„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” to zręczna odpowiedź DC na sukces „Deadpoola” – recenzja

Recenzja/Film 06.02.2020
Nasza ocena:
„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” to zręczna odpowiedź DC na sukces „Deadpoola” – recenzja

„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” to zręczna odpowiedź DC na sukces „Deadpoola” – recenzja

„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” to przewidywalnie nieprzewidywalna odpowiedź DC na sukces „Deadpoola”. Nieco spóźniona, ale przynajmniej bardzo udana.

Uwaga na delikatne spoilery.

Już po przekombinowanym tytule było wiadomo, że ósmy już film Warner Bros., osadzony w DC Extended Universe, będzie nietypowy. Margot Robbie, która wystąpiła wcześniej w „Suicide Squad”, ponownie wciela się w nim w Harley Quinn i jestem przekonany, że aktorka podczas kręcenia kolejnych scen do „Birds of Prey” bawiła się co najmniej tak dobrze, jak ja podczas seansu.

Od razu sobie wyjaśnijmy, że te całe „Ptaki nocy” w tytule to tylko taka zmyłka.

To tak, jakby „Deadpool 2” miał tytuł rozpoczynający się od frazy „X-Force” — zupełnie bez sensu. Co prawda w filmie pojawiają się policjantka Renee Montoya, śpiewaczka Dinah Lance i Helena „kobieta z kuszą” Bertinneli — aczkolwiek z pominięciem założycielki grupy Birds of Prey, Barbary Gordon a.k.a. Batgirl/Oracle — ale są one tylko tłem dla głównej (anty)bohaterki.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Harley Quinn, zagrana przez Margot Robbie, jest zaś tą samą kobietą, która biegała posłusznie u boku Jokera w „Suicide Squad”, ale nowy film jej poświęcony nie wymaga znajomości jakiegokolwiek poprzedniego. „Ptaki nocy”, wydane w kategorii R, istnieją w pewnym oderwaniu od DCEU i są de facto zamkniętą produkcją — niemal tak jak zeszłoroczny nomen omen „Joker”.

Birds of Prey” ma z filmami z cyklu DCEU tyle samo wspólnego, co „Deadpool” z serią „X-Men”.

Wade Wilson, czyli słynny najemnik z niewyparzoną gębą przewija się zresztą w recenzji „Birds of Prey” nieprzypadkowo. Harley Quinn tak jak on jest narratorką swej zwariowanej opowieści. Do tego jest szurnięta niemal tak jak on i podobnie zwraca się bezpośrednio do widza, burząc czwartą ścianę — aczkolwiek w przeciwieństwie do Deadpoola tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Swą opowieść snuje zaś dokładnie tak, jak ma na to ochotę… ale też tak, byśmy się w niej połapali. Kilkakrotnie skaczemy do przodu i do tyłu po linii czasowej, ale narracja jest raczej koherentna. Połapanie się w tym, kto jest kim, nie powinno sprawiać żadnego problemu, bo była Jokera pokrótce i w bardzo komiksowym stylu przedstawia nam co ważniejsze postaci.

Bardzo ważna w nowym filmie w ramach DC Extended Universe jest też Cassandra Cain.

Protagonistka musi się tą nieletnią złodziejką, a jakże, zaopiekować, tak jak Deadpool opiekował się ostatnio młodym mutantem, albowiem Źli Ludzie polują na dziewczynę, która weszła w posiadanie nie byle jakiego diamentu. Ukradła prawej ręce lokalnego mafijnego bossa klejnot, w którym ukryto hasła do kont wymordowanej rodziny Bertinneli i na domiar złego go… zjadła.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Zanim to jednak nastąpiło, Harley Quinn — która po rozstaniu z Jokerem poszukuje sensu życia na dnie butelki w szemranym nocnym klubie — podejmuje wreszcie poważną życiową decyzję. W bardzo widowiskowy sposób obwieszcza światu, że jest singielką i równie dobrze mogłaby narysować na swych plecach tarczę strzelniczą. Wszyscy, którym kiedykolwiek podpadła, chcą ją teraz dopaść.

Harley Quinn zaś budzi się na kacu i jedyne, na co ma ochotę, to kanapka z serem.

Kobiecie, która nie cierpi być nazywana głupią — chętnie zresztą przypomina oprychom, że ma doktorat, a zwyrodnialcom w trakcie walki potrafi robić psychoanalizę — po romansie z Jokerem brakuje piątej klepki. Z tego powodu „Ptaki nocy” z jej udziałem przypominają wystrzałowy teledysk.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Choreografia absurdalnych starć przypomina taniec, a to wszystko przyprawione jest niesamowitymi kostiumami i klimatycznym soundtrackiem. Fabuła jest tu w zasadzie tylko pretekstem do zabawy formą, a Margot Robbie płynie przez ten film z ogromną gracją. Twórcy i widzowie doskonale zdają sobie sprawę, że to wszystko nie ma sensu, ale w sumie nikomu to nie przeszkadza.

Birds of Prey (and the Fantabulous Emancipation of One Harley Quinn)” daje, tak po prostu, masę frajdy.

Oczywiście cały czas gdzieś tam z tyłu głowy podczas seansu ma się świadomość, że ta postrzelona kobieta zabijała ludzi — a na naszych oczach karmi swoją udomowioną hienę nogą hycla — ale „Ptaki nocy” robią wszystko, by widzowie o wyrządzonym przez nią złu zapomnieli. Personifikacja chaosu, ze względu na to, ile rozrywki nam dostarcza, domaga się wręcz ulgowego traktowania.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Kobiecie kibicować w jej zmaganiach jest zresztą bardzo łatwo, bo chociaż w większości przypadków jest sama sobie winna, to i tak jej dążenie do zaakceptowania siebie jako autonomicznej jednostki — żyjącej może nie w ramach społeczeństwa, co na jego peryferiach — jest w oderwaniu od jej dotychczasowych i bardzo niecnych czynów godne podziwu.

„Ptaki nocy” to zaś pierwszy film, nie tylko od DC, w którym grupa superbohaterska to same kobiety.

Warner Bros. pod tym względem zresztą trudno cokolwiek zarzucić, bo to za sprawą tej wytwórni dostaliśmy pierwszy film kinowy z kobietą w głównej roli, który w dodatku wyreżyserowała kobieta. Do tego to w serialach na motywach uniwersum DC można znaleźć liczne silne postaci kobiece. Marvel ze swoim rodzynkiem w postaci „Kapitan Marvel” wypada na tym tle dość blado.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

„Birds of Prey” to też świetny wybór na nadchodzące Walentynki. Motyw przewodni to emancypacja, ale bez charakterystycznego dla współczesnego Hollywoodu nadęcia. Pod płaszczykiem zwariowanej przemocy (z wykorzystaniem młotków i strzelby strzelającej konfetti) i absurdalnych scen akcji (z pościgiem za samochodem we wrotkach na czele) film kryje bardzo pozytywne przesłanie.

Cieszy też, że DC Comics znalazło wreszcie na siebie pomysł.

Próby naśladowania Marvel Cinematic Universe były skazane na porażkę, a pomysł Zacka Snydera na naprawdę mroczne filmowe uniwersum na bazie komiksów nie wytrzymał próby czasu. DC po fiasku „Legionu samobójców” i „Ligi sprawiedliwości” uznało, że pora iść w komedię, ale bez kopiowania poczucia humoru swojej bezpośredniej konkurencji. To był strzał w dziesiątkę.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Już wydane wcześniej film „Wonder Woman” traktował samego siebie mniej serio, niż miało to miejsce w przypadku „Justice League”, „Aquaman” i „Shazam!” z kolei pokazały, że śmianie się z samych siebie nie jest niczym złym — to oznaka zdrowego dystansu. Harley Quinn w swoim filmie z właściwą dla siebie charyzmą podnosi to do kwadratu, czym ubiega potencjalnych hejterów.

Szkoda, że „Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” gubi pióra.

I to na ostatniej prostej! Cały film jest przewidywalnie nieprzewidywalny i możemy mieć pewność, że bohaterowie najczęściej zrobią coś, czego programowani przez popkulturę od dekad się po nich nie spodziewamy. Z tego względu po pewnym czasie nowy film DC paradoksalnie przestaje zaskakiwać. Do tego na tle całej tej historii jej finał i epilog jest taki miałki i nijaki.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Na szczęście te ostatnich kilka minut nie psuje dobrego wrażenia, jakie zostawia po sobie „Birds of Prey (and the Fantabulous Emancipation of One Harley Quinn)”. Film nie wyważa otwartych drzwi i nie definiuje na nowo gatunku tak, jak zrobił to zeszłoroczny „Joker”, ale jak na obraz na podstawie komiksów wydany w 2020 roku jest mimo wszystko nietypowy i warty uwagi.

Spora w tym zasługa solidnego drugiego planu w „Birds of Prey”.

Margot Robbie jako Harley Quinn, którą charakteryzatorzy przystroili w kolorowe cichy i dwa równie kolorowe kucyki, jest oczywiście w centrum uwagi, ale nie kradnie każdej sceny. Każda z pozostałych kobiet, będących w centrum akcji, ma przynajmniej kilka świetnych, mocnych scen. Wisienką na torcie jest zaś główny złoczyńca, w którego wcielił się Ewan McGregor.

birds of prey ptaki nocy harley quinn film recenzja

Czarna Maska w jego interpretacji również ma kuku na muniu, ale przy okazji pozuje na bardzo eleganckiego gentlemana. Aktor zbliża się co prawda wielokrotnie do granicy autoparodii, ale jej nie przekracza i to nawet w scenach, gdy zleca Victorowi Zszaszowi zdjęcie twarzy swoim przeciwnikom. A przy nim wszystko to, co robi Harley, to tylko takie niewinne wygłupy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

14 odpowiedzi na “„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” to zręczna odpowiedź DC na sukces „Deadpoola” – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...