Czyste szaleństwo. Oceniamy serial „Harley Quinn” platformy DC Universe

Recenzja/Seriale 25.02.2020
Nasza ocena:
Czyste szaleństwo. Oceniamy serial „Harley Quinn” platformy DC Universe

Czyste szaleństwo. Oceniamy serial „Harley Quinn” platformy DC Universe

Między romansem z filmowym „Legionem Samobójców” a przygodą z kinowymi „Ptakami Nocy” Harley Quinn wróciła do swoich korzeni. Tym samym Justin Halpern, Dean Lorey i Patrick Schumacker udowadniają, że w ramach serialu animowanego czuje się najlepiej. To w tej formie jest jej do twarzy jak Margot Robbie w… czymkolwiek.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Kiedy Todd Phillips postanowił uzbroić Jokera w ekstremalny realizm psychologiczny, niejako odchodząc od jego komiksowej genealogii, Cathy Yan wybrała dla Harley Quinn zupełnie inną ścieżkę. W „Ptakach Nocy” z uśmiechem na ustach zerwała z wszelkimi prawami obowiązującymi w naszej rzeczywistości. Tak z prawidłami fizyki, jak z głębszym umotywowaniem działań swoich bohaterów, których uczyniła archetypami. Skupiła się w ten sposób na oddaniu chaotycznej osobowości protagonistki. Twórcy zrealizowanego dla platformy DC Universe serialu idą w tym samym kierunku, ale posuwają się o krok dalej.

Podczas gdy forma filmu aktorskiego, nawet tak szalonego jak „Ptaki Nocy”, otwiera nawias realizmu, animacja go zamyka. Dzięki temu jesteśmy w stanie znieść o wiele więcej absurdów i uproszczeń. W „Harley Quinn” Halpern, Lorey i Schumacker chętnie to wykorzystują. Chwytają kij bejsbolowy i rozwalają okowy realizmu w drobny mak. Przyjmują ten sam punkt wyjścia co Yan i każą Quinn emancypować się w rytm kolejnych naparzanek, których finał zwykle następuje wraz z zalewającymi ekran hektolitrami krwi. I chociaż sięgają po podobne środki wyrazu, są w tym wszystkim bardziej bezkompromisowi. Mając większe pole do popisu, wypełniają je groteską, wulgaryzmami i wariacją na temat znanego nam skądinąd miejsca.

Trafiamy do Gotham, które rzadko kiedy przypomina metropolię z innych opowieści osadzonych w uniwersum DC.

Kojarzony z miastem mrok jest tu jedynie ledwo i ironicznie zarysowany. Wchodzimy do świata wypełnionego neonową feerią barw, gdzie niepodzielnie rządzi chaos. Bardzo szybko orientujemy się, że wylądowaliśmy w rzeczywistości wyjętej z umysłu tytułowej bohaterki. Jest to odbicie jej wyobrażeń, marzeń i niepokojów. Dlatego co chwilę częstowani jesteśmy materiałami z telewizji informacyjnej poświęconej działaniom przestępców, a postaciom przyjdzie przejechać się autostradą im. Harley Quinn z rollercoasterową pętlą i płonącą obręczą. Fantazyjny wymiar opowieści podkreślany jest na każdym kroku za sprawą kolejnych udziwnień i nonsensów.

Twórcy narrację każdego z 13 odcinków kradną wprost z „Ricka i Morty’ego”. Zaczynają się one dość niewinnie od zarysowania prostego planu bądź ukończenia jakiejś misji. W miarę rozwoju akcji sprawy się coraz bardziej komplikują i nie sposób przewidzieć, co stanie się za chwilę. Z jednej strony obserwujemy główny wątek fabularny, a z drugiej wątki poboczne. Dzięki temu coraz lepiej poznajemy kolejne postacie. A jest to całe muzeum osobliwości. Quinn, jak często wcześniej, zostaje skojarzona z Poison Ivy i kilkoma drugoligowymi villainami. Wśród nich jest marzący o karierze aktora zmiennokształtny Clayface, mający problem z polityczną poprawnością Dr Psycho czy spec od mediów społecznościowych King Shark. To oni pomogą głównej bohaterce wyjść z roli arlekinki i stać się niezależną jednostką. Na drodze do osiągnięcia tego celu pojawi się wiele przeszkód i interesujących sprzymierzeńców bądź przeciwników.

Nie ma tu problemu z prawami do wykorzystania postaci regularnie goszczących na kartach komiksów DC, dlatego spodziewajcie się licznych występów chociażby Jokera czy epizodycznych wstawek z członkami Ligi Sprawiedliwości. Z zastrzeżeniem, że każdy, kto pojawia się na ekranie nie jest do końca sobą. Spotkamy Bane’a, ale tego bezwzględnego mięśniaka pożerają neurozy. James Gordon wzywa Batmana nie z prośbą o pomoc w schwytaniu przestępców, ale żeby zwierzyć mu się z małżeńskich problemów. Samego Mrocznego Rycerza odwiedzimy nawet w jego jaskini, gdzie, jak twierdzi protagonistka, oddaje się zoofilii. Przykłady takiego odchodzenia od normy można mnożyć, a służą one dekonstrukcji konwencji komiksowych narracji o trykociarzach. Jak dowiadujemy się z fabuły, supervillian rodzi się za sprawą tragedii z przeszłości i potrzebuje przeciwnika, aby liczyć się w świecie przedstawionym, czyli jego geneza i sposób funkcjonowania są identyczne, jak w przypadku superbohaterów.

Harley Quinn/DC Universe
Harley Quinn/DC Universe

Halpern, Lorey i Schumacker często puszczają oko do komiksowych geeków.

Wiedzą bowiem, że nie tworzą serialu dla dzieci, tylko obeznanych z konwencją fanów. Naginają więc granice gatunku i bawią się jego zasadami. Chociaż za główny cel stawiają sobie dostarczenie widzom rozrywki, to nie stronią od fabularnych przesłań na temat ważkich kwestii społecznych. Z Poison Ivy czynią ekologiczną aktywistkę, zwracając uwagę na niszczenie przez nas środowiska, a za pomocą Dr. Psycho komentują seksizm funkcjonujący w sferze publicznej. Nieraz też podkreślają istnienie szklanego sufitu dla kobiet w różnych branżach, nawet tych wyimaginowanych i przestępczych.

Harley Quinn przeszła imponującą drogę od swojego debiutu w animowanym „Batmanie” w 1992 roku. Na małym ekranie zaczynała od uzależnionej od Pana J. partnerki w zbrodni, a potem została w podobnej roli przeniesiona na karty komiksu. Od czasów uniwersum The New 52 stała się jednak symbolem feministycznego wyzwolenia z toksycznych relacji. Dla twórców serialu jest to tylko jeden z punktów odniesienia. W ich rękach tytułowa bohaterka nie krzyczy w każdej scenie „girl power”, a raczej zostaje zrównana z figurą obrońcy uciśnionych, dziwaków i osób z różnych powodów wyrzuconych na margines społeczny. Z radosnym „YOLO” na ustach wspina się po drabinie przestępczej hierarchii w imię walki o samoświadomość i podniesienia poczucia własnej wartości. Robi to z charakterystyczną dla siebie werwą, a Halpern, Lorey i Schumacker chętnie poddają się właściwemu jej szaleństwu. Zapnijcie więc pasy, bo „Harley Quinn” to ostra jazda bez trzymanki. I nawet przez chwilę nie zechcecie wcisnąć hamulca.

Teksty, które musisz przeczytać:

Lubicie film „Harley Quinn: Ptaki Nocy” i macie niedosyt superbohaterek? Na ratunek przyszedł komiks „Ptaki Nocy: Tajemnice i morderstwa” – recenzja

Współczesne ekranizacje komiksów sprawiły, że wielu wcześniej nieznanych bohaterów zyskało nową popularność. Film „Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” przedstawił wielu fanom i fankom najsłynniejszą kobiecą drużynę DC. Odpowiedzią na zwiększone zainteresowanie jest zaś komiks „Ptaki Nocy: Tajemnice i morderstwa”.

Recenzja/Komiksy 18.02.2020

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...