„Zenek” do tańca nie porywa. Oceniamy filmową biografię króla disco polo

Recenzja/Film 11.02.2020
Nasza ocena:
„Zenek” do tańca nie porywa. Oceniamy filmową biografię króla disco polo

„Zenek” do tańca nie porywa. Oceniamy filmową biografię króla disco polo

Miłość, zabawa, disco polo – dumnie głosi napis na plakacie „Zenka”. Okazuje się to obietnicą, której sam film nie jest w stanie spełnić.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jak dowiadujemy się w jednej ze scen „Zenka”, nie kto inny niż Martyniuk wymyślił termin disco polo, używają go w trakcie jednego wywiadu radiowego. I chociaż z innych źródeł wynika, że nie jest to prawdą, taka informacja aż prosi się o to, by poprzez biografię króla tego fenomenu przeanalizować rzeczone zjawisko, chociażby tak, jak zrobił to Leszek Dawid z polskim hip-hopem za sprawą losów Magika w „Jesteś bogiem”. Jan Hryniak wybrał jednak zupełnie inną drogę. Unika kontekstów społecznych i polskiej sceny muzyki tanecznej końca XX wieku. Skupia się na bohaterze i nie dostrzega potencjału tkwiącego w jego historii.

W parze z disco polo zawsze podąża pewna aura.

Być może jest to przaśność, a z pewnością kicz. W końcu mamy do czynienia z prostą muzyką do tańca, pozwalającą masom na chwilę wytchnienia po ciężkim tygodniu pracy. Dlatego tak łatwo Maciejowi Bochniakowi w „Disco Polo” było ująć ją w ramy najntisowej fantasmagorii, zrodzonej na polskim rynku transformacji ustrojowej, który przypominał Dziki Zachód. Ten wymiar rodzimego zjawiska Hryniaka wcale nie interesuje. Odziera go z przesycenia tandetą, a co za tym idzie całego parodystycznego potencjału.

Reżyser z kamienną twarzą namaszcza Martyniuka na proroka muzyki rozrywkowej, ku uciesze zebranych wiernych, każąc mu śpiewać w kościele na tle imponujących organów. Biografię artysty obtacza w nieznośnym realizmie, chcąc chyba usunąć z terminu disco polo wszelkie negatywne konotacje. Dlatego obserwujemy bohatera upartego, gotowego poświęcić wszystko, aby tylko dostarczyć ludziom rozrywki. Jest wiecznym optymistą. Pląta się między problemami. Wpada w kolejne trudne sytuacje, z których wychodzi obronną ręką, bo przekorny los bez przerwy mu sprzyja.

Wątki rozwiązują się więc za sprawą deus ex machiny.

Wzorem drugoplanowych postaci, pojawiają się i znikają, kiedy twórcom wygodnie. Scenarzystka Marta Hryniak (żona reżysera) chyba zbyt dosłownie potraktowała słowa piosenki Akcentu, zgodnie z którymi „życie to są chwile, chwile tak ulotne jak motyle”. Kolejne sceny łączone są ze sobą na siłę, jedynie za sprawą głównego bohatera. O wszelkiej spójności fabularnej można zapomnieć. Paradokumentalne wstawki mają uzupełniać informacje pominięte w elipsach, ale jednocześnie pozbawiają opowieść koherentnego sensu.

„Zenek” to nic innego jak zbiór anegdotek z początków, środka i szczytowego momentu kariery Martyniuka. Tu protagonista wdaje się w konflikt z Romami, tam za bardzo odpływa w alkohol, a gdzie indziej musi ratować syna z rąk porywaczy. Zaskakująco mało w tym wszystkim muzyki. Samego disco polo jest tu jak na lekarstwo. W pierwszej połowie filmu usłyszymy kilka hitów, ale nie Akcentu. Bohaterowie grają covery przede wszystkim zagranicznych zespołów. Nie brakuje przebojów Boney M czy Bad Boys Blue, a w roli leitmotivu co chwilę powraca „Never Ending Story” Limahla.

W ten sposób Hryniak prezentuje inspiracje artystów działających w obrębie disco polo i korzenie polskiego fenomenu.

Chciałoby się jednak po tych wszystkich problemach, narażaniu się Romom, spotkaniach z wyganiającymi go metalowcami bądź szyderstwach ze strony teścia zobaczyć jak tytułowy Zenek wychodzi na wielką scenę i śpiewa swoje największe hity. Gra na nosie wszystkim, którzy w niego nie wierzyli i zgodnie z intencją twórców staje się posłańcem tanecznej zabawy. Zamiast tego dostajemy jakieś fragmenty, strzępki tego, czego się spodziewaliśmy. Obecni na sali kinowej widzowie nie ruszą do tańca wraz z rozbrzmiewającym z głośników utworem „Przez twe oczy zielone”, a będą mogli jedynie potuptać w rytm piosenek Papa Dance.

Zenek/fot.: TVP
Zenek/fot.: TVP

Nie mam złudzeń, że film okaże się wielkim hitem. Tłumy fanów Martyniuka pobiegną do kin i za jakiś czas otrzymamy sequel produkcji. Może wtedy przyjdzie nam usłyszeć na wielkim ekranie przeboje Zenka. Tymczasem możemy jedynie podziwiać charyzmę aktorów, którzy go kreują. Jakub Zając wciela się w muzyka w jego początkowych latach kariery i czaruje chłopięcym urokiem. Bawi się swoją rolą, tu nieco egzaltując zachowanie artysty, a tam nieco je tonując. Krzysztof Czeczot jest jego starszą i dojrzalszą wersją. Uwodzi męską, przywódczą energią, wydobywając na wierzch sztuczność wiążącą się z byciem gwiazdą.

Tym samym obaj aktorzy nieco przyćmiewają samego Zenona Martyniuka.

Nie trzeba znać na pamięć materiałów archiwalnych, aby się przekonać, że on sam nigdy tak wielkim urokiem nie mógł się pochwalić. Roztańczył Polskę swoją muzyką, a nie osobowością. Szczególnie widać to w napisach końcowych, kiedy wraz z grającymi go wcześniej aktorami i Limahlem staje na scenie. Wystarczy przyjrzeć mu się, żeby zobaczyć, jak wielka przepaść dzieli go od pozostałych występujących. Wtedy wszyscy zrozumieją, jak bardzo film obnażył go przed publicznością, pozbawiając atrybutu w postaci oryginalnych, wpadających w ucho piosenek. „Król jest nagi” – krzyknie ktoś, a ktoś inny doprecyzuje „i w dodatku nie ma jaj”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

21 odpowiedzi na “„Zenek” do tańca nie porywa. Oceniamy filmową biografię króla disco polo”

  1. A czyja to jest, do kogo należy ta szczekaczka medialna der Rozrywka.Blog ? Do folksdojczy, żydów, czy może miejscowych szuj ? Większosć (prawie 90 %) polskojęzycznych szczekaczek medialnych jest w obcych rękach i służy do drukowania świadomości oczadzonemu społeczeństwu polskiemu, które kiedyś było narodem. Trzeba się mieć na baczności, aby nie poddawać się inżynierom od socjotechniki prowadzić na smyczy medialnej. Ja z przyjemnościa obejrzę ten film, bo zapewne przeniesie mnie w czasy siermiężnego PRL-u, w którym funkcjonowało zniewolenie polityczne, ALE BYŁA JAKO TAKA WOLNOŚĆ GSPODARCZA, o której sobie powspominam. Więcej o obecny wyzysku w IV odcinku moich audycji na You Tube ~Krzysztof Kornatowicz

  2. A w czyich łapach, kto steruje tym medium ROZRYWKA>BLOG ? To bardzo ważne, bo polskojęzycznych sprzedajnych szuj medialnych, sterujących umysłami naiwnych ludzi w Polsce jest przeszło 90 % Trzeba uważać, jakiej szui artykuł się czyta, ab nie zostać oszwabiony przez folksdojczy, żydów i innych inżynierów socjotechniki. Więcej w moich audycjach pod moimi personaliami w You Tube ~Krzysztof Kornatowicz

  3. Ludzie by chcieli zeby film był nie wiadomo jak głęboki, ale własnie o to w nim chodzi że opowiada historię prostego chłopaka i jego marzeń! Więc ma być prosty ! :) przy nim ma sie po prostu spędzać miło wieczór i moim zdaniem zadanie wykonuje

  4. Zenek to film który królem kina nie zostanie, ale będe mimo to bronić
    filmu, bo to ciekawa pozycja. Fabuła, scenografia i gra aktorska
    zgrabnie się łączą w prostą ale przyjemną historię. Przejrzystość tego
    filmu nie jest jednoznaczna z tym, że film jest nudny, bo przyjemnie się
    go ogląda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...