Oscary i Netflix to jeszcze długo nie będzie udany związek. Serwis VOD na 24 nominacje zdobył tylko 2 statuetki

Felieton/Film 10.02.2020
Oscary i Netflix to jeszcze długo nie będzie udany związek. Serwis VOD na 24 nominacje zdobył tylko 2 statuetki

Oscary i Netflix to jeszcze długo nie będzie udany związek. Serwis VOD na 24 nominacje zdobył tylko 2 statuetki

Nie jest tajemnicą, że najbardziej konserwatywni przedstawiciele amerykańskiego środowiska filmowego nie są wielkimi fanami streamingu. Netflix zdołał jednak przebić się do hollywoodzkiej śmietanki i systematycznie zdobywa coraz więcej nominacji do Oscarów dla swoich produkcji. A mimo to tegorocznej ceremonii szefowie firmy nie uznają za udaną.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Siła przebicia największej platformy streamingowej na świecie jest zdecydowanie godna podziwu. Od 2014 roku Netflix zdobywa coraz większe poparcie dla swoich projektów i skuteczniej lobbuje za nominacjami dla nich. Początkowo firma działała przede wszystkim w zakresie produkcji dokumentalnych (do dzisiaj jest zresztą uznawana za dobry dom dla dzieł non-fiction), ale dwa lata temu doszło też do przełomu w kontekście produkcji fabularnych. „Mudbound” doczekał się pierwszych nominacji w kategoriach scenariuszowych i aktorskich.

Rok później było jeszcze lepiej dzięki „Romie”, a podczas 92. ceremonii rozdania Oscarów szansę na zdobycie statuetek miały: „Irlandczyk” (10 nominacji), „Historia małżeńska” (6), „Dwóch papieży” (3) oraz „Klaus”, „Zgubiłam swoje ciało”, „Amerykańska fabryka”, „Krawędź demokracji” i „Pokonani przez życie” po jednej. Łącznie te 24 nominacje – Netflix zdobył ich więcej niż jakakolwiek klasyczna wytwórnia filmowa – przełożyły się na zaledwie dwa triumfy.

Oscary zdobyli twórcy dokumentu „Amerykańska fabryka” oraz Laura Dern za drugoplanową rolę kobiecą w „Historii małżeńskiej”.

Trudno tego nie rozpatrywać w kategorii jeśli nie porażki, to olbrzymiego rozczarowania. Serwis przygotował naprawdę długą listę godnych uwagi produkcji, zaangażował największe nazwiska w branży, znalazł nowe sposoby promocji i wydał setki milionów dolarów na marketing swoich filmów. A mimo to nie liczył się w żadnej z najważniejszych kategorii.

Szczególnie bolesne, choć od kilku tygodni łatwe do przewidzenia była całkowite zignorowanie „Irlandczyka” Martina Scorsese. To właśnie przy tym projekcie Netflix podjął olbrzymie ryzyko, nie tylko finansowe, żeby magia „Marty’ego” oraz wybranej przez niego obsady przyniosła im w końcu najcenniejszego Oscara dla najlepszego filmu w danym roku.

Innowacyjność to obecnie zdecydowanie nie jest słowo-klucz, którym kierują się akademicy.

Platforma VOD nie była w stanie ani w poprzednim, ani w tym roku przebić się przez mur standardowych i schematycznych do bólu wyborów Amerykańskiej Akademii Filmowej (udało się tylko koreańskiemu „Parasite”). Dlatego najlepszą aktorką pierwszoplanową wybrano Renee Zellweger za biograficzną „Judy” zamiast Scarlett Johansson, a pozostali członkowie obsady rodzinnego dramatu również musieli obejść się smakiem.

Nie ma sensu też ukrywać, że jakkolwiek „Toy Story 4” jest najlepszym filmem Pixara od lat i stanowi udane zwieńczenie serii, to właśnie „Klaus” i „Zgubiłam moje ciało” znacznie bardziej posuwają sztukę animacji do przodu. Więc taki a nie inny wybór w tej kategorii również trąci myszką. I jakkolwiek „Irlandczyk” wydaje się filmem, którego widzowie albo kochają, albo nienawidzą, to trudno całkowicie pominąć technologiczne nowinki wykorzystane w tej produkcji. Nawet jeśli często efekt finalny ocierał się o uncanny valley.

Niechęć do streamingu wciąż jest duża, o czym świadczą choćby żarty z serwisów Netflix i Amazon.

W teorii to drobnostka, bo podczas gali rozdania Oscarów co roku pada całe mnóstwo ciętych (i przeważnie kompletnie nieśmiesznych) dowcipów. Podobnie było i tym razem. Nie ma więc sensu się jakoś szczególnie obrażać na uczestników tego wydarzenia. Problem w tym, że uszczypliwości w stronę Netfliksa często sprawiają wrażenie ostatniej deski ratunku starej gwardii Hollywood.

To strategia w myśl zasady: „Jeśli nie możesz ich pobić, to zacznij się z nich śmiać lub ich ignorować”. Obie metody były w ostatnich latach wykorzystywane przeciwko platformie VOD i przynajmniej na razie nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się poprawić. A dzisiejsze wydarzenie pokazało jasno i wyraźnie, że dopóki konflikt między Netfliksem a wpływową częścią środowiska filmowego nie zostanie zażegnany, to o wielkich triumfach serwisu nie może być mowy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Oscary i Netflix to jeszcze długo nie będzie udany związek. Serwis VOD na 24 nominacje zdobył tylko 2 statuetki”

  1. Akademia jeszcze długo będzie walczyła z Netflixem. Pewnie, jakieś “ochłapy” będą im rzucać, żeby Netflix nie mógł mówić, że są dyskryminowani czy coś. Dojdzie do tego, że Oskary będą przyznawane nawet filmom takim jak Koty byle by Netflix nie dostał…

    • Co Ty wypisujesz za teorie spiskowe czy też wymyślasz sensacje?

      Żadna produkcja Netflixa nie była w stanie wygrać Oscara bo była po prostu za słaba.

      Prawda jest taka, że ogólnie z roku na rok coraz mniej ciekawsze produkcje w kinach (moda na seriale chyba też trochę powodem) ale nawet z tej małej ilości, żaden film fabularny nie zasłużył na Oscara od Netflixa. Zarówno Joker czy Parasite to jeszcze nie liga dla Netflixa.

      Ale Netflix spokojnie – będzie dalej walczył. Oni specjalnie na takich produkcjach się skupiają, żeby pokazać środkowy palec Akademii. Co roku pojawiają się 2-3 tytułu specjalnie robione pod Oscary. Tylko po to, żeby Neftlix mógł zdobyć prestiż, że nie jest producentem tylko “gniotów” Szkoda, że do 99.9% innych swoich produkcji się nie przykładają.

      PS Jedna produkcja moim zdaniem miała szansę czyli Klaus. Jak widać, wybrali inaczej ale poza Klausem nie widziałem więcej z tej kategori, więc nie będę się wypowiadał czy to dobrze czy źle.

    • zawiodl mnie wiedzmin, slabe gowno….. nie dno, ale blisko dna… szkoda wielka.
      wydaje mi sie, ze netflix nie bd nigdy na dobrym poziomie.

    • Dokładnie o tym samym pomyślałem. Czy nie jest tak że po prostu nie zasłużyły? Większość obejrzanych przeze mnie filmów od nich ma kilka wspólnych cech. Dobra obsada, dobry początek filmu, ale dalej się gdzieś to rozjeżdża.

  2. Dajcie spokój z tym kultem Netflixa. Serwis pełen starych filmów i seriali klasy C. Ma kilka dobrych filmów i max 3-4 seriale. Pozostałe są trzepane taśmowo, bez pomysłu. Mają kasę ale brak wizji i dobrych pomysłów. To tyle. Irlandczyk to gorsza kalka Chłopców z ferajny. Nie wiem dlaczego miałby dostać Oskara.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...