji już w 2008 r. Z kolei ówcześni dziesięciolatkowie, którzy razem z Anakinem i jego uczennicą Ahsoką dorastali, mają dzisiaj po… 22 lata.

Nic dziwnego, że Disney postanowił uderzyć w nostalgiczne struny i przemówił do tej grupy, gdy uruchomił streaming wideo. Liczy na to, że współcześni 20-latkowie wezmą swoje pierwsze z trudem zarobione pieniądze i przeleją je na konto usługi, by oglądać co tydzień kolejne rozdziały swojej ulubionej animacji sprzed lat.

star wars the clone wars 7 sezon gwiezdne wojny wojny klonów recenzja disney plus

Ten powrót do świata „Gwiezdnych wojen” trudno niestety zaliczyć do udanych.

Kolejny sezon „The Clone Wars” jest dla pokolenia 20-latków tym, czym dla osób wychowanych na oryginalnej trylogii „Star Wars” były spin-offy w postaci „Rouge One” i „Solo” oraz serial „The Mandalorian”. Nie wiem, czy entuzjaści powracającej po latach animacji będą zadowoleni, ale podejrzewam, że nie. Ja tam nie jestem.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że oceniam serial przeznaczony de facto dla dzieci oraz maksymalnie 20-latków z perspektywy 30-latka, ale i tak jeśli chodzi o scenariusz to jestem rozczarowany. Być może w kolejnych odcinkach zacznie się coś dziać, ale na pilot 7. serii wybrano odcinek do bólu sztampowy.

star wars the clone wars 7 sezon gwiezdne wojny wojny klonów recenzja disney plus

„Bad Batch”, czyli epizod otwierającego 7. serię „Wojen klonów” skupia się na tytułowych żołnierzach.

I to nie byłoby wcale jakimś wielkim problemem, gdyby nie fakt, że Rycerze Jedi obecni byli w trailerach, a tutaj nikną gdzieś w tle. W centrum postawieni zostali Rex i Cody, czyli dowódcy wspierający odpowiednio Anakina Skywalkera i Obi-Wana Kenobiego. To właśnie oni spotykają „kiepską partię”.

Tym mianem określany jest oddział klonów, które miały jakieś defekty, ale okazały się one pożądane przez klonerów z Kamino. Ta grupa niestabilnych emocjonalnie żołnierzy to takie siły specjalnie. Niestety ich charakterystyka jest do bólu schematyczny i powiela te najstarsze hollywoodzkie klisze.

star wars the clone wars 7 sezon wojny klonow gwiezdne wojny recenzja disney plus 1

Do tego klony oprócz ikonicznych pancerzy otrzymały plot armor.

Ja łapię, że to trójwymiarowa animacja, której bliżej do kreskówek niż filmów aktorskich, ale i tak czuję zażenowanie, gdy widzę czteroosobowy oddział niszczący bez żadnych strat setki droidów. Najgorsze jest jednak to, że kompletnie nie czuję, by ta historia była jakkolwiek potrzebna. Przynajmniej na razie.

Możliwe bowiem, że w kolejnych odcinkach, gdy pojawią się już na dłużej na ekranie rycerze Jedi, fabuła się zagęści. Na ten moment serial nie dostaje jednak mojego kredytu zaufania. W moich oczach na 7. sezon „The Clone Wars” uparł się nie dział kreatywny Lucasfilm, a księgowi w Disney+.

star wars the clone wars 7 sezon wojny klonow gwiezdne wojny recenzja disney plus 2

Nie mogę się natomiast przyczepić do nowych „Wojen klonów” jeśli chodzi o poziom oprawy graficznej.

Modele wyglądają świetnie, animacje przygotowano pieczołowicie, a choreografia walk — zwłaszcza w drugiej połowie epizodu, z taką dynamiczną kamerą zza pleców bohaterów — budzi podziw. Uwagę zwraca też liczba modeli widocznych na trzecim planie. Odległa galaktyka jak nigdy sprawia wrażenia żywej.

Szkoda tylko, że biegłość w kwestiach technicznych nie idzie w parze z wiarygodną, wciągającą historią. Naprawdę dałoby się fabułę poprowadzić tak, by bawiła nawet te najmłodsze dzieci, ale przy okazji by dorośli fani również mogli oglądać serial bez grymasu niezadowolenia i rozczarowania na twarzy.

Na infantylność powinni pozwalać sobie twórcy zupełnie nowych seriali kierowanych do kolejnego pokolenia fanów, a nie scenarzyści 7. sezonu produkcji dla dzieci, która debiutowała 12 lat temu. W rezultacie „The Clone Wars” jako kontynuacja hitu sprzed lat w moich oczach egzaminu nie zdaje — a potencjał był.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...